CZESLAW KARKOWSKI
Sztuki plastyczne
Nowojorska
kronika kulturalna
Muzeum Guggenheima zorganizowalo jedna z ciekawszych wystaw,
jakie w ostatnich latach moglismy ogladac w Nowym Jorku.
A przy tym na tyle kontrowersyjna, ze dwa glowne dzienniki
New York Times i Wall Street Journal zamiescily skrajnie
rozniace sie recenzje: pierwsza gazeta zgromila te ekspozycje,
odmawiajac jej wszelkiej wartosci; druga - przyznala jej
wysokie wartosci poznawcze i edukacyjne, nie mowiac juz
o czysto rozrywkowych. Nie ulega watpliwosci wiec, ze ekspozycje
te trzeba koniecznie obejrzec: warto wyrobic sobie wlasny
poglad na temat wydarzen glosnych i kontrowersyjnych w naszym
miescie.
Ekspozycja zatytulowana "1900: Art at the Crossroads" prezentuje
prawie 250 obrazow i rzezb - dziela 170 artystow z calej
Europy (w tym z Polski), Ameryki, a takze Japonii i Australii,
powstalych na przelomie XIX i XX wieku. Wystawa cieszyla
sie ogromnym wzieciem w Londynie wczesniej w tym roku i
nalezy spodziewac sie, ze takze spodoba sie mieszkancom
Nowego Jorku.
Co w niej jest takiego nadzwyczajnego? Jest znaczaca przynajmniej
pod dwoma waznymi wzgledami. Po pierwsze, wystawiono dziela
uwazane za dobre i zgodne z artystycznymi wymogami, kierujac
sie kryteriami owczesnych, a nie dzisiejszych czasow. Z
punktu widzenia wspolczesnosci sztuka okolo 1900 roku pelna
jest impresjonizmu i nurtow postimpresjonistycznych. Jednak
w tamtych czasach byl to zaledwie margines tworczosci artystycznej,
najczesciej nawet nie zauwazany. Obecnie przelom XIX i XX
wieku widziany jest przez pryzmat tworczosci van Gogha czy
Paula Gauguina. Wtedy jednak o pierwszym z nich praktycznie
w ogole nie slyszano, drugi znany byl waskiej grupce artystow
awangardy. Tak naprawde kwitl akademizm w najrozmaitszych
odmianach.
Juz u wejscia na te ogromna wystawe zwiedzajacy otrzymuja
probke tego, co za sztuke w najwyzszym tego slowa znaczeniu
uwazano w 1900 r. W urzadzonym na wzor "salonu artystycznego"
owczesnej epoki pomieszczeniu (czerwonym pluszem obite sciany,
obrazy powieszone jeden nad drugim) zawieszono dziela prezentowane
na wystawie z okazji swiatowych targow w Paryzu. Na pewno
jest to reprezentatywna probka tego, co za sztuke oficjalnie
wowczas uwazano. Ogladamy tam obrazy symboliczne, realistyczne,
prerafaelickie, impresjonistyczne - cala palete akademickich
prac ocierajacych sie - wedlug dzisiejszych kategorii -
o kicz i zly smak. Nad caloscia kroluje absurdalny tryptyk
zapomnianego dzis belgijskiego artysty Leona Fredericka
The Stream, przedstawiajacy strumien... noworodkow, wytryskujacych
gdzies z gor i splywajacych na lasy czy laki. Nazwiska Alfred
Guillou, Henri la Sidauer, Paul Joseph Jamin czy Paul Chabais
nic nam dzisiaj nie mowia, choc byli to w tamtym czasie
znani, cenieni i wcale sprawni artysci. Coz, reprezentowali
"schodzace" nurty sztuki zamierajacej, bez perspektyw, bez
konsekwencji. Ale np. Frantisek Kupka, ktorego pseudoimpresjonistyczny
obraz The Book Lover I tez sie znalazl w owym salonie, przeszedl
pozniej znaczaca ewolucje w strone kubizmu i trwale zapisal
sie w historii sztuki.
Wystawa w Muzeum Guggenheima pokazuje wlasnie, jak historia
sztuki pisana jest z punktu widzenia pozniejszych pokolen,
ktore wybieraja z przeszlosci tylko nurty reprezentujace
tendencje rozwojowe. Dzieje malarstwa ogladamy wiec w istocie
w formie skrzywionej, zdeformowanej przez perspektywe spojrzenia.
Lamus historii jest bogatszy od tego, co na sicie lat pozostaje.
W owczesnej rzeczywistosci dominowaly inne tendencje, panowaly
inne gusty estetyczne, obowiazywal odmienny od dzisiejszego
smak. Wspinajac sie w gore po pochylni muzeum ogladamy wiekszosc
prac nieznanych dzis artystow, ktorych dziela - niekiedy
dobre, niekiedy kiczowate - sasiaduja z czesto wrecz znakomitymi,
ale odrzuconymi, zepchnietymi w niepamiec. Wsrod tej wielosci
mamy tez obrazy artystow, takich jak Piet Mondrian (bynajmniej
nie slynne jego kolorowe kraty, ale "realistyczne" sceny
rodzajowe), Paul Gauguin, Pablo Picasso czy Henri Matisse.
Po drugie, ekspozycja ta ukazuje dodatkowo, jak muzea przyczyniaja
sie do znieksztalcania rzeczywistego obrazu sztuki. Placowki
muzealne wybieraja do prezentacji tylko prace wybitne, arcydziela,
tworzac mylne wyobrazenie, jakoby nurty sztuki zdominowane
byly przez wielkich i wspanialych artystow. W rzeczywistosci
natomiast kroluje srednia, poprawna "produkcja" artystyczna,
a kiczu tez nie brakuje. Akurat kicz symboliczny czy prerafaelicki,
czasem przyjemny dla oka, kroluje na landszaftach do dzis,
wiec najwybitniejsze okazy tej sztuki mamy sposobnosc obejrzec
w Muzeum Guggenheima. (Chyba jeszcze nigdy tyle kiczu nie
pokazano w zadnym amerykanskim muzeum!)
Po trzecie wreszcie, wystawa pokazuje, co sie dzialo w owym
czasie w roznych krajach. Standardowa historia sztuki ogranicza
sie do paru panstw zachodniej Europy. Ten zawezony punkt
widzenia powaznie falszuje jej dzieje, stwarzajac mylne
wrazenie, jakby poza Francja, Anglia czy Holandia lub Niemcami
nic sie w sztuce na kontynencie nie dzialo. Prezentacja
na tej wystawie wielu artystow skandynawskich (sa nawet
dziela pedzla znanego dramaturga Augusta Strindberga) czy
polskich pokazuje, ze artysci tych krajow nie odstawali
od klasy najwybitniejszych. Obrazy Jana Stanislawskiego,
Wojciecha Weissa, Ferdynanda Ruszczyca nie tylko wstydu
polskiej sztuce nie przynosza, ale w porownaniu z zalewem
akademickiego kiczu, na ktory istnial wtedy na Zachodzie
spory rynek, sa to prace bardzo nowatorskie i na wysokim
poziomie artystycznym.
Wielka wystawa w Muzeum Guggenheima (1071 5 Ave) czynna
bedzie do 10 wrzesnia.
*
Brooklyn Museum of Art, ktore ponownie staje sie jednym
z czolowych muzeow miasta, wystapilo z dwiema letnimi wystawami.
Na obu zaprezentowano prace amerykanskich artystow, dzis
juz prawie zapomnianych, a w swoich czasach niezmiernie
popularnych.
Maxfield Parrish (1870-1966) byl glownie rysownikiem i ilustratorem,
jednym z ulubionych artystow w Ameryce. Jego powielane maszynowo
romantyczno-bajkowe, subtelnie erotyczne obrazki kupowano
masowo w latach dwudziestych i trzydziestych. Glosne Daybreak
(1922) - pierwsze z jego dziel namalowane specjalnie do
powielenia i masowej dystrybucji - znalazlo sie podobno
na scianie w co czwartym amerykanskim domu. Przedstawia
ono ujety w ramy dwoch klasycznych kolumn krajobraz gorski
i jezioro, zas na pierwszym planie lezaca piekna mloda kobiete
w luznej szacie, nad ktora pochyla sie naga, o zlotej karnacji
dziewczynka (tytulowa Jutrzenka?).
Parrish wykonywal ilustracje do ksiazek, zwlaszcza do bajek
i legend, wierszowanych opowiesci dla dzieci, do reklam,
na okladki czasopism, dekoracje na sciany. Jedna ze slynniejszych
o bajkowej tematyce, wykonana dla hotelu Knickerbocker na
Times Square, mozna dzis obejrzec w barze hotelu St. Regis
(2 East 55 Street).
Z zebranych w brooklynskim muzeum okolo 140 jego prac wylania
sie sylwetka tworcy niezmiernie sprawnego warsztatowo, poslugujacego
sie paleta soczystych, glebokich barw i plaska, niemal dwuwymiarowa
kompozycja. Obrazy jego czy ilustracje ewokuja romantyczny,
nie istniejacy swiat basni, kojarzony z wizja sredniowiecznych
rycerzy, pieknych, o prerafaelickiej urodzie kobiet, wspanialych
krajobrazow, olbrzymow, gnomow i czarow.
Byl tworca dziel obliczonych na podobanie sie, odwolywal
sie wiec do jak najpowszechniejszych gustow estetycznych,
czesto zatracajacych o kicz romantyczno-erotyczny. Jego
swoistym nastepca pod wzgledem popularnosci wsrod Amerykanow
byl Norman Rockwell, ukazujacy cukierkowa, sielska Ameryke.
Dzis czolowym "kiczmanem" jest tu Thomas Kinkade, takze
obecny w milionach amerykanskich domow. Ale Parrish jest
juz klasykiem, Rockwell - tym bardziej...
Na drugiej wystawie w Brooklyn Museum zaprezentowano 35
prac jednego z najbardziej znanych (w swoim czasie) artystow
amerykanskich XIX wieku Williama Merritta Chase'a. Obrazy
- akwarele i plotna olejne w impresjonistycznym stylu -
wykonane w latach 1886-1890, stanowia swoiste novum w historii
sztuki USA. Sa to pierwsze krajobrazy wykonane z zastosowaniem
techniki impresjonistycznej. Chase przelamal w ten sposob
dominacje akademizmu w malarstwie Stanow Zjednoczonych i
wprowadzil - przy zachwycie krytykow - nowoczesna (jak na
owe lata) technike. Staly sie one takze punktem zwrotnym
w karierze samego artysty, wyksztalconego w Monachium na
"ciezkim" realistycznym malarstwie. Choc byl bardzo modny
w Nowym Jorku, to krytykowany za pomijanie tematyki amerykanskiej.
Dosc nieoczekiwanie w okresie, gdy jego kariera mocno podupadla,
Chase wystapil z seria obrazow o zupelnie innej tematyce
i w odmiennym stylu. Namalowal sielskie, parkowe krajobrazy
Brooklynu i Manhattanu, przedstawiajac zamoznych, zadowolonych
ludzi podczas odpoczynku w parku. Kwiaty, bujne trawniki,
starannie wytyczone sciezki, a w tym wspanialym krajobrazie
eleganckie damy w pieknych sukniach wsrod obfitej, zadbanej
roslinnosci, w sloncu blyskajacym na lisciach drzew i krzewow,
polyskujacym w wodzie stawow. Zaprezentowal wizje Nowego
Jorku od jak najlepszej strony: dostatku, wypoczynku, cywilizacyjnego
zbytku. Jego bardzo kolorowe, pieczolowicie odmalowane pejzaze
musza sie podobac. Choc i stylem, i warsztatem malarskim,
a takze podejsciem do malarstwa zdecydowanie rozni sie od
Maxfielda Parrisha, to jednak tworczosc obu artystow laczy
wspolny element - dazenie do zaspokojenia jak najszerszych
gustow spolecznych.
Ekspozycje w Brooklyn Museum trwac beda do polowy sierpnia. |