GRAZYNA DRABIK
Gardzienice, "Metamorfozy"
Wizyta na Atlantydzie
Przyjechali, zagrali, podbili. Jest to trzecia fala polskiego
teatru, ktora wyznaczyla dla siebie wazne miejsce na teatralnej
mapie Nowego Jorku. Po Grotowskim i Kantorze przyszla kolej
na Gardzienice. Cieszy nie tylko entuzjazm przyjecia. W
La MaMa na przedstawieniach bylo pelno; glownie publicznosc
amerykanska, z sympatycznym dodatkiem polskiej. Mnostwo
mlodych, sporo ludzi ze srodowiska teatralnego. W niedziele
teatr oblegal tlum starajacych sie o bilety - bezskutecznie,
bo ostatnie spektakle byly od dawna wyprzedane.
Cieszy przede wszystkim fakt, ze Gardzienice zdobyly uznanie
sztuka nielatwa do przyjecia, wymagajaca wielkiej uwagi
i otwarcia. Wlodzimierz Staniewski, zalozyciel Osrodka Praktyk
Teatralnych Gardzienice, tworca i rezyser wszystkich spektakli,
byl juz kilkakrotnie w USA. Byly to jednak wizyty o bardzo
ograniczonym kontakcie z publicznoscia. Razem z Tomaszem
Rodowiczem, Staniewski jezdzi od lat do plemion indianskich
Zuni, Hopi i Havasupai. W 1986 r. Gardzienice wziely udzial
w Festiwalu Teatru Narodow w Baltimore. Dwa lata temu zespol
pokazal Metamorfozy albo Zloty osiol i poprowadzil
warsztaty ze studentami na kilku uniwersytetach na Wschodnim
Wybrzezu..
Takze w Nowym Jorku grupa nie byla calkiem nieznana, ale
istniala tylko dla waskiego kregu wtajemniczonych. W czerwcu
1988 r. w ramach The First New York International Festival
of the Arts, Gardzienice pokazaly Zywot prototopa Awwakuma oraz fragmenty z Carmina Burana. Spektakle odbywaly
sie w kaplicy w katedrze sw. Jana, dla scisle okreslonej
liczby widzow. Byla nas garstka, niewiele ponad 20 osob,
troche tylko mniej niz aktorow. Calosc - w polciemnych czelusciach
katedry, z akcja przemieszczajaca sie z miejsca na miejsce
- miala cos z przejmujacej atmosfery misterium, z obrzadku
religijnego.
Wystepy w La MaMa byly wydarzeniem bardziej otwartym, jakby
pierwszym sprawdzianem ze spotkania z szersza publicznoscia
amerykanska. Sprawdzian udal sie znakomicie. Mimo wiekszej
liczby widzow i wyrazniej zaznaczonej granicy miedzy aktorem
a obserwatorem spektakl Gardzienic zachowal swoj szczegolny
charakter intymnego przezycia. Intensywnosc pracy aktorow,
wysmienitych i gleboko zaangazowanych, okresla nasze bezposrednie
reakcje. Jestesmy nie tylko swiadkami, ale w jakis sposob
- wyjatkowo natezona uwaga, przejeciem, jakim odpowiadamy
na pasje aktorow, fizycznym zblizeniem - takze aktywnymi
wspoluczestnikami zdarzen.
Od pierwszej chwili Metamorfoz, kiedy korowod przasnych
postaci w nieporzadnych fartuchach, w roboczych spodniach,
z rozczochranym wlosem wpada na scene przez szerokie, drewniane
wrota - nieustanny ruch stwarza luk wysokiego napiecia:
ruch tanca, biegu, recytowanego spiesznie slowa, bicia w
bebny czy szarpania strun, piesni. Rezyseria Staniewskiego
blizsza jest choreografii niz tradycyjnego prowadzenia aktorow
na scenie. Sukces takiego podejscia zalezy od przygotowania
technicznego aktorow. Aktorzy Gardzienic sa imponujaco sprawni,
wielostronni i precyzyjnie zgrani.
Postacie tworza duety, rozbiegaja sie, lacza sie w tria,
kwartety, w kregi taneczne szybko krazace wokol innego,
mniejszego kola. Krag zmienia sie w spirale, tancerze przemieniaja
w orkiestre. Brzeczy lira. Spiewa aolos. Dudnia bebny -
darabuki i daire. Muzycy wstrzymuja sie w polgescie, przez
moment tworza malownicza grupe, na ktorej tle dwoch filozofow
rozpoczyna dyskusje. Lecz slowo jest tak plynne, jak gest.
Zaczyna sie pytaniem: kto jest teraz moim bogiem? Zmienia
sie w dyskurs o sile przyjazni. Alez nie, dyskurs jest juz
o milosci. Konczy sie inwokacja do Erosa. Nie konczy sie
wcale, tylko przemienia w hymn, w nowa piesn i w nowy taniec: Jakze zaluje, jakze zaluje... Bo wielkie szczescie posrod
ludzi nie trwa./ Jak gdyby zagiel lekkiej lodzi wzdymajac/
Bog wpedza ja w straszliwe trudy/ Na zgubnych falach gwaltownego
morza...
Metamorfozy sa teatralizacja dziela Apulejusza,
pisarza lacinskiego z II w. po Chrystusie. Pochodzil z Madaura
w polnocnej Afryce, zdobyl wyksztalcenie w Kartaginie i
Atenach. Fascynowala go filozofia Platona i rozwazania Pitagorasa,
lubil podrozowac po Grecji i Wschodzie. Jego powiesc obyczajowa
opowiada o przygodach Lukana, ktory znalazl sie niespodziewanie
w czasie podrozy po Tesali w skorze osla. Spotykaja go rozliczne
perypetie, wysluchuje roznych historii, takze slynnej przypowiesci
o Amorze i Psyche. W koncu Lukan odzyskuje ludzka forme,
a calosc sluzy Apulejuszowi, by w jezyku alegorii rozwazac
o naturze duszy i milosci, na temat przemian ludzi i misterium
tych przeobrazen.
Tak jak dla Apulejusza historia o Lukanie byla pretekstem,
tak dla Staniewskiego tekst stanowi osnowe, na ktorej zbudowany
jest spektakl. Wszystkie przedstawienia Gardzienic uzywaja
slowa w podobny sposob: Spektakl wieczorny (1977)
oparty zostal na fragmentach z Gargantui i Pantagruela Rabelais'go; Gusla (1981) na urywkach z drugiej czesci Dziadow Mickiewicza; Zywot protopopa Awwakuma (1983) na biografii Awwakuma Pietrowicza, prawoslawnego
zakonnika i mistyka z XVII w.; Carmina Burana (1990)
na watkach z Dziejow Tristana i Izoldy. Sa luznym
zbiorem etiud, dopoki rozne watki i fragmenty nie polaczy
w calosc klamra muzyki i piesni. Piesn dla Staniewskiego
stanowi dusze przedstawienia.
Kazdy ze spektakli jest przygotowywany przez dlugi okres,
bowiem praca tworcza oznacza odkrywanie i asymilacje nowego
obszaru kulturowego. Przy Guslach Staniewski i aktorzy
zanurzyli sie w folklor polskiej wsi, pojmujac te polskosc
jako przemieszanie tradycji ludowych. Poznawali Zamojszczyzne,
Chelmskie i Nowosadeckie, uczyli sie piesni cyganskich,
zywili muzyka zydowska. Przy Awwakumie weszli w krag
muzyki i teologii prawoslawnej, zbierali materialy na wyprawach
w Bialostockie i Jeleniogorskie, poznawali kulture Lemkow,
brali udzial w nabozenstwach w cerkwi w Grabarce. Przy Carmina
Burana uczyli sie technik spiewu muzyki sredniowiecznej
i formy ekspresji archaicznej poezji, by moc wyspiewac piesni
zebrane w kodeksie z XIII w.
Praca nad Metamorfozami, rozpoczeta w 1994 r., poprowadzila
ich w jeszcze odleglejsze czasy. Staniewski stara sie odtworzyc
ducha muzyki Grecji w kluczowym okresie przeobrazen kultur,
na pograniczu miedzy antykiem i chrzescijanstwem. Komponuje
spektakl z kilku zaledwie zachowanych fragmentow muzycznych:
piesni wyrytej na grobowcu w Seikilos, dwoch hymnow odnalezionych
na scianie w Delfach, napisu z Epidauros, zaklecia ku chwale
Dionizosa... Okres od V w. przed Chr. do II w. po Chrystusie
Staniewski widzi jako czas przemian, "kiedy Stary Bog Dionizos
i Apollo odchodza, a zjawia sie Nowy Bog Chrystus". Prawie
nie wiemy, jak brzmial ten spiew, jaka byla melodia, spiewana
w jakim rytmie, ku jakim efektom. Mamy troche wiedzy z teorii
muzyki, kilka skal, i te fragmenty zapisane na urywkach
papirusa, na kawalku kamienia. No i nasza ciekawosc i domysly.
Staniewski proponuje odczytac te muzyke w sposob "ludyczny",
odnajdujac jej echa w sile muzyki ludowej, w poteznym zewie
rytmow bliskowschodnich. Szuka dzwieku w gescie zakletym
w rysunkach na amforach, w rzezbach, w cwiczeniach oddechu,
w rytmicznym odczytywaniu slowa. Przyjelam z checia zaproszenie
do magicznego kregu. Dotknela mnie fala sily zespolu, ich
porywajacy taniec. Lecz zachowalam w pamieci wyraziste fragmenty
raczej niz calosc: niepokojacy taniec kobiet-bachantek.
Fuzja glosow perfekcyjnie zharmonizowanych w podwojne, potrojne
melodie. Dialog sopranu z fletem.
W Metamorfozach zabraklo mi jednak glebszej mysli
przewodniej. Staniewski widzi muzyke starozytnej Grecji
jako zastygla w formie, wypaczona przez tresc nowej religii,
przez sredniowieczny rygor i powage. Kluczowy obraz, ktory
przedstawienie powtarza, jest swojskim uproszczeniem. Szkoda,
ze w nowotworczych poszukiwaniach w tym przypadku Gardzienice
nie uchronily sie od stereotypu: tu Grecy ze swa radoscia
zycia, z korowodem roztanczonych bogow. Po przeciwnej stronie
chrzescijanstwo przejete bardziej tym, co "po smierci" niz
krasa zycia "tu i teraz". Z jednej strony Dionizos w wianku
z zielonych winorosli, bog wina i odradzajacej sie natury.
Z drugiej strony Chrystus w koronie cierniowej na krzyzu.
Kiedy nikt nie patrzy, Chrystus rwie sie do tanca, lecz
gwozdziami przybite ma rece, stopy, tanczyc juz nie moze.
Chrzescijanstwo sprzeniewierzylo sie greckiemu duchowi,
"zmrozilo" go.
Mialam chec przedstawienie obejrzec raz jeszcze. Chcialabym
sprawdzic moje pierwsze wrazenia. Posluchac raz jeszcze
ponetnych rytmow, poczuc niebywala energie aktorow i ich
spiewu. Chcialabym przyswiadczyc raz jeszcze scenie z drugiej
czesci spotkania, kiedy po przerwie Staniewski i zespol
rozmawiali z nami o swej pracy.
Na scianie przezrocze, obraz jednego z fragmentow hymnu
z II w. przed Chr. wyrytego na scianie w Delfach. Mariana
Sadowska wskazuje paleczka poszczegolne sylaby, slowa, odczytuje
fragment - delikatnie, smakujac poszczegolne dzwieki. Rytm
slowa przywraca zycie piesni, ktorej jeszcze przed chwila
nie bylo. Rozbrzmiewa melodia, jedna z mozliwych, w rytmie,
jednym z mozliwych. Zaistnialo przed nami piekno, jedno
z mozliwych. Odzyskane, a raczej - wyobrazone.
Tak wlasnie rysujemy nasze mapy: bardziej z wyobrazni niz
wiedzy. Rekonstruujemy cale kontynenty, po ktorych pozostaly
tylko biale plamy. Aktor po grecku zwany byl hypokrités,
od hipokrínomaii - "wyjasniac, interpretowac
sen albo omen". Slowo teatr, posiadajace wspolny korzen
w tylu jezykach, wywodzi sie od theÇ - znaczy
"ogladac, widziec". Gardzienice to teatr, ktory jest "miejscem
widzenia". Gdzie niewidoczne staje sie widocznym. Gdzie
aktor, tlumacz snow, uchyla nam rabka tajemnicy.
--------------------
Metamorfozy albo Zloty osiol wedlug Apulejusza. Rezyseria, adaptacja tekstu: Wlodzimierz
Staniewski. Muzyka: Maciej Rychly. Oswietlenie: Garin Marschall
i Monika Kubat. Wykonawcy: Mariusz Golaj, Joanna Holcgreber,
Anna-Helena McLean, Marcin Mrowca, Grzegorz Podbieglowski,
Dorota Porowska, Tomasz Rodowicz, Marjana Sadowska, Joanna
Wichowska oraz Aleksandra Wroblewska. Teatr Gardzienice.
Przedstawienia w Nowym Jorku 24-29 stycznia; po polsku,
po angielsku i po lacinie. La MaMa (Annex), 74A E. 4 St.,
Manhattan.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |