FLORIAN SMIEJA
Jozef Bujnowski (1910-2001)
"Trzeba zrozumiec porzadek rzeczy"
Kiedy jesienia 1950 r. przyjechalem do Londynu jako swiezo
upieczony absolwent filologii angielskiej i hiszpanskiej
Narodowego Uniwersytetu Irlandii w Cork, spolecznosc polska
czekala niecierpliwie na rychle otwarcie kursow filologii
polskiej w ramach Polskiego Uniwersytetu na Obczyznie (PUNO).
Na tych wykladach obok wytrawnych profesorow sprzed wojny,
jak Wladyslaw Folkierski, Stanislaw Stronski, Zygmunt Zaleski
, gen.Marian Kukiel czy Mieczyslaw Giergielewicz, poznalismy
mlodszych pracownikow, ktorzy jak w przypadku Jozefa Bujnowskiego,
poety i polonisty, po przebyciu calej kampanii wloskiej
z Drugim Korpusem gen. Wladyslawa Andersa, a przedtem po
doswiadczeniu wiezien i lagrow sowieckich, palili sie do
pracy z polska mlodzieza.
W swej aktywnosci kulturalnej na rzecz mlodych Polakow,
ktorzy licznie pojawili sie w Londynie zaraz po zakonczeniu
dzialan wojennych, Bujnowski nie tylko zalozyl Kolo Polonistow,
ktorym sie opiekowal, ale takze Polskie Towarzystwo Literackie,
rodzaj spoldzielni autorskiej majacej umozliwic publikacje
- przede wszystkim tomikow poezji - ludziom nie mogacym
liczyc na dotacje, a nie posiadajacym odpowiednich srodkow
materialnych. W ramach samopomocy na zakupionych przez Bujnowskiego
prostych maszynach drukarskich zainteresowani mogli recznie
skladac tekst, odbijac go, ciac papier i zszywac swoje ksiazki,
glownie debiuty. Po wyjezdzie Bujnowskiego do Holandii na
uniwersytet w Amsterdamie, instytucja wydawszy garsc debiutow
: Wojciecha Gniatczynskiego, Zygmunta Lawrynowicza i moj
oraz tomiki Jerzego Niemojowskiego i Jozefa Bujnowskiego,
przestala istniec. Niemniej, raz jeszcze inicjatywa dynamicznej
osoby stworzyla fakty dokonane - kilka osob przeszlo przez
poetycki chrzest bojowy, a ich debiuty staly sie zapowiedzia
dochodzenia do glosu mlodego pokolenia dojrzewajacego poza
granicami Polski, a przeciez z jej kultura najintymniej
zwiazanego.
50 lat tworczosci poetyckiej Bujnowski zaczal publikacja
tomiku Pekniety tor (Braclaw, 1937 r.), a zamknal
zbiorem Spod gwiazdozbioru wielkiego psa (Warszawa,
1987 r.). W sumie wydal ich czternascie. Mozna by sadzic,
ze to duzo i ze powinny sie byly zsumowac w powazne dokonanie
poetyckie. Rzecz wszakze ma sie inaczej. Jego dzielo rozdzielila
cezura wojny, a potem na margines odsunela praca pedagogiczna
i spoleczna oraz tworczosc naukowa. Dwie przedwojenne publikacje
zapowiadaly przyszlego czupurnego poete. Ich tytuly Pekniety
tor, a zwlaszcza Piescia w twarz - kwiatami pod nogi oglaszaly przekorny bunt mlodego entuzjasty, ktory szykowal
sie do potrzasania "nowosci kwiatem" i zwalczania zastalych
form poetyckich. Jako prezes Klubu Blekitnych stanal po
stronie Awangardy Krakowskiej w walce z konwencjami i zamknietymi
strukturami panujacej poetyki.
Potem byla wojna, front, wiezienia sowieckie i lagry, wojsko
polskie na Bliskim Wschodzie. Nastepny tom ukazal sie dopiera
w Palestynie w 1943 r. Byly to Rece od brzegu, a
w r. 1945 wyszly Brzozy w plomieniach, proza poetycka
i cykle wierszy zolnierskich oraz Powroty (Hanower,
1947 r.). Motywowany podniosloscia czasow, Bujnowski w dwu
pierwszych zbiorach podjal tematyke wojenna, zolnierska,
laczac ja z poetyka awangardowa. Te teksty wychowywaly,
uswietnialy okazje, podnosily na duchu. Jezeli przytrafialy
sie poetyckie wartosci, to nie one byly najwazniejsze. Byl
to obowiazek chwili, jak pozniej poeta powiedzial, "los
stanowil o kreowaniu slowa i od tego nie ma ucieczki".
Powstanie juz w Londynie osobliwego tomu Odsylacz w
bezsens w 1955 r. autor tlumaczyl w wywiadzie udzielonym
po latach Wojciechowi Ligezie (Arka, nr 34): "W pierwszej
fazie to nie byl eksperyment zamierzony - to byl przypadek.
Znalazlszy sie w Anglii, w polskiej szkole dla juz doroslej
mlodziezy, polozonej w powojskowym obozie, gesto zalesionym,
gdzie nocami hukaly sowy i przebiegaly droge bazanty, w
okresie tuz powojennym, w sytuacji wojny bohatersko przegranej,
trudno bylo o sielankowy spokoj i pogode ducha. Na urwanych
skrawkach papieru, na marginesach ksiazek i zeszytow, podczas
posiedzen pedagogicznych, na lekcjach i w przeroznych okolicznosciach
- pisalo sie jakies bazgroly, bez zamiaru uzycia ich na
serio jako utworow poetyckich. Ale nazbieralo sie tego sporo
i pewnego dnia sprobowalem to odczytac. Byla to pierwszorzedna
zabawa: odkrylem w tych bazgrolach moj onegdajszy niepokoj,
wlasnie w tym rozlozeniu slow i wersow, w odwrotnych i poprzestawianych
literach. Zastanawialem sie, co z tego uratowac, jak to
w przyzwoitym ksztalcie przedstawic. I kazda proba byla
kleska: (...) niepokoj wymykal sie bezpowrotnie, ginal.
Zdecydowalem sie go zatrzymac. Przetlumaczylem szpargaly
na maszynopis. Pozniej moj Krzysio Gostynski maszynopis
przelozyl na sklad zecerski".
Bujnowski bunczucznie celebrowal swoja wolnosc poety nie
krepowanego zwalczanymi konwencjami. Ale czy nie stwarzal
innej, wlasnej?
Ja:
Prezydent Metafory
Burmistrz Elipsy
Magnificencja Oxymoronu
Erektor Poetyckiej Licencji
oglaszam:
na co dzien
na swieta
na wieki wiekow:
Konstytucje Rzeczpospolitej Poezji.
Podkreslal niezwykla wage przykladana do swojego dziela.
Byl swiadomy wielkosci aktu tworczego pisania poezji:
Klade znak slowo
tak wiele
dzwiek i znaczenie
symbol i struna i tecza
stylizowana:
papierowy kwiat
i sciana
za ktora stoje ja:
jozef bujnowski
Postronny obserwator wyciagnie wniosek, ze wiersze Bujnowskiego
powstawaly na marginesie innych zajec zawodowych i prywatnych,
ze ukazywaly sie nieraz przypadkowo, ze nie mamy do czynienia
z powazna, systematyczna tworczoscia i publikowaniem. Wymowna
duza luka powstala miedzy rokiem przedostatniej publikacji
poetyckiej w r. 1964 a ostatniej w r. 1987. Autor zapewnial,
ze nie byla to przerwa w tworczosci a poniechanie publikowania
tomow. Nie godzil sie z zarzutem, jakoby zajecia pedagogiczno-naukowe
zdominowaly w nim poete. Powolywal sie na pojedyncze wiersze,
ktore wtedy napisal, choc nie ukazala sie zadna nowa ksiazka
poetycka.
Sadze, ze ta dluga luka jednak o czyms swiadczyla. Wskazywala
na sytuacje zagubienia, znalezienia sie na rozdrozach. Sceptycyzm
co do sensu oglaszania nieomal prywatnych drukow na emigracji
mogl scierac sie z rosnacymi ambicjami znalezienia sie w
normalnym polskim obiegu, ktorego mozliwosci zaczely sie
rysowac na horyzoncie. To, co dawniej bylo mocno krytykowane,
co bylo nie do pomyslenia, stawalo sie realne. Pierwsze
niecenzurowane tomiki emigracyjnych poetow zaczely sie ukazywac
w Polsce. Bujnowski, przeczytawszy u Piotra Kuncewicza,
a wiec w publikacji, ktora cenil, ze nalezy do poetow nieznanych,
mogl takze zapragnac znalezc sie na polskich polkach. Ale
z czym? Czyzby jego utwory na wpol eksperymentalne, a na
wpol zartobliwe byly wlasciwa wizytowka dla krajowego czytelnika,
ktory przedtem o poecie nie slyszal?
Te lata niepublikowania swiadcza, sadze, o rozterce. Poeta
powoli przechodzil na inne pozycje. Nie sprzeniewierzajac
sie awangardowym predylekcjom, zaczal pisac na inny sposob,
latwiej nawiazujac z czytelnikiem kontakt. Znalazl nieobowiazujacy,
niekoturnowy ton, beztroski humor i bezposredniosc, ktorych
brakowalo jego eksperymentujacym wierszom. Pojawila sie
w nich dojrzala nonszalancja, ktora zaowocowala utworami
podobajacymi sie, kto wie, czy nie najlepszymi, bo spontanicznymi.
Erudycja, lekkosc i zart splotly sie w nich w pamietny sposob.
Tomik Spod gwiazdozbioru wielkiego psa, wydestylowany
dlugim ugorowaniem, dobrze anonsowal poete Bujnowskiego
nowemu czytelnikowi w Polsce. Pierwszy utwor Miasto po
latach jest pewnego rodzaju wyznaniem poetyckim. Nie
chce autor byc piewca urbanistyki ani zabiegac o poklask
plebsu:
Wolalbym juz
kasztel wznosic na zart
zwodzony most
za murami
mojej
ekskluzywnej
estetyki.
Mieszkancow tego Babilonu ukazuje z kolei niby postacie
w tancu smierci, przepowiadajac im smiesznosc i przemijanie.
A nauka?
Wazny jest kazdy krok
chyba
kazda sekunda
dana ci w podarunku.
Rewelacyjny jest dla mnie cykl wierszy z wyprawy do Grecji.
Zachwyca tu szeroka humanistyczna wiedza w polaczeniu z
szelmowskim humorem poety. W wierszu Jak to bylo w Olimpii znajdziemy taki passus:
hellanodikowie
to takie literackie "juri"
tylko mniej smieszne
niz np. w Londynie
akademia grydzewskiego
W Dlugiej i wazkiej rozmowie z Pytia na cenzurowanym znalazly
sie rozne formy wierszy:
twoj wiersz to wcale nie heksametr
nie rymujesz wedlug Dluskiej
ani nawet Pszczolowskiej.
Kpi sobie rowniez Bujnowski z uswieconych przekazow i pewnikow.
W wierszu Nad grobem w Mykenach czytamy:
noga ten grob odkryla koza
wpadlszy jedna
w szczeline
zas w wierszu Przed hekatompedonem na swoj sposob
tlumaczy narodziny Ateny:
a moj lacinnik mowil mi
ze Hefajstos
uderzajac poteznym toporem
w glowe Zeusa
powolal ja do zycia
to bylo takie na owe czasy
cesarskie ciecie.
Jeszcze w roku 1945 w Matino we Wloszech Bujnowski napisal
krotka powiesc Kola w mglawicach poswiecona towarzyszowi
broni, utalentowanemu grafikowi Ryszardowi Kopesciowi, ktory
zginal pod Monte Cassino. Przez kilkadziesiat lat autor
usilowal zainteresowac tym manuskryptem wydawcow emigracyjnych
i krajowych - bez rezultatu. Nagle w liscie z 1992 r. napisal:
"Czesc mojej prozy literackiej - Kola w mglawicach opublikowala Arka krakowska wraz z wywiadem, ale
o wydaniu calosci marzyc trudno, bo jakos posrednio zahaczam
o koltunstwo i glosze hasla 'przeciw wojnie'". A jednak
rok pozniej z wielka radoscia komunikowal, ze jego powiesc
znalazla w Polsce zainteresowanego wydawce; ukazala sie
w Krakowie w 1993 roku.
"Bujnowski wywarl podobno znaczny wplyw na mlodsze pokolenie
emigracyjnych poetow", napisal - jak widac nie bardzo pewny
swej opinii - Piotr Kuncewicz. Wielu z nas docenia Bujnowskiego.
Rowniez pamieta troskliwe zainteresowanie i pomoc. To on
nam wskazywal inne, nowe wzorce. Sam byl przykladem awangardzisty
poszukujacego z uporem swiezego, trafnego slowa i odkrywczej
formy. Promieniowal respektem dla Kridlowskiej szkoly krytycznej,
lecz nikomu, o ile dobrze pamietam, tego nie narzucal. Szanowal
osobowosc tworcza kazdego. Usuwal razace bledy, potrafil
podpowiadac inne wersje. Nie powstanie o nim zlosliwa anegdotka,
jak ta kojarzona ze Stanislawem Balinskim, ktory dlugo przetrzymywal
zbior wierszy Bronislawa Przyluskiego, a potem je odeslal
przepisane na modle Skamandra.
Bujnowski nie ukrywal krytycznego podejscia do skamandrytow
i nieraz wypowiadal sie o ich poetyce ostro i dobitnie.
Mial swoich mistrzow, przyznawal sie do nich, ale nie nalegal,
by ich brali sobie za wzor inni. Mlodzi pisarze byli swiadkami
ustawicznego dazenia Bujnowskiego do ubierania nowych przezyc
artystycznych w nowy wyraz. Widzieli jego niezgode na powielanie
utartych form, unikanie maniery. Proby realizowania ambitnych
teorii, prace nad metafora. Bujnowski swoim przykladem ,
a takze ofiarnoscia i bezinteresownoscia wobec mlodych wplynal
na nasze wybory. Nie uszla naszej uwadze jego dbalosc o
rytm i rapsodyczny styl recytacji jako wazny element poezji.
Cenilismy go na pewno za pogodne patrzenie na sztuke, ktora
"jest chora, jesli nie potrafi sie smiac...". Do innych
jego ulubionych teorii podchodzilismy roznie, ale bralismy
je pod rozwage.
W 1988 roku Bujnowski otrzymal nagrode Zwiazku Pisarzy
Polskich na Obczyznie za caloksztalt tworczosci. "I za poswiecenie
zycia nauce polskiej na emigracji", dodal dr Zdzislaw Jagodzinski.
Urodzony 18 marca1910 r. w Okolicy-Rudawie na Wilenszczyznie,
Jozef Bujnowski po ukonczeniu szkol w Braslawiu i Dzisnie
zapisal sie na filologie polska na Uniwersytet Stefana Batorego
w Wilnie. Prace doktorska poswiecona kompozycji utworow
dramatycznych Stanislawa Wyspianskiego rozpoczal pod kierunkiem
profesora Manfreda Kridla. Przerwany przez wybuch wojny
przewod wznowil i ukonczyl na rok przed smiercia profesora
Kridla i za jego akceptacja. Metody wilenskiego promotora
uksztaltowaly jego podejscie do badan naukowych; przy pewnym
zindywidualizowaniu pozostal im wierny. Pietno tego warsztatu
krytycznego dostrzec mozna we wkladzie Bujnowskiego w monumentalne
dzielo powstale pod redakcja Tymona Terleckiego Literatura
polska na obczyznie 1940-1960 (rozdzialy "Esej" i "Szkic
literacki i krytyka artystyczna"). Znakomita prace Przemiany
we wspolczesnej poezji polskiej. Trzy wyklady, wydrukowal
miesiecznik Kontynenty w 1964 i 1965 roku. PUNO wydalo
ja w osobnym zeszycie w 1968 roku. Godzi sie tez wspomniec
jego kontrowersyjny szkic Niektore uwagi o tzw. IV systemie
wersyfikacyjnym (1973). Poezja konkretna doczekala sie
rowniez fachowego opracowania jego piora.
Prace naukowe sa owocem jego dlugoletniego stazu jako pedagoga.
Juz w Polsce zatrudniony byl w szkolnictwie srednim, uczyl
potem we Wloszech zolnierzy polskich. Zorganizowal filologie
polska na uniwersytecie w Amsterdamie, gdzie wykladal literature
polska i teorie literatury przez osiem lat, jeden semestr
wykladal w Heidelbergu, przez jakis czas w School of Slavonic
and East European Studies w Londynie. Na Polskim Uniwersytecie
na Obczyznie byl czynny przez przeszlo trzydziesci siedem
lat jako wykladowca akademicki, dziekan i czlonek senatu.
Byl swietnym nauczycielem, ktory potrafil sobie zaskarbic
wdziecznosc i pamiec uczniow i studentow.
Udzielal sie rowniez spolecznie prezesujac Polskiemu Towarzystwu
Naukowemu, piastujac godnosci w Zwiazku Pisarzy Polskich
na Obczyznie, organizowal kongresy i zjazdy, redagowal ksiazki.
Nic dziwnego, ze przy takim oddaniu sprawom publicznym cierpiala
tworczosc literacka. O niej byly w listach nieomal same
utyskiwania. Raz po raz trafialy sie wtrety "...trzeba wydac
w koncu rozne 'finicjaly', ktore od dziesieciu lat lezaly
pogardliwie odrzucane do szuflady wobec 'powazniejszych'
zajec... te 'rzeczy malo wazne' beda kiedys najwazniejsze".
W styczniu 1999 roku przyjechala do Londynu Telewizja Polska,
aby zrobic z nim wywiad na temat Teodora Bujnickiego. A
powinna byla zainteresowac sie nim samym. Jest winna powaznego
bardzo uchybienia, nie do naprawienia. Jozef Bujnowski zmarl
bowiem 15 lutego br.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |