[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (5 maja 2000)


JAN ZIELINSKI

Pod innym katem - Pochwala pajeczyny

Dlon obejmuje myszke, ktorej poruszenia przynosza konkretne efekty na ekranie. Polaczenie miedzy ruchami myszki a ruchami i dzialaniami kursora odbywa sie przez moj mozg, ktory dokonuje blyskawicznej przekladni sygnalow wzrokowych na motoryczne i na odwrot. Ale procz tego polaczenia wzrokowo-nerwowego (nazwijmy je nieco patetycznie duchowym) myszka jest przeciez polaczona z komputerem cienkim sznurem. Podobnie jak komputer innym cienkim sznurem polaczony jest z modemem, a modem z gniazdkiem telefonicznym. Od myszki do gniazda wiedzie pepowina, ktora laczy mnie z siecia.

*

Siec jest ciepla, przyjazna. Z poczatku troche sie jej balem, lekalem sie, ze moze mnie wciagnac i juz nie bede chcial poza nia funkcjonowac. Ale stopniowo sie oswoilem. Owszem, jest to rodzaj nalogu, lubie sie podlaczac, zeby sprawdzic poczte elektroniczna, czasem robie to co godzine albo i czesciej, z przyjemnoscia slucham spiewu modemu, bez oporow wstukuje dobrze znane haslo. Mam poczucie, ze ona zawsze jest w pogotowiu, ze czuwa, gotowa na kazde zawolanie.

*

W dawnej ikonografii pajeczyna byla atrybutem zmyslu dotyku, podobnie jak wizerunek tkajacej kobiety. Potem, jak wiele atrybutow, takze i te zostaly zakwestionowane. 'Matka tka' - zartowano sobie w mlodopolskim kabarecie w Krakowie. Podjal ten zart w jednym ze swych rysunkow Witold Wojtkiewicz, ktory podpisywal sie WW. Dzis www - World Wide Web - przynosi nieoczekiwany renesans starego ikonograficznego atrybutu. Pajeczyna rozciaga sie na caly swiat.

*

A zarazem jest to jakby gigantyczny wszechswiatowy mozg. Dzialajacy, podobnie jak mozg czlowieka, na zasadzie polaczen synaptycznych. Wiadomosci elektroniczne nie wedruja stalymi drogami, jak depesze telegraficzne, tylko szukaja sobie optymalnych polaczen. Czasem te poszukiwania zabieraja nieco wiecej czasu, co widac przy internetowych dyskusjach. Mnie to sie jakos kojarzy z troskliwa matka, ktora korzystajac ze strzepow informacji z roznych czerpanych zrodel tworzy sobie, czasem nieco wykrzywiony, czasem zbyt wyprostowany, ale w sumie na ogol dosc rzetelny obraz zycia swoich dzieci.

*

Mowi sie niekiedy, ze w sieci jest tylko to, co w nia wstukano. Ale wstukano bardzo wiele. Bardzo mi pajeczyna byla pomocna przy pisaniu biografii Slowackiego. Dzieki niej moglem obejrzec widoki z Pornic, gdzie nigdy nie bylem, sprawdzic, jakie polonika sa w archiwach florenckich, ustalac najrozniejsze daty, sciagac obrazy z odleglych muzeow. Ostatnio dzieki pajeczynie stwierdzilem, ze jedna z pierwszych recenzji Szat Aniola ukazala sie - w trzy tygodnie po wydaniu ksiazki - w pewnej gazecie estonskiej. Dzieki pajeczynie nawiazalem kontakt z autorem recenzji, ktory zgodzil sie zrobic dla mnie polski wyciag ze swojej recenzji. To wszystko w ciagu godzin. Dawniej zapewne nigdy bym sie o istnieniu takiej recenzji nie dowiedzial, a gdy juz - wymiana listow trwalaby tygodniami. Nieslychane zblizenie i przyspieszenie.

*

Czasem pajeczyna bywa irytujaca. Gdy jakas strona nie chce sie otworzyc albo strasznie dlugo sie laduje. Ale i z tym mozna zyc. Na przyklad dzieki miniaturowym ksiazeczkom. Genewskie wydawnictwo Zoe publikuje taka serie 'Minizoe'. Tomiki daja sie nakryc dlonia, maja gora piecdziesiat stron druku i miejsce na notatki. W sam raz, zeby otworzyc, kiedy cos sie w pajeczynie placze i przeczytac dwie-trzy stroniczki. W ten sposob poznalem ostatnio historie Rumunki Elsy Cantacuzene, zony przedwojennego dyrektora Deutsches Museum Bruckmanna, ktora przechwalala sie, ze to wlasnie ona - fanatyczka buddyzmu - podsunela Hitlerowi pomysl wykorzystania (odwroconej) swastyki, hinduskiego symbolu slonecznego, jako godla partii. Po wojnie Amerykanie organizowali przymusowe zwiedzanie Dachau dla tych nobliwych starszych panow i pan, ktorzy dawniej sprzyjali Hitlerowi i ktorzy mieli tego pecha, ze przezyli wojne. Widok obozu wywarl na pani Bruckmann tak wstrzasajace wrazenie, ze w pare dni potem umarla. A wyczytalem to - czekajac, az sie jakas strona sciagnie - w ksiazeczce Nicolasa Bouvier'a La guerre a huit ans, czyli Wojna osmiolatka. Pare lat temu mialem jeszcze okazje poznac Bouvier'a, niestrudzonego podroznika, przyjaciela ludzi i obrazow. Wysluchalem jego gawedy o trzech szwajcarskich wedrowcach (przy czym dwoch, szesnastowiecznego Thomasa Plattera i dwudziestowiecznego Charlesa-Alberta Cingrie losy zawiodly tez do Polski), po czym zjedlismy obiad. Byl juz ciezko chory, drzala mu reka, kiedy nalewal czerwone wino i kiedy na mojej wizytowce (wlasnych nie chcial miec) zapisywal swoj adres.

*

Dlaczego o tym wszystkim nagle pisze, zamiast dokonczyc wyklad o prozie na temat wojny albo przygotowac sie do seminarium o Pannach z Wilka? Sa dni, jak dzisiaj, kiedy zbiegi drobnych okolicznosci wytracaja z rutyny i kaza inaczej spojrzec na codzienna rzeczywistosc. Pare godzin temu ogladalismy pelna i wyrazista tecze wyrastajaca z chodnika, ktorym chwile przedtem wrocilem do domu. Obok niej pojawila sie potem druga, jej lustrzane odbicie, nie tak jaskrawe. Starszy syn nieoczekiwanie upiekl ciasto. Nie chce mi sie spac i odczuwam potrzebe dzialania pozytywnego. Chcialbym kogos albo cos pochwalic. Stad wlasnie ten tekst.