JAN PIESZCZACHOWICZ
Judym w cyberprzestrzeni
Mnoza
sie wypowiedzi i praktyki traktujace dotychczasowy dorobek
literacki w Polsce - szczegolnie w okresie powojennym -
oraz sposob jego funkcjonowania w dzisiejszym spoleczenstwie
niby wrak zatopiony przez historie w glebinie, ktorego nikt
nawet nie ma ochoty penetrowac. Szczery az do bolu licealista
napisal w znanej gazecie, niejako w imieniu swojej generacji,
ze heca z kolejnym jubileuszem wieszcza Mickiewicza Adama
smieszyla go i nudzila. Nie przeszkodzilo to Andrzejowi
Wajdzie w zekranizowaniu z sukcesem Pana Tadeusza, ktorego
wedlug radykalnych entuzjastow globalnej cyberprzestrzeni
kulturowej, zywionej siecia Internetu i powszechna komputeryzacja,
nalezaloby zlozyc na zakurzona polke Archiwum Rzeczy Zbednych,
co pierzchnac musza przed oslepiajacym swiatlem cywilizacji
fast food (szybko latwo, przyjemnie, niezobowiazujaco) w
wykonaniu barow McDonald1sa i niejakiego pana McSwiat, wykreowanego
przez B.R. Barbera w wydanej niedawno w Polsce ksiazce Dzihad
kontra McSwiat. Dzentelmenowi temu daleko do skrupulanctwa
moralnego i filozoficznego, a zreszta lubi on po prostu
zyc, a nie filozofowac...
Globalizacja
- powiadaja modni socjologowie i filozofowie - powoduje
bezprecedensowo szybkie i radykalne zmiany cywilizacyjne,
narzucajac nowe wzorce zachowan i postepowania, nowy styl
zycia, mentalnosc itp. Alvin Toffler, teoretyk przemian,
ktore nazwal 'trzecia fala' juz 20 lat temu, powiadal: 'Miliony
ludzi zaczely dostrajac swe zycie do rytmow dnia jutrzejszego.
Inni zas przerazeni tym, co nadchodzi, probuja rozpaczliwej
i daremnej ucieczki w przeszlosc, starajac sie wskrzesic
swiat, ktore ich zrodzil'. Dzis znow slyszymy, ze kultury
i literatury narodowe sa w panicznym odwrocie, a ludzkosc
zmierza szybkim krokiem ku 'cywilizacji Davos' - ponadnarodowego,
kosmopolitycznego tworu, dostepnego w gruncie rzeczy dla
elit niby jakas utopia intelektualnego zakonu. Tymczasem
na drugim biegunie narastaja - nie tylko w Polsce i w Europie
Wschodniej - postawy konserwatywne, ekstremalnie prawicowe,
nacjonalistyczno-szowinistyczne.
Witold Gadomski
pisal w Gazecie Wyborczej w artykule 'Zamieszkac w Davos':
'Dawna polskosc z wierszy Mickiewicza, z Trylogii, z narodowych
powstan i szlacheckich dworkow - odchodzi w zmierzch, jest
martwym obrazem. (...) Polacy stoja wobec najwiekszego wyzwania:
ponownego okreslenia swej tozsamosci narodowej. Proby ozywienia
dawnych stereotypow polskosci, Polaka katolika, nie odpowiadaja
na pytanie podstawowe - o drogi modernizacji'. Pieknie,
ale kilka milionow sluchaczy Radia Maryja, ktorzy przesadzili
o wyniku ostatnich wyborow parlamentarnych, nie chce zadnego
Davos.
Kolporterzy
idei cyberprzestrzeni i 'cywilizacji Davos' przypominaja
w swej nadgorliwosci nie tyle scigajacych odjezdzajacy pociag,
co biegnacych przed lokomotywa dziejow. To, niestety, nie
sprzyja rozwadze. Tak, zyjemy w okresie lawinowego narastania
'audiowizualnej cyberrewolucji', jak pisze Jacek Zakowski,
a kabel multimedialny tudziez telewizja interaktywna zapewnia
dostep do kilkuset ponadnarodowych kanalow oraz ogromnej
wideoteki. Wybieranie w tej obfitosci przypomniec moze loterie
lub bieganie po labiryncie. 'W tym sensie dopiero teraz
wolny wybor w kulturze staje sie udzialem kazdego mieszkanca
krajow cywilizowanych' - powiada publicysta. W 'megacentrycznej
przestrzeni kulturowej' coraz szybciej zanikac maja wszelkie
dotychczasowe kanony i normy, wiec 'technologia wolnosci,
chocby bezrozumnej, wygrywa ze scigajaca ja technologia
nadzoru'.
Rzeczywiscie,
nadzor ideologiczny, wyznaniowy itp. bedzie, chwala Bogu,
utrudniony, ale z wolnoscia moze byc roznie. Utopie, takze
technologiczne, na ogol nie realizuja sie w zamierzonym
przez ich tworcow ksztalcie. Problem nalezaloby rozpatrywac
glownie od strony podmiotu owych przemian, czlowieka wspolczesnego,
ktory w ujeciu wielu futurologow (takze amatorow i mitomanow
w owej dziedzinie) staje sie przedmiotem, calkowicie biernym
obiektem gigantycznej operacji, w ogromnej wiekszosci zupelnie
nie przygotowanym do tego, co go czeka. Czy uzyskujac kilkusetkanalowa
wolnosc wyboru bedzie wiedzial, co z nia poczac? Czy tez
stanie sie to dla niego dokuczliwa niewola? Przeciez wybor
moze byc najzupelniej przypadkowy, dokonany przez bezsilne
medium, ktore - oplatane internetowo-informatyczna siecia
- zamiast wzglednej niezaleznosci popadnie w totalne uzaleznienie,
jak np. w niektorych futurologicznych powiesciach Stanislawa
Lema. Byc moze osobnik taki zostanie zawlaszczony calkowicie
przez sfere wirtualna, ktora zaspokoi w postaci ersatzu
wszystkie jego potrzeby duchowe i cielesne, od metafizyki
po akt seksualny, jak utrzymuja niektorzy przepowiadacze.
Czysto i powierzchownie sensualny odbior obrazkow zastapi
indywidualna refleksje, nic nie bedzie w zasadzie wymagalo
slownego komentarza, kazde zatomizowane indywiduum moze
sobie dowolnie nadawac i odbierac, niby w galaktycznej mglawicy,
w ktorej porazajacy nadmiar zagrozi totalna pustka. Czy
wierze, ze tak sie stanie? Nie wiem, podobnie jak entuzjasci
cyberprzestrzeni nie powinni utrzymywac, ze wszystko przewidzieli.
W odpowiedzi na utopie snuje antyutopie, a moze szukam po
prostu drugiej strony medalu?
Nie podzielam
lekko pogardliwego tonu, w jakim Toffler pisal o rzekomych
nieszczesnikach uciekajacych panicznie przed wizja jasnej,
globalnej przyszlosci. Dzis miliony ludzi na calym swiecie
posluguja sie wytworami najnowoczesniejszej technologii
i Internetem, ale czytuja jeszcze ksiazki (co prawda w Polsce
przeszlo polowa obywateli nie bierze ich w ogole do reki),
cenia swoja kawiarnie czy bar na rogu. 'Cywilizacja Davos'
ma nas uwolnic od narodowych zobowiazan i zniewolen, tymczasem
pilkarskie mistrzostwa swiata w 1998 r. zmobilizowaly niebywaly
przyrost patriotyzmow, a we Francji doprowadzily do narodowej
euforii. W jednoczacej sie Europie rosnie nacisk spolecznosci
etnicznych, np. Baskow, Flamandow czy Irlandczykow w Belfascie,
a takze lokalnych spolecznosci domagajacych sie wiekszej
autonomii i kultywowania odrebnosci.
Mlyny historii
i cywilizacji pracuja dzis szybciej, ale nie tak blyskawicznie,
jak to sobie wyobrazaja radykalni zwolennicy przemian. Ksztalty
przyszlosci sa ciagle we mgle niedopelnien i moga przyniesc
- odpukac! - zupelnie niewesole niespodzianki. Przynosi
je juz chwila biezaca, np. niedawne badania socjologiczne
wykazaly, ze dla 38 procent Polakow nie ma znaczenia, czy
w ich kraju beda rzady demokratyczne czy inne, a 32 procent,
ze w pewnej sytuacji niedemokratyczne bylyby lepsze. Wyznam
szczerze, ze dla mnie jest to dzis powazniejszy problem,
niz cyberprzestrzen, bo skoro az tylu rodakow nie kocha
demokracji, to jak oni sie odnajda w 'cywilizacji Davos'?
Latwiej nam idzie z przyswajaniem stylu fast food. Jesli
zas liczni Polacy gotowi byliby ustroj demokratyczny zamienic
na autokratyczny, zapewne nudzic ich bedzie szacowna czesc
literatury polskiej, ktora opowiadala sie za demokratycznymi
wartosciami, jacys moralisci w rodzaju Mickiewicza, Prusa,
Zeromskiego...
Poszukujac troche
na oslep zmodyfikowanej tozsamosci lub okopani w niezmiennych
dogmatach tradycji, Polacy poczuli sie niezbyt pewnie, zbici
z tropu, zagubieni. Kiedy okazalo sie, ze nasza odwieczna
mitologia narodowa nie robi juz wiekszego wrazenia na innych
nacjach, z ktorymi chcemy sie zintegrowac i handlowac, a
prawa kapitalistycznego rynku dosc dalekie sa od tradycyjnej
polskiej beztroski - rodacy jakby spuscili z tonu. Badania
przeprowadzone przez uniwersytet w Chicago w 23 krajach,
majace za zadanie okreslic samopoczucie i stopien optymizmu
spoleczenstw, usytuowaly Polakow na dosc dalekim 13 miejscu.
Szczegolny dystans i krytycyzm widac w stosunku do literatury
i sztuki - jednej z nielicznych dziedzin akurat przez swiat
jako tako docenionej, chocby w postaci Nagrod Nobla dla
Czeslawa Milosza i Wislawy Szymborskiej.
Tym sposobem
literatura polska dawna i nowsza znalazla sie miedzy Scylla
polonistyki spod znaku prof. Pimki z Ferdydurke Witolda
Gombrowicza - a Charybda nadciagajacej cyberprzestrzeni,
dodatkowo osaczona przez zmiany ekonomiczne, historyczne
i polityczne. Zgodnie z nadwislanskimi obyczajami, te ostatnie
daly o sobie znac po upadku PRL w postaci nagonki na tworczosc
powojenna, oczywiscie z wyjatkiem jedynie slusznych wyjatkow.
Warunki gry znow podyktowala polityka, zastepujaca rzeczywiste
przelomy kulturalne, nie od dzis zreszta, by przypomniec
zadekretowana w 1949 r. przez stalinizm tzw. literature
produkcyjna. Klasyka tez w III Rzeczypospolitej nie zyskala.
Wlasciwie malo kto - poza atakami ideologicznie rzecz traktujacych
oszolomow i niedoukow - z nia polemizowal, po prostu milczkiem
uznano, ze mozna ja sobie darowac.
Inaczej bylo w przeszlosci. Odrzucaly tradycje ruchy awangardowe
na poczatku II Rzeczypospolitej, ale choc Jan Lechon powiadal
w przemowieniu na pierwszym wieczorze literackim Skamandra
w 1920 r.: 'Wszystko sie wywrocilo do gory wnetrzem, do
gory najwieksza prostota, wszystkie utwory wyblakly, wszystkie
nicosci ukazaly sie nago; rewizja wspolczesnej kultury spelnila
sie brutalnie i krwawo, ale doszczetnie' - nikomu tak naprawde
nie przychodzilo do glowy unicestwiac klasyke.
Nawet futurysci z ich halasliwa dezynwoltura ja doceniali,
mimo ze periodyk Gga glosil prowokacyjnie: 'mickiewicz jest
ograniczony slowacki jest niezrozumialym belkotem', zas
Bruno Jasienski powiadal w jednym ze swoich manifestow:
'Bedziemy zwozic taczkami z placow, skwerow i ulic nieswieze
mumie mickiewiczow i slowackich'. Byl to jednak programowy
protest przeciwko temu, ze jestesmy 'narodem-panopticum,
produkujacym tylko mumie i relikwie', a nie milczaca obojetnosc
lub chlodna ignorancja, z jaka spotykamy sie dzisiaj.
Oznacza to m.in.
niedojrzalosc oswiatowo-kulturalna polskiego spoleczensta
oraz bezradna inercje intelektualna wiekszosci elit. Fanatyczni
wielbiciele cyberprzestrzeni nie zauwazyli, ze w krajach
znacznie bardziej zaawansowanych technologiczne nadal naucza
sie w szkolach (nie mowiac o dobrych liceach humanistycznych)
klasyki literackiej; ze Francuzom nie przychodzi do glowy
rezygnowac z Moliera, Racine1a czy Victora Hugo, Anglikom
z Szekspira albo Dickensa, Niemcom z Goethego i Tomasza
Manna. Tyle ze uczy sie o nich na ogol na odpowiednim poziomie,
akcentujac wartosci uniwersalne, wprowadza elementy dyskusji,
umieszcza omawiana tworczosc w kontekscie filozoficzno-kulturowym
i historycznym, ulatwiajacym wspolczesny odbior. Tymczasem
wiekszosc nauczycieli, zle oplacanych i nie doksztalcajacych
sie, nie radzi sobie z podawaniem materialu uczniom, a ci
z kolei - biorac pod uwage wyniesione z domu obyczaje -
nie kwapia sie do rzeczy bezuzytecznych, czyli do czytania
utworow literackich.
Miejmy wreszcie
odwage powiedziec, ze walka o przyszlosc Polski to nie tyle
ideologiczno-polityczne swary i fundamentalizmy, ale rozwoj
gospodarczy, a takze wydzwigniecie spoleczenstwa na wyzszy
poziom wiedzy i kultury. Historyczne atrapy, schlebianie
przez populistycznie nastawionych politykow (i inne osoby
publiczne) w znacznej mierze niedoksztalconym masom jest
zajeciem jalowym, zasciankowym, a na dokladke krzywdzacym
ludzi, ktorym sie wmawia, ze jakos to w cywilizowanym wyscigu
bedzie... Tymczasem poprzeczka idzie w gore!
Wrocmy do literatury.
Chaotyczne, choc coraz liczniejsze podreczniki, amatorskie
opracowania i 'sciagi', sprzeczne instrukcje, chwiejne programy
i wykazy lektur, w ktorych zbyt daleko posunieta dowolnosc
nie zapewnia niezbednego dla kulturowej wspolnoty minimum
nie wroza niczego dobrego. Mimo prob unowoczesniania toku
nauczania, w praktyce pokutuje jeszcze tradycja stawiania
pytan w rodzaju 'co pisarz chcial nam powiedziec?'. Polonistyka,
nastawiona od niepamietnych czasow na natretny dydaktyzm
(patriotyczny, moralizujacy i wszelki inny), w nowej sytuacji
okazala sie dosc bezbronna. Nie bardzo wie, jakie wartosci
i w jaki sposob ma zalecac. Uniwersalne laickie nie sa w
modzie, wartosci chrzescijanskie w wersji lansowanej przez
pewne kola traca jakby swa glebie, stajac sie domena doraznych
nakazow i zakazow, glownie obyczajowych, uwiklane w polityczne
konteksty.
W 1992 r. opublikowalem
w Przekroju zartobliwy artykul 'Przebudzenie z bibliotecznego
snu', w ktorym zwracalem uwage na przesuniecia akcentow,
a nawet zmiane rol tradycyjnie interpretowanych bohaterow
lektur szkolnych w nowej sytuacji spolecznej, gdy halasliwie
reklamowany fast food zaczal walke z przasnym slowianskim
kolaczem. Polonistycznie wypracowana klasyka literacka stala
sie celem latwych zartow. Ot, na przyklad Stanislaw Wokulski
z Lalki Prusa. Jak go moze postrzegac obywatel rozdarty
miedzy podtrzymywanym usilnie (i nierzadko w skrajnej postaci)
konserwatyzmem lub tradycjonalizmem a ideologia warszawskiego
Business Centre Club, czy zgola malych polskich kapitalistow
z 'komorka' przy uchu i nadzieja na wielkie pieniadze? Na
szczescie - a nie bez energicznej zachety ze strony zaborcy
- Wokulski wyzwolil sie z mlodzienczych dewiacji socjalistycznych
i zostal tegim kapitalista, zrobil duze pieniadze na nie
zawsze jasnych transakcjach (ktoz by mu to mial za zle w
okresie licznych afer gospodarczych), ale niestety opanowalo
go niegodne prawdziwego biznesmena romantyczne mazgajstwo
z powodu pewnej aroganckiej pannicy, hrabianki zreszta,
i przegral.
A ten Gustaw-Konrad
z Dziadow? Czyz nie przysparza samych klopotow straznikom
czystosci? Medrkuje bez umiaru, w poganskich praktykach
bierze udzial i w ogole za duzo sobie pozwala. Zreszta romantyzm,
interpretowany niemal wylacznie martyrologicznie, nie wzbudza
dzis entuzjazmu, lekcewazy go mlody odbiorca. Prowincjonalizm,
pelen kompleksow wobec Europy, nie powinien jednak zamienic
sie w antynacjonalistyczna histerie. Czeslaw Milosz powiedzial
w wywiadzie dla Polityki: 'Mysle, ze nie powinnismy tak
bardzo ubolewac z powodu utworow, ktore sa zbyt aluzyjnie
i mocno zwiazane z historia kraju. [...] Chec bycia uniwersalnym
za wszelka cene moze byc bardzo niezdrowa. [...] Co moga
wniesc polscy pisarze, jezeli beda tylko uniwersalni, a
nie zakotwiczeni we wlasnym doswiadczeniu?'. Na to odpowiedzial
juz przed wielu laty Slowacki: 'Pawiem narodow bylas i papuga'...
Przydaloby sie
bardziej krytyczne myslenie, nie ulegajace plyciznom, uproszczeniom,
wrecz prymitywizmowi 'modernizacji'. Ot, taki doktor Judym
z Syzyfowych prac Zeromskiego. Czyz nie moze rozsmieszyc
dzisiejszej trzezwo myslacej mlodziezy swoim anachronicznym
idealizmem, z powodu ktorego sam nie robi kariery, a na
dokladke usiluje w tym zboznym dziele przeszkadzac innym?
Albo Cezary Baryka z Przedwiosnia, co zamiast osiasc w zacisznym
i zasobnym dworku maszeruje na Belweder, wyraznie pod wplywem
komunistycznej zarazy? W polonistycznym towarzystwie najlepiej
dzis sie czuje obsmiewana nie tylko w PRL pani Dulska ze
sztuki Gabrieli Zapolskiej, ktorej idealy przezywaja triumf
w srodowiskach, gdzie slowo 'ciemnogrod' nikogo nie razi,
a nawet stanowi powod do chwaly.
Polscy psychiatrzy bija na alarm, ze coraz szersze kregi
spoleczne ogarniaja nerwice, depresje i dolegliwosci psychiczne
spowodowane lekiem przed przyszloscia, co bywa przykre,
a nawet bolesne. Czy dobrym remedium byloby zagubienie w
zgielku przemian takich wartosci, jak samodzielne, a nie
tylko masowo-stadne myslenie i odczuwanie, zdolnosc do poswiecen,
do ofiarnosci spolecznej i altruizmu? Nieszczesny doktor
Judym tez moze miec swoje racje w czasie wzmozonego uprzedmiotowienia
oraz wyobcowania jednostek i calych grup spolecznych, przy
niedostatku zrozumienia i wspolczucia dla biedy, upokorzen,
nieszczesc ludzi ponizonych przez swiat i zycie. Nie przeslonia
tego wizje cyberprzestrzeni czy raju Davos. W 'nowym wspanialym
swiecie', ktory wywoluje takze frustracje i poczucie obcosci,
obcesowe wyrzucenie za drzwi Judyma i jego towarzyszy moze
spowodowac - zamiast poczucia wyzwolenia - jeszcze wieksza
samotnosc. |