ANDRZEJ BOGUSLAWSKI
Zofia Hertz skonczyla 90 lat
Strazniczka ognia
O Zofii Hertz mozna mowic nieskonczenie, bo zycie ma wyjatkowe
i bardzo bogate. Ukazala sie juz ksiazka, wywiad-rzeka Izy
Chruslinskiej z nia (Byla raz "Kultura"). Bardzo
wiele miejsca w roznych publikacjach poswiecil pani Zofii
i jej mezowi Zygmuntowi Jerzy Giedroyc, ktory mial szczescie
z nia pracowac. I jej wlasnie, w przewidywaniu swej smierci,
powierzyl kierowanie Instytutem Literackim, jego archiwum
i biblioteka, calym dorobkiem osrodka, ktory ma nadal zachowac
niezaleznosc i sluzyc badaczom historii. I wydawac nadal Zeszyty Historyczne.
Moze bedzie najsluszniej zaczac od slow samego Redaktora.
W Autobiografii na cztery rece Giedroyc wspomina:
"W historii Instytutu Literackiego i Kultury Zosia
i Zygmunt Hertzowie odegrali role decydujaca. Byli wprowadzeni
we wszystkie sprawy, lacznie z tymi, ktore wymagaly zachowania
maksymalnej dyskrecji. (...)
We Wloszech dzialalnosc Zygmunta Hertza byla genialna,
bez niego bysmy sobie nie poradzili. Zawdzieczamy mu stworzenie
materialnych podstaw Instytutu. Pozniej (...) jego ciekawosc
ludzi i umiejetnosc nawiazywania kontaktow z nimi byly niezastapione,
(...) byl ministrem do spraw Polakow. Zalatwial zaproszenia
i stypendia. Spotykal sie i utrzymywal kontakty towarzyskie.
Odgrywal role piorunochronu w moich stosunkach z Miloszem,
ktore nie zawsze ukladaly sie najlepiej. Opiekowal sie Hlaska,
Polanskim i mnostwem innych osob, ktore przewinely sie przez
nasz dom. (...)
Na glowie Zosi byla od poczatku cala administracyjna strona Kultury. Ale jej wplyw na polityke Kultury i
na mnie byl zawsze bardzo wielki. Ma ona bardzo duzo zdrowego
rozsadku i wielokrotnie potrafila mnie powstrzymywac przed
(...) angazowaniem sie w nowe i ryzykowne przedsiewziecia;
jej interwencje nie zawsze byly skuteczne, ale kilka razy
uchronila Kulture od powaznych glupstw. Potrafila
tez zalatwiac wiele spraw dzieki umiejetnosci nawiazywania
przyjacielskich stosunkow z ludzmi. Jest widoma ilustracja
mojej teorii, wedle ktorej w Polsce najwazniejsze sa kobiety.
Rola Zosi i Zygmunta jest nie do przecenienia. Nie przypuszczam,
by Kultura mogla bez nich zaistniec i przetrwac".
Powiedziane mocno i dobitnie.
Ale jak sie rodza takie nieprzecietne charaktery, skad
sie biora tak zdolni ludzie? Urodzona w Wilnie Zofia Neuding
nie miala latwego dziecinstwa: rodzice rozeszli sie, gdy
skonczyla zaledwie 4 lata, a matka umarla, gdy miala lat
8. Opiekowala sie nia przez kilka lat bezdzietna ciotka,
potem zamieszkala na stancji w Lodzi. Musiala jak najwczesniej
sie usamodzielnic i przebijac przez zycie. Uczyla sie dobrze
i zarabiala korepetycjami, do ktorych - jak opowiada teraz
- nie miala talentu. Ale miala szczescie do ludzi i wiare
we wlasne sily. Zapisala sie na prawo na Uniwersytet Warszawski
i tam - nadal udzielajac korepetycji - pracowala spolecznie
w kole prawnikow, gdzie nauczyla sie pisania na maszynie,
co sie w przyszlosci przydalo. Przeszla na drugi rok. W
czasie wakacji spotkala w Lodzi dyrektora swego gimnazjum,
ktory ucieszyl sie na widok doskonalej uczennicy i dowiedziawszy
sie o jej klopotach finansowych postanowil jej pomoc. Polecil
Zosie rejentowi, ktory prowadzil w Lodzi kancelarie notarialna.
Rejent natychmiast zatrudnil mloda studentke prawa. Przeniosla
sie do Lodzi, a do Warszawy jezdzila tyko zdawac egzaminy.
Praca biurowa u notariusza, polegajaca glownie na przepisywaniu
akt, to bylo za malo na jej temperament i ciekawosc. Rejentowi
to sie spodobalo, zaczal ja wprowadzac w tajniki zawodu.
Poznal sie na bystrosci jej umyslu i gdy wprowadzono egzaminy
na notariusza namowil ja, zeby stanela w szranki. Zdala
egzamin swietnie, byla pierwsza kobieta, ktorej to sie udalo!
Rejent byl zachwycony, szczycil sie swa piekna i mloda uczennica,
w lodzkiej gazecie ukazal sie nawet o niej artykul, oczywiscie
z fotografia.
Do roli strazniczki ognia bylo jeszcze daleko, ale wejscie
Zosi w zycie moglo niejednej i niejednemu zaimponowac. Wyrosl
- w nielatwych warunkach (a moze wlasnie dlatego, ze byly
trudne?) - czlowiek nieprzecietny.
Zygmunta Hertza poznala przypadkiem. Na jakims balu u dalszych
znajomych, gdzie bylo nudnawo i gdzie Zygmunt tez sie nudzil
okrutnie. Wiec przysiadl sie do stolika, gdzie bylo nieco
weselej. Przedstawil sie, zaczela sie rozmowa. Po tym balu
zaczeli sie spotykac, widocznie przypadli sobie do gustu.
Nie mysleli jednak o malzenstwie, bo kazde lubilo swa prace
i cenilo niezaleznosc. Zygmunt Hertz byl synem prezesa Izby
Przemyslowo-Handlowej Mieczyslawa, przedstawiciela belgijskiego
koncernu Solvay na Polske. Po studiach ekonomicznych w Anglii
pracowal w biurze ojca, ale pierwszym etapem pracy bylo
tzw. poznawanie zycia, np. wyladowywanie wspolnie z dokerami
transportow towarow w Gdyni itp. Ale nie odzegnywal sie
od wysilku fizycznego i lubil bratac sie z ludzmi. Dopiero
po roku takich praktyk zaczal pracowac z ojcem, a ze biurkiem
nie mogl wysiedziec, wiec zajmowal sie kontaktami handlowymi
poza biurem. W przeciwienstwie do Zosi zycie go raczej rozpieszczalo,
mogl sobie na wszystko pozwolic - na samochod, podroze,
przyjemnosci. Ale mial tez poczucie humoru, wiec nawet snobizm,
ktory bywal jego ujemna cecha i denerwowal Zosie, dal sobie
na zawsze wybic z glowy. Coz ich jeszcze laczylo? Chyba
to, ze oboje wychowywali sie bez matki. O przedwczesnej
smierci matki Zosi juz wspomnialem, a matka Zygmunta i jego
siostry Anieli odeszla od meza i dzieci i zwiazala sie z
innym mezczyzna, gdy Zygmunt mial 12 lat. Rozbicie rodziny
spowodowalo, ze Mieczyslaw Hertz przestal wierzyc w trwalosc
malzenskich zwiazkow i nigdy nikogo do tego nie naklanial.
Dzieci tez po swojemu przezyly ten szok.
Moze wiec Zygmunt zatesknil za kobiecym cieplem, a Zosia
za mezczyzna, ktory nie bylby lekkoduchem - jak jej ojciec
- i powazniej traktowal rodzine i malzenstwo? Postanowili
sie pobrac i w lutym 1939 r. odbyl sie ich bardzo skromny
slub. I o dziwo! To malzenstwo okazalo sie mocne i trwale
- mimo dlugich okresow, gdy nie byli razem, spowodowanych
przez wydarzenia wojenne. Pierwsza rozlaka spotkala mloda
pare jeszcze w tym samym roku, w ktorym sie pobrali. Zygmunt
- jako oficer rezerwy - zostal tuz przed wojna zmobilizowany
do 1 Pulku Artylerii Przeciwlotniczej w Warszawie, gdy w
wielkim pospiechu wrocili z wakacji nad morzem. Tu nastapilo
pierwsze rozstanie, ktore trwalo az do stycznia 1940 r.
(spotkali sie dopiero wowczas w Stanislawowie, gdzie mieszkal
stryj Zygmunta). Rozdzielil ich front, a pozniej seria dramatycznych
ucieczek Zygmunta (omal nie dostal sie do Katynia!). Zofia
zostala w Lodzi, gdzie czekala az Niemcy wypuszcza jej tescia,
podstepnie zaaresztowanego przez wladze okupacyjne, kiedy
zapadla decyzja o wcieleniu Lodzi do III Rzeszy. Ojciec
Zygmunta zostal wypuszczony w grupie osob najstarszych,
zlamany fizycznie i psychicznie, do Lodzi juz nie wrocil
i zamieszkal u swej corki Anieli w Warszawie.
Zofia przeszla nielegalnie granice, spotkala sie z mezem.
Zamieszkali we Lwowie. Nie unikneli masowej wywozki uciekinierow
polskich w glab ZSRR. Zawieziono ich koleja, potem barkami
Wolga i znow koleja do osiedla Cynglok w lasach Maryjskiej
Republiki Autonomicznej. Ale zadnego Maryjca, czyli Czeremisa,
z ludu o bogatej kulturze, tam nie bylo. Byl tylko lesnik,
kierownik robot, piekarz z zona i enkawudzista - wszyscy
Rosjanie. I ponad czterystu Polakow umieszczonych w prymitywnych
barakach, ktore trzeba bylo ocieplic, zeby sie nadawaly
do zycia. Tepe i ciezkie siekiery, ktore z trudem mozna
bylo podniesc do gory, praca od switu do zmroku przy bardzo
skapym wyzywieniu... Niebawem po przyjezdzie Zygmunt powiedzial
Zofii, ze nie przezyja w tych warunkach. A ona na to, ze
musza przezyc. I rzeczywiscie, przezyli trudne 16 miesiecy.
Dostali - jakims cudem - kilka paczek: od ciotki ze Stanislawowa
i siostry Zygmunta z Warszawy. Uciekac nie bylo gdzie. Najblizsza
poczta oddalona o 40 kilometrow. Lasy i lasy dookola.
A jednak doczekali tak zwanej amnestii, o ktorej zawiadomil
wszystkich Polakow pulkownik NKWD, ale namawial do pozostania
na miejscu. Gdy dowiedzieli sie, ze do Moskwy przyjechala
Polska Misja Wojskowa - nadali wszyscy gremialnie depesze
z oplacona odpowiedzia. Odpowiedz przyszla. Przepisali ja
na tapecie, bo papieru nie bylo, i traktowali to jak glejt.
Z wielkim trudem dotarli do Buzuluku.
Zaczal sie nastepny okres ich zycia, nie pozbawiony elementow
tragicznych i tragikomicznych, jak chociazby oskarzenie
ich obojga przez "dwojkarzy" o zdrade stanu, czego koronnym
swiadectwem mial byc zabawny list napisany przez Zofie do
meza. Ale na szczescie Jozef Czapski, bliski wspolpracownik
gen. Wladyslawa Andersa, potrafil ukrecic leb calemu spiskowi
"dwojkarzy" przeciw Hertzom. Zygmunt dostal awans od dawna
mu nalezny, a Zofia pelnila rozne funkcje w wojsku i poznawala
wciaz nowych przyszlych swoich przyjaciol, m.in. Jerzego
Giedroycia, ktory wydawal sie jej strasznym mrukiem, bo
odpowiadal na pytania polslowkami... Nie chcial widocznie
rozmawiac z nieznajoma kobieta, mimo tego, ze byla w mundurze.
Ale wkrotce stosunki miedzy nimi sie ulozyly poprawnie,
gdy ja blizej poznal i polubil. Z czasem staly sie tak znaczace,
ze wlasnie jej powierzyl opieke nad dzielem swego zycia
- Instytutem Literackim... Ale o tym juz bylo.
Poznalem pania Zofie pozno, dopiero gdy jako azylant we
Francji nagrywalem dla kraju audycje o Kulturze.
Pozniej przyjezdzalem do Czapskiego, ktory byl moim kolega
z pulku. Duzo starszym, o cale pokolenie, ale kresowiacy
zawsze trzymaja sie razem. Pani Zofia, chyba wtedy, wiedzac,
ze moja sytuacja finansowa jest trudna, zaproponowala mi,
zebym dla Kultury napisal recenzje Drogi do Ostrej
Bramy Jana Erdmana. Zgodzilem sie chetnie, bo to bylo
o Kalenkiewiczu, jednym z tworcow koncepcji przerzutow do
Polski spadochroniarzy, ktorych pozniej nieoficjalnie nazywano
cichociemnymi. Bylem jednym z nich, co pani Zofia dostrzegla
i dodala: "Pan to zrobi najlepiej, bo pan sie na tym zna...
". Ksiazka zreszta okazala sie bardzo ciekawie napisana.
W czasie kilkakrotnych wizyt w siedzibie Instytutu Literackiego
w Mesnil-le-Roi zauwazylem bez trudu, ze zawsze przyjazna
i zyczliwa ludziom pani Hertzowa jest sercem tego domu,
strazniczka ognia. Nawet takie glupstwo: gdy mi dedykowala
wspomniana ksiazke Izy Chruslinskiej, napisala: "... z sympatia".
Trudno mi nie myslec z sympatia o Zofii Hertz, nastepczyni
Jerzego Giedroycia, ktora 27 lutego skonczyla 90 lat. I
z calym przekonaniem chce poprzec plany dotyczace tego miejsca
pod Paryzem, w ktorym sie tyle zdarzylo. Z jej ogromnym
udzialem.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |