PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (2 lutego 2001)


ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI

Wykupil swe zycie gra na fortepianie

>Wspomnienia Wladyslawa Szpilmana z lat okupacji przeczytalem jednym tchem. Los czlowieka, ktory postanowil nie poddac sie zagladzie i wytrwac tak dlugo, jak tylko to bedzie mozliwe, przykuwa uwage bez reszty. Ksiazka napisana jest tak, ze zapomina sie doslownie o wszystkim i krok po kroku towarzyszy sie opowiadajacemu, pragnac, by mu sie udalo. Samograj, jakich wiele - moze ktos powiedziec, w koncu taka powinna byc kazda dobra ksiazka. I trudno sie z tym nie zgodzic, tu jednak mamy do czynienia z materia, znana z dziesiatkow innych, mrozacych krew w zylach wspomnien i dziel literackich. Gehenna Zydow, warunki zycia w gettach, koszmar ukrywania sie po aryjskiej stronie... Przerabialismy to wielokrotnie i wydaje sie, ze wszystko juz na ten temat wiemy. Wspomnienia Szpilmana wytracaja nas z tej pewnosci, przynoszac wiele nieznanych wczesniej faktow. Ba, maja w sobie jakas przedziwna sile magiczna, sprawiajaca, ze jakby po raz pierwszy czytalo sie o sprawach, ktore autor opisuje. Narrator dostrzega w okupacyjnej rzeczywistosci rzeczy, ktore umknely uwadze innych piszacych i opowiada o nich w ten sposob, jakby zbieral material do powiesci przygodowej. Jesli oczywiscie slowo "przygoda" moze byc okresleniem wlasciwym w odniesieniu do tragedii. Nieustannie towarzyszy mu zdumienie, ze to, co oglada i czego doswiadcza, ma rzeczywiscie miejsce, ze to nie sen, jawa czy literatura, a rzeczywistosc wlasnie.

Wspominajacy Szpilman jest stale czyms zaskoczony, co pociaga za soba zaskoczenie czytelnikow. I to zaskoczenie nieslychanie ozywia to, co stalo sie juz dosc odlegla historia, co w naszej swiadomosci tkwi jako martyrologia. Moze wlasnie dlatego nie odwracamy sie od niej w poczuciu, ze wszystko juz o niej wiemy i ze nas przygniata, czyniac bezradnymi.

Nie bez znaczenia jest tu jezyk Szpilmana. Prosty a zarazem pojemny. Radzacy sobie z opisem faktu, refleksja, wzruszeniem, zracjonalizowaniem przerazenia i sciszeniem rozpaczy. Autor nie sili sie na wielka literature, lecz absolutny sluch podpowiada mu nie tylko wlasciwe tony do opisu kazdego wydarzenia, ale i najwlasciwsze slowa. Szpilman bowiem dobrze slyszy ich brzmienie. Od muzyki jest tylko krok do poezji; wiele akapitow staje sie jakby niechcacy niemal poezja wlasnie, tak sa geste od znaczen, tak syntetyczne, zeby nie powiedziec - epigramatyczne. Poetyckosc dochodzi do glosu w tych momentach, kiedy serce nam podchodzi do gardla; w momentach najwiekszego wzruszenia, kiedy wstrzasa nami szloch, przechodzacy niekiedy w wycie. W wycie wlasnie - co tu wstydliwie kryc.

*

Zapis rozpoczyna sie wybuchem wojny, konczy wkroczeniem do Warszawy wojsk polskich i sowieckich. Autor opowiada o ostatnich dniach dzialalnosci Polskiego Radia, gdzie pracowal jako pianista. Przypomina oblezenie Warszawy. Potem pisze o kapitulacji, wkroczeniu Niemcow, przejeciu przez nich wladzy i stopniowym pozbywaniu sie zywionych wobec nich zludzen. Wraz z rodzina mieszka na ulicy Sliskiej, ktora zostaje odcieta od reszty miasta murem getta. Zydowskie pochodzenie uniemozliwia mu przeprowadzke na aryjska strone. Poznajemy zatem upiorne osobliwosci zycia miasta w miescie, zlozonego z tzw. malego getta i duzego getta. Ten podzial wynikal nie tylko z topografii Warszawy, takze z zamoznosci. Male getto to zydowska elita. Ludzie stosunkowo dobrze sytuowani mieszkali "tylko" po czworo w jednym pokoju, w mieszkaniach polozonych na poludnie od ulicy Chlodnej. Duze getto to przedwojenna biedota, "gniezdzaca sie w brudzie, nedzy i ciasnocie" w obrebie Muranowa i sporej czesci Nowego Miasta. Szpilman, w przeciwienstwie do innych autorow, nie ukrywa olbrzymiego rozwarstwienia miedzy Zydami zamknietymi w getcie i braku solidarnosci miedzy nimi. Nie oszczedza tez zydowskich wladz administrujacych gettem w imieniu okupanta, zwlaszcza zydowskiej policji. Z ironia podchodzi natomiast do naiwnosci tych rodakow, ktorzy wierza, ze ich losem zajma sie Amerykanie...

Zamiast Amerykanow byli ciagle Niemcy, ktorzy stopniowo zmniejszali powierzchnie zydowskiej dzielnicy, zamieniajac ja w doslowne pieklo. Pozornie jednak wszystko mialo sie tam toczyc normalnie. "Zycie w getcie bylo tym trudniejsze do wytrzymania - pisze Szpilman - im bardziej sprawialo pozory zycia na wolnosci.[…] Jednakze ulice getta prowadzily donikad. Konczyly sie zawsze murem. Czesto zdarzalo mi sie isc przed siebie, by nieoczekiwanie napotkac sciane. Zagradzala znienacka droge i nawet, gdybym mial ochote moja wedrowke kontynuowac, nie bylo zadnego logicznego wytlumaczenia, dlaczego nie mialoby to byc mozliwe. Dalszy ciag, po drugiej stronie muru, urastal we mnie do rozmiaru czegos, z czego nie moglem zrezygnowac, czegos najdrozszego na ziemi, gdzie dzialo sie cos, za czego przezycie oddalbym wszystko, co posiadam". Te zdania odnosza sie nie tylko do zycia w getcie, pokazuja takze wewnetrzny imperatyw bohatera. Pragnienie przezycia jest czyms, co nadalo sens jego istnieniu, a zatem czyms, co jest glownym tematem ksiazki.

Przezyc z miesiaca na miesiac udawalo sie Szpilmanowi dzieki grze na fortepianie w roznych restauracjach i kawiarniach. Za zarobione w ten sposob pieniadze mogl utrzymac siebie i w duzym stopniu rodzine - rodzicow, dwie siostry i brata. W restauracjach przesiadywali najbogatsi polscy Zydzi, utyskujac na niesolidarnosc Zydow amerykanskich. Tymczasem na ulicach umierali z glodu najbiedniejsi. W niektorych kawiarniach gromadzili sie artysci glodni prawdziwej sztuki. Ci rozumieli muzyke Szpilmana najlepiej. Wyrywala ich na chwile z apatii, niosla chwile zapomnienia. A bylo o czym zapominac, bo juz wiadome bylo, ze ci, ktorzy nie padna z glodu na ulicach, wywiezieni beda do komor gazowych. Szpilman byl swiadkiem wymarszu Janusza Korczaka i sierot, ktorymi sie opiekowal w domu dziecka przy Krochmalnej. Kilka dni potem sam znalazl sie z rodzina na oslawionym Umschlagplatzu. Tylko cudem nazwac mozna wylowienie go z tlumu ludzi ladowanych do bydlecych wagonow przez ktoregos z zydowskich policjantow, ktory rozpoznal slawnego pianiste i wypchnal go poza kordon pilnujacych. Reszta rodziny, przypomnijmy - rodzice, dwie siostry i brat - zostala na jego oczach zaryglowana w wagonie i wywieziona do komory gazowej. Ojciec tylko zdazyl jeszcze "pomachac mi na pozegnanie, jakbym powracal do zycia, a on juz zegnal mnie z drugiej strony". Ten obraz jest nie do zapomnienia.

Pozniejsze miesiace to koszmar dalszego trwania w getcie i ukrywania sie po aryjskiej stronie. Szpilman z determinacja chcial zyc do konca juz nie tylko za siebie, ale i za swoja zamordowana rodzine. Ewentualny koniec tez mial byc zalezny od niego samego, bowiem w chwili osaczenia byl zdecydowany powiesic sie lub zazyc trucizne. Oprocz owego osaczenia grozila mu jeszcze smierc glodowa. Doslownie. Przymierajac glodem, nasluchiwal w ukryciu wiesci z walczacego getta, a potem obserwowal przebieg powstania warszawskiego z plonacego domu przy alei Niepodleglosci, w poblizu Kolonii Staszica. Po klesce powstania nie wyszedl na rozkaz Niemcow z Warszawy wraz z jej ludnoscia; pozostal w wysadzanych dynamitem i trawionych ogniem murach. Byl swiadkiem smierci miasta, w ktorym co rusz sam znajdowal sie o krok od smierci, a wlasciwie nie krok, o milimetr. Zwlaszcza wtedy, kiedy lezal na spadzistym dachu, oparty nogami o rynne, a wokol padaly kule wystrzeliwane do niego przez stojacych na dole Niemcow. Los jednak chcial, by przezyl swoje miasto. Uratowal go Niemiec, zafascynowany jego fortepianowa interpretacja Nokturnu cis-moll Chopina, odegrana dlan w ktoryms ze zrujnowanych i wypalonych mieszkan. Historia jak z basni albo klechdy ludowej, tchnacej naiwnoscia i potrzeba cudownosci. A jednak calkiem realna, jak sie okazalo.

Pozniej juz bylo oczekiwanie w ruinach na swoich, czyli Polakow, wyzwalajacych Warszawe razem z Sowietami. Omal nie zginal z reki polskich zolnierzy, ktorzy wzieli go poczatkowo za ukrywajacego sie Niemca.

*

Niemcem, ktory go ocalil, okazal sie kapitan Wilm Hosenfeld. Nalezal on do tych zolnierzy okupujacych Polske, ktorzy nie mieli watpliwosci co do zbrodniczego charakteru tej okupacji i nie zywil zludzen, ze Niemcy wygraja wojne. Prowadzil dziennik, ktorego fragmenty zostaly dolaczone do wspomnien Szpilmana. Uratowanie ukrywajacego sie polskiego kompozytora zydowskiego pochodzenia bylo dla Hosenfelda aktem ekspiacji. Nie jedynym, jak sie w trakcie szukania jego sladow okazalo. Szpilman podal wybawcy z wdziecznosci swoje nazwisko, przeczuwajac, ze moze w przyszlosci mu pomoc. I w samej rzeczy probowal pozniej wydostac Hosenfelda z sowieckiego lagru dla jencow niemieckich. Interweniowal w tej sprawie u samego Jakuba Bermana, jednego z namiestnikow Stalina na Polske, liczac, ze jako Zyd bedzie zainteresowany jego historia. Niestety, starania spelzly na niczym, bo wedle slow Bermana Rosjanie nie chcieli kapitana Hosenfelda wypuscic, trzymajac go pod zarzutem szpiegostwa. W roku 1952 juz nie zyl i nigdy nie zostaly ujawnione okolicznosci jego smierci w owym lagrze. W pierwszej wersji ksiazki Szpilmana, ktora ukazala sie w 1946 roku, cenzura zmienila Hosenfeldowi narodowosc z niemieckiej na austriacka. Ingerowala tez w wielu innych miejscach...

Po wojnie Wladyslaw Szpilman wrocil do Polskiego Radia, gdzie kierowal Redakcja Muzyki Rozrywkowej, z miejsca odzyskujac dawna popularnosc, ktora przyniosly mu przedwojenne szlagiery. Milionom Polakow jego nazwisko kojarzy sie z piosenkami - przebojami takimi chocby, jak Tych lat nie odda nikt, Nie ma szczescia bez milosci, Nie wierze piosence, Jutro bedzie dobry dzien. Wszyscy zapewne swietnie pamietaja wymyslony przez niego sygnal Polskiej Kroniki Filmowej. Ponadto skomponowal ponad 50 piosenek dla dzieci i byl pomyslodawca oraz jednym z organizatorow Miedzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie. Oprocz muzyki rozrywkowej Szpilman uprawial rowniez muzyke klasyczna. Razem z polskimi kameralistami gral sonaty i kwintety Brahmsa, Francka, Griega i Schumana. Natomiast jako solista interpretowal po mistrzowsku utwory Chopina, Rachmaninowa i kompozycje wlasne. W roku 1998 opublikowal w Niemczech pelna wersje swojej dawnej ksiazki, ktora ukazala sie pod tytulem Pianista. Blyskawicznie zostala przetlumaczona na angielski, holenderski, wloski, szwedzki i japonski. Ukazala sie takze w USA. Los Angeles Times uznal ja za ksiazke 1999 roku.

Szpilman zmarl w glorii slawnego kompozytora i autora we wrzesniu 2000 roku, udzieliwszy przedtem zgody Romanowi Polanskiemu na sfilmowanie Pianisty.

Rezyser juz rozpoczal przygotowania, zas znany brytyjski dramaturg Ronald Harwood pisze scenariusz. Nie bedzie mial trudnego zadania, poniewaz Pianista to ksiazka pisana obrazami tak sugestywnymi, ze az sie prosza o sfilmowanie. W jednej z wypowiedzi Polanski powiedzial, ze od dawna chcial zrobic film o holocauscie. Ksiazka Szpilmana jest dlan wymarzonym materialem, "swiadectwem ludzkiej wytrzymalosci w obliczu smierci oraz holdem dla sily muzyki i checi zycia. Lamiac wiele stereotypow, jest historia opowiedziana bez cienia zadzy zemsty". Nic dodac, nic ujac, chcialoby sie powiedziec, gdyby nie to, ze Pianista jest takze ksiazka o smierci Warszawy i zwiazku czlowieka skazanego na zaglade z miastem, ktoremu zgotowano taki sam los. Obawiam sie, ze tego brytyjski scenarzysta nie zauwazy, a jesli nawet zauwazy, to nie w pelni pojmie, bo zwiazek ten zrozumialy jest przede wszystkim (choc nie tylko) dla dawnych warszawian, ot takich jak Szpilman wlasnie. Cala nadzieja w tym, ze rezyser, choc paryzanin z urodzenia i zamieszkania, a krakowianin z wychowania, tej sprawy nie przeoczy. Gdyby jednak przeoczyl, pozostaje nam sama ksiazka jako jedno z najpiekniejszych dziel w naszej literaturze, mowiace zarowno o egzystencji w warunkach ostatecznych, jak i wspomnianej symbiozie czlowieka z miastem. Symbiozie, w ktorej czlowiek moze okazac sie strona silniejsza.

---------------------

Wladyslaw Szpilman, Pianista. Warszawskie wspomnienia 1939-1945. Wydawnictwo Znak, Krakow 2000, s. 214 plus zdjecia, plan warszawskiego getta i plytka kompaktowa Wladyslaw Szpilman. Portret muzyczny. Cena 18 dol. plus NY tax i 5.50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail