PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (2 czerwca 2000)


PRZEMYSLAW CZAPLINSKI

Andrzej Szczypiorski (1928-2000)

Imiona pasji

Na pozor niepodobienstwem wydaje sie scharakteryzowanie jego zycia bez wprowadzania jakiegos podzialu - czy to chronologicznego, obejmujacego poszczegolne etapy, czy to rodzajowego odwolujacego sie do rozmaitych form aktywnosci. Prozaik, publicysta, autor okolo dwudziestu ksiazek tlumaczonych na dwadziescia kilka jezykow, radiowiec, dyplomata PRL, ale i czlowiek zwiazany z opozycja demokratyczna, senator w wolnej Polsce, ale i zajadly krytyk wszystkich posierpniowych rzadow - wszystko to rozrywa jego biografie na osobne kawalki. W takim przypadku byc moze lepiej poszukac tego, co laczy, niz tego, co dzieli. A takich nici przenikajacych jego tworczosc i zycie widac kilka.

Byl mlodszy

Niemal wszystkie slowniki jako date urodzin Szczypiorskiego podaja rok 1924, choc naprawde urodzil sie w roku 1928. Uparta pomylka encyklopedyczna wydaje sie jednak w tym przypadku przesunieciem symbolicznym, stanowi bowiem chronologiczne wyjasnienie jego zywotnosci. Szczypiorski, choc doswiadczony przez wojne, choc najpierw wepchniety w tryby totalitaryzmu faszystowskiego, pozniej zas dobrowolnie oliwiacy swa publicystyka tryby stalinowskiego, choc angazujacy sie niemal we wszystko, co mu rzeczywistosc podsuwala - zdawal sie po wojnie zyskiwac tyle zycia, ile go wczesniej utracil w nierownym pojedynku z historia. zyl tak, jakby odrabial zaleglosci.
Byl wiec niejako mlodszy od samego siebie - jednak nie tyle za sprawa rocznikowego bledu, ile za sprawa pasji. To ona wlasnie - pasja - jest pierwsza cecha przejawiajaca sie we wszystkim, co robil i pisal, to ona pozwala zrozumiec niepohamowany dynamizm, zyciowe bledy i literackie mielizny, wielosc wcielen i mnogosc dziel. To ona tlumaczy przede wszystkim, dlaczego angazowal sie w tak rozliczne przedsiewziecia i dlaczego pisal jak rozpedzona maszyna. Bo jego sila napedowa byla wlasnie pasja. Przybierala rozmaite postaci - milosci, gniewu, irytacji - ale zawsze stanowila o autentycznosci dzialan. Nigdy u podloza jego poczynan nie wyczuwalo sie obojetnosci, chlodnego zawodowstwa, mechanicznej regularnosci. Uczestniczyl w zyciu publicznym, poniewaz uwazal to za obowiazek obywatelski, lecz takze dlatego, ze byl to dla niego spontaniczny, nieledwie odruchowy sposob odpowiedzi na poczynania politykow i zachowania spoleczne. Stwarzal tym samym grozny dla politykow precedens obywatelskiego mieszania sie w sprawy rzadzacych. O to jednak pisarzowi chodzilo - aby zadna kwestia publiczna dotyczaca ogolu nie spadala w studnie milczenia, aby politycy wiedzieli, ze nie sa bezkarni, a spoleczenstwo - we wszystkim usprawiedliwione. Doswiadczenie zyciowe nauczylo go bowiem, ze milczenie bywa niekiedy akuszerem ogromnego zla.

Lekcja historii

Urodzil sie w Warszawie. W domu wzrastal w tradycji lewicowej - jego ojciec byl poslem na Sejm z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej. W czasie powstania warszawskiego przypadkowo znalazl sie w szeregach Armii Ludowej i walczyl na Starowce. Po upadku powstania zostal wywieziony do obozu w Sachsenhausen. Z wyzwolonego przez zolnierzy sowieckich obozu wrocil pieszo do Warszawy. W odbudowywanej stolicy podjal studia na Akademii Nauk Politycznych na wydziale konsularno-dyplomatycznym, musial z nich jednak zrezygnowac, gdy wyszlo na jaw, ze jego ojciec pozostal na Zachodzie jako emigrant polityczny. W 1950 roku, po przeprowadzce do Katowic podjal prace w redakcji literackiej Rozglosni Polskiego Radia, gdzie pracowal przez piec lat. W 1955 roku objal na jeden sezon posade kierownika literackiego w Teatrze im. Stanislawa Wyspianskiego. Po przelomie pazdziernikowym 1956 r., gdy wrocil z emigracji jego ojciec - rozpoczal sluzbe dyplomatyczna w Kopenhadze jako radca kulturalny Ambasady PRL (1956-1958). W roku 1959, po powrocie do Warszawy nawiazal wspolprace z Polskim Radiem i podtrzymywal ja - w formie stalego felietonu wyglaszanego w kazda niedziele - az do roku 1970 (zbior felietonow z lat 1964-1967 pod tytulem Niedziela, 21.10 wydal w 1968 roku). W latach 1963-1967 pisywal regularnie felietony do uycia Warszawy. Od 1965 do 1974 r. byl czlonkiem redakcji tygodnika Polityka, a w latach 1971-1975 - miesiecznika Odra.
Od marca Ô68, a jeszcze wyrazniej od wypadkow radomskich roku 1976 rozluznia kontakty z oficjalnymi mediami i oficjalnym zyciem politycznym wiazac sie z opozycja demokratyczna. Internowany po 13 grudnia 1981 r., opisal swoje doswiadczenia z poczatku lat Ô80 w dzienniku Z notatnika stanu wojennego (Londyn, 1983 r.). Byl aktywnym uczestnikiem rodzacej sie niezaleznej debaty politycznej. Zwiazany po 1976 roku z niezaleznym obiegiem wydawniczym, oglaszal tam artykuly publicystyczne. Wystepowal w nich czesto jako specjalista od Niemiec, a takze jako rzecznik pojednania polsko-niemieckiego przekonujacy o koniecznosci nowego spojrzenia na - zmienione, demokratyczne, wzorcowe pod wzgledem wielu rozwiazan politycznych, duchowo przebudowane - panstwo niemieckie i jego kulture. Oprocz publicystyki, w obiegu niezaleznym wydal tez trzy ksiazki: powiesc Poczatek (Przedswit, Warszawa 1986 r.), zbior opowiadan Amerykanska whisky (Neutrino, Warszawa 1987 r.) oraz dziennik Z notatnika stanu rzeczy (NOWA, Warszawa 1987 r.). Po roku 1989 zaangazowal sie - na krotko, lecz bardzo intensywnie - w zycie polityczne; przez dwa lata (1989-1991) byl senatorem. Po rozwiazaniu pierwszego parlamentu odszedl od polityki stwierdziwszy, ze jest to zywiol calkowicie mu obcy, jednak publicystyka, ktorej sie poswiecil, az kipiala od polityki. Trwalej zwiazal sie wtedy z tygodnikiem Wprost, do ktorego pisywal felietony; pozostal tez wierny Polityce, gdzie publikowal teksty w cyklu opatrzonym - bardzo znamiennym - tytulem "Irytacje". Widac z tego, ze polityka go pociagala i odpychala. Szukal zatem pozycji obserwatora, komentatora, sedziego, rozjemcy - kogos, kto nie porzuci obowiazkow publicznych a zarazem nie da im sie pozrec, kogos, kto bedzie mowil do rzadzacych jako rzecznik spoleczenstwa i do spoleczenstwa jako rzecznik zdrowego rozsadku. W dzisiejszych czasach polaczenie tych sprzecznych postaw i rozbieznych adresow umozliwiaja media. Dlatego Szczypiorski oddal im siebie niemal calego. Gdyby istnial dziesiecioboj medialny, wygralby go w przedbiegach. Byl publicysta prasowym, radiowym i telewizyjnym; pisywal felietony, eseje, reportaze i sluchowiska.
W latach dziewiecdziesiatych mozna bylo odniesc wrazenie, ze pozwolil sie sklonowac: byl senatorem, wystepowal w mediach polskich i niemieckich, pisywal felietony do Gazety Wyborczej, Polityki, Wprost, a pod koniec nawet Hustlera, opublikowal dwie ksiazki osadzajace polska terazniejszosc (Kumkanie zaby, krakanie wrony..., Poznan 1995 r.; Grzechy, cnoty, pragnienia, Poznan 1997 r.). Gdyby - na wzor transmisji sportowych - powolano pozycje komentatora spraw publicznych, mialby ja w kieszeni. Czy dlatego, ze byl prozny? Z pewnoscia potrzebowal tego szczegolnego lustra i tego zludzenia bezposredniej rozmowy, jakie stwarzaja media, ale jego nadobecnosc w srodkach masowego przekazu i sklonnosc do dramatyzacji wynikala byc moze z czego innego - z tego, ze uwazal rozmowe (dyskusje, spor, debate) za instancje osadu i narzedzie ksztaltowania zycia publicznego, a takze tego, ze postrzegal owo zycie jako brzemienna w skutki walke. Widzial bowiem nie tyle swary i klotnie, codziennosc i przyziemnosc, ile nieustajacy konflikt zycia z nienormalnoscia.
Przeciwienstwo tej ostatniej - czyli normalnosc - byla jego najprawdziwszym programem zyciowym. Tak naprawde nie mial bowiem przekonan politycznych albo tez - co prawie na jedno wychodzi - byl zwolennikiem demokracji politycznej, liberalizmu gospodarczego i konserwatyzmu kulturowego. A te trzy hasla, ktorym holdowal, w gruncie rzeczy sprowadzaly sie do jednego - do normalnosci. Normalnosc to przyzwoitosc, ktora czlowiek zachowuje dzieki zasadom, stabilnosc, ktora utrzymuje sie na rynku dzieki konkurencji, i rozumnosc rzadzenia gwarantowana zasada nadrzednosci dobra publicznego. Brzmi to naiwnie i naiwnoscia jest, ale holduje jej wiekszosc z nas, choc sie do tego nie przyznaje. Podobnie czynil Szczypiorski - to znaczy podobnie myslal i "nie przyznawal sie". Nie dlatego, ze to naiwne, lecz raczej dlatego, ze wyznanie wiary jest dzisiaj bezsilne. Szczypiorski - pozwole sobie to podkreslic - byl tradycjonalista w najbardziej doslownym znaczeniu tego okreslenia: wierzyl w sumienie, ktore kazdy z nas w sobie nosi, wierzyl w indywidualna pamiec, ktorej nic nie potrafi usmierzyc i zagluszyc, wierzyl w moralnosc i przyzwoitosc. Nie chodzi o to, ze wierzyl w ich powszechne istnienie i powszechne stosowanie. Bron Boze! Wierzyl w nie jako mierniki wartosci, ktore pozwalaja ocenic ludzka podlosc, nikczemnosc i glupote, ludzkie wygodnictwo, klamstwa i wmowienia, skomplikowane machlojki moralne i przerobki pamieci. W ostatecznosci wierzyl, ze kazdy z nas w glebi duszy wie, jaki jest i jak nalezy osadzic to, co uczynil. Dlatego w ostatniej jego powiesci Gra z ogniem nawet zbrodniarz wojenny Kugler "byl swiadomy, ze nie ma takiego usprawiedliwienia, ktore udzwigneloby ich czyny" (s. 53).
Byl zatem moralista, ale nie chcial za takiego uchodzic, nie chcial byc nim jawnie. Tyle samo wysilku wkladal wiec w ukazanie moralnego zaklamania czlowieka, co w ukrycie osadu. Wiedzial bowiem, ze swiat wspolczesny jest obludny - wiec gluchy na kazania i cyniczny - wiec pelen zlej samowiedzy o sobie. "Swiat dawnych grzechow i wystepkow juz nie istnial. A jesli ktos chcial przywolywac stare wyobrazenia o sprawiedliwosci, wydawal sie blazenski" (s. 189) - stwierdza narrator cytowanej juz powiesci. Szczypiorski to wiedzial i dlatego - nie chcac wydawac sie blaznem - staral sie byc moralista ironicznym. Rozpisywal na ludzkie glosy i losy przestroge przed zapomnieniem i nakaz pamietania. Ale wiedzac, ze moralista wsrod narodow swiata nie bedzie dzisiaj sluchany, szukal srodkow zastepczych dla jawnego sadzenia. Ilez tedy w jego narracji ocen wyrazonych nie wprost, ilez ironii, udawanej naiwnosci, wykreowanej prostoty. Szczypiorski musial bowiem tak wymodelowac swego narratora, aby ten udawal, ze solidaryzuje sie ze zwyciezcami. Bo o nich przeciez chodzilo: o tych, ktorzy - mimo zbrodni, zla, niegodziwosci - maja sie dobrze. Dzieki pozornej pochwale sily pisarz czynil ja moralnie podejrzana. Uczyl swoich czytelnikow krytycznego patrzenia na zwyciezcow, nakazujac pytac, czy sukces nie zostal osiagniety za cene plam na sumieniu badz za cene zapomnienia.

Przeciw zapomnieniu

Jako pisarz zadebiutowal w 1952 roku na lamach uycia Literackiego. Jego pierwsza ksiazka byl zbior prozatorski Ojcowie epoki i inne opowiadania (1955 r.). Wkrotce odkryl swoj koronny temat, czyli odpowiedzialnosc za zbrodnie wojenne. Wokol tego wlasnie zagadnienia osnuty zostal cykl powiesci Czas przeszly (1961 r.), Godzina zero (1961 r.), Ucieczka Abla (1962 r.) i Za murami Sodomy (1963 r.). Dosc ogolne sformulowanie naczelnego motywu tych utworow - a takze tytul pierwszej powiesci z tego cyklu - pozwala zrozumiec, ze Szczypiorski nie byl zainteresowany opisem zbrodni faszyzmu, wypominaniem zla, ktore w czasie wojny "ludzie ludziom", lecz przede wszystkim budzeniem pamieci. Totalitaryzm byl bowiem dla pisarza lekcja nie przedawniona przede wszystkim jako przypadek zapomnienia o drugim czlowieku i tej pamieci Szczypiorski chcial strzec. Wielokrotnie podkreslal, ze zlo zapomniane wraca. Raczej jednak nalezy uwazac go za straznika pamietania niz za stroza pamieci. Mniej chodzilo mu bowiem o to, by przetrwaly konkretne historie, bardziej zas o to, by nie ulegla przedawnieniu lekcja zla, ktora w historii sie rozegrala. To bowiem, co stalo sie za sprawa totalitaryzmow, zgruchotalo wszelkie miary. Od tamtej pory nic nie moze przybrac stalej postaci, nic nie potrafi sluzyc nam za trwaly uklad odniesienia.
Pamietanie nie jest zwrocone u tego pisarza wylacznie w przeszlosc, lecz - paradoksalnie - wiaze sie bardzo silnie z terazniejszoscia i przyszloscia. Szczypiorski mowi bowiem, ze wspolczesne zlo, rozmycie konturow rzeczywistosci, zagubienie egzystencjalne i przeklenstwo niekoniecznosci zycia wynikaja z dawnego rozbicia Tablic. Jezeli odzyskanie trwalych miar jest mozliwe, to tylko dzieki przemysleniu przeszlosci. "Przeszlosc nie istnieje. Istnieje tylko pamiec" - stwierdzil pisarz w ksiazkowej rozmowie z Tadeuszem Kraska ("Poczatek" raz jeszcze, Warszawa 1992 r., s. 20). Nie pytaj mnie o jutro - tak brzmial tytul rozmow z Andrzejem Szczypiorskim przeprowadzonych przez Ewe Kalinowa. Umieszczenie w tytule ksiazki zakazu dotyczacego przyszlosci wydaje sie jasne wlasnie w kontekscie obrazu czasu, jaki wylania sie przed nami z powiesci Szczypiorskiego - obrazu plataniny watkow, przemieszania epok, chaosu osobnych momentow. Ich scalenie jest juz niemozliwe, jak niemozliwa jest ponadczasowa moralnosc, transcendentalna metafizyka czy zbiorowa gwarancja, ze nikt nigdy nie podniesie reki na Obcego. Jedyna rzecza stala i trwala moze byc uswiadamianie niestalosci, i to wydaje sie w praktyce Szczypiorskiego prawdziwa funkcja literatury: byc rachunkiem sumienia, przypominac o nieprzedawnionych skutkach zbrodni, naklaniac do ustawicznych pytan o moralnosc.
Jesli w dorobku pisarza pamietanie zajmuje tak wiele miejsca, to dlatego, ze zdawal on sobie sprawe z prostego paradoksu. Oto cala powojenna kultura europejska - w jej wymiarze wielkim i malym, w zakresie polityki i jednostkowego zycia - wyrosla na glebie zapomnienia. Uczciwosc prozy Szczypiorskiego na tym wlasnie polega, ze pisarz - choc chcial byc straznikiem pamieci - wiedzial, ze silniejsze od pamietania jest zycie. Jesli bowiem mieszkancy tego kontynentu chcieli powrocic do normalnosci - musieli zapomniec. Cala powojenna historia to nierowny pojedynek pamieci i woli zycia, walka wyrzutow sumienia z prawem do niewinnosci. Zapominanie przybliza grozbe powrotu zla, pamietanie natomiast paralizuje zycie. Dlatego tak konieczna okazuje sie interwencja literatury.
Ale zlo moze powrocic z innego jeszcze niz zapomnienie powodu, ktoremu na imie nietolerancja. Pisarz wypowiedzial jej walke we wszelkich postaciach, odkrywajac, ze niechec do Innego moze skrywac sie w najszlachetniej brzmiacych haslach - narodu, religii, panstwa. Stad walka Szczypiorskiego kierowala sie przeciw wszelkim nazwom ogolnym zagarniajacym czlowieka. Pisarz zajadle krytykowal wiec Niemcow, Polakow, zydow czy katolikow, poniewaz nie ufal czlowiekowi wcielonemu w ogolnik, utozsamionemu ze wspolnota. Widzial bowiem, ze kazdy z nas inaczej zachowuje sie w pojedynke, inaczej zas, gdy w glowie zaszumi mu polskosc, katolicyzm, europejskosc czy inne Gott mit uns. Dzieki temu osiagal Szczypiorski jeden z podstawowych celow swej prozy: oto zbior kryteriow, kategorii i uprzedzen, ktore decyduja za nas, kogo uznac za swojaka, a kogo za istote obca (gorsza, nizsza, mniej warta) ulegal gwaltownemu uwyraznieniu, rozmnozeniu i przekresleniu. Hojnosc krytyki uprawianej przez pisarza utwierdzala czytelnika w jego pojedynczosci, a czlowiekowi pojedynczemu latwiej przypomniec sobie o przyzwoitosci.
I ostatnia przyczyna zla, ktora z lekiem odkryl, bo sprawia ona, ze wszystko moze wrocic. Szczypiorski niemal od poczatku swej tworczosci, a juz na pewno od Mszy za miasto Arras (1972 r.) tropil zlo, uznajac je za najwazniejszy przedmiot literatury upowazniajacy do umownosci, mentorstwa, moralizowania, dydaktyzmu i wszelkich (nie zawsze przekonujacych) odmian ironii. Glosil wiec, ze historia powtarza sie jako dzieje zla, co jest nader potoczna wersja pesymizmu; ale rownoczesnie przekraczal owa potocznosc, uznajac, ze zlo stanowi sile napedowa ludzkiej historii, ze nienawisc, gniew, zadza niszczenia nakrecaja dzieje. Skad ta sila? Z niebanalnosci zla - z tego, ze jego wyrzadzanie uwzniosla czlowieka, ze zabijanie, torturowanie, wyrzadzanie krzywdy budzi w nas jakis rodzaj patosu. Minimalnym zyskiem zbrodniarza nie jest korzysc materialna, lecz chwila uniesienia plynaca z poczucia wladzy nad drugim czlowiekiem.
Niczym Kasandra mowil zatem, ze terazniejszosc wspolczesnych spoleczenstw zawisla pomiedzy normalnoscia a patosem zabijania, a klincz pamieci i niebanalnosc zla moga uruchomic powtorke. Tak silne eksponowanie moralnych klopotow wspolczesnosci zblizalo jego proze do literatury, ktora chce odnosic retoryczny skutek - dzialac, wywierac wplyw. Ingerowanie to okazuje sie bowiem konieczne, skoro zyjemy w swiecie skazanym na paraliz dzialan lub paraliz dobra.

Spelnienie

Odniosl sukces. Nie tylko dlatego, ze jako rzecznik pojednania polsko-niemieckiego doczekal czasow przebaczenia i dialogu i nie tylko dlatego, ze jako rasowy pisarz zawsze zlakniony poczytnosci zdobyl odbiorcow na calym swiecie, osiagajac miedzynarodowy rozglos. Jego sukces dostrzec mozna w czyms innym: oto udalo mu sie przestrzec przed skutkami zapomnienia, udalo mu sie zlikwidowac kilka barier miedzyludzkich, udalo mu sie ukazac zlo w jego prawdziwej - to znaczy szpetnej, odrazajacej, gleboko banalnej - postaci. Dlatego jego zycie mozna uznac za spelnione.