PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (9 czerwca 2000)


CZESLAW KARKOWSKI

Sztuki plastyczne

Nowojorska kronika kulturalna

Muzeum Guggenheima zorganizowalo jedna z ciekawszych wystaw, jakie w ostatnich latach moglismy ogladac w Nowym Jorku. A przy tym na tyle kontrowersyjna, ze dwa glowne dzienniki New York Times i Wall Street Journal zamiescily skrajnie rozniace sie recenzje: pierwsza gazeta zgromila te ekspozycje, odmawiajac jej wszelkiej wartosci; druga - przyznala jej wysokie wartosci poznawcze i edukacyjne, nie mowiac juz o czysto rozrywkowych. Nie ulega watpliwosci wiec, ze ekspozycje te trzeba koniecznie obejrzec: warto wyrobic sobie wlasny poglad na temat wydarzen glosnych i kontrowersyjnych w naszym miescie.
Ekspozycja zatytulowana "1900: Art at the Crossroads" prezentuje prawie 250 obrazow i rzezb - dziela 170 artystow z calej Europy (w tym z Polski), Ameryki, a takze Japonii i Australii, powstalych na przelomie XIX i XX wieku. Wystawa cieszyla sie ogromnym wzieciem w Londynie wczesniej w tym roku i nalezy spodziewac sie, ze takze spodoba sie mieszkancom Nowego Jorku.
Co w niej jest takiego nadzwyczajnego? Jest znaczaca przynajmniej pod dwoma waznymi wzgledami. Po pierwsze, wystawiono dziela uwazane za dobre i zgodne z artystycznymi wymogami, kierujac sie kryteriami owczesnych, a nie dzisiejszych czasow. Z punktu widzenia wspolczesnosci sztuka okolo 1900 roku pelna jest impresjonizmu i nurtow postimpresjonistycznych. Jednak w tamtych czasach byl to zaledwie margines tworczosci artystycznej, najczesciej nawet nie zauwazany. Obecnie przelom XIX i XX wieku widziany jest przez pryzmat tworczosci van Gogha czy Paula Gauguina. Wtedy jednak o pierwszym z nich praktycznie w ogole nie slyszano, drugi znany byl waskiej grupce artystow awangardy. Tak naprawde kwitl akademizm w najrozmaitszych odmianach.
Juz u wejscia na te ogromna wystawe zwiedzajacy otrzymuja probke tego, co za sztuke w najwyzszym tego slowa znaczeniu uwazano w 1900 r. W urzadzonym na wzor "salonu artystycznego" owczesnej epoki pomieszczeniu (czerwonym pluszem obite sciany, obrazy powieszone jeden nad drugim) zawieszono dziela prezentowane na wystawie z okazji swiatowych targow w Paryzu. Na pewno jest to reprezentatywna probka tego, co za sztuke oficjalnie wowczas uwazano. Ogladamy tam obrazy symboliczne, realistyczne, prerafaelickie, impresjonistyczne - cala palete akademickich prac ocierajacych sie - wedlug dzisiejszych kategorii - o kicz i zly smak. Nad caloscia kroluje absurdalny tryptyk zapomnianego dzis belgijskiego artysty Leona Fredericka The Stream, przedstawiajacy strumien... noworodkow, wytryskujacych gdzies z gor i splywajacych na lasy czy laki. Nazwiska Alfred Guillou, Henri la Sidauer, Paul Joseph Jamin czy Paul Chabais nic nam dzisiaj nie mowia, choc byli to w tamtym czasie znani, cenieni i wcale sprawni artysci. Coz, reprezentowali "schodzace" nurty sztuki zamierajacej, bez perspektyw, bez konsekwencji. Ale np. Frantisek Kupka, ktorego pseudoimpresjonistyczny obraz The Book Lover I tez sie znalazl w owym salonie, przeszedl pozniej znaczaca ewolucje w strone kubizmu i trwale zapisal sie w historii sztuki.
Wystawa w Muzeum Guggenheima pokazuje wlasnie, jak historia sztuki pisana jest z punktu widzenia pozniejszych pokolen, ktore wybieraja z przeszlosci tylko nurty reprezentujace tendencje rozwojowe. Dzieje malarstwa ogladamy wiec w istocie w formie skrzywionej, zdeformowanej przez perspektywe spojrzenia. Lamus historii jest bogatszy od tego, co na sicie lat pozostaje.
W owczesnej rzeczywistosci dominowaly inne tendencje, panowaly inne gusty estetyczne, obowiazywal odmienny od dzisiejszego smak. Wspinajac sie w gore po pochylni muzeum ogladamy wiekszosc prac nieznanych dzis artystow, ktorych dziela - niekiedy dobre, niekiedy kiczowate - sasiaduja z czesto wrecz znakomitymi, ale odrzuconymi, zepchnietymi w niepamiec. Wsrod tej wielosci mamy tez obrazy artystow, takich jak Piet Mondrian (bynajmniej nie slynne jego kolorowe kraty, ale "realistyczne" sceny rodzajowe), Paul Gauguin, Pablo Picasso czy Henri Matisse.
Po drugie, ekspozycja ta ukazuje dodatkowo, jak muzea przyczyniaja sie do znieksztalcania rzeczywistego obrazu sztuki. Placowki muzealne wybieraja do prezentacji tylko prace wybitne, arcydziela, tworzac mylne wyobrazenie, jakoby nurty sztuki zdominowane byly przez wielkich i wspanialych artystow. W rzeczywistosci natomiast kroluje srednia, poprawna "produkcja" artystyczna, a kiczu tez nie brakuje. Akurat kicz symboliczny czy prerafaelicki, czasem przyjemny dla oka, kroluje na landszaftach do dzis, wiec najwybitniejsze okazy tej sztuki mamy sposobnosc obejrzec w Muzeum Guggenheima. (Chyba jeszcze nigdy tyle kiczu nie pokazano w zadnym amerykanskim muzeum!)
Po trzecie wreszcie, wystawa pokazuje, co sie dzialo w owym czasie w roznych krajach. Standardowa historia sztuki ogranicza sie do paru panstw zachodniej Europy. Ten zawezony punkt widzenia powaznie falszuje jej dzieje, stwarzajac mylne wrazenie, jakby poza Francja, Anglia czy Holandia lub Niemcami nic sie w sztuce na kontynencie nie dzialo. Prezentacja na tej wystawie wielu artystow skandynawskich (sa nawet dziela pedzla znanego dramaturga Augusta Strindberga) czy polskich pokazuje, ze artysci tych krajow nie odstawali od klasy najwybitniejszych. Obrazy Jana Stanislawskiego, Wojciecha Weissa, Ferdynanda Ruszczyca nie tylko wstydu polskiej sztuce nie przynosza, ale w porownaniu z zalewem akademickiego kiczu, na ktory istnial wtedy na Zachodzie spory rynek, sa to prace bardzo nowatorskie i na wysokim poziomie artystycznym.
Wielka wystawa w Muzeum Guggenheima (1071 5 Ave) czynna bedzie do 10 wrzesnia.

*

Brooklyn Museum of Art, ktore ponownie staje sie jednym z czolowych muzeow miasta, wystapilo z dwiema letnimi wystawami. Na obu zaprezentowano prace amerykanskich artystow, dzis juz prawie zapomnianych, a w swoich czasach niezmiernie popularnych.
Maxfield Parrish (1870-1966) byl glownie rysownikiem i ilustratorem, jednym z ulubionych artystow w Ameryce. Jego powielane maszynowo romantyczno-bajkowe, subtelnie erotyczne obrazki kupowano masowo w latach dwudziestych i trzydziestych. Glosne Daybreak (1922) - pierwsze z jego dziel namalowane specjalnie do powielenia i masowej dystrybucji - znalazlo sie podobno na scianie w co czwartym amerykanskim domu. Przedstawia ono ujety w ramy dwoch klasycznych kolumn krajobraz gorski i jezioro, zas na pierwszym planie lezaca piekna mloda kobiete w luznej szacie, nad ktora pochyla sie naga, o zlotej karnacji dziewczynka (tytulowa Jutrzenka?).
Parrish wykonywal ilustracje do ksiazek, zwlaszcza do bajek i legend, wierszowanych opowiesci dla dzieci, do reklam, na okladki czasopism, dekoracje na sciany. Jedna ze slynniejszych o bajkowej tematyce, wykonana dla hotelu Knickerbocker na Times Square, mozna dzis obejrzec w barze hotelu St. Regis (2 East 55 Street).
Z zebranych w brooklynskim muzeum okolo 140 jego prac wylania sie sylwetka tworcy niezmiernie sprawnego warsztatowo, poslugujacego sie paleta soczystych, glebokich barw i plaska, niemal dwuwymiarowa kompozycja. Obrazy jego czy ilustracje ewokuja romantyczny, nie istniejacy swiat basni, kojarzony z wizja sredniowiecznych rycerzy, pieknych, o prerafaelickiej urodzie kobiet, wspanialych krajobrazow, olbrzymow, gnomow i czarow.
Byl tworca dziel obliczonych na podobanie sie, odwolywal sie wiec do jak najpowszechniejszych gustow estetycznych, czesto zatracajacych o kicz romantyczno-erotyczny. Jego swoistym nastepca pod wzgledem popularnosci wsrod Amerykanow byl Norman Rockwell, ukazujacy cukierkowa, sielska Ameryke. Dzis czolowym "kiczmanem" jest tu Thomas Kinkade, takze obecny w milionach amerykanskich domow. Ale Parrish jest juz klasykiem, Rockwell - tym bardziej...
Na drugiej wystawie w Brooklyn Museum zaprezentowano 35 prac jednego z najbardziej znanych (w swoim czasie) artystow amerykanskich XIX wieku Williama Merritta Chase'a. Obrazy - akwarele i plotna olejne w impresjonistycznym stylu - wykonane w latach 1886-1890, stanowia swoiste novum w historii sztuki USA. Sa to pierwsze krajobrazy wykonane z zastosowaniem techniki impresjonistycznej. Chase przelamal w ten sposob dominacje akademizmu w malarstwie Stanow Zjednoczonych i wprowadzil - przy zachwycie krytykow - nowoczesna (jak na owe lata) technike. Staly sie one takze punktem zwrotnym w karierze samego artysty, wyksztalconego w Monachium na "ciezkim" realistycznym malarstwie. Choc byl bardzo modny w Nowym Jorku, to krytykowany za pomijanie tematyki amerykanskiej.
Dosc nieoczekiwanie w okresie, gdy jego kariera mocno podupadla, Chase wystapil z seria obrazow o zupelnie innej tematyce i w odmiennym stylu. Namalowal sielskie, parkowe krajobrazy Brooklynu i Manhattanu, przedstawiajac zamoznych, zadowolonych ludzi podczas odpoczynku w parku. Kwiaty, bujne trawniki, starannie wytyczone sciezki, a w tym wspanialym krajobrazie eleganckie damy w pieknych sukniach wsrod obfitej, zadbanej roslinnosci, w sloncu blyskajacym na lisciach drzew i krzewow, polyskujacym w wodzie stawow. Zaprezentowal wizje Nowego Jorku od jak najlepszej strony: dostatku, wypoczynku, cywilizacyjnego zbytku. Jego bardzo kolorowe, pieczolowicie odmalowane pejzaze musza sie podobac. Choc i stylem, i warsztatem malarskim, a takze podejsciem do malarstwa zdecydowanie rozni sie od Maxfielda Parrisha, to jednak tworczosc obu artystow laczy wspolny element - dazenie do zaspokojenia jak najszerszych gustow spolecznych.
Ekspozycje w Brooklyn Museum trwac beda do polowy sierpnia.