PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (16 czerwca 2000)


PIOTR KARDELA

Krasnostawscy Zydzi

W drodze ku "Angoli"

Ostatnio ciagle slyszy sie o roszczeniach zwiazanych z okresem wojennym, czy to Zydow i Polakow w wobec Niemcow, czy tez Zydow w wobec Polakow, wiec ciekawe moze byc spojrzenie na male miasteczko dzisiejszej wschodniej Polski, jakim jest Krasnystaw w wojewodztwie lubelskim, w ktorym przed II wojna swiatowa mieszkalo stosunkowo duzo przedstawicieli narodowosci zydowskiej, a w ktorym dzis nie ma ani jednego Zyda.

*

Kwestia pojawienia sie pierwszych Zydow w Krasnymstawie nie jest do dzis ostatecznie wyjasniona. Pierwsza o nich wzmianka pochodzi z 1548 r., kiedy to Krasnystaw byl juz miastem krolewskim. W trzydziesci lat pozniej krol Stefan Batory nadal miastu przywilej de non tolerandis Judaeis, potwierdzany w nastepnych latach przez Jana III Sobieskiego i Augusta II Mocnego. Przywilej ten nie byl jakims ewenementem - posiadaly go tez inne miasta Rzeczypospolitej. Uniemozliwial on Zydom osiedlanie sie w miescie, pozostawiajac im do tego celu jedynie przedmiescia. Zakaz osiedlania sie Zydow w Krasnymstawie zostal utrzymany przez austriacka administracje zaborcza. Dopiero na poczatku XIX w. powstal projekt przewidujacy mozliwosc jego uchylenia, co zwiazane bylo z wyniszczajacym miasto pozarem, po ktorym chciano przy pomocy Zydow spowodowac jego szybkie podniesienie sie z katastrofy. Projekt ten zrealizowano w 1833 r., kiedy caly powiat znajdowal sie juz w zaborze rosyjskim. Przy tym wszystkim Rosjanie dazyli do likwidacji odrebnosci mniejszosci zydowskiej, co najjaskrawiej objawilo sie w latach 40. XIX w. chocby we wprowadzeniu oplat za noszenie tradycyjnych ubiorow zydowskich, a pozniej przez calkowity zakaz noszenia brod i pejsow.
U schylku XIX w. wsrod 7212 mieszkancow Krasnegostawu bylo 1763 Zydow. Sytuacja prawna tej mniejszosci radykalnie zmienila sie po odzyskaniu przez Polske niepodleglosci w 1918 r., co zwiazane bylo z unormowaniami tzw. malego traktatu wersalskiego. Traktat zobowiazywal powstale czy odrodzone po I wojnie panstwa do poszanowania praw mniejszosci w zakresie ochrony zycia i wolnosci, praktyk religijnych, swobody uzywania wlasnego jezyka, nieskrepowanego rozwoju szkolnictwa itd. Krasnostawscy Zydzi, w roku 1921 stanowiacy 19,6% ogolu mieszkancow, szeroko korzystali z tych zapisow.
W okresie dwudziestolecia niepodleglosci w Krasnymstawie istniala duza zydowska gmina wyznaniowa z pokaznym majatkiem (boznica, dom modlitewny, laznia, ubojnia rytualna itd.). Zydzi mieli w miescie az szesc wlasnych szkol. Przez wszystkie kadencje w Radzie Miejskiej stanowili w niej zawsze ok. 16% (kupiec Lipa Rajchman zasiadal w Radzie Miejskiej kilka razy - 1922, 1929 i 1933 r.). Mniejszosc zydowska miala swoje stowarzyszenia, partie przeroznych odcieni, zwiazki (m. in. Towarzystwo Szerzenia Pracy Zawodowej i Rolniczej "Ort", Zrzeszenie Kobiet Zydowskich "Wizo", Zydowskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oswiatowe "Jebne") i dwa banki (Zydowski Bank Ludowy - prezes Szmul Perelmuter i Kupiecki Bank Kredytowy - prezes Icek Zygelszyper). Tylko incydentalnie dochodzilo do wystapien antyzydowskich - przewaznie 1 maja wznoszono okrzyki "Precz z Zydami!", a to z racji tego, ze w wiecach, obok Polakow, uczestniczyla tez polska mlodziez narodowosci zydowskiej, ktorej nie brakowalo w miejscowej Komunistycznej Partii Polski, jak tez lewicowej Ogolnozydowskiej Partii Pracy. W zasadzie jednak w okresie dwudziestolecia Zydom w Krasnymstawie zylo sie dobrze. Dopiero II wojna swiatowa przewrocila ich swiat do gory nogami...
Kim byli i co posiadali Zydzi przed 1939 r. w Krasnymstawie? Pytanie to wydaje sie tym bardziej istotne, ze ostatnio coraz szersze kregi zatacza akcja zwracania bylym wlascicielom, w tym rowniez bylym obywatelom polskim pochodzenia zydowskiego, ich przedwojennego mienia. Wypytujac w tej sprawie jednego ze starszych mieszkancow miasta, uslyszalem: "Bylo bardzo duzo Zydow... Jak powychodzili w tych swoich chalatach i myckach - to az czarno bylo... Przyszla sobota to spacerowali po rynku, ze nie mozna bylo przejsc... W centrum prawie wszystkie sklepy, procz 3-4 polskich, byly w rekach zydowskich"... Kogo pamietal? "Feldman mial sklad desek, Zung - rozlewnie piwa, Kozak - mlyn, Stucajger - sklep ze skora i materialami szewskimi, Karp - sklep ze sprzetem wedkarskim, Rajchman - sklep z butami dla 'smietanki', a Pinker i Goldstein - piekarnie. Najbogatsi byli ci, co mieli mlyny". Na pytanie, czy duzo bylo bogatych, padla odpowiedz: "A sprawdzisz Zyda, czy on bogaty, czy biedny"... Moj informator, czego nie ukrywal, przed wojna Zydow nie lubil. Uzupelniajac swoje opowiadanie, nie omieszkal dodac, ze gdy kiedys z kolegami gral w pilke i gdy ta w pewnym momencie wpadla na podworko jednego z Zydow, ten zamiast odrzucic, przebil ja i nakrzyczal na grajacych. Nie chcial tez, by podawac jego nazwisko. A kiedy zapytalem: "Dlaczego nie?", odpowiedzial: "Bo przyjada i mnie zalatwia!". Od innych starszych krasnostawian, ktorzy juz nie mieli tak "przykrych doswiadczen" z Zydami, mozna sie bylo jeszcze dowiedziec, ze Zyd Lewkowicz posiadal zaklad krawiecki, Zontag - zaklad fotograficzny, Zunger - slodycze i napoje, Merenstein - sklep spozywczy z alkoholem, Fleszer - sklep z drobiazgami, Halpern - sklep wlokienniczy, Mandeltort - zaklad fryzjerski, Szymon Lejba - mlyn parowy, gdzie zatrudnial jedenascie osob, a bracia Ulman na Zakreciu prowadzili skup zboza itd. Ogolnie mozna powiedziec, ze krasnostawscy Zydzi byli ludzmi roznych zawodow, a stopien ich zamoznosci i posiadany majatek byl zroznicowany, bo obok bogatych kupcow, przedsiebiorcow i wlascicieli zakladow rzemieslniczych, w miescie zyla tez biedota zydowska.
Miejscem kazni Zydow z Krasnegostawu byly obozy Belzec i Sobibor. Najblizsze obozy pracy dla nich hitlerowcy zorganizowali w pobliskiej Augustowce i Izbicy (tu przed 1939 r. Zydzi stanowili ponad 90% mieszkancow). Wsrod nielicznych zachowanych relacji, tragizm losu Zydow tamtego czasu ukazuje relacja krasnostawskiej Zydowki Poli Eisenstejn, ktorej rodzinie Niemcy zabrali caly majatek, w tym mlyn, a potem przesiedlili ja do obozu pracy w Rejowcu. W relacji czytamy m. in.: "Niemcy wkroczyli do miasta we wrzesniu 1939 roku... Poczatkowo bylo spokojnie. Jednak po trzech tygodniach zaczely sie dziac straszne rzeczy. Przyjezdzali z Chelma SS-mani i czlonkowie SD - 3 razy w tygodniu (poniedzialki, czwartki, soboty) i urzadzali sobie 'zabawy'. W styczniu 1940 r. byl niesamowity mroz. Wtedy przyjechali hitlerowcy. Wyciagneli wsrod bicia i kotlowania kilku Zydow z mieszkan. Ci musieli spiewajac przejsc jakby w procesji. Potem rozbierali ich do koszuli i kazali czolgac sie. W tym nieludzko wielu zabito. 'Zabawa' trwala od wczesnego ranka do poznego wieczora. Zaraz potem powstal Judenrat. Nazwisk czlonkow nie pamietam. Za posrednictwem Judenratu musielismy placic kontrybucje. Takze ludzi do pracy musial dostarczac Judenrat. Mordy, napady i 'odwiedziny' SS i SD z Chelma nie ustawaly. Zycie bylo okrutna meka... Zylo sie w wiecznym strachu. W kwietniu tegoz roku nastapilo pierwsze wysiedlenie. Przyjechala zandarmeria niemiecka, a na ich rozkaz musial Judenrat zwolac wszystkich Zydow na rynek. Mogli zabrac ze soba dowolna liczbe rzeczy. Czesc Zydow sie ukryla, a wsrod nich bylam ja ze swoja rodzina. Wiekszosc stawila sie jednak w wyznaczonym miejscu. Ustawionych piatkami kazali pedzic w kierunku stacji kolejowej, odleglej o 4 km. Kiedy tylko znalezli sie za miastem, zaczeto do nich strzelac, droga byla zaslana trupami. Dokad wywieziono tych, ktorych nie zastrzelili, nikt nie wiedzial. Trupy, ktore zascielily droge do stacji, musieli ci z Judenratu sprzatnac. Trwalo to 2 dni. Po tym caly Judenrat (10 osob) wywieziono do obozu w Krychowie...". Dalszy ciag relacji mowi o podobnych okropnosciach. Pola Eisenstejn przezyla wojne. Oprocz tego, ze po jej zakonczeniu znalazla sie w Lublinie, gdzie spisala swoja relacje, jej dalszych losow nie udalo mi sie ustalic.
Dla pelnego obrazu nalezy jednak dopowiedziec, ze przed zjawieniem sie wojsk niemieckich w Krasnymstawie, do miasta 18 wrzesnia 1939 r. wtargneli najpierw Sowieci, ktorzy przez dwa dni przy rozbrajaniu nielicznych grup tulajacych sie polskich zolnierzy byli czynnie wspomagani wlasnie przez niektorych (niezamoznych) Zydow, ktorzy na znak solidarnosci z najezdzcami ze wschodu pozakladali sobie na rekawy czerwone opaski. I fakt ten jest w Krasnymstawie powszechnie znany.
Zydzi po zakonczeniu wojny praktycznie nie mieli mozliwosci odzyskania swego mienia, a jesli juz to czynili, to zdarzalo sie, iz takie ich dzialanie mialo tragiczny final. Wszelka wlasnosc 17 wrzesnia 1940 r. zostala przez Niemcow zagarnieta, a po wojnie 8 marca 1946 r. przejeta przez bedacych u wladzy komunistow, ktorzy mieniem tym jako - poniemieckim i porzuconym - zasilili majatek skarbu panstwa i w rozny sposob rozdysponowali. W niektorych publikacjach zydowskich mozna wyczytac, ze 2/3 przypadkow zabojstw Zydow bezposrednio po wojnie w Polsce wiazalo sie z probami odzyskania przez nich swego mienia. W Krasnymstawie jednak nikt o takich ekscesach nie pamieta. Z drugiej strony wielu Zydow, w tym rowniez krasnostawskich, przebywalo jeszcze w Zwiazku Sowieckim i z tego powodu nie moglo skorzystac z niezwykle krotkiego okresu przewidzianego przez komunistow na zglaszanie sie po odbior mienia. Z reguly ci Zydzi, ktorym udalo sie przezyc wojenny koszmar, nie wracali na stale do Krasnegostawu. Osiedlajac sie w innych miastach Polski czesto zmieniali nazwiska. Podane nizej przyklady moga w czesci wydawac sie dobrane tendencyjnie, ale tylko takie udalo sie ustalic. Tak wiec Nehrinberg osiadl po wojnie we Wroclawiu, gdzie dosluzyl sie stopnia majora Milicji Obywatelskiej, a potem, bedac juz na emeryturze, przeniosl sie pod koniec lat 80. do Warszawy - po wojnie uzywal innego nazwiska. Synowie wspomnianego Jojny Mandeltorta - fryzjera i ponoc swietnego felczera - w 1939 r. uciekli przed Niemcami do ZSRR, skad do Polski wrocili w 1944 r. wraz z Armia Czerwona. Jak przekazal prof. Bohdan Komorowski (notabene kolega Jana Nowaka-Jezioranskiego jeszcze z czasow wspolnego rocznego kursu w Szkole Podchorazych Rezerwy Artylerii we Wlodzimierzu Wolynskim z 1936 r.), starszy Mandeltort po wojnie zostal pracownikiem Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego w Poznaniu, a mlodszy zwiazal sie z Akademia Medyczna. Zmienil nazwisko, zostal gastrokardiologiem i uzyskal tytul docenta doktora habilitowanego. W rozmowach z prof. Komorowskim, od ktorego po wojnie odebral dany mu na przechowanie przez jego rodzicow stary obraz szkoly holenderskiej, zartowal, ze zmienil nazwisko, bo sie ozenil. Thomas Blatt, rowniez po 1945 r. nie wrocil do Krasnegostawu, bo wyemigrowal do USA. Miasto swojej mlodosci jednak wielokrotnie odwiedzal, zachodzac zwlaszcza do Muzeum Regionalnego, gdzie interesowaly go glownie pozydowskie pamiatki. Dodam, ze Blatt byl konsultantem filmu amerykanskiego Ucieczka z Sobiboru.
Mieszkajacy dzis w Alhambra (Kalifornia) Edmund Sadowski, czlonek placowki SWAP w Los Angeles, tez urodzil sie w przedwojennym Krasnymstawie. Zydem nie jest, ale pomagal Zydom podczas wojny. Po rozbiciu jego macierzystego 9. Pulku Piechoty Legionow, a potem sluzbie w grupie poleskiej gen. Kleeberga, wrocil na teren powiatu krasnostawskiego, gdzie z narazeniem zycia ukrywal Zydow, jak tez pomagal im w organizowaniu ucieczek z pobliskiego obozu w Belzcu. Mieszkajacy dzis w Roselle (New Jersey) czlonek SPK w USA, dzialacz amerykanskiego Zespolu Czlonkow IV Rady Narodowej (emigracyjnej) prof. Jan Zaprawa-Ostromecki urodzil sie w Krasnymstawie. Podczas okupacji byl w Sztabie ZWZ Okregu Lubelskiego. Zostal zatrzymany przez Niemcow i - jak mial sam opowiadac swym kolegom w Londynie - torturowany na zamku lubelskim pod zarzutem "czynnej pomocy Zydom".

*

Wydaje sie, ze niektorzy Polacy z pewna obawa obserwuja rozpoczety juz proces zwracania Zydom - bylym obywatelom II RP - ich przedwojennego mienia. Odzywaja przy tym zadawnione wzajemne urazy i antagonizmy. Kwestia zwrotu tegoz mienia - jak zauwazyl w jednym ze swych publicznych wystapien bedacy do niedawna ambasadorem USA w Polsce Daniel Fried, opowiadajacy sie zreszta za przyspieszeniem zalatwienia calej sprawy - jest bowiem "problemem niezmiernie bolesnym i zlozonym". Wielu ludzi po prostu nie posiada elementarnych informacji, jak taka rzecz ma sie odbywac, kto ma co zwracac: czy oni sami, czy panstwo, czy w naturze, czy w gotowce. Wielu nawet mysli, ze bedzie musialo opuscic swoje miejsca zamieszkania. W koncu wielu nie rozumie, dlaczego raptem ktos po przeszlo 50 latach o cos w ogole sie upomina. Przy tym wszystkim nie wydaje sie, by ludziom tym ktos chcial cale zagadnienie w jakis sensowny sposob wytlumaczyc.
W przypadku Krasnegostawu, gdyby wszyscy byli wlasciciele czy ich prawni spadkobiercy lub w koncu organizacje ich reprezentujace, jak chocby World Jewish Restitution Organization, zechcieli odzyskac przedwojenne mienie w miescie, teoretycznie moglaby zaistniec sytuacja, ze w przypadku zwrotu - w centrum prawie wszystkie sklepy, procz 3-4 polskich, znalazlyby sie w rekach zydowskich, o innych nieruchomosciach czy gruntach nie wspominajac. Czy byloby to sprawiedliwe? Odpowiedz na to pytanie z wielu powodow nie moze byc jednoznaczna. W jednym z listow Szymon Wiesenthal, znany tropiciel hitlerowskich oprawcow, na temat krasnostawskich Zydow napisal: "Byc moze istnieje w Izraelu ziomkostwo bylych mieszkancow tego miasteczka". Ale czy z drugiej strony, jesli nawet takie ziomkostwo istnialoby rzeczywiscie, a potem nawet cos odzyskalo, czy koniecznie musialoby to dla Krasnegostawu lub jego mieszkancow oznaczac jakas tragedie? A moze tak jak w koncu XIX w. tychze Zydow udaloby sie wpisac w szeroko zakrojony plan podnoszenia ekonomicznego Krasnegostawu? Nigdy nic nie wiadomo, choc mozna sie domyslac, ze sa tacy krasnostawianie, ktorzy woleliby sie o tym osobiscie nie przekonywac. Doceniajac powage calego problemu, tych ostatnich tez jednak trzeba zrozumiec.

--------------

    Piotr Kardela w latach 1992-1994 byl pracownikiem Dzialu Historii Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie.