JAN ZIELINSKI
Pod innym katem
Polonia - Polonia
W roku 1915, a wiec na trzy lata przed odzyskaniem niepodleglosci,
warszawska "Zacheta" oglosila konkurs malarstwa i rzezby
na prace pt. Polska (Polonia). Nadeslano wiele dziel, raczej
gorszych niz lepszych, tak jakby artysci nie byli jeszcze
gotowi do zmierzenia sie z tematem. Albo jakby nie chcieli
konkurowac z Jackiem Malczewskim, ktory od lat juz borykal
sie z tym tematem, a jeszcze nie powiedzial ostatniego slowa
(Wizja artysty - Polonia, obraz przedstawiajacy bijacego
czolem w sztalugi malarza i wizje zrzucajacej kajdany niewiasty
z usypiajacymi glowkami maku w prawej rece pochodzi z roku
1897; tryptyk Ojczyzna z 1903, naga, zagrzewajaca do boju
Nike Legionow z 1916 r., liczne Polonie z 1918 r.).
Na rok 2000 - rok kolejnego Kongresu Kultury Polskiej, ktoremu
ta wystawa jest dedykowana - dyrektor "Zachety" Anda Rottenberg
zaplanowala powtorzenie tamtego konkursu sprzed 85 lat.
Zaproponowala podjecie tego samego tematu artystom wspolczesnym,
zarazem jednak poprzedzila te nowoczesne realizacje bogatym
przegladem motywu w polskiej ikonografii, od konca wieku
XVI.
*
Prace nadeslane na poprzedni konkurs, rozstrzygniety w
pazdzierniku roku 1916, ulegly niestety rozproszeniu i nie
byla mozliwa prosta konfrontacja na zasadzie rownorzednosci:
tyle dziel z tamtego czasu, tyle samo wspolczesnych. Moze
i dobrze, jesli rzeczywiscie, jak pisali owczesni recenzenci,
poziom prac nie byl zbyt wysoki. Na dwa plotna z tamtego
konkursu warto jednak zwrocic baczniejsza uwage. Pierwsze
to Polonia Jacka Mierzejewskiego (1915) - obraz utrzymany
w tonacji pompejanskiej szarosci, gora przelatuja posepne
czarne ptaszyska, posrodku stoi marmurowy sarkofag z przypominajacymi
szkielety wychudlymi orlami, a na sarkofagu okryta tylko
czarna przepaska niewiasta, ktorej cialo ma barwe o ton
zaledwie cieplejsza od koloru grobowca, budzi sie powoli
do zycia, dlonia dotykajac czola, jakby chciala zetrzec
zmory wiekowego snu. Drugi to Polska Wlastimila Hofmana
(1916) - osobliwy tryptyk w jednym obrazie, po bokach dwaj
smutni legionisci na tle pejzazu, a na pierwszym planie
zamyslona, ale dumna kobieta w bialej szacie na tle formy,
ktora ewokuje i drzewo krzyza (z zarysowanym orlem) i waska
trumne. Spolonizowany Czech Hofman jeszcze kilka razy podchodzil
do tematu. Najciekawsze ujecie to Polonia z roku 1919 -
w szczerym polu peknieta plyta grobowa, na brzezku leza
rozkute kajdany, a posrodku naga niewiasta, ujeta w wielkim
skrocie perspektywicznym, jak na obrazach Mantegny. Hofmanowi
chodzilo bodaj konkretnie o nawiazanie do Martwego Chrystusa
wloskiego mistrza, takze w sensie alegorycznym: jego Polonia
ma na nodze slad po gwozdziu - stygmat polskiego losu. Obraz
zostal, jak wynika z sygnatury, namalowany w Paryzu w roku
podpisania traktatu wersalskiego - w swietle tego faktu
dodatkowej wymowy nabiera postac siedzacego u glow Polonii
orla, ktory rozpostartymi skrzydlami chroni ja przed widocznym
w glebi, zlowrogim czerwonym sloncem.
*
Wystawa pokazujaca dzieje jednego motywu na przestrzeni
stuleci daje okazje do przesledzenia, jak pewne elementy
tego motywu powtarzaja sie w wielu przedstawieniach, a inne
przemijaja niczym meteor, by powrocic nagle w zupelnie nieoczekiwanym
miejscu i czasie (okazuje sie wtedy, ze to nie byl meteor,
tylko kometa). Naga lub polnaga kobieta, orzel, grob, krzyz,
kajdany - to elementy, ktore sie powtarzaja w niezliczonych
mutacjach. Na zasadzie komety natomiast wraca motyw trojglowego
smoka. Oto na anonimowej rycinie z roku 1697, przedstawiajacej
medal wybity z okazji elekcji Augusta II, wladca upozowany
na Herkulesa (lwia skora przewieszona przez ramie, maczuga),
depczac trojglowego smoka, przyjmuje korone z rak Polonii.
W innym miejscu ekspozycji wisi dziewietnastowieczny rysunek
weglem, sygnowany przez tajemniczego Stope, a przedstawiajacy
ukrzyzowana Polonie. Na krzyzu tabliczka nie z napisem I.N.R.I.,
tylko: Polska, kobieta zwiesila smutnie glowe i patrzy na
wijacego sie u stop krzyza potwora z trzema wezowymi glowami.
Oczywiscie oba przedstawienia odwoluja sie do zupelnie innej
ikonografii, pierwsze do antycznej, drugie do chrzescijanskiej,
wiadomo tez, ze autor medalu elekcyjnego nie mogl wiedziec,
iz Polska zostanie rozebrana przez trzy sasiadujace potegi,
o czym wiedzial juz Stopa - tym niemniej zbieznosc jest
uderzajaca. A trojglowy wrog i motyw deptania powracaja
w przewrotny sposob we wspolczesnym obrazie pod rosyjskim
tytulem Priwiet iz Jalty (1985 r.), na ktorym Jan Rylke
przedstawil Roosevelta, Churchilla i Stalina, jak siedza
sobie z zadowolonymi minami miedzy dwiema onyksowymi kolumnami,
depczac rozlozona na pokrytym dywanem schodach polska flage.
*
Trzeba tu wspomniec, ze autorka wystawy miala szczesliwy
pomysl polaczenia ze soba roznych obiegow funkcjonowania
motywu. Obok arcydziel wisza na tej wystawie ewidentne kicze,
w dodatku w gablotach zgromadzono nawiazujace do motywu
Polonii pocztowki, ilustracje prasowe i druki ulotne - wszystko
to razem sklada sie na (jakby powiedzial Mieczyslaw Porebski)
"ikonosfere" tego motywu.
Moim ulubionym obrazem na wystawie "Polonia - Polonia" jest
wydobyte ze zbiorow prywatnych niedokonczone plotno nieznanego
malarza z roku 1831, zatytulowane Upamietnienie detronizacji
cara Mikolaja I. Dominuje tonacja karmazynowa: na pokrytym
suknem schodkowym postumencie stoi tron z wyszytym na oparciu
polskim orlem. Z lewej strony stoi chorazy w kontuszu. Gorna
czesc tronu spowita jest oblokami, nad ktorymi unosza sie
postaci Matki Boskiej z doroslym Chrystusem na reku (wyglada
jak miniaturowy Sarmata, z lysiejaca glowa i wasami...)
oraz swieci i patroni Polski. Obraz jest, jak powiadam,
niedokonczony, ale przeciez ma on przedstawiac pustke, nieobecnosc
cara, ktory byl narzuconym krolem Polski. Narzuconym i zrzuconym.
A wiec pustka, ale nacechowana pozytywnie, nieobecnosc upragniona.
Bardzo sugestywny obraz.<
*
Czesc nowoczesna wystawy "Polonia - Polonia" prezentuje
sie calkiem okazale. Obok prac konceptualnych, instalacji
i rzezb (swietna Victoria Krzysztofa M. Bednarskiego z roku
1983, marmurowa dlon z palcami ulozonymi w litere V, ktorej
gorna czesc zostala amputowana) jest tu kilka porazajacych
plocien. Niektore pamietamy z wystaw organizowanych po kosciolach
w czasie stanu wojennego i pozniej, niektore powstaly specjalnie
na te wystawe. Z tych ostatnich chcialbym zwrocic uwage
na Melancholie (1999 r.) Lukasza Korolkiewicza. W Polonie
wcielil sie tu sam artysta, ktory siedzi nagi, z czarna
ptasia maska przylozona do twarzy, z noga zalozona na noge.
Czesciowo przeslania nam go czarne krzeslo, w ktorym mozna
dopatrywac sie echa sztalug ze wspomnianego obrazu Malczewskiego
Wizja artysty - Polonia, plyty nagrobnej czy trumny albo
tez konfesjonalu. Wszystkie te mozliwosci interpretacyjne
sa zapewne rownie uprawnione. Ja jednak patrze na ten obraz
przez pryzmat Upamietnienia detronizacji cara Mikolaja I.
Mowiac, ze nagi artysta siedzi na krzesle, pominalem jedna
istotna informacje, te mianowicie, ze na tym krzesle lezy
bialo-czerwona flaga.
W fakcie, ze to plotno nikogo nie obraza, widzialbym dowod
daleko idacej normalizacji dzisiejszej Polski. Oto w panstwowej
galerii pokazuje sie obok siebie obrazy patriotyczne i anarchistyczne,
wyrazajace nadzieje i zwatpienie, arcydziela i kicze, afirmacje
i prowokacje (przy czym te opozycje wcale sie nie pokrywaja).
"Zacheta", budynek w ktorym fanatyczny malarz Eligiusz Niewiadomski
zastrzelil prezydenta Narutowicza, jest z tego punktu widzenia
miejscem szczegolnym.
Dobrze sie stalo, ze Anda Rottenberg wpadla na pomysl powtorzenia
konkursu z roku 1915. I ze wspolczesni malarze tak licznie
i tak ciekawie odpowiedzieli na jej apel. Wystawa potrwa
do 2 lipca. Towarzyszy jej katalog w dwoch wersjach, zgrzebniejszej
i bardziej okazalej. A podejrzewam, ze kazdy, kto w tym
czasie trafi do "Zachety", wyjdzie z niej ze swa wlasna,
indywidualna wariacja na temat motywu Polonii. I na pewno
wyjdzie bogatszy, niz wszedl. |