[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (16 marca 2001)


WIESLAWA PIATKOWSKA-STEPANIAK

Mariana Swiecickiego
pomysly na Ameryke

27 lutego 2001 r. wypadlo 30-lecie powstania Nowego Dziennika. Gazeta powstala w momencie, kiedy pisma polskojezyczne ukazujace sie w Ameryce znalazly sie w glebokim kryzysie.

Boleslaw Laszewski wspomina: "Pomyslodawca zalozenia polskojezycznego pisma byl bezsprzecznie Marian Swiecicki. On zainicjowal wydanie nowej gazety. Tego pierwszenstwa nie mozna mu odmowic. To byla od poczatku do konca jego inicjatywa. Pozniej oczywiscie dolaczyli inni. Ja tez te idee podjalem, a Boleslaw Wierzbianski przetworzyl ja w wymierna rzecz. I to, ze Nowy Dziennik jest jego dzielem, jest tez bezsprzeczne".

O Marianie Swiecickim herbu Jastrzebiec (1902-1988) jego herbowy kuzyn Marek Swiecicki napisal, ze byl "czlowiekiem przygody i przestrzeni". (Nowy Dziennik, 18 VII 1985). Jego mlodosc i pierwsza praca zwiazane sa z Wilenszczyzna. W 1922 r. w Koltynianach (3 km od granicy litewskiej) objal stanowisko "kierownika wyzej zorganizowanej szkoly publicznej". Tam tez wstapil do zorganizowanej przez Zyndrama Koscialkowskiego, pozniejszego ministra i premiera RP, polskiej grupy partyzanckiej - Zwiazku Bezpieczenstwa Kraju (ZBK). W gminie, gdzie pracowal, ochrona mieszkajacych tam Polakow nie byla potrzebna. Swiecicki rozpoczal zatem starania o zblizenie do polskiej spolecznosci mieszkancow tych terenow, w 90 proc. Litwinow. W tym celu organizuje amatorski zespol teatralny i wystawia sztuki w jezyku polskim.

W latach 1924-1925 tworzy szkole w Lyngmianach. Pracuje tam z przerwami do 1934 r.

W 1932 roku Swiecicki byl juz inspektorem oswiaty pozaszkolnej na powiat swiecianski. Wtedy tez zorganizowal wycieczke mlodziezy bialoruskiej i litewskiej na dozynki do Spaly, gdzie gosci z calego kraju podejmowal prezydent Moscicki. Wystepy mlodziezy, przygotowywane w kierowanej przez Swiecickiego szkole w Lyngmianach, zachwycily prezydenta. Koncert litewskiej grupy wokalnej przygotowany przez zone Swiecickiego, Anne, wyemitowano na cala Polske.

Wybuch drugiej wojny swiatowej zastal Mariana Swiecickiego w Wilnie. A potem "pierwsza krotka okupacja sowiecka Wilenszczyzny, stosunkowo lagodna w zestawieniu z pozniejszymi, tyle tylko, ze bardziej rabunkowa. Z kolei po niej - tez niedlugie rzady litewskie. Dokuczliwe, ale nacechowane stopniowa odbudowa gospodarcza po grabiezach sowieckich. Polozyla im kres druga, zreszta tez krotka, lecz okrutna okupacja sowieckich wojsk i NKWD, po przymusowym wcieleniu Litwy do Sowietow. Terror, aresztowania na szeroka skale, egzekucje i masowe deportacje. W czerwcu 1941 r., gdy wojska Trzeciej Rzeszy napadly na stalinowska Rosje, po terrorze sowieckim, nadszedl niemiecki" (Marian Swiecicki, Zycie w cieniu Statuy Wolnosci, Nowy Jork 1988).

Od pierwszego roku okupacji niemieckiej Marian Swiecicki nawiazal wspolprace z litewskim podziemiem dazacym do odzyskania niepodleglosci Litwy. Od poczatku wlaczyl sie tez w dzialania wilenskiej Armii Krajowej. W czasie ponownej okupacji bolszewickiej zajmowal sie reperacja i sprzedaza mebli pod szyldem spoldzielni inwalidzkiej podlegajacej Wydzialowi Opieki Spolecznej, na czele ktorego stal Stefan Jedrychowski. Swiecicki zostal kierownikiem nowo powstalej spoldzielni.

Jak sam wspominal po latach, zachowania jego niektorych klientow z tamtych czasow nigdy nie udalo mu sie wyjasnic. Szczegolnie naczelnika NKWD urzedujacego na wilenskim dworcu. Transakcje finansowa z nim Swiecicki opisuje tak: "Wybral potrzebne meble i poprosil, abysmy przeszli do pustego pokoju, gdyz nie chce miec swiadkow. Spelnilem jego zyczenie i juz na osobnosci podsumowalismy wszystkie pozycje. Suma wynosila 30 tysiecy rubli, lecz on kazal mi wypisac rachunek na 60 tysiecy. Zachnalem sie: - Nie moge tego zrobic! Przeciez ze wszystkiego musze sie dokladnie wyliczyc! - To mnie nic nie obchodzi - odparl ostro - [...] pisz rachunek na 60 tys.! Coz mialem robic, rachunek wypisalem. Po kilku miesiacach tenze enkawudzista przyszedl znow i stwierdzil, iz kupione poprzednio meble juz mu sie nie podobaja, wiec je wyrzucil na strych i teraz chce kupic nowe. Znow wybral za okolo 30 tys. rubli i - jak poprzednio - zazadal rachunku na kwote 60 tysiecy. Zarabialem tylko 600 rubli miesiecznie - [...] wiec gdybym musial pokryc takie niedobory, nie zdolalbym zarobic do konca zycia. - To wypisz rachunek na 90 tysiecy [...]. I nie musisz sie niczego obawiac. Dopoki ja tu jestem, nic zlego cie nie spotka, ale gdybym ja wyjechal, wtedy uciekaj, i to predko. Wypisalem rachunek na 90 tysiecy rubli, a on wyjal z teczki pieniadze i ulozyl je w trzech, dokladnie odliczonych kupkach po 30 tysiecy. Jedna sam wzial, druga byla za meble, trzecia wreczyl mnie, po czym spojrzal wymownie w moim kierunku i bez slowa wyszedl. Zanim przyszli w te strony Niemcy, jeszcze raz zalatwil identyczna transakcje" (Zycie na wulkanie).

Nie byl to koniec tajemniczych transakcji. Ostatnia z kolejnym oficerem NKWD dotyczyla 12 trzypokojowych mieszkan rozrzuconych po calym miescie. Swiecicki mial przygotowac do nich wszystkich meble. Suma, ktora byl zmuszony podac z gory, wynosila 360 tysiecy rubli. Wtedy enkawudzista "odliczyl dokladnie 360 tys., polozyl na stole i zapowiedzial, ze po dostarczeniu mebli przyjdzie ostatecznie sie rozliczyc. Nie przyszedl juz nigdy, przeszkodzil mu w tym wybuch niemiecko-sowieckiej wojny".

W czasie okupacji niemieckiej spoldzielnia inwalidzka zostala przemianowana na przedsiebiorstwo handlowe i obrobki drewna. Spoldzielnie wystawiono na licytacje. Nabyl ja Marian Swiecicki. Zatrudnil spora liczbe mlodziezy, ktorej grozila, w przypadku braku zatrudnienia, wywozka na roboty do Niemiec. Stal sie w Wilnie swego rodzaju instytucja, pod szyldem ktorej mogl z powodzeniem prowadzic dzialalnosc konspiracyjna.

Do spektakularnych nalezala akcja "wykupienia" siostr bernardynek i nazaretanek. W sierpniu 1942 r. Swiecicki zostal poinformowany przez przelozona klasztoru Bernardynek, ze gestapo aresztowalo 42 zakonnice i zamierza je wywiezc do obozu koncentracyjnego. Korzystajac z pomocy osob mu sprzyjajacych, posredniczacych miedzy nim a wydzialem politycznym litewskiej policji Saugumu i Niemcami Swiecicki uzyskal zgode, ze po wplaceniu za kazda siostre pieciu carskich rubli w zlocie zostana zwolnione. Ponadto siostry te zobowiazane byly podjac jakas prace. Swiecicki wplacil wymagana sume pieniedzy i wszystkie zatrudnil w swojej firmie, otwierajac dla nich nowy dzial - wyrobu zabawek dla dzieci i dekoracji na choinke. Kiedy indziej, by ratowac swiete Ksiegi Zydow i zwoje Tory, ktore Niemcy postanowili zniszczyc, za bardzo duze pieniadze zorganizowal potajemne przeniesienie tych dziel do wynajetych oficjalnie przez firme cel zakonnych jednego z klasztorow wilenskich na bezpieczne przechowanie.

Do wyjatkowo ciekawej akcji, ktora znalazla zakonczenie w Ameryce, nalezy nabycie przez Swiecickiego srebra stolowego arcybiskupa archidiecezji wilenskiej Romualda Jalbrzykowskiego. W obawie przed konfiskata przez gestapo tegoz srebra arcybiskup zaczal poszukiwac odpowiedniego nabywcy. Znalazl go w Marianie Swiecickim. Po dlugim czasie i wielu przygodach wojennych i powojennych srebro dotarlo do Niemiec do amerykanskiej strefy okupacyjnej i tam, z polecenia Swiecickiego zostalo przetopione na dwa tysiace medalikow z wizerunkiem Matki Boskiej Czestochowskiej. Swiecicki przekazal te medaliki przeorowi ojcow paulinow, o. Michalowi Zembrzuskiemu, kiedy ten przystapil na poczatku 1957 r. do zakladania Sanktuarium Matki Boskiej Czestochowskiej w Doylestown w Pensylwanii. Sprzedano je w ciagu roku. Dochod przeznaczony zostal na rozbudowe kosciola i klasztoru w Doylestown.

Poczynania powyzej przedstawione, jakkolwiek istotne, byly marginesowe. W istocie przedsiebiorstwa Swiecickiego weszly w sluzbe Armii Krajowej.

W lipcu 1944 roku, z polecenia Komendy Glownej AK, w zwiazku z zagrozeniem wejscia na teren Wilna Sowietow, Swiecicki wraz z czescia rodziny opuscil miasto i wyjechal do Warszawy. W Wilnie pozostawil rodzicow, ktorym choroba uniemozliwila podroz, a w lasach podwilenskich starszego syna Janusza, ktory chcial dalej walczyc w szeregach AK. (Janusz - pseudonim akowski "Jur" - dolaczyl do rodziny w Ameryce po 17 latach, z ktorych 10 przecierpial w sowieckich lagrach Workuty).

W Warszawie Swiecickiego zastalo powstanie warszawskie. Po jego upadku wraz z zona i synem zostaje wywieziony na roboty do Niemiec. Udaje mu sie jednak uzyskac zwolnienie calej rodziny z obozu przymusowej pracy. Przedostaje sie do Wiednia. Zmienia miejsca pobytu. Przyjscia Amerykanow doczekal w malej wiosce - Plattling. Jego ostatni postoj w Niemczech to Brema. Stamtad udal sie statkiem "General Harry Taylor" do Stanow Zjednoczonych. 14 XII 1949 r. doplynal do Nowego Jorku.

Przybyszow do Ameryki po zajsciu na nowojorski lad przywital prezes Polskiego Komitetu Imigracyjnego ksiadz pulkownik Feliks Burant.

Do niego tez wkrotce zwrocil sie Marian Swiecicki z prosba o pomoc w znalezieniu pracy. Ksiedza Buranta poznal jeszcze we Frankfurcie, kiedy zabiegal o wyjazd do Ameryki. Szukajac pracy udal sie do parafii sw. Stanislawa Biskupa i Meczennika na Manhattanie w Nowym Jorku, w ktorej ks. Burant byl proboszczem. Wszedzie bowiem, gdzie sie zglaszal do pracy, slyszal odmowe z powodu starego wieku; mial wtedy 48 lat. Ksiadz proboszcz poprosil go do swego pokoju i wskazal na obraz prawie naturalnej wielkosci, przedstawiajacy czlowieka niosacego plug. Powiedzial: "Niech sie pan przyjrzy temu portretowi. To jest moj ojciec. Jestesmy z pochodzenia polskimi Kaszubami. Gdy moj ojciec przybyl do tego kraju, to w Teksasie, na uzyskana farme, niosl ten plug na plecach kilkadziesiat mil. [...] Tutaj jest tak, jak pan widzi, niech sie pan nie przejmuje, bierze jakakolwiek prace. Dawal pan sobie rade tyle lat, wiec i teraz pan sobie poradzi".

Poniewaz nie znal jezyka angielskiego, ostatecznie przy pomocy starych emigrantow z Polskiego Domu w Plainfield, NJ, dostal zatrudnienie przy usztywnianiu i prasowaniu meskich slomkowych kapeluszy. W kwietniu zmienil prace i zajal sie wraz z synem zbieraniem prenumeraty dla Dziennika dla Wszystkich, pisma prowadzonego przez red. Aleksandra Jante-Polczynskiego. Zbieral prenumeraty kolejno w New Bruswick, Trenton, Camden - w New Jersey, w stanie Pensylwania, Nowy Jork i Connecticut. I choc jego praca w Dzienniku dla Wszystkich nie trwala dlugo i byla nieoplacalna, to dzieki niej poznal dobrze skupiska Polonii.

Imal sie roznych zajec, na dluzej podjal prace w Polskim Domu w Plainfield, w ktorym zostal gospodarzem i barmanem zarazem. Pracujac do 1 po poludniu mial sporo czasu popoludniami. Wykorzystal go i rozpoczal wspolprace z Nowym Swiatem. Z czasem zaczal zarabiac wiecej w redakcji niz w Polskim Domu, dlatego w 1954 r. rezygnuje z tej pracy. Dla Nowego Swiata zabiegal nie tylko o prenumeraty, ale takze ogloszenia. Redakcja placila mu 30 procent od sumy za sprzedawane ogloszenia. Zeby uzyskac odpowiednia ich liczbe Swiecicki przemierzal ponownie teren, tym razem: Dunellen, Manville, okolice Somerville, caly powiat Middlesex, Perth Amboy, South Amboy, Bayonne, Trenton, a po 1956 r. - Doylestown, Pa., skad, jako staly sprawozdawca pisywal rowniez reportaze poswiecone budowie Narodowego Sanktuarium Matki Boskiej Czestochowskiej. Latem 1957 r. nawiazal wspolprace z ojcem Michalem Zembrzuskim. Od tego tez czasu zaczela sie ukazywac na lamach Nowego Swiata cotygodniowa rubryka autorstwa Mariana Swiecickiego pt. Czestochowa Amerykanska Ojcow Paulinow w Doylestown, Pa.

Poczatkowo poczynania ojcow paulinow nie znajdowaly pelnej aprobaty wsrod spolecznosci polonijnej. Swiecickiemu przychodzilo niejednokrotnie przekonywac, ze inicjatywa jest godna poparcia, gdyz tworzy sie nie jedna z wielu parafii, ale sanktuarium narodowe, wokol ktorego ma sie skupic cala Polonia amerykanska. Z czasem dzialalnosc o. Zembrzuskiego zdobyla uznanie. Swiecicki swoja dziennikarska praca oraz inicjowanymi zbiorkami pienieznymi na budowe sanktuarium umacnial to uznanie.

W 1974 r., w trudnych dla sanktuarium chwilach, kiedy nalezalo w terminie splacic dlug hipoteczny w wysokosci 1,5 miliona dolarow (co stanowilo pierwsza rate z ogolnej sumy zadluzenia okolo 5 milionow dolarow) Swiecicki pospieszyl kolejny raz z pomoca finansowa. Przekazal dwa tysiace dolarow na fundusz hipoteczny oraz wlaczyl sie w zorganizowanie zbiorki pienieznej wsrod Polonii. Darowane dwa tys. dolarow posluzyly do wydrukowania pierwszych 10 tys. egzemplarzy "Dyplomu Budowniczego Czestochowy Amerykanskiej" pomyslu Swiecickiego. Zysk z ich sprzedazy mial byc przekazany na pokrycie dlugu. Polonia poparla te inicjatywe. W ciagu zaledwie szesciu tygodni na ten cel wplynelo ponad 700 tys. dolarow. Zapotrzebowanie na dyplomy bylo ogromne, akcja zbiorki pienieznej powiodla sie.

Wynagrodzenie, ktore Swiecicki otrzymywal w Nowym Swiecie, nie bylo wystarczajace, dlatego jednoczesnie uruchomil biuro pod nazwa Overseas Mailing Service. Objezdzajac rozlegly teren, by zdobyc ogloszenia dla gazety,, jednoczesnie zalatwial sprawy zwiazane z dzialalnoscia biura, m.in. sprowadzaniem ludzi na staly pobyt do USA, wysylaniem paczek i pieniedzy do Polski, utrzymywaniem kontaktow z krajem i rodzina. Z czasem zarejestrowal firme budowlana Dajohn Corporation. Przedsiebiorstwo zaczelo dobrze prosperowac, miedzy innymi dzieki rozleglym kontaktom Swiecickiego. Ostatecznie na stale osiedlil sie w Dunellen, NJ, gdzie kupil dom i pokazna parcele.

Nie zerwal wspolpracy z Nowym Swiatem, wrecz przeciwnie, zaciesnil ja. Z czasem zaczal zawiadywac finansami gazety. Kiedy w 1969 r. poglebil sie kryzys finansowy korporacji Nowy Swiat Publishing Corp., Swiecicki usilowal go zazegnac. Gdy sie to nie udalo, w 1970 r. zainicjowal zalozenie polskojezycznego pisma na nowych finansowych i redakcyjnych warunkach.

Jego pomysl zostal zrealizowany 27 lutego 1971 r. W tym dniu wyszedl pierwszy numer nowej gazety Nowy Dziennik - Polish Daily News. Swiecicki zostaje w nowym pismie dyrektorem wydawnictwa, jednoczesnie wchodzi w sklad rady dyrektorow Intercontinental Printing Corp. Funkcje dyrektora sprawowal do kwietnia 1972 r.

Od momentu utraty wzroku pelnil jedynie w wydawnictwie bierna role z tytulem honorowego przewodniczacego wydawnictwa. Juz w bardzo podeszlym wieku podyktowal dwa szkice swojej biografii, ktore spisal "kolega po szabli z 1920 r." doktor Wincenty Natkanski. Sa to ksiazki: Zycie na wulkanie (Nowy Jork 1984) i Zycie w cieniu Statuy Wolnosci (Nowy Jork 1988) - popularyzatorskie szkice przezyc autora na Wilenszczyznie, wywozce do Niemiec i emigracji na Zachod. Poczatek relacji siega wczesnych lat dwudziestych. Jak pisze autor: "Czasu epokowego, przestrzeni niezmiernej, przezyc monumentalnych".

Zmarl 20 XII 1988 r. w wieku 86 lat. Pochowany zostal w Alei Zasluzonych na cmentarzu w Amerykanskiej Czestochowie w Doylestown.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail