PRZEMYSLAW CZAPLINSKI
Andrzej
Szczypiorski (1928-2000)
Imiona
pasji
Na pozor niepodobienstwem wydaje sie scharakteryzowanie
jego zycia bez wprowadzania jakiegos podzialu - czy to chronologicznego,
obejmujacego poszczegolne etapy, czy to rodzajowego odwolujacego
sie do rozmaitych form aktywnosci. Prozaik, publicysta,
autor okolo dwudziestu ksiazek tlumaczonych na dwadziescia
kilka jezykow, radiowiec, dyplomata PRL, ale i czlowiek
zwiazany z opozycja demokratyczna, senator w wolnej Polsce,
ale i zajadly krytyk wszystkich posierpniowych rzadow -
wszystko to rozrywa jego biografie na osobne kawalki. W
takim przypadku byc moze lepiej poszukac tego, co laczy,
niz tego, co dzieli. A takich nici przenikajacych jego tworczosc
i zycie widac kilka.
Byl mlodszy
Niemal wszystkie slowniki jako date urodzin Szczypiorskiego
podaja rok 1924, choc naprawde urodzil sie w roku 1928.
Uparta pomylka encyklopedyczna wydaje sie jednak w tym przypadku
przesunieciem symbolicznym, stanowi bowiem chronologiczne
wyjasnienie jego zywotnosci. Szczypiorski, choc doswiadczony
przez wojne, choc najpierw wepchniety w tryby totalitaryzmu
faszystowskiego, pozniej zas dobrowolnie oliwiacy swa publicystyka
tryby stalinowskiego, choc angazujacy sie niemal we wszystko,
co mu rzeczywistosc podsuwala - zdawal sie po wojnie zyskiwac
tyle zycia, ile go wczesniej utracil w nierownym pojedynku
z historia. zyl tak, jakby odrabial zaleglosci.
Byl wiec niejako mlodszy od samego siebie - jednak nie tyle
za sprawa rocznikowego bledu, ile za sprawa pasji. To ona
wlasnie - pasja - jest pierwsza cecha przejawiajaca sie
we wszystkim, co robil i pisal, to ona pozwala zrozumiec
niepohamowany dynamizm, zyciowe bledy i literackie mielizny,
wielosc wcielen i mnogosc dziel. To ona tlumaczy przede
wszystkim, dlaczego angazowal sie w tak rozliczne przedsiewziecia
i dlaczego pisal jak rozpedzona maszyna. Bo jego sila napedowa
byla wlasnie pasja. Przybierala rozmaite postaci - milosci,
gniewu, irytacji - ale zawsze stanowila o autentycznosci
dzialan. Nigdy u podloza jego poczynan nie wyczuwalo sie
obojetnosci, chlodnego zawodowstwa, mechanicznej regularnosci.
Uczestniczyl w zyciu publicznym, poniewaz uwazal to za obowiazek
obywatelski, lecz takze dlatego, ze byl to dla niego spontaniczny,
nieledwie odruchowy sposob odpowiedzi na poczynania politykow
i zachowania spoleczne. Stwarzal tym samym grozny dla politykow
precedens obywatelskiego mieszania sie w sprawy rzadzacych.
O to jednak pisarzowi chodzilo - aby zadna kwestia publiczna
dotyczaca ogolu nie spadala w studnie milczenia, aby politycy
wiedzieli, ze nie sa bezkarni, a spoleczenstwo - we wszystkim
usprawiedliwione. Doswiadczenie zyciowe nauczylo go bowiem,
ze milczenie bywa niekiedy akuszerem ogromnego zla.
Lekcja historii
Urodzil sie w Warszawie. W domu wzrastal w tradycji lewicowej
- jego ojciec byl poslem na Sejm z ramienia Polskiej Partii
Socjalistycznej. W czasie powstania warszawskiego przypadkowo
znalazl sie w szeregach Armii Ludowej i walczyl na Starowce.
Po upadku powstania zostal wywieziony do obozu w Sachsenhausen.
Z wyzwolonego przez zolnierzy sowieckich obozu wrocil pieszo
do Warszawy. W odbudowywanej stolicy podjal studia na Akademii
Nauk Politycznych na wydziale konsularno-dyplomatycznym,
musial z nich jednak zrezygnowac, gdy wyszlo na jaw, ze
jego ojciec pozostal na Zachodzie jako emigrant polityczny.
W 1950 roku, po przeprowadzce do Katowic podjal prace w
redakcji literackiej Rozglosni Polskiego Radia, gdzie pracowal
przez piec lat. W 1955 roku objal na jeden sezon posade
kierownika literackiego w Teatrze im. Stanislawa Wyspianskiego.
Po przelomie pazdziernikowym 1956 r., gdy wrocil z emigracji
jego ojciec - rozpoczal sluzbe dyplomatyczna w Kopenhadze
jako radca kulturalny Ambasady PRL (1956-1958). W roku 1959,
po powrocie do Warszawy nawiazal wspolprace z Polskim Radiem
i podtrzymywal ja - w formie stalego felietonu wyglaszanego
w kazda niedziele - az do roku 1970 (zbior felietonow z
lat 1964-1967 pod tytulem Niedziela, 21.10 wydal w 1968
roku). W latach 1963-1967 pisywal regularnie felietony do
uycia Warszawy. Od 1965 do 1974 r. byl czlonkiem redakcji
tygodnika Polityka, a w latach 1971-1975 - miesiecznika
Odra.
Od marca Ô68, a jeszcze wyrazniej od wypadkow radomskich
roku 1976 rozluznia kontakty z oficjalnymi mediami i oficjalnym
zyciem politycznym wiazac sie z opozycja demokratyczna.
Internowany po 13 grudnia 1981 r., opisal swoje doswiadczenia
z poczatku lat Ô80 w dzienniku Z notatnika stanu wojennego
(Londyn, 1983 r.). Byl aktywnym uczestnikiem rodzacej sie
niezaleznej debaty politycznej. Zwiazany po 1976 roku z
niezaleznym obiegiem wydawniczym, oglaszal tam artykuly
publicystyczne. Wystepowal w nich czesto jako specjalista
od Niemiec, a takze jako rzecznik pojednania polsko-niemieckiego
przekonujacy o koniecznosci nowego spojrzenia na - zmienione,
demokratyczne, wzorcowe pod wzgledem wielu rozwiazan politycznych,
duchowo przebudowane - panstwo niemieckie i jego kulture.
Oprocz publicystyki, w obiegu niezaleznym wydal tez trzy
ksiazki: powiesc Poczatek (Przedswit, Warszawa 1986 r.),
zbior opowiadan Amerykanska whisky (Neutrino, Warszawa 1987
r.) oraz dziennik Z notatnika stanu rzeczy (NOWA, Warszawa
1987 r.). Po roku 1989 zaangazowal sie - na krotko, lecz
bardzo intensywnie - w zycie polityczne; przez dwa lata
(1989-1991) byl senatorem. Po rozwiazaniu pierwszego parlamentu
odszedl od polityki stwierdziwszy, ze jest to zywiol calkowicie
mu obcy, jednak publicystyka, ktorej sie poswiecil, az kipiala
od polityki. Trwalej zwiazal sie wtedy z tygodnikiem Wprost,
do ktorego pisywal felietony; pozostal tez wierny Polityce,
gdzie publikowal teksty w cyklu opatrzonym - bardzo znamiennym
- tytulem "Irytacje". Widac z tego, ze polityka go pociagala
i odpychala. Szukal zatem pozycji obserwatora, komentatora,
sedziego, rozjemcy - kogos, kto nie porzuci obowiazkow publicznych
a zarazem nie da im sie pozrec, kogos, kto bedzie mowil
do rzadzacych jako rzecznik spoleczenstwa i do spoleczenstwa
jako rzecznik zdrowego rozsadku. W dzisiejszych czasach
polaczenie tych sprzecznych postaw i rozbieznych adresow
umozliwiaja media. Dlatego Szczypiorski oddal im siebie
niemal calego. Gdyby istnial dziesiecioboj medialny, wygralby
go w przedbiegach. Byl publicysta prasowym, radiowym i telewizyjnym;
pisywal felietony, eseje, reportaze i sluchowiska.
W latach dziewiecdziesiatych mozna bylo odniesc wrazenie,
ze pozwolil sie sklonowac: byl senatorem, wystepowal w mediach
polskich i niemieckich, pisywal felietony do Gazety Wyborczej,
Polityki, Wprost, a pod koniec nawet Hustlera, opublikowal
dwie ksiazki osadzajace polska terazniejszosc (Kumkanie
zaby, krakanie wrony..., Poznan 1995 r.; Grzechy, cnoty,
pragnienia, Poznan 1997 r.). Gdyby - na wzor transmisji
sportowych - powolano pozycje komentatora spraw publicznych,
mialby ja w kieszeni. Czy dlatego, ze byl prozny? Z pewnoscia
potrzebowal tego szczegolnego lustra i tego zludzenia bezposredniej
rozmowy, jakie stwarzaja media, ale jego nadobecnosc w srodkach
masowego przekazu i sklonnosc do dramatyzacji wynikala byc
moze z czego innego - z tego, ze uwazal rozmowe (dyskusje,
spor, debate) za instancje osadu i narzedzie ksztaltowania
zycia publicznego, a takze tego, ze postrzegal owo zycie
jako brzemienna w skutki walke. Widzial bowiem nie tyle
swary i klotnie, codziennosc i przyziemnosc, ile nieustajacy
konflikt zycia z nienormalnoscia.
Przeciwienstwo tej ostatniej - czyli normalnosc - byla jego
najprawdziwszym programem zyciowym. Tak naprawde nie mial
bowiem przekonan politycznych albo tez - co prawie na jedno
wychodzi - byl zwolennikiem demokracji politycznej, liberalizmu
gospodarczego i konserwatyzmu kulturowego. A te trzy hasla,
ktorym holdowal, w gruncie rzeczy sprowadzaly sie do jednego
- do normalnosci. Normalnosc to przyzwoitosc, ktora czlowiek
zachowuje dzieki zasadom, stabilnosc, ktora utrzymuje sie
na rynku dzieki konkurencji, i rozumnosc rzadzenia gwarantowana
zasada nadrzednosci dobra publicznego. Brzmi to naiwnie
i naiwnoscia jest, ale holduje jej wiekszosc z nas, choc
sie do tego nie przyznaje. Podobnie czynil Szczypiorski
- to znaczy podobnie myslal i "nie przyznawal sie". Nie
dlatego, ze to naiwne, lecz raczej dlatego, ze wyznanie
wiary jest dzisiaj bezsilne. Szczypiorski - pozwole sobie
to podkreslic - byl tradycjonalista w najbardziej doslownym
znaczeniu tego okreslenia: wierzyl w sumienie, ktore kazdy
z nas w sobie nosi, wierzyl w indywidualna pamiec, ktorej
nic nie potrafi usmierzyc i zagluszyc, wierzyl w moralnosc
i przyzwoitosc. Nie chodzi o to, ze wierzyl w ich powszechne
istnienie i powszechne stosowanie. Bron Boze! Wierzyl w
nie jako mierniki wartosci, ktore pozwalaja ocenic ludzka
podlosc, nikczemnosc i glupote, ludzkie wygodnictwo, klamstwa
i wmowienia, skomplikowane machlojki moralne i przerobki
pamieci. W ostatecznosci wierzyl, ze kazdy z nas w glebi
duszy wie, jaki jest i jak nalezy osadzic to, co uczynil.
Dlatego w ostatniej jego powiesci Gra z ogniem nawet zbrodniarz
wojenny Kugler "byl swiadomy, ze nie ma takiego usprawiedliwienia,
ktore udzwigneloby ich czyny" (s. 53).
Byl zatem moralista, ale nie chcial za takiego uchodzic,
nie chcial byc nim jawnie. Tyle samo wysilku wkladal wiec
w ukazanie moralnego zaklamania czlowieka, co w ukrycie
osadu. Wiedzial bowiem, ze swiat wspolczesny jest obludny
- wiec gluchy na kazania i cyniczny - wiec pelen zlej samowiedzy
o sobie. "Swiat dawnych grzechow i wystepkow juz nie istnial.
A jesli ktos chcial przywolywac stare wyobrazenia o sprawiedliwosci,
wydawal sie blazenski" (s. 189) - stwierdza narrator cytowanej
juz powiesci. Szczypiorski to wiedzial i dlatego - nie chcac
wydawac sie blaznem - staral sie byc moralista ironicznym.
Rozpisywal na ludzkie glosy i losy przestroge przed zapomnieniem
i nakaz pamietania. Ale wiedzac, ze moralista wsrod narodow
swiata nie bedzie dzisiaj sluchany, szukal srodkow zastepczych
dla jawnego sadzenia. Ilez tedy w jego narracji ocen wyrazonych
nie wprost, ilez ironii, udawanej naiwnosci, wykreowanej
prostoty. Szczypiorski musial bowiem tak wymodelowac swego
narratora, aby ten udawal, ze solidaryzuje sie ze zwyciezcami.
Bo o nich przeciez chodzilo: o tych, ktorzy - mimo zbrodni,
zla, niegodziwosci - maja sie dobrze. Dzieki pozornej pochwale
sily pisarz czynil ja moralnie podejrzana. Uczyl swoich
czytelnikow krytycznego patrzenia na zwyciezcow, nakazujac
pytac, czy sukces nie zostal osiagniety za cene plam na
sumieniu badz za cene zapomnienia.
Przeciw zapomnieniu
Jako pisarz zadebiutowal w 1952 roku na lamach uycia Literackiego.
Jego pierwsza ksiazka byl zbior prozatorski Ojcowie epoki
i inne opowiadania (1955 r.). Wkrotce odkryl swoj koronny
temat, czyli odpowiedzialnosc za zbrodnie wojenne. Wokol
tego wlasnie zagadnienia osnuty zostal cykl powiesci Czas
przeszly (1961 r.), Godzina zero (1961 r.), Ucieczka Abla
(1962 r.) i Za murami Sodomy (1963 r.). Dosc ogolne sformulowanie
naczelnego motywu tych utworow - a takze tytul pierwszej
powiesci z tego cyklu - pozwala zrozumiec, ze Szczypiorski
nie byl zainteresowany opisem zbrodni faszyzmu, wypominaniem
zla, ktore w czasie wojny "ludzie ludziom", lecz przede
wszystkim budzeniem pamieci. Totalitaryzm byl bowiem dla
pisarza lekcja nie przedawniona przede wszystkim jako przypadek
zapomnienia o drugim czlowieku i tej pamieci Szczypiorski
chcial strzec. Wielokrotnie podkreslal, ze zlo zapomniane
wraca. Raczej jednak nalezy uwazac go za straznika pamietania
niz za stroza pamieci. Mniej chodzilo mu bowiem o to, by
przetrwaly konkretne historie, bardziej zas o to, by nie
ulegla przedawnieniu lekcja zla, ktora w historii sie rozegrala.
To bowiem, co stalo sie za sprawa totalitaryzmow, zgruchotalo
wszelkie miary. Od tamtej pory nic nie moze przybrac stalej
postaci, nic nie potrafi sluzyc nam za trwaly uklad odniesienia.
Pamietanie nie jest zwrocone u tego pisarza wylacznie w
przeszlosc, lecz - paradoksalnie - wiaze sie bardzo silnie
z terazniejszoscia i przyszloscia. Szczypiorski mowi bowiem,
ze wspolczesne zlo, rozmycie konturow rzeczywistosci, zagubienie
egzystencjalne i przeklenstwo niekoniecznosci zycia wynikaja
z dawnego rozbicia Tablic. Jezeli odzyskanie trwalych miar
jest mozliwe, to tylko dzieki przemysleniu przeszlosci.
"Przeszlosc nie istnieje. Istnieje tylko pamiec" - stwierdzil
pisarz w ksiazkowej rozmowie z Tadeuszem Kraska ("Poczatek"
raz jeszcze, Warszawa 1992 r., s. 20). Nie pytaj mnie o
jutro - tak brzmial tytul rozmow z Andrzejem Szczypiorskim
przeprowadzonych przez Ewe Kalinowa. Umieszczenie w tytule
ksiazki zakazu dotyczacego przyszlosci wydaje sie jasne
wlasnie w kontekscie obrazu czasu, jaki wylania sie przed
nami z powiesci Szczypiorskiego - obrazu plataniny watkow,
przemieszania epok, chaosu osobnych momentow. Ich scalenie
jest juz niemozliwe, jak niemozliwa jest ponadczasowa moralnosc,
transcendentalna metafizyka czy zbiorowa gwarancja, ze nikt
nigdy nie podniesie reki na Obcego. Jedyna rzecza stala
i trwala moze byc uswiadamianie niestalosci, i to wydaje
sie w praktyce Szczypiorskiego prawdziwa funkcja literatury:
byc rachunkiem sumienia, przypominac o nieprzedawnionych
skutkach zbrodni, naklaniac do ustawicznych pytan o moralnosc.
Jesli w dorobku pisarza pamietanie zajmuje tak wiele miejsca,
to dlatego, ze zdawal on sobie sprawe z prostego paradoksu.
Oto cala powojenna kultura europejska - w jej wymiarze wielkim
i malym, w zakresie polityki i jednostkowego zycia - wyrosla
na glebie zapomnienia. Uczciwosc prozy Szczypiorskiego na
tym wlasnie polega, ze pisarz - choc chcial byc straznikiem
pamieci - wiedzial, ze silniejsze od pamietania jest zycie.
Jesli bowiem mieszkancy tego kontynentu chcieli powrocic
do normalnosci - musieli zapomniec. Cala powojenna historia
to nierowny pojedynek pamieci i woli zycia, walka wyrzutow
sumienia z prawem do niewinnosci. Zapominanie przybliza
grozbe powrotu zla, pamietanie natomiast paralizuje zycie.
Dlatego tak konieczna okazuje sie interwencja literatury.
Ale zlo moze powrocic z innego jeszcze niz zapomnienie powodu,
ktoremu na imie nietolerancja. Pisarz wypowiedzial jej walke
we wszelkich postaciach, odkrywajac, ze niechec do Innego
moze skrywac sie w najszlachetniej brzmiacych haslach -
narodu, religii, panstwa. Stad walka Szczypiorskiego kierowala
sie przeciw wszelkim nazwom ogolnym zagarniajacym czlowieka.
Pisarz zajadle krytykowal wiec Niemcow, Polakow, zydow czy
katolikow, poniewaz nie ufal czlowiekowi wcielonemu w ogolnik,
utozsamionemu ze wspolnota. Widzial bowiem, ze kazdy z nas
inaczej zachowuje sie w pojedynke, inaczej zas, gdy w glowie
zaszumi mu polskosc, katolicyzm, europejskosc czy inne Gott
mit uns. Dzieki temu osiagal Szczypiorski jeden z podstawowych
celow swej prozy: oto zbior kryteriow, kategorii i uprzedzen,
ktore decyduja za nas, kogo uznac za swojaka, a kogo za
istote obca (gorsza, nizsza, mniej warta) ulegal gwaltownemu
uwyraznieniu, rozmnozeniu i przekresleniu. Hojnosc krytyki
uprawianej przez pisarza utwierdzala czytelnika w jego pojedynczosci,
a czlowiekowi pojedynczemu latwiej przypomniec sobie o przyzwoitosci.
I ostatnia przyczyna zla, ktora z lekiem odkryl, bo sprawia
ona, ze wszystko moze wrocic. Szczypiorski niemal od poczatku
swej tworczosci, a juz na pewno od Mszy za miasto Arras
(1972 r.) tropil zlo, uznajac je za najwazniejszy przedmiot
literatury upowazniajacy do umownosci, mentorstwa, moralizowania,
dydaktyzmu i wszelkich (nie zawsze przekonujacych) odmian
ironii. Glosil wiec, ze historia powtarza sie jako dzieje
zla, co jest nader potoczna wersja pesymizmu; ale rownoczesnie
przekraczal owa potocznosc, uznajac, ze zlo stanowi sile
napedowa ludzkiej historii, ze nienawisc, gniew, zadza niszczenia
nakrecaja dzieje. Skad ta sila? Z niebanalnosci zla - z
tego, ze jego wyrzadzanie uwzniosla czlowieka, ze zabijanie,
torturowanie, wyrzadzanie krzywdy budzi w nas jakis rodzaj
patosu. Minimalnym zyskiem zbrodniarza nie jest korzysc
materialna, lecz chwila uniesienia plynaca z poczucia wladzy
nad drugim czlowiekiem.
Niczym Kasandra mowil zatem, ze terazniejszosc wspolczesnych
spoleczenstw zawisla pomiedzy normalnoscia a patosem zabijania,
a klincz pamieci i niebanalnosc zla moga uruchomic powtorke.
Tak silne eksponowanie moralnych klopotow wspolczesnosci
zblizalo jego proze do literatury, ktora chce odnosic retoryczny
skutek - dzialac, wywierac wplyw. Ingerowanie to okazuje
sie bowiem konieczne, skoro zyjemy w swiecie skazanym na
paraliz dzialan lub paraliz dobra.
Spelnienie
Odniosl sukces. Nie tylko dlatego, ze jako rzecznik pojednania
polsko-niemieckiego doczekal czasow przebaczenia i dialogu
i nie tylko dlatego, ze jako rasowy pisarz zawsze zlakniony
poczytnosci zdobyl odbiorcow na calym swiecie, osiagajac
miedzynarodowy rozglos. Jego sukces dostrzec mozna w czyms
innym: oto udalo mu sie przestrzec przed skutkami zapomnienia,
udalo mu sie zlikwidowac kilka barier miedzyludzkich, udalo
mu sie ukazac zlo w jego prawdziwej - to znaczy szpetnej,
odrazajacej, gleboko banalnej - postaci. Dlatego jego zycie
mozna uznac za spelnione.
|