PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (9 marca 2001)


ANDRZEJ BOGUSLAWSKI

Zofia Hertz skonczyla 90 lat

Strazniczka ognia

O Zofii Hertz mozna mowic nieskonczenie, bo zycie ma wyjatkowe i bardzo bogate. Ukazala sie juz ksiazka, wywiad-rzeka Izy Chruslinskiej z nia (Byla raz "Kultura"). Bardzo wiele miejsca w roznych publikacjach poswiecil pani Zofii i jej mezowi Zygmuntowi Jerzy Giedroyc, ktory mial szczescie z nia pracowac. I jej wlasnie, w przewidywaniu swej smierci, powierzyl kierowanie Instytutem Literackim, jego archiwum i biblioteka, calym dorobkiem osrodka, ktory ma nadal zachowac niezaleznosc i sluzyc badaczom historii. I wydawac nadal Zeszyty Historyczne.

Moze bedzie najsluszniej zaczac od slow samego Redaktora. W Autobiografii na cztery rece Giedroyc wspomina:

"W historii Instytutu Literackiego i Kultury Zosia i Zygmunt Hertzowie odegrali role decydujaca. Byli wprowadzeni we wszystkie sprawy, lacznie z tymi, ktore wymagaly zachowania maksymalnej dyskrecji. (...)

We Wloszech dzialalnosc Zygmunta Hertza byla genialna, bez niego bysmy sobie nie poradzili. Zawdzieczamy mu stworzenie materialnych podstaw Instytutu. Pozniej (...) jego ciekawosc ludzi i umiejetnosc nawiazywania kontaktow z nimi byly niezastapione, (...) byl ministrem do spraw Polakow. Zalatwial zaproszenia i stypendia. Spotykal sie i utrzymywal kontakty towarzyskie. Odgrywal role piorunochronu w moich stosunkach z Miloszem, ktore nie zawsze ukladaly sie najlepiej. Opiekowal sie Hlaska, Polanskim i mnostwem innych osob, ktore przewinely sie przez nasz dom. (...)

Na glowie Zosi byla od poczatku cala administracyjna strona Kultury. Ale jej wplyw na polityke Kultury i na mnie byl zawsze bardzo wielki. Ma ona bardzo duzo zdrowego rozsadku i wielokrotnie potrafila mnie powstrzymywac przed (...) angazowaniem sie w nowe i ryzykowne przedsiewziecia; jej interwencje nie zawsze byly skuteczne, ale kilka razy uchronila Kulture od powaznych glupstw. Potrafila tez zalatwiac wiele spraw dzieki umiejetnosci nawiazywania przyjacielskich stosunkow z ludzmi. Jest widoma ilustracja mojej teorii, wedle ktorej w Polsce najwazniejsze sa kobiety.

Rola Zosi i Zygmunta jest nie do przecenienia. Nie przypuszczam, by Kultura mogla bez nich zaistniec i przetrwac".

Powiedziane mocno i dobitnie.

Ale jak sie rodza takie nieprzecietne charaktery, skad sie biora tak zdolni ludzie? Urodzona w Wilnie Zofia Neuding nie miala latwego dziecinstwa: rodzice rozeszli sie, gdy skonczyla zaledwie 4 lata, a matka umarla, gdy miala lat 8. Opiekowala sie nia przez kilka lat bezdzietna ciotka, potem zamieszkala na stancji w Lodzi. Musiala jak najwczesniej sie usamodzielnic i przebijac przez zycie. Uczyla sie dobrze i zarabiala korepetycjami, do ktorych - jak opowiada teraz - nie miala talentu. Ale miala szczescie do ludzi i wiare we wlasne sily. Zapisala sie na prawo na Uniwersytet Warszawski i tam - nadal udzielajac korepetycji - pracowala spolecznie w kole prawnikow, gdzie nauczyla sie pisania na maszynie, co sie w przyszlosci przydalo. Przeszla na drugi rok. W czasie wakacji spotkala w Lodzi dyrektora swego gimnazjum, ktory ucieszyl sie na widok doskonalej uczennicy i dowiedziawszy sie o jej klopotach finansowych postanowil jej pomoc. Polecil Zosie rejentowi, ktory prowadzil w Lodzi kancelarie notarialna. Rejent natychmiast zatrudnil mloda studentke prawa. Przeniosla sie do Lodzi, a do Warszawy jezdzila tyko zdawac egzaminy. Praca biurowa u notariusza, polegajaca glownie na przepisywaniu akt, to bylo za malo na jej temperament i ciekawosc. Rejentowi to sie spodobalo, zaczal ja wprowadzac w tajniki zawodu. Poznal sie na bystrosci jej umyslu i gdy wprowadzono egzaminy na notariusza namowil ja, zeby stanela w szranki. Zdala egzamin swietnie, byla pierwsza kobieta, ktorej to sie udalo! Rejent byl zachwycony, szczycil sie swa piekna i mloda uczennica, w lodzkiej gazecie ukazal sie nawet o niej artykul, oczywiscie z fotografia.

Do roli strazniczki ognia bylo jeszcze daleko, ale wejscie Zosi w zycie moglo niejednej i niejednemu zaimponowac. Wyrosl - w nielatwych warunkach (a moze wlasnie dlatego, ze byly trudne?) - czlowiek nieprzecietny.

Zygmunta Hertza poznala przypadkiem. Na jakims balu u dalszych znajomych, gdzie bylo nudnawo i gdzie Zygmunt tez sie nudzil okrutnie. Wiec przysiadl sie do stolika, gdzie bylo nieco weselej. Przedstawil sie, zaczela sie rozmowa. Po tym balu zaczeli sie spotykac, widocznie przypadli sobie do gustu. Nie mysleli jednak o malzenstwie, bo kazde lubilo swa prace i cenilo niezaleznosc. Zygmunt Hertz byl synem prezesa Izby Przemyslowo-Handlowej Mieczyslawa, przedstawiciela belgijskiego koncernu Solvay na Polske. Po studiach ekonomicznych w Anglii pracowal w biurze ojca, ale pierwszym etapem pracy bylo tzw. poznawanie zycia, np. wyladowywanie wspolnie z dokerami transportow towarow w Gdyni itp. Ale nie odzegnywal sie od wysilku fizycznego i lubil bratac sie z ludzmi. Dopiero po roku takich praktyk zaczal pracowac z ojcem, a ze biurkiem nie mogl wysiedziec, wiec zajmowal sie kontaktami handlowymi poza biurem. W przeciwienstwie do Zosi zycie go raczej rozpieszczalo, mogl sobie na wszystko pozwolic - na samochod, podroze, przyjemnosci. Ale mial tez poczucie humoru, wiec nawet snobizm, ktory bywal jego ujemna cecha i denerwowal Zosie, dal sobie na zawsze wybic z glowy. Coz ich jeszcze laczylo? Chyba to, ze oboje wychowywali sie bez matki. O przedwczesnej smierci matki Zosi juz wspomnialem, a matka Zygmunta i jego siostry Anieli odeszla od meza i dzieci i zwiazala sie z innym mezczyzna, gdy Zygmunt mial 12 lat. Rozbicie rodziny spowodowalo, ze Mieczyslaw Hertz przestal wierzyc w trwalosc malzenskich zwiazkow i nigdy nikogo do tego nie naklanial. Dzieci tez po swojemu przezyly ten szok.

Moze wiec Zygmunt zatesknil za kobiecym cieplem, a Zosia za mezczyzna, ktory nie bylby lekkoduchem - jak jej ojciec - i powazniej traktowal rodzine i malzenstwo? Postanowili sie pobrac i w lutym 1939 r. odbyl sie ich bardzo skromny slub. I o dziwo! To malzenstwo okazalo sie mocne i trwale - mimo dlugich okresow, gdy nie byli razem, spowodowanych przez wydarzenia wojenne. Pierwsza rozlaka spotkala mloda pare jeszcze w tym samym roku, w ktorym sie pobrali. Zygmunt - jako oficer rezerwy - zostal tuz przed wojna zmobilizowany do 1 Pulku Artylerii Przeciwlotniczej w Warszawie, gdy w wielkim pospiechu wrocili z wakacji nad morzem. Tu nastapilo pierwsze rozstanie, ktore trwalo az do stycznia 1940 r. (spotkali sie dopiero wowczas w Stanislawowie, gdzie mieszkal stryj Zygmunta). Rozdzielil ich front, a pozniej seria dramatycznych ucieczek Zygmunta (omal nie dostal sie do Katynia!). Zofia zostala w Lodzi, gdzie czekala az Niemcy wypuszcza jej tescia, podstepnie zaaresztowanego przez wladze okupacyjne, kiedy zapadla decyzja o wcieleniu Lodzi do III Rzeszy. Ojciec Zygmunta zostal wypuszczony w grupie osob najstarszych, zlamany fizycznie i psychicznie, do Lodzi juz nie wrocil i zamieszkal u swej corki Anieli w Warszawie.

Zofia przeszla nielegalnie granice, spotkala sie z mezem. Zamieszkali we Lwowie. Nie unikneli masowej wywozki uciekinierow polskich w glab ZSRR. Zawieziono ich koleja, potem barkami Wolga i znow koleja do osiedla Cynglok w lasach Maryjskiej Republiki Autonomicznej. Ale zadnego Maryjca, czyli Czeremisa, z ludu o bogatej kulturze, tam nie bylo. Byl tylko lesnik, kierownik robot, piekarz z zona i enkawudzista - wszyscy Rosjanie. I ponad czterystu Polakow umieszczonych w prymitywnych barakach, ktore trzeba bylo ocieplic, zeby sie nadawaly do zycia. Tepe i ciezkie siekiery, ktore z trudem mozna bylo podniesc do gory, praca od switu do zmroku przy bardzo skapym wyzywieniu... Niebawem po przyjezdzie Zygmunt powiedzial Zofii, ze nie przezyja w tych warunkach. A ona na to, ze musza przezyc. I rzeczywiscie, przezyli trudne 16 miesiecy. Dostali - jakims cudem - kilka paczek: od ciotki ze Stanislawowa i siostry Zygmunta z Warszawy. Uciekac nie bylo gdzie. Najblizsza poczta oddalona o 40 kilometrow. Lasy i lasy dookola.

A jednak doczekali tak zwanej amnestii, o ktorej zawiadomil wszystkich Polakow pulkownik NKWD, ale namawial do pozostania na miejscu. Gdy dowiedzieli sie, ze do Moskwy przyjechala Polska Misja Wojskowa - nadali wszyscy gremialnie depesze z oplacona odpowiedzia. Odpowiedz przyszla. Przepisali ja na tapecie, bo papieru nie bylo, i traktowali to jak glejt. Z wielkim trudem dotarli do Buzuluku.

Zaczal sie nastepny okres ich zycia, nie pozbawiony elementow tragicznych i tragikomicznych, jak chociazby oskarzenie ich obojga przez "dwojkarzy" o zdrade stanu, czego koronnym swiadectwem mial byc zabawny list napisany przez Zofie do meza. Ale na szczescie Jozef Czapski, bliski wspolpracownik gen. Wladyslawa Andersa, potrafil ukrecic leb calemu spiskowi "dwojkarzy" przeciw Hertzom. Zygmunt dostal awans od dawna mu nalezny, a Zofia pelnila rozne funkcje w wojsku i poznawala wciaz nowych przyszlych swoich przyjaciol, m.in. Jerzego Giedroycia, ktory wydawal sie jej strasznym mrukiem, bo odpowiadal na pytania polslowkami... Nie chcial widocznie rozmawiac z nieznajoma kobieta, mimo tego, ze byla w mundurze. Ale wkrotce stosunki miedzy nimi sie ulozyly poprawnie, gdy ja blizej poznal i polubil. Z czasem staly sie tak znaczace, ze wlasnie jej powierzyl opieke nad dzielem swego zycia - Instytutem Literackim... Ale o tym juz bylo.

Poznalem pania Zofie pozno, dopiero gdy jako azylant we Francji nagrywalem dla kraju audycje o Kulturze. Pozniej przyjezdzalem do Czapskiego, ktory byl moim kolega z pulku. Duzo starszym, o cale pokolenie, ale kresowiacy zawsze trzymaja sie razem. Pani Zofia, chyba wtedy, wiedzac, ze moja sytuacja finansowa jest trudna, zaproponowala mi, zebym dla Kultury napisal recenzje Drogi do Ostrej Bramy Jana Erdmana. Zgodzilem sie chetnie, bo to bylo o Kalenkiewiczu, jednym z tworcow koncepcji przerzutow do Polski spadochroniarzy, ktorych pozniej nieoficjalnie nazywano cichociemnymi. Bylem jednym z nich, co pani Zofia dostrzegla i dodala: "Pan to zrobi najlepiej, bo pan sie na tym zna... ". Ksiazka zreszta okazala sie bardzo ciekawie napisana.

W czasie kilkakrotnych wizyt w siedzibie Instytutu Literackiego w Mesnil-le-Roi zauwazylem bez trudu, ze zawsze przyjazna i zyczliwa ludziom pani Hertzowa jest sercem tego domu, strazniczka ognia. Nawet takie glupstwo: gdy mi dedykowala wspomniana ksiazke Izy Chruslinskiej, napisala: "... z sympatia". Trudno mi nie myslec z sympatia o Zofii Hertz, nastepczyni Jerzego Giedroycia, ktora 27 lutego skonczyla 90 lat. I z calym przekonaniem chce poprzec plany dotyczace tego miejsca pod Paryzem, w ktorym sie tyle zdarzylo. Z jej ogromnym udzialem.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail