PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (9 czerwca 2000)


TEOFIL LACHOWICZ

Ambasada na wygnaniu

W kwietniu 1943 r., po zerwaniu przez wladze sowieckie stosunkow dyplomatycznych z rzadem polskim, Ambasade RP w Kujbyszewie zmuszono do przerwania dzialalnosci. Otrzymala 10 dni na opuszczenie zajmowanego budynku. 6 maja personel ambasady wraz z bagazami zaladowano do specjalnego pociagu, ktory skierowany zostal do lezacego tuz przy iranskiej granicy Aszchabadu. Przekraczano ja piecioma osobnymi grupami (kazda grupa innego dnia) po wczesniejszej ponizajacej kontroli osobistej. Po drugiej stronie granicy czekala na kazda grupe (w zaleznosci od jej liczebnosci) odpowiednia liczba samochodow ciezarowych brytyjskiego towarzystwa transportowego UKCC. Cala ta operacja zostala wczesniej przygotowana przez swietnego organizatora, delegata z Aszchabadu, Ponikowskiego.
Najliczniejsze byly grupy: druga, trzecia i czwarta liczace w sumie 116 osob, ktore przekroczyly granice 18-20 maja 1943 r. Calosc zamykala piata grupa skladajaca sie z czterech osob: Natalii Aszkenazy, Jana Erdmana, p. Ponikowskiego i Zofii Zoltowskiej. W sumie w ramach ewakuacji Ambasady RP opuscily Zwiazek Sowiecki 133 osoby, tj. pracownicy ambasady wraz z rodzinami oraz czlonkowie delegatury w Aszchabadzie.
Po przekroczeniu granicy sowiecko-iranskiej nie zegnano sie jeszcze na trwale z sowieckimi wladzami, poniewaz w owym czasie na mocy porozumienia brytyjsko-sowieckiego polnocna czesc Iranu okupowana byla przez wojska sowieckie. Aby dotrzec do brytyjskiej strefy okupacyjnej, rozpoczynajacej sie okolo 70 kilometrow od Teheranu, nalezalo pokonac jeszcze odleglosc prawie 900 km. Komendanci poszczegolnych samochodow przewozacych pracownikow Ambasady RP otrzymali suchy prowiant dla wszystkich podrozujacych, pieniadze na biezace wydatki (herbata, noclegi), jak rowniez specjalne przepustki wystawione przez wladze sowieckie. Odleglosc dzielaca granice sowiecka od Teheranu pokonywano w czterech etapach. Najgorzej bylo z zaangazowanymi na miejscu kierowcami samochodow, ktorzy bedac wielkimi indywidualistami za nic nie chcieli sie utrzymac w szyku jadacego konwoju, co na niebezpiecznych gorskich drogach prowadzacych czesto na skraju przepasci stanowilo nie lada problem. Ich brawurowa jazda na tych odcinkach przyprawiala podroznych o palpitacje serca. Na uwagi zwracane przez polskich kierownikow wozow nie reagowali. No i stalo sie. Na jednym z trudnych odcinkow drogi jeden z iranskich kierowcow w czasie manewru wymijania na zakrecie (!) "nie wyrobil sie" i kierowany przez niego pojazd wraz z pasazerami wylecial z trasy staczajac sie do rowu. Na szczescie nie bylo w tym miejscu przepasci i nie doszlo do tragedii. Niestety, dwie panie (Zoltowska i Lagowska) doznaly zlamania rak i uszkodzen twarzy. Jadacy w konwoju w ambasadzkim samochodzie osobowym ambasador Tadeusz Romer szybko sie pojawil na miejscu wypadku i staral sie pomoc poszkodowanym. Po opatrzeniu rannych i przeladowaniu pasazerow oraz ich bagazy na inne samochody konwoj ruszyl w dalsza droge. Niedaleko Teheranu napotkano ostatni sowiecki posterunek wojskowy, ktory wyznaczal granice okupacji sowieckiej w Iranie. Wkrotce caly konwoj znalazl sie wreszcie w strefie brytyjskiej, gdzie mozna bylo juz naprawde poczuc sie bezpiecznie.
Sam Teheran zrobil na wszystkich ogromne wrazenie, tym bardziej ze cala grupa wjezdzala do miasta glowna trasa, przy ktorej znajdowaly sie budynki rzadowe z wielkim gmachem parlamentu wlacznie.
Przy tej samej ulicy w pewnej odleglosci byl rowniez budynek Poselstwa Rzeczypospolitej Polskiej. Przy koncu tej reprezentacyjnej ulicy, na najblizszym skrzyzowaniu, miescila sie polska Delegatura Opieki Spolecznej, skad kierowano pomoc dla polskich uchodzcow cywilnych, ktorzy wydostali sie z ZSRR.
Po dotarciu do Teheranu cywile z ewakuowanej grupy nie majacy zwiazku z ambasada zostali skierowani do polskich osrodkow dla uchodzcow, natomiast czesc pracownikow po zakonczeniu prac likwidacyjnych Ambasady RP w Kujbyszewie (opracowywanie roznych raportow koncowych) skierowano do polskich placowek dyplomatycznych w roznych krajach. Inni czekali na wyjazd do Londynu. Pozegnanie tej grupy pracownikow bylo wzruszajacym przezyciem dla wszystkich "kujbyszewiakow". Z calego dawnego personelu Ambasady RP w Kujbyszewie pozostala w Teheranie jedynie grupa okolo dwudziestu osob. U miejscowych wladz zarejestrowano ich jako nowych pracownikow miejscowego Poselstwa RP, ktore wystaralo sie dla nich o osobny budynek z przeznaczeniem na pomieszczenia biurowe i mieszkania. Nowe warunki lokalowe byly o niebo lepsze od istniejacych w Kujbyszewie.
Zadaniem tej grupy, nie majacej prawie nic wspolnego z praca miejscowego Poselstwa RP, bylo zbieranie wszelkich informacji o losach ludnosci polskiej pozostawionej w Zwiazku Sowieckim, a szczegolnie o losach aresztowanych delegatow i mezow zaufania. Z wielka skrupulatnoscia gromadzono rowniez informacje o dzialajacym pod sowieckim patronatem Zwiazku Patriotow Polskich i formacjach wojskowych organizowanych przez plk. Zygmunta Berlinga. Informacje te wylawiano - mimo dzialania cenzury sowieckiej - z licznych listow nadchodzacych od Polakow z ZSRR, ktorzy pisali do swoich bliskich sluzacych w II Korpusie gen. Andersa lub przebywajacych w wielu obozach dla uchodzcow. Informacje zdobywano rowniez przez nasluch radiowy, ktory prowadzil Zygmunt Sroczynski. Bylo to najszybsze zrodlo wylawiania najnowszych wiadomosci, poniewaz radio moskiewskie i inne sowieckie stacje lokalne podawaly rowniez informacje o dzialalnosci na swoim terenie przedstawicielstw Zwiazku Patriotow Polskich. Innym zrodlem wiadomosci byly latwo osiagalne w Iranie sowieckie gazety, uzyskiwano je takze od dzialajacego w Teheranie polskiego wywiadu wojskowego, tzw. dwojki (Oddzial II), ktory chetnie dzielil sie swoja wiedza o polskich cywilach pozostawionych w ZSRR. Najczesciej byly to listy wysylane przez nich pod adresem Miedzynarodowego Czerwonego Krzyza, skad przekazywano je do Polskiego Czerwonego Krzyza i stamtad dopiero trafialy do Teheranu, gdzie przechodzily przez rece pracownikow polskiej "dwojki". Zdarzaly sie tez listy pisane przez niektorych dowodcow sluzacych w oddzialach Berlinga do swoich rodzin znajdujacych sie w obozach dla uchodzcow w Teheranie. Tego rodzaju korespondencja byla dla polskiego wywiadu wojskowego najciekawszym zrodlem informacji. Inni pracownicy odwiedzali miejscowe obozy dla polskich uchodzcow, gdzie poprzez liczne wywiady uzupelniali dane i wlaczali je do kartoteki osob pozostawionych w ZSRR.
Wszystkie zebrane informacje o polozeniu ludnosci polskiej w ZSRR opracowywane byly nastepnie przez tzw. referat polityczny, kierowany przez Zygmunta Sroczynskiego. W referacie tym pracowali tez sedzia Kasinski i pani Sledziejowska. Zespol opracowywal cykliczne raporty, ktore przekazywano Ministerstwu Spraw Zagranicznych przy rzadzie RP w Londynie. Podobne raporty opracowywano rowniez na temat dzialalnosci w ZSRR Zwiazku Patriotow Polskich i oddzialow wojskowych plk. Zygmunta Berlinga (mianowanego przez Stalina generalem). W opracowywaniu tych ostatnich bardzo pomocna okazala sie specjalna kartoteka zalozona przez Zygmunta Sroczynskiego, dotyczaca osob dzialajacych w ZPP i dowodcow z oddzialow Berlinga. Zasob tej kartoteki systematycznie sie powiekszal, co swiadczylo o wzmozonej aktywnosci tych prosowieckich ugrupowan.
Raporty nadchodzace z Teheranu z wielka uwaga studiowano Londynie. Wyrazem uznania dla ich zawartosci byl fakt, ze wladze polskie zdecydowaly o koniecznosci dalszego utrzymania calego zespolu opracowujacego owe raporty. Kierujacy nim Zygmunt Sroczynski wspomina, ze wielkim szokiem dla wszystkich dawnych pracownikow Ambasady RP w Kujbyszewie byla wiadomosc o smierci gen. Wladyslawa Sikorskiego w katastrofie lotniczej w Giblartarze 4 lipca 1943 r. Z dosc mieszanymi uczuciami przyjeto pozniej wiadomosc o desygnowaniu na urzad premiera Stanislawa Mikolajczyka. Nie mialo to jednak zadnego wplywu na dotychczasowa prace teheranskiego zespolu.
Na przelomie listopada i grudnia 1943 r. w Teheranie odbyla sie pierwsza konferencja Wielkiej Trojki, tj. przywodcow Stanow Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Zwiazku Sowieckiego. Zygmunt Sroczynski wspomina, ze w tym czasie w miescie ruch byl olbrzymi, aczkolwiek przygotowania do spotkania objete byly tajemnica. Najwiekszy ruch panowal przed ambasada amerykanska. W kregach dyplomatycznych powszechnie sadzono, ze tam wlasnie odbedzie spotkanie na szczycie. Jednak na kilka dni przed ustalona data gruchnela wiadomosc, ze konferencja odbedzie sie w gmachu ambasady sowieckiej. Informacja ta wywolala wsrod Polakow wielki niepokoj, poniewaz wyczuwano intuicyjnie, ze oznaczac to moze wyrazny sygnal dla Stalina o gotowosci ustepstw na jego rzecz ze strony prezydenta Franklina D. Roosevelta i premiera Winstona Churchila. Niepokoj ten podzielali w prywatnych rozmowach z Polakami rowniez dyplomaci amerykanscy, brytyjscy, czescy i inni.
Tymczasem ambasada sowiecka przygotowywala sie do przyjecia przywodcow koalicji. Budynek sowieckiej placowki otoczony byl wysokim murem, wokol ktorego od wewnetrznej strony znajdowal sie ogrod porosniety wysokimi, gestymi drzewami. Z okolicznych wysokich budynkow innych ambasad mozna bylo zaobserwowac, jak w tym ogrodzie specjalna ekipa rozwieszala na drzewach kolorowe lampiony polaczone roznymi przewodami. Niektorzy dyplomaci wyrazali glosno opinie, ze przy tej okazji montowane sa zapewne ukryte mikrofony, aby podsluchiwac rozmowy prowadzone przez uczestnikow konferencji w czasie spacerow. Te plotke bardzo czesto powtarzano w kolach brytyjskich i amerykanskich rowniez po zakonczeniu konferencji.
Przez nastepne miesiace zakres prac prowadzonych przez zespol "kujbyszewski" w Teheranie nie ulegl istotnym zmianom. W lipcu 1944 r. jego pracownicy zostali powiadomieni, ze w Teheranie zatrzyma sie na krotko premier rzadu RP na uchodzstwie Stanislaw Mikolajczyk, ktory udawal sie w podroz dyplomatyczna do Moskwy. Nalezy tu wspomniec, ze premier Mikolajczyk na stanowisko ministra spraw zagranicznych w swoim rzadzie powolal Tadeusza Romera, bylego ambasadora w Kujbyszewie, ktory - znajac juz srodowisko najwyzszych kregow wladz sowieckich - mial mu ulatwic prowadzenie w Moskwie rozmow uwazanych powszechnie za kluczowe dla przyszlosci Polski. Mikolajczyk w drodze do Moskwy zatrzymal sie na kilka dni w Teheranie. Pracownicy Poselstwa RP na czele z poslem Karolem Baderem oraz zespol "kujbyszewski" powitali go na lotnisku, po czym mieli z nim kilka ogolnych spotkan w budynku poselstwa. Wielu pracownikow mialo zlozyc premierowi szczegolowe raporty, m.in. o polozeniu ludnosci polskiej w ZSRR. Ku ich wielkiemu rozczarowaniu - do zlozenia owych raportow nie doszlo. Zostalo to odebrane jako zignorowanie przez premiera bolesnego problemu. Niestety, owczesne zagadnienia wielkiej polityki decydujacej o przyszlych losach Polski zepchnely te sprawe na dalszy plan.
Bezposredni swiadek wizyty Mikolajczyka w Teheranie Zygmunt Sroczynski wspomina, ze przed samym odlotem premiera do Moskwy znajdowal sie w grupie zegnajacych go osob na lotnisku. Wraz z premierem odlatywala do stolicy Zwiazku Sowieckiego delegacja, w ktorej byli m.in. Stanislaw Grabski - przewodniczacy Rady Narodowej RP w Londynie i Tadeusz Romer. Na plycie lotniska wreczono Mikolajczykowi najnowsze depesze otrzymane z Londynu. Premier natychmiast zajal sie ich studiowaniem. Ten moment Zygmunt Sroczynski uwiecznil na kliszy fotograficznej.
Oczekiwane z duza nadzieja wiesci z Moskwy, niestety, nie byly pomyslne. Stalin mial juz wlasna wizje ulozenia stosunkow sowiecko-polskich. Nie bylo tam miejsca dla niepodleglosciowych aspiracji Polakow. Tragedia powstania warszawskiego uwidocznila to w calej pelni.
W pazdzierniku 1944 r. Zygmunt Sroczynski odwolany zostal z Teheranu do Londynu, gdzie dotarl 27 kwietnia 1945 r. po wielomiesiecznej, kilkakrotnie przerywanej podrozy. Premierem rzadu RP byl juz Tomasz Arciszewski. Zglaszajacego sie do kancelarii premiera Zygmunta Sroczynskiego spotkala tam mila niespodzianka. Okazalo sie bowiem, ze kierownikiem tego urzedu byl p. Koziol, jego dawny kolega z Ambasady RP w Kujbyszewie. W taki oto przedziwny sposob kolo historii dla tych dwoch wygnanych "kujbyszewiakow" zamknelo sie w siedzibie rzadu RP w Londynie.
Zygmunt Sroczynski przez pewien czas pracowal w kancelarii premiera Arciszewskiego i w Ministerstwie Opieki Spolecznej. Po cofnieciu przez aliantow uznania dla rzadu RP pracowal w Interim Treasury Committee for Education of Poles in Great Britain, na czele ktorego stal b. ambasador RP w Londynie Edward Raczynski. 1 sierpnia 1945 r. zostal mianowany w tym komitecie referentem dla spraw stypendiow udzielanych mlodym zolnierzom zwalnianym z Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie, ktorzy pragneli podjac studia na brytyjskich uczelniach. Komitet ten zostal zlikwidowany 30 wrzesnia 1953 r. Zygmunt Sroczynski nie mogac wrocic do Polski - wyemigrowal do Stanow Zjednoczonych, gdzie poza praca zarobkowa wspolorganizowal sobotnia szkole polska w Irvington, NJ oraz sluzyl miejscowym rodakom jako tlumacz w sadach. W 1980 r. po przejsciu na emeryture przeprowadzil sie do Clearwater na Florydzie. Udzielal sie tam na rzecz powstalej w Polsce "Solidarnosci". Byl tez jednym ze wspolzalozycieli Amerykanskiego Instytutu Kultury Polskiej w Pinellas County i jego wieloletnim wiceprezesem. Byl tez redaktorem wydawanego przez instytut kwartalnika pt. "Horizon" i znow - jak wczesniej w New Jersey - wspolzalozycielem miejscowej polskiej szkoly sobotniej, ktora ponadto przez kilka lat kierowal.
Zrodlo: Wywiad z Zygmuntem Sroczynskim przeprowadzony 22 marca 2000 r.

------------------------------------------------------------------------------

Zrodlo: Wywiad z Zygmuntem Sroczynskim przeprowadzony 22 marca 2000 r.

Zdjecia - Zbiory prywatne Zygmunta Sroczynskiego. Na zdjeciu: Stanislaw Mikolajczyk na lotnisku w Teheranie tuz przed odlotem do Moskwy czyta ostatnia depesze z Londynu. Z prawej: Karol Bader - posel RP w Teheranie i Stanislaw Grabski - przewodniczacy Rady Narodowej w Londynie
Zrodlo: Wywiad z Zygmuntem Sroczynskim przeprowadzony 22 marca 2000 r