WIESLAWA PIATKOWSKA-STEPANIAK
Mariana Swiecickiego
pomysly na Ameryke
27 lutego 2001 r. wypadlo 30-lecie powstania Nowego Dziennika.
Gazeta powstala w momencie, kiedy pisma polskojezyczne ukazujace
sie w Ameryce znalazly sie w glebokim kryzysie.
Boleslaw Laszewski wspomina: "Pomyslodawca zalozenia polskojezycznego
pisma byl bezsprzecznie Marian Swiecicki. On zainicjowal
wydanie nowej gazety. Tego pierwszenstwa nie mozna mu odmowic.
To byla od poczatku do konca jego inicjatywa. Pozniej oczywiscie
dolaczyli inni. Ja tez te idee podjalem, a Boleslaw Wierzbianski
przetworzyl ja w wymierna rzecz. I to, ze Nowy Dziennik jest jego dzielem, jest tez bezsprzeczne".
O Marianie Swiecickim herbu Jastrzebiec (1902-1988) jego
herbowy kuzyn Marek Swiecicki napisal, ze byl "czlowiekiem
przygody i przestrzeni". (Nowy Dziennik, 18 VII 1985).
Jego mlodosc i pierwsza praca zwiazane sa z Wilenszczyzna.
W 1922 r. w Koltynianach (3 km od granicy litewskiej) objal
stanowisko "kierownika wyzej zorganizowanej szkoly publicznej".
Tam tez wstapil do zorganizowanej przez Zyndrama Koscialkowskiego,
pozniejszego ministra i premiera RP, polskiej grupy partyzanckiej
- Zwiazku Bezpieczenstwa Kraju (ZBK). W gminie, gdzie pracowal,
ochrona mieszkajacych tam Polakow nie byla potrzebna. Swiecicki
rozpoczal zatem starania o zblizenie do polskiej spolecznosci
mieszkancow tych terenow, w 90 proc. Litwinow. W tym celu
organizuje amatorski zespol teatralny i wystawia sztuki
w jezyku polskim.
W latach 1924-1925 tworzy szkole w Lyngmianach. Pracuje
tam z przerwami do 1934 r.
W 1932 roku Swiecicki byl juz inspektorem oswiaty pozaszkolnej
na powiat swiecianski. Wtedy tez zorganizowal wycieczke
mlodziezy bialoruskiej i litewskiej na dozynki do Spaly,
gdzie gosci z calego kraju podejmowal prezydent Moscicki.
Wystepy mlodziezy, przygotowywane w kierowanej przez Swiecickiego
szkole w Lyngmianach, zachwycily prezydenta. Koncert litewskiej
grupy wokalnej przygotowany przez zone Swiecickiego, Anne,
wyemitowano na cala Polske.
Wybuch drugiej wojny swiatowej zastal Mariana Swiecickiego
w Wilnie. A potem "pierwsza krotka okupacja sowiecka Wilenszczyzny,
stosunkowo lagodna w zestawieniu z pozniejszymi, tyle tylko,
ze bardziej rabunkowa. Z kolei po niej - tez niedlugie rzady
litewskie. Dokuczliwe, ale nacechowane stopniowa odbudowa
gospodarcza po grabiezach sowieckich. Polozyla im kres druga,
zreszta tez krotka, lecz okrutna okupacja sowieckich wojsk
i NKWD, po przymusowym wcieleniu Litwy do Sowietow. Terror,
aresztowania na szeroka skale, egzekucje i masowe deportacje.
W czerwcu 1941 r., gdy wojska Trzeciej Rzeszy napadly na
stalinowska Rosje, po terrorze sowieckim, nadszedl niemiecki"
(Marian Swiecicki, Zycie w cieniu Statuy Wolnosci,
Nowy Jork 1988).
Od pierwszego roku okupacji niemieckiej Marian Swiecicki
nawiazal wspolprace z litewskim podziemiem dazacym do odzyskania
niepodleglosci Litwy. Od poczatku wlaczyl sie tez w dzialania
wilenskiej Armii Krajowej. W czasie ponownej okupacji bolszewickiej
zajmowal sie reperacja i sprzedaza mebli pod szyldem spoldzielni
inwalidzkiej podlegajacej Wydzialowi Opieki Spolecznej,
na czele ktorego stal Stefan Jedrychowski. Swiecicki zostal
kierownikiem nowo powstalej spoldzielni.
Jak sam wspominal po latach, zachowania jego niektorych
klientow z tamtych czasow nigdy nie udalo mu sie wyjasnic.
Szczegolnie naczelnika NKWD urzedujacego na wilenskim dworcu.
Transakcje finansowa z nim Swiecicki opisuje tak: "Wybral
potrzebne meble i poprosil, abysmy przeszli do pustego pokoju,
gdyz nie chce miec swiadkow. Spelnilem jego zyczenie i juz
na osobnosci podsumowalismy wszystkie pozycje. Suma wynosila
30 tysiecy rubli, lecz on kazal mi wypisac rachunek na 60
tysiecy. Zachnalem sie: - Nie moge tego zrobic! Przeciez
ze wszystkiego musze sie dokladnie wyliczyc! - To mnie nic
nie obchodzi - odparl ostro - [...] pisz rachunek na 60
tys.! Coz mialem robic, rachunek wypisalem. Po kilku miesiacach
tenze enkawudzista przyszedl znow i stwierdzil, iz kupione
poprzednio meble juz mu sie nie podobaja, wiec je wyrzucil
na strych i teraz chce kupic nowe. Znow wybral za okolo
30 tys. rubli i - jak poprzednio - zazadal rachunku na kwote
60 tysiecy. Zarabialem tylko 600 rubli miesiecznie - [...]
wiec gdybym musial pokryc takie niedobory, nie zdolalbym
zarobic do konca zycia. - To wypisz rachunek na 90 tysiecy
[...]. I nie musisz sie niczego obawiac. Dopoki ja tu jestem,
nic zlego cie nie spotka, ale gdybym ja wyjechal, wtedy
uciekaj, i to predko. Wypisalem rachunek na 90 tysiecy rubli,
a on wyjal z teczki pieniadze i ulozyl je w trzech, dokladnie
odliczonych kupkach po 30 tysiecy. Jedna sam wzial, druga
byla za meble, trzecia wreczyl mnie, po czym spojrzal wymownie
w moim kierunku i bez slowa wyszedl. Zanim przyszli w te
strony Niemcy, jeszcze raz zalatwil identyczna transakcje"
(Zycie na wulkanie).
Nie byl to koniec tajemniczych transakcji. Ostatnia z kolejnym
oficerem NKWD dotyczyla 12 trzypokojowych mieszkan rozrzuconych
po calym miescie. Swiecicki mial przygotowac do nich wszystkich
meble. Suma, ktora byl zmuszony podac z gory, wynosila 360
tysiecy rubli. Wtedy enkawudzista "odliczyl dokladnie 360
tys., polozyl na stole i zapowiedzial, ze po dostarczeniu
mebli przyjdzie ostatecznie sie rozliczyc. Nie przyszedl
juz nigdy, przeszkodzil mu w tym wybuch niemiecko-sowieckiej
wojny".
W czasie okupacji niemieckiej spoldzielnia inwalidzka zostala
przemianowana na przedsiebiorstwo handlowe i obrobki drewna.
Spoldzielnie wystawiono na licytacje. Nabyl ja Marian Swiecicki.
Zatrudnil spora liczbe mlodziezy, ktorej grozila, w przypadku
braku zatrudnienia, wywozka na roboty do Niemiec. Stal sie
w Wilnie swego rodzaju instytucja, pod szyldem ktorej mogl
z powodzeniem prowadzic dzialalnosc konspiracyjna.
Do spektakularnych nalezala akcja "wykupienia" siostr bernardynek
i nazaretanek. W sierpniu 1942 r. Swiecicki zostal poinformowany
przez przelozona klasztoru Bernardynek, ze gestapo aresztowalo
42 zakonnice i zamierza je wywiezc do obozu koncentracyjnego.
Korzystajac z pomocy osob mu sprzyjajacych, posredniczacych
miedzy nim a wydzialem politycznym litewskiej policji Saugumu
i Niemcami Swiecicki uzyskal zgode, ze po wplaceniu za kazda
siostre pieciu carskich rubli w zlocie zostana zwolnione.
Ponadto siostry te zobowiazane byly podjac jakas prace.
Swiecicki wplacil wymagana sume pieniedzy i wszystkie zatrudnil
w swojej firmie, otwierajac dla nich nowy dzial - wyrobu
zabawek dla dzieci i dekoracji na choinke. Kiedy indziej,
by ratowac swiete Ksiegi Zydow i zwoje Tory, ktore Niemcy
postanowili zniszczyc, za bardzo duze pieniadze zorganizowal
potajemne przeniesienie tych dziel do wynajetych oficjalnie
przez firme cel zakonnych jednego z klasztorow wilenskich
na bezpieczne przechowanie.
Do wyjatkowo ciekawej akcji, ktora znalazla zakonczenie
w Ameryce, nalezy nabycie przez Swiecickiego srebra stolowego
arcybiskupa archidiecezji wilenskiej Romualda Jalbrzykowskiego.
W obawie przed konfiskata przez gestapo tegoz srebra arcybiskup
zaczal poszukiwac odpowiedniego nabywcy. Znalazl go w Marianie
Swiecickim. Po dlugim czasie i wielu przygodach wojennych
i powojennych srebro dotarlo do Niemiec do amerykanskiej
strefy okupacyjnej i tam, z polecenia Swiecickiego zostalo
przetopione na dwa tysiace medalikow z wizerunkiem Matki
Boskiej Czestochowskiej. Swiecicki przekazal te medaliki
przeorowi ojcow paulinow, o. Michalowi Zembrzuskiemu, kiedy
ten przystapil na poczatku 1957 r. do zakladania Sanktuarium
Matki Boskiej Czestochowskiej w Doylestown w Pensylwanii.
Sprzedano je w ciagu roku. Dochod przeznaczony zostal na
rozbudowe kosciola i klasztoru w Doylestown.
Poczynania powyzej przedstawione, jakkolwiek istotne, byly
marginesowe. W istocie przedsiebiorstwa Swiecickiego weszly
w sluzbe Armii Krajowej.
W lipcu 1944 roku, z polecenia Komendy Glownej AK, w zwiazku
z zagrozeniem wejscia na teren Wilna Sowietow, Swiecicki
wraz z czescia rodziny opuscil miasto i wyjechal do Warszawy.
W Wilnie pozostawil rodzicow, ktorym choroba uniemozliwila
podroz, a w lasach podwilenskich starszego syna Janusza,
ktory chcial dalej walczyc w szeregach AK. (Janusz - pseudonim
akowski "Jur" - dolaczyl do rodziny w Ameryce po 17 latach,
z ktorych 10 przecierpial w sowieckich lagrach Workuty).
W Warszawie Swiecickiego zastalo powstanie warszawskie.
Po jego upadku wraz z zona i synem zostaje wywieziony na
roboty do Niemiec. Udaje mu sie jednak uzyskac zwolnienie
calej rodziny z obozu przymusowej pracy. Przedostaje sie
do Wiednia. Zmienia miejsca pobytu. Przyjscia Amerykanow
doczekal w malej wiosce - Plattling. Jego ostatni postoj
w Niemczech to Brema. Stamtad udal sie statkiem "General
Harry Taylor" do Stanow Zjednoczonych. 14 XII 1949 r. doplynal
do Nowego Jorku.
Przybyszow do Ameryki po zajsciu na nowojorski lad przywital
prezes Polskiego Komitetu Imigracyjnego ksiadz pulkownik
Feliks Burant.
Do niego tez wkrotce zwrocil sie Marian Swiecicki z prosba
o pomoc w znalezieniu pracy. Ksiedza Buranta poznal jeszcze
we Frankfurcie, kiedy zabiegal o wyjazd do Ameryki. Szukajac
pracy udal sie do parafii sw. Stanislawa Biskupa i Meczennika
na Manhattanie w Nowym Jorku, w ktorej ks. Burant byl proboszczem.
Wszedzie bowiem, gdzie sie zglaszal do pracy, slyszal odmowe
z powodu starego wieku; mial wtedy 48 lat. Ksiadz proboszcz
poprosil go do swego pokoju i wskazal na obraz prawie naturalnej
wielkosci, przedstawiajacy czlowieka niosacego plug. Powiedzial:
"Niech sie pan przyjrzy temu portretowi. To jest moj ojciec.
Jestesmy z pochodzenia polskimi Kaszubami. Gdy moj ojciec
przybyl do tego kraju, to w Teksasie, na uzyskana farme,
niosl ten plug na plecach kilkadziesiat mil. [...] Tutaj
jest tak, jak pan widzi, niech sie pan nie przejmuje, bierze
jakakolwiek prace. Dawal pan sobie rade tyle lat, wiec i
teraz pan sobie poradzi".
Poniewaz nie znal jezyka angielskiego, ostatecznie przy
pomocy starych emigrantow z Polskiego Domu w Plainfield,
NJ, dostal zatrudnienie przy usztywnianiu i prasowaniu meskich
slomkowych kapeluszy. W kwietniu zmienil prace i zajal sie
wraz z synem zbieraniem prenumeraty dla Dziennika dla
Wszystkich, pisma prowadzonego przez red. Aleksandra
Jante-Polczynskiego. Zbieral prenumeraty kolejno w New Bruswick,
Trenton, Camden - w New Jersey, w stanie Pensylwania, Nowy
Jork i Connecticut. I choc jego praca w Dzienniku dla
Wszystkich nie trwala dlugo i byla nieoplacalna, to
dzieki niej poznal dobrze skupiska Polonii.
Imal sie roznych zajec, na dluzej podjal prace w Polskim
Domu w Plainfield, w ktorym zostal gospodarzem i barmanem
zarazem. Pracujac do 1 po poludniu mial sporo czasu popoludniami.
Wykorzystal go i rozpoczal wspolprace z Nowym Swiatem.
Z czasem zaczal zarabiac wiecej w redakcji niz w Polskim
Domu, dlatego w 1954 r. rezygnuje z tej pracy. Dla Nowego
Swiata zabiegal nie tylko o prenumeraty, ale takze ogloszenia.
Redakcja placila mu 30 procent od sumy za sprzedawane ogloszenia.
Zeby uzyskac odpowiednia ich liczbe Swiecicki przemierzal
ponownie teren, tym razem: Dunellen, Manville, okolice Somerville,
caly powiat Middlesex, Perth Amboy, South Amboy, Bayonne,
Trenton, a po 1956 r. - Doylestown, Pa., skad, jako staly
sprawozdawca pisywal rowniez reportaze poswiecone budowie
Narodowego Sanktuarium Matki Boskiej Czestochowskiej. Latem
1957 r. nawiazal wspolprace z ojcem Michalem Zembrzuskim.
Od tego tez czasu zaczela sie ukazywac na lamach Nowego
Swiata cotygodniowa rubryka autorstwa Mariana Swiecickiego
pt. Czestochowa Amerykanska Ojcow Paulinow w Doylestown,
Pa.
Poczatkowo poczynania ojcow paulinow nie znajdowaly pelnej
aprobaty wsrod spolecznosci polonijnej. Swiecickiemu przychodzilo
niejednokrotnie przekonywac, ze inicjatywa jest godna poparcia,
gdyz tworzy sie nie jedna z wielu parafii, ale sanktuarium
narodowe, wokol ktorego ma sie skupic cala Polonia amerykanska.
Z czasem dzialalnosc o. Zembrzuskiego zdobyla uznanie. Swiecicki
swoja dziennikarska praca oraz inicjowanymi zbiorkami pienieznymi
na budowe sanktuarium umacnial to uznanie.
W 1974 r., w trudnych dla sanktuarium chwilach, kiedy nalezalo
w terminie splacic dlug hipoteczny w wysokosci 1,5 miliona
dolarow (co stanowilo pierwsza rate z ogolnej sumy zadluzenia
okolo 5 milionow dolarow) Swiecicki pospieszyl kolejny raz
z pomoca finansowa. Przekazal dwa tysiace dolarow na fundusz
hipoteczny oraz wlaczyl sie w zorganizowanie zbiorki pienieznej
wsrod Polonii. Darowane dwa tys. dolarow posluzyly do wydrukowania
pierwszych 10 tys. egzemplarzy "Dyplomu Budowniczego Czestochowy
Amerykanskiej" pomyslu Swiecickiego. Zysk z ich sprzedazy
mial byc przekazany na pokrycie dlugu. Polonia poparla te
inicjatywe. W ciagu zaledwie szesciu tygodni na ten cel
wplynelo ponad 700 tys. dolarow. Zapotrzebowanie na dyplomy
bylo ogromne, akcja zbiorki pienieznej powiodla sie.
Wynagrodzenie, ktore Swiecicki otrzymywal w Nowym Swiecie, nie bylo wystarczajace, dlatego jednoczesnie uruchomil biuro
pod nazwa Overseas Mailing Service. Objezdzajac rozlegly
teren, by zdobyc ogloszenia dla gazety,, jednoczesnie zalatwial
sprawy zwiazane z dzialalnoscia biura, m.in. sprowadzaniem
ludzi na staly pobyt do USA, wysylaniem paczek i pieniedzy
do Polski, utrzymywaniem kontaktow z krajem i rodzina. Z
czasem zarejestrowal firme budowlana Dajohn Corporation.
Przedsiebiorstwo zaczelo dobrze prosperowac, miedzy innymi
dzieki rozleglym kontaktom Swiecickiego. Ostatecznie na
stale osiedlil sie w Dunellen, NJ, gdzie kupil dom i pokazna
parcele.
Nie zerwal wspolpracy z Nowym Swiatem, wrecz przeciwnie,
zaciesnil ja. Z czasem zaczal zawiadywac finansami gazety.
Kiedy w 1969 r. poglebil sie kryzys finansowy korporacji
Nowy Swiat Publishing Corp., Swiecicki usilowal go zazegnac.
Gdy sie to nie udalo, w 1970 r. zainicjowal zalozenie polskojezycznego
pisma na nowych finansowych i redakcyjnych warunkach.
Jego pomysl zostal zrealizowany 27 lutego 1971 r. W tym
dniu wyszedl pierwszy numer nowej gazety Nowy Dziennik
- Polish Daily News. Swiecicki zostaje w nowym pismie
dyrektorem wydawnictwa, jednoczesnie wchodzi w sklad rady
dyrektorow Intercontinental Printing Corp. Funkcje dyrektora
sprawowal do kwietnia 1972 r.
Od momentu utraty wzroku pelnil jedynie w wydawnictwie
bierna role z tytulem honorowego przewodniczacego wydawnictwa.
Juz w bardzo podeszlym wieku podyktowal dwa szkice swojej
biografii, ktore spisal "kolega po szabli z 1920 r." doktor
Wincenty Natkanski. Sa to ksiazki: Zycie na wulkanie (Nowy Jork 1984) i Zycie w cieniu Statuy Wolnosci (Nowy Jork 1988) - popularyzatorskie szkice przezyc autora
na Wilenszczyznie, wywozce do Niemiec i emigracji na Zachod.
Poczatek relacji siega wczesnych lat dwudziestych. Jak pisze
autor: "Czasu epokowego, przestrzeni niezmiernej, przezyc
monumentalnych".
Zmarl 20 XII 1988 r. w wieku 86 lat. Pochowany zostal w
Alei Zasluzonych na cmentarzu w Amerykanskiej Czestochowie
w Doylestown.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |