 |
JERZY R. KRZYZANOWSKI
|
"I wtedy stalo sie, ze na te wojne sformowany 102 Pulk
Ulanow z Grodna cofal sie dalej - na Spockinie. Juz z jedna
tylko mysla - ujsc na Litwe. Lezacy na krzyzowce trup generala
Olszyny-Wilczynskiego ostrzegal: "Nie masz tu juz nic do
roboty, zolnierzu!". To pamietne zdanie otwiera jedna z
najpopularniejszych polskich opowiesci o wojnie, Hubalczykow
Melchiora Wankowicza, napisana i po raz pierwszy opublikowana
na emigracji, w Londynie w 1947 roku, nastepne zas wielokrotnie
przedrukowywana w kraju. Tak, z tym tylko, ze malo kto z
czytelnikow zastanawial sie, gdzie leza Spockinie, jak daleko
na wschod zaszli we wrzesniu 1939 roku Niemcy i - co najwazniejsze
- jak zginal general Olszyna-Wilczynski. Zginal to zginal,
od tego jest wojna, ze gina na niej nawet generalowie, zdawala
sie brzmiec ogolna opinia, a brak wyjasnien w opracowaniach
historycznych lat od piecdziesiatych po osiemdziesiate odpowiedzi
na te pytania nie ulatwial, tym bardziej ze nawet jedyna
w tym okresie historia kampanii wrzesniowej, Wojna polska
Leszka Moczulskiego, wydana w 1972 roku, przy nazwisku generala
podawala najkrotsza tylko informacje: polegl. Nic wiecej.
W znacznie lepszej co do tej sprawy sytuacji znajdowali
sie czytelnicy na emigracji, zwlaszcza od roku 1974, kiedy
to ukazala sie w Stanach Zjednoczonych powiesc zatytulowana
Night Never Ending (Noc, ktora nie ma konca), napisana przez
kogos ukrywajacego sie pod dotychczas nie rozwiazanym pseudonimem
Eugene Andrei Komorowski. Te pierwsza duza powiesc o Katyniu
i konsekwencjach tragedii otwiera wlasnie scena zamordowania
generala przez sowieckich zolnierzy tuz po pierwszym dniu
inwazji, 19 wrzesnia 1939 r., i to otwiera w sposob rownie
mocny jak obraz stworzony przez Wankowicza.
"I stalo sie cos niewiarygodnego - pisze w swojej rzekomo
autentycznej narracji Komorowski - znacznie bardziej niewiarygodnego,
niz moglem tego oczekiwac. Soldaci wyciagneli generala Wilczynskiego
z auta, rzucili go na ziemie, zaczeli bic piesciami i kolbami,
a potem kopac butami...". Potem nastepuje opis egzekucji
generala tak brutalny, ze trudny do przytoczenia, nie pozostawiajacy
jednak cienia watpliwosci, jak zginal pierwszy z pietnastu
tysiecy oficerow, ktorzy podazyc mieli za nim w pol roku
pozniej. Literatura, moze nie zawsze ta najwieksza, ale
wierna prawdzie, ocalila dla historii, dla nas, to pierwsze
spotkanie z wkraczajacymi na polska ziemie Rosjanami.
Przy okazji dodac warto uwage na temat calkowitego niezrozumienia
podstawy tego konfliktu przez amerykanskiego wydawce. Podczas
gdy ksiazka konczy sie jednozdaniowym epilogiem "mogloby
byc gorzej, gdyz jak mi kiedys powiedzial przyjaciel, moglismy
byc Rosjanami", wydawca nie tylko zmienil imie autora z
Eugeniusza na Eugene, ale drugie jego imie podal w wersji
wlasnie rosyjskiej jako Andrei...
Powiesc rzekomego Komorowskiego, najzupelniej w Polsce nieznana,
a i w stanach nie wywolujaca szerszego echa, wprowadza inny
jeszcze motyw, czesciowo nastepnie rozwiniety przez jednego
z czolowych pisarzy emigracji, Wlodzimierza Odojewskiego
w jego opowiadaniu Ku Dunzynanskiemu wzgorzu idzie las,
ogloszonym w wydanej w dziesiec lat pozniej przez paryski
Instytut Literacki ksiazce Zabezpieczanie sladow (1984).
Jest to mianowicie gnebiaca do dzisiaj badaczy sprawa mozliwosci
- czy raczej niemozliwosci - ucieczki jednego bodaj swiadka
katynskiej egzekucji. Komorowski, piszac w pierwszej osobie,
podaje sie za takiego wlasnie uciekiniera z dolow smierci,
czlowieka, ktorego potem sowieckie sluzby specjalne scigac
beda po calym swiecie, chcac fizycznie zniszczyc zywy dowod
zbrodni. W ten sposob powiesc jego stopniowo zmienia sie
w powiesc sensacyjna, to co w literaturze amerykanskiej
nazywa sie thriller, sam fakt historyczny przesuwajac na
plan nieco dalszy. W opowiadaniu Odojewskiego natomiast,
gdzie rowniez motywem glownym jest opowiesc uciekiniera
z miejsca katynskiej egzekucji, nacisk polozony jest przede
wszystkim na strone psychologiczna czy raczej patologiczna,
nawet kiedy to narrator nie moze pozbyc sie obsesji obrazow
z kwietnia 1940 roku, uporczywie do nich wraca i w rezultacie
ginie. Rzeczywistosc, niestety, nie potwierdzila takich
przypadkow cudownego ocalenia, totez raz jeszcze polegac
mozemy tylko na sile wizji artystycznej w opowiadaniach
i powiesciach odtwarzajacej ostatnie momenty tysiecy ofiar
zbrodni katynskiej.
I tu znowu siegnac przyjdzie do przykladu z literatury pisanej
i wydawanej poza krajem, raz jeszcze podkreslic nieugieta
postawe pisarzy emigracyjnych, ktorzy stali sie glosem sumienia
skazanego na milczenie kraju. Przyklad ten, co ciekawsze,
zaczerpnalem z powiesci napisanej po angielsku i nigdy w
kraju nie tlumaczonej, mimo ze bez watpienia nalezy do wybitnych
dziel wspolczesnej literatury. Autorem jej jest Wieslaw
Stanislaw Kuniczak, piszacy wylacznie po angielsku i wydajacy
wylacznie w Stanach Zjednoczonych, jakkolwiek powiesci jego
tlumaczono na 17 jezykow - z wyjatkiem polskiego. Zatytulowana
The March (Marsz) i wydana w roku 1979 jest czescia wspanialej
trylogii mowiacej o bohaterstwie i smierci zolnierza polskiego,
o tulaczce i nadziei, o cierpieniu i chwale. Jednym z bohaterow
wielowatkowej powiesci Kuniczaka jest major Tarski, ktory
uosabia najlepsze tradycje korpusu oficerskiego II Rzeczypospolitej
i zgodnie z tym obrazem ginie w Katyniu.
Drugi natomiast watek, nie mniej tragiczny, opowiada o losach
polskich oficerow zydowskiego pochodzenia - a jak wiemy
z badan amerykanskiego historyka dr. Szymona Szocheta bylo
ich wsrod zamordowanych ponad dwustu - ktorych autor powiesci
umieszcza na barkach przeznaczonych do zatopienia w Morzu
Karskim - co w okresie pisania powiesci bylo wersja nie
potwierdzona, ale szeroko przyjeta. Oba te fragmenty przetlumaczylem
na polski i kiedy przed dwunastu laty Kongres Polonii Amerykanskiej
w Nowym Jorku zaprosil mnie do wygloszenia referatu na uroczyscie
obchodzonej rocznicy zbrodni katynskiej, jeden z nich umiescilem
w programie.
Dzisiaj przyznac musze, ze w mojej czterdziestoletniej karierze
profesora literatury polskiej nigdy nie spotkalem sie z
tak goraca uczuciowo reakcja sluchaczy, jak wlasnie wtedy,
gdy czytalem opis smierci oficerow w lodowatych falach morza
przed kilkuset osobowa grupa sluchaczy przybylych przede
wszystkim z Polski, gdzie o Katyniu nie wolno bylo wspomniec
jednym nawet slowem. Pisalem wtedy do autora: "Zakonczylem
zdaniem: ÔOficerowie stali i spiewaliO, a nawet przez chwile
pomyslalem, ze powinienem sam zaintonowac melodie [hymnu
narodowego], ktora z pewnoscia podjelaby cala widownia,
ale gdy skonczylem czytac i spojrzalem w ich twarze poczulem,
ze nie moge przerwac oczarowania ta chwila, podczas ktorej
przeniesli sie tam, w smiertelna cisze oceanu. Sadze, Wiesiu
drogi, ze uczyniles wiele dla wszystkich - dla zmarlych
i dla zyjacych sluchaczy, tak, nawet na Greenpoincie, nawet
w tym ponurym wnetrzu budynku Polsko-Slowianskiej Unii Kredytowej
- ze zrobiles wielka i trwala rzecz. Pozwoliles im poczuc
i raz jeszcze przezyc ostatnie chwile ich ojcow i dziadkow
tak, jak nikt i zapewne nic innego by nie potrafilo. I chce
Ci za to podziekowac w swoim i ich imieniu".
Rezultatem tego spotkania byla sporzadzona w latach nastepnych
i wydana w roku 1995 miedzynarodowa antologia poezji, prozy
i dramatu, Katyn w literaturze, ktora oglosilem w lubelskim
wydawnictwie Norbertinum. Zebralem w niej utwory ponad 140
pisarzy, pisane w siedmiu jezykach, a oglaszane w 14 krajach.
Uroczystej promocji ksiazki dokonal podczas sesji naukowej
na Zamku Krolewskim w Warszawie 3 kwietnia 1990 roku ksiadz
Zdzislaw Peszkowski, czlowiek, ktory zrobil dla ocalenia
pamieci ofiar Katynia wiecej niz liczne, nowo powstale instytucje
i organizacje. Wyczerpana w niedlugim czasie antologia ta
zostanie wznowiona w nowym, poszerzonym wydaniu latem biezacego
roku.
Wspominajac o tworczym, niejednokrotnie zgola pionierskim
charakterze literatury katynskiej na emigracji nie chcialbym
byc posadzany o jej jednostronne, chwalebne tylko przedstawienie.
Nie wchodzac w motywy pisania wielu utworow zaslugujacych,
jesli nie na potepienie, to przynajmniej na calkowite zlekcewazenie,
jako historyk literatury uwazam za swoj obowiazek wspomniec
o kilku ksiazkach, ktore Katyn uczynily swoim glownym tematem.
Do jednych z pierwszych nalezala powiesc amerykanskiego
kongresmana, Franka Furcolo, ktory w roku 1952 byl czlonkiem
specjalnej komisji Izby Reprezentantow, zajmujacej sie zbadaniem
zbrodni katynskiej. Nie bedac zawodowym literatem Furcolo
oglosil w roku 1973 powiesc Randez-vous at Katyn, reklamowana
przez wydawce jako ksiazka "przygod, intrygi, tajemnicy
i romansu". Wszystkie te okreslenia sa - niestety - prawdziwe,
rownie jak nie prawdziwy i zupelnie nieprawdopodobny jest
w niej sensacyjny watek amerykanskiego korespondenta, ktory
zaplatany zostaje w sprawe Katynia. Ksiazka Furcolo zdradza
prawdziwa sympatie dla ofiar zbrodni, podczas gdy ogloszona
zaledwie w cztery lata pozniej, tym razem po polsku, powiesc
kogos ukrywajacego sie pod pseudonimem Rafal Piat Dacza
KGB jest mniej niz sensacyjnym, bo grafomanskim i ponizajacym
romansem miedzy jencem Kozielska a dziewczyna-oficerem NKWD.
O tym, ze watek erotyczny, tak wyrazny we wspolczesnej literaturze
publikowanej w Stanach Zjednoczonych (jakkolwiek nie zawsze
mozna by nazwac ja literatura amerykanska), dyktuje wielu
autorom tematy, ktore "sprzedaja sie" na masowym rynku,
swiadczy jeden jeszcze utwor napisany przez kogos, kto przedstawia
sie jako syn oficera polskiej Marynarki Wojennej, pana o
nazwisku Antony A.J. Jakubowski, autora ogloszonej w 1991
roku powiesci Katyn. A Whisper in the Trees (Katyn. Szept
drzew). Podtytul wyeksponowany na okladce brzmi: "Jedna
kobieta... 15 000 mezczyzn", ma to bowiem byc historia por.
Janiny Lewandowskiej, istotnie jedynej kobiety w kozielskim
obozie, na tym jednak konczy sie prawda historyczna. Zamiast
niej czytelnik otrzymuje oburzajaca, pornograficzna niejednokrotnie
relacje o seksualnym molestowaniu samotnej wiezniarki, ze
szczegolami tak ohydnymi jak drobiazgowy opis podwojnego
gwaltu, jakiego na Polce dopuszczaja sie dwaj straznicy
i szereg scen temu podobnych.
Wczesniej natomiast, jakby instynktownie przeciwstawiajac
sie grafomanowi z Kalifornii, mlody amerykanski poeta znad
Atlantyku Kendall Merriam, natrafiwszy w archiwach na literature
katynska tak zafascynowal sie postacia tej samej Janiny
Lewandowskiej, ze juz w roku 1981 napisal slawiacy jej nieugieta
postawe utwor, ktory nazwal Hymn do Janiny Lewandowskiej
i oglosil wraz z trzema innymi wierszami o podobnej tematyce
w 1981 roku. Okreslajac ja jako "Madonne Kozielska" i "swieta
snieznych zawiei", wystawil polskiej bohaterce skromny,
ale piekny pomnik literacki. A w tym samym roku zadebiutowal
takze dramatem Przesluchanie Janiny Lewandowskiej, wystawiajac
sztuke te w siedmiu teatrach stanu Maine. Fragmenty zarowno
hymnu, jak i sztuki, zamiescilem w antologii katynskiej.
Istnieje tez, na razie w maszynopisie, napisany przez dramaturga
z Michigan nazwiskiem Michael Hood, scenariusz ambitnego
filmu o Katyniu, rzucajacy obrazy zycia w obozie na szerokie
tlo historyczne i polityczne, od Kremla do Pentagonu, a
ukazujacy sprawe Katynia jako probierz stosunkow miedzynarodowych,
ktore, jak wiadomo, wlasnie od czasu wykrycia zbrodni ulegly
zasadniczej zmianie, co w konsekwencji doprowadzilo do wielu
dziesiatkow lat trwajacej zimnej wojny. Wolno miec nadzieje,
ze kiedys znajdzie sie rezyser rownie ambitny, jak autor
scenariusza. Fragment jednej ze scen wprowadzam do nowego,
poszerzonego wydania antologii.
Nie znalazly sie natomiast w pierwszym jej wydaniu stronice
z trzech ksiazek, ktore trafic tam powinny byly, gdyby udalo
sie otrzymac od angielskich i amerykanskich wydawcow zwolnienie
z zastrzezonego prawa przedruku, copyright, co niestety
nie jest sprawa latwa. Wskutek tego opuscic trzeba bylo
wspomniana na wstepie scene egzekucji generala Olszyny-Wilczynskiego,
a takze fragmenty dwoch ksiazek wydanych w latach ostatnich.
Pierwsza z nich to praca zatytulowana po prostu Katyn, a
napisana przez dziennikarza historyka Allen Paula i opublikowana
w 1991 r. przez wielki dom wydawniczy Charles ScribnerOs
Sons, potem zas wznowiona w masowym wydaniu w roku 1996.
I chociaz jest to studium historyczne, zarowno poprowadzenie
watkow dziejow trzech rodzin wstrzasnietych doglebnie tragedia
katynska, jak i zywa forma narracji, pozwalaja postawic
ja na pograniczu literatury pieknej. Natomiast do fikcji
literackiej w najlepszym tego okreslenia znaczeniu nalezy
powiesc brytyjskiego autora Roberta Harrisa zatytulowana
Enigma, wydana w roku 1995, z wielu wzgledow zaslugujaca
na blizsze omowienie i - miejmy nadzieje - udostepnienie
polskiemu czytelnikowi. Na jednym z jej watkow chcialbym
sie tu na chwile zatrzymac.
Historia maszyny szyfrujacej Enigma jest ze wzgledu na polskie
korzenie dostatecznie szeroko znana, azeby ja tu raz jeszcze
przedstawiac. Wiadomo tez ogolnie, ze dzieki polskim inzynierom
Enigma trafila podczas wojny do Anglii, gdzie w miejscowosci
Bletchley Park zalozono olbrzymia stacje rozszyfrowywania
niemieckich depesz, jakie wymienialy miedzy soba oddzialy
Wehrmachtu, a zwlaszcza oddzialy lacznosci. Po krotkim czasie
wywiad angielski czytal na biezaco wszystkie szyfry, a w
konsekwencji mogl skutecznie przeciwdzialac planowanym operacjom
Niemcow. To historia, przypomnijmy jednak dla porzadku,
ze pierwsze meldunki o odkryciu katynskich grobow przekazane
zostaly do OKH, Oberkommando des Heeres (Glownego Dowodztwa
Armii), przez dowodztwo 537. pulku lacznosci stacjonujacego
w Kozich Gorach. Nie musze dodawac, jaka droga, tym bardziej
ze istnieje na to dowod historyczny, a mianowicie zeznanie
zlozone przed Komisja Specjalna Kongresu Stanow Zjednoczonych
powolana w roku 1952 do zbadania dowodow zbrodni katynskiej.
Zeznajac przed komisja oficer tego niemieckiego pulku, porucznik
Reinhardt von Eichborn, wyraznie oswiadczyl, ze wiadomosci
do nadrzednej Heeres Gruppe Mitte (Grupy Armii rodek), pozostajacej
pod komenda feldmarszalka von Kluge - majacego nota bene
bliskie polskie powiazania, pochodzil bowiem z Wielkopolski
- i rozmowy miedzy wyzszymi dowodcami prowadzone byly przez
"generator wysokiej czestotliwosci i urzadzenie przekaznikowe...
to jest urzadzenie szyfrujace" (a high-frequency generator
and through an inverter device... that is a scrambling device).
Dodajmy od razu, w zadnym z opracowan historycznych ani
na temat Katynia, ani o Enigmie, nie napotkalem wzmianki
o takim wlasnie sposobie przekazania meldunku o ponurym
odkryciu. Fakt ten warto zapamietac.
W powiesci Harrisa kluczowy moment stanowi scena, gdy jeden
z brytyjskich szyfrantow dostaje sie do ukrytej w podziemiach
Enigmy i powoli, mozolnie odczytuje tekst rozpoczynajacy
sie od slow: "Melde Auffindung zahlreicher menschlicher
Ueberreste zwšlf km westlich Smolensk...", a po meldunku
tym, datowanym 6 lutego 1943, nastepuja inne, kolejno podajace
szczegoly znaleziska, az po dzien 2 marca, kiedy w depeszach
pojawiaja sie pierwsze nazwiska polskich oficerow, laczac
watek powiesciowej fikcji z prawdziwa historia katynskiej
tragedii. Nie jest sprawa wazna, na ile nazwiska te daja
sie sprawdzic z wielokrotnie teraz publikowanymi, autentycznymi
listami ofiar Katynia. Idzie tu nie tylko o fikcje i literature,
nikt bowiem przed brytyjskim pisarzem nie wspomnial nie
tylko o Enigmie, a tym samym posiadaniu przez Anglikow dokladnych
wiadomosci o Katyniu na dwa miesiace przed oficjalnym ich
ogloszeniem przez niemiecka propagande. Idzie o cos wiecej
jeszcze - o to, ze sladu po tych depeszach nie ma do dzisiaj
w archiwach ani w londynskim Studium Polski Podziemnej,
ani w Instytucie Sikorskiego, ani nigdzie indziej. Mowi
sie, co prawda, o oficjalnym spaleniu przez Anglikow archiwow
Armii Krajowej, do ktorych bez watpienia trafic musialy
wczesne, jeszcze z 1942 roku pochodzace, meldunki wywiadu
AK docierajacego do Katynia, na co sa zupelnie pewne dowody,
zanim jednak nie zostana otwarte utajnione dotychczas brytyjskie
archiwa i dokumenty usuniete zapewne z Bletchley Park, powiesc
Harrisa jest jedynym dotychczas sladem tej tajemniczej,
starannie przez lata ukrywanej afery. Raz jeszcze literatura
odgrywa role zupelnie zasadnicza.
Literatura, dodajmy, ktora jest odbiciem spraw zasadniczych,
decydujacych o losach narodu. Wspomne tylko ogromnie przed
kilkunastu laty popularny dramat niemieckiego pisarza, Rolfa
Hochhutha Zolnierze (1967), po raz pierwszy otwarcie eksponujacy
ostry konflikt miedzy Winstonem Churchillem a Wladyslawem
Sikorskim, co - wedlug autora - doprowadzilo do gibraltarskiej
katastrofy, za ktora wine ponosil angielski premier. Nie
trzeba dodawac, ze zrodlem i powodem konfliktu byla sprawa
Katynia, zgloszona przez rzad polski do Miedzynarodowego
Czerwonego Krzyza bez porozumienia z Anglikami, to zas narazalo
na duze ryzyko ich militarna wspolprace z Rosjanami, a tym
samym szanse szybkiego zwyciestwa. Hochhuth, bez wzgledu
na to, jak kontrowersyjna moze byc jego teza o odpowiedzialnosci
Churchilla za smierc polskiego Naczelnego Wodza, o Katyniu
mowi zupelnie wyraznie, a miedzynarodowy rozglos jego ksiazki
tlumaczonej na kilkanascie jezykow, wprowadzil Katyn do
swiadomosci tysiecy czytelnikow.
Sprawa rownie, jesli nie bardziej, zasadnicza jest rola
poezji, tej najzywszej i najbardziej bezposredniej formy,
jaka literatura reaguje na sprawy zarowno najbardziej osobiste,
jak i ogolne, narodowe. Dodajmy tez od razu - nie tylko
narodowe, czego dowodem sa odnalezione przeze mnie i zamieszczone
w antologii Katyn w literaturze, wiersze poetow ze Stanow
Zjednoczonych, z Izraela, z Wloch i Wegier, nie mowiac juz
o najblizszych nam - i geograficznie i ze wzgledu na sprawe
Katynia - Bialorusi i Rosji. Poeci z tej ostatniej to zarowno
szeroko znany Andrei Wozniesienskij, jak i prawie nieznana
Jelena Marianskaja, podczas gdy bialoruski poeta, Mykola
Janczanka, rozpoczyna swoj wiersz wzruszajaca fraza: Pani!
Otworzcie szeroko drzwi goscinne. Do was liczna gromada
jada goscie z Katynia. Jada panowie oficerowie, jada do
Kasi, Jagusi, Basi. Otworzcie drzwi goscinne! Wyscie na
nich czekaly lat tyle, tyle...
Uwazna lektura tych i wielu innych utworow potwierdza ogolnoludzki,
ponadczasowy dramat tragedii katynskiej, stawia ja wsrod
wydarzen zaslugujacych na miare tragedii greckich, niesmiertelnych.
Wolno miec nadzieje, ze zostana one dostrzezone i zapamietane
poza polskim kregiem doswiadczen. Gdyz jesli nawet zagubieniu
czy zniszczeniu ulegaja materialne dowody zbrodni, pamietac
nalezy to, co przed dwustu prawie laty powiedzial Mickiewicz:
"Piesn ujdzie calo...". |