PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (24 marca 2000)


EWA KORZENIOWSKA

Ciezarowka z zoltym dromaderem

Powoli widownia Teatru Morskiego w Gdyni zapelnia sie publicznoscia. Posrod elegancko ubranych ludzi w srednim wieku i starszych widac troche studentow, jest garstka nastolatkow. Gwar rozmow wzbija sie w gore wraz z bukietem swiatowej slawy zapachow. W lozy obok mnie jakis obcokrajowiec opowiada po angielsku swojej towarzyszce, ze w Warszawie najbardziej podobal mu sie 'Toilet Park'. Instrumenty milcza stojac samotnie na czarnej scenie. Nagle zapada ciemnosc i cisza, po chwili na scene spada jasny krag swiatla. W jego srodku, w blyszczacym chalacie, z rekoma wyciagnietymi wzdluz ciala, prosta jak struna, stoi Ewa Demarczyk.
Ni brzydka, ni ladna, tajemnicza, ubrana w czern piesniarka, ktora w latach 60. wzbudzala zachwyt spiewajac wiersze znanych i mniej znanych poetow. To dzieki niej poezja Rilkego, Baczynskiego, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Micinskiego, Lesmiana, Tuwima i wielu innych trafiala do polskich domow. Z piesniarki wystepujacej w krakowskiej 'Piwnicy Pod Baranami', artystka szybko stala sie pierwsza dama piosenki poetyckiej w Polsce, nagradzana na krajowych i miedzynarodowych festiwalach. Jej sztuka wywarla duzy wplyw na ludzi mego pokolenia, kochajacych spiewana poezje Okudzawy, Dylana, Cohena.
Sylwetka tylko bardziej ciezka, ale ta sama fryzura, ten sam makijaz z silnie podkreslonymi oczami. Stoi nieruchomo. Zaczyna spiewac Piesn Osjana i wtedy okazuje sie, ze spiew tez jest ten sam. Publicznosc zamiera, jakby zahipnotyzowana jej niezwyklym, ciagle pelnym ekspresyjnej dynamiki glosem, ktory, choc nie zawsze wystarcza go w najwyzszych partiach, chwilami wybucha jak gejzer paralizujac sila i ekspresja. Prawie nie zmieniona jest interpretacja wykonywanych utworow, tylko jakby dojrzalsza, przepelniona jeszcze prawdziwszym bolem niespelnienia. Znany repertuar, do ktorego doszly dwie lub trzy mniej znane rzeczy. Publicznosc najglosniej oklaskuje pamietne: Tomaszow, Pocalunki, Grande Valse Brilante czy tekst Galla Anonima O narodzinach Boleslawa Chrobrego. Te mniej znane, jak Piosenka o nocnym Krakowie czy Nie moge sie rozstac z mama jakos mniej przemawiaja do sluchaczy, ktorzy identyfikuja sie z bohaterami wykonywanych przez Ewe Demarczyk piosenek, nieszczesliwych z milosci, niespelnienia, samotnosci, tesknoty i smierci. Taki jest wlasnie ton koncertu, ktory konczy sie dwoma utworami o tematyce wojennej.
Z zalem patrze na gasnace swiatla i zastanawiam sie, jak dostac sie do garderoby pani Demarczyk. Podobno obrazona na media artystka nie udziela wywiadow, ale ludze sie, ze uda mi sie zamienic z nia pare slow. Gdy widownia pustoszeje, wbiegam za kulisy. W koncu dlugiego korytarza widze grupke ludzi. Wsrod nich pare osob trzymajacych mikrofony ze znakami stacji radiowych, gotowych do akcji; zza uchylonych drzwi dochodzi meski glos: pani Demarczyk nie udziela wywiadow!
Niepostrzezenie dopycham sie do drzwi, zagladam do srodka. Jakas dziewczyna ubrana w zolta kurtke Radia Plus probuje naklonic pania Demarczyk do powiedzenia 'paru slow do fanow'.
- Jakich fanow!? - denerwuje sie artystka. - Prosze pani, jest pani bardzo mloda, ale powinna pani wiedziec, ze ja nie spiewam dla fanow, tylko dla publicznosci. I dzis wszystko, co mialam do powiedzenia swej publicznosci, powiedzialam podczas koncertu.
- Pani Demarczyk nie udziela wywiadow - powtarza mlody czlowiek slusznego wzrostu, z dlugimi jasnymi wlosami zwiazanymi nad karkiem w ogon.
- Jesli nie udziela wywiadow, to moze zechcialaby porozmawiac bez mikrofonu? - zaskoczona slysze swoj wlasny glos.
- Porozmawiac moge - zgadza sie niespodziewanie gwiazda. - Pani wejdzie - wskazuje mi krzeslo.
Garderoba to zwykly pokoj z lustrem i meblami jak w stolowce. Przebrana juz po koncercie artystka, w grubych spodniach i kurtce narciarskiej, opatulona welnianym szalem, trzesac sie z zimna rozdaje autografy i dziekuje za cieple slowa. Po wyjsciu ostatniego wielbiciela wchodza jeszcze dwaj panowie z ogromnym koszem roz.
- Pani Ewo, to od sponsorow koncertu, bardzo pani dziekujemy. Obaj mlodzi ludzie klaniaja sie w pas calujac reke artystki.
- A ja panom nie mam za co dziekowac - mowi pani Demarczyk - i panowie dobrze wiedza dlaczego. Zegnam panow.
Na moment zrobilo sie tak cicho, ze slychac tylko mruczenie elektrycznego czajnika. Panowie sponsorzy wychodza, a pan Pawel, kierownik grupy Ewy Demarczyk, ktory z bliska wcale juz nie wydaje sie byc mlodzieniaszkiem, z foliowej reklamowki z ktorej uprzednio wyciagnal czajnik, wyciaga sloik neski i szklane filizanki. Przy okazji na podloge rozwija sie rolka papieru toaletowego. Po chwili pijemy goraca kawe, palimy papierosy i gawedzimy nie zwracajac uwagi na szpetne wnetrze.
- Widzi pani, jak dzis podrozuje? - patrzy swidrujac mnie na wylot brazowymi oczami. - Niech pani napisze, ze Ewa Demarczyk podrozuje po Polsce ciezarowka, a scislej mowiac TIR-em, w ktorym przechowuje caly swoj estradowy sprzet.
Zaprasza, bym zostala do jej wyjazdu i zobaczyla to na wlasne oczy. Odpala papierosa od papierosa - nic dziwnego, ze chwilami glosu jej nie starcza. Czas nie jest dla niej zbyt laskawy. Dobrze o tym wie i nie pozwala sie fotografowac. Ale to jeszcze ciagle ta sama twarz o wyrazie glebokiej melancholii, ktora pamietam z okladek plyt, choc z odrobina agresji, ktorej kiedys chyba nie bylo w jej oczach.
- Prosze pani, oni zabrali mi teatr! - wybucha.
Trzese sie, sama nie wiem czy z emocji, czy z chlodu, przysluchujac sie gwaltownej opowiesci o utracie teatru. - W tej piosence o Krakowie mialam ochote zamiast 'kochany Krakow', zaspiewac 'okropny Krakow'. Nienawidze tego miasta rzadzonego przez kler i...
W tym miejscu zaczyna sie historia Teatru Ewy Demarczyk, ktory jakos nie ma szczescia do lokali. Poczatkowo mial siedzibe w Krakowie przy ulicy Florianskiej. Jednak ksieza, ktorzy odziedziczyli cala kamienice po jakiejs swojej parafiance, po wygasnieciu umowy wynajeli lokal nowemu najemcy, ktorym okazal sie... McDonald1s.
W ramach rekompensaty pani Ewa dostala od miasta Krakowa budynek na Kazimierzu, w stanie nadajacym sie do rozbiorki. Gdy go wyremontowala, znalazl sie wlasciciel bylej rudery. Odmawiala placenia mu czynszu, gdyz remont budynku zostal przeprowadzony na koszt miasta, a nie wlasciciela. Wiosna 1999 roku prase polska obiegla wiadomosc, ze Teatr Ewy Demarczyk zostal wyeksmitowany z zajmowanej siedziby. Nigdzie jednak nie bylo wzmianki o tym, jak wygladala eksmisja. Otoz ktoregos poranka pani Demarczyk znalazla swoj teatr na bruku, czyli sprzet elektroniczny wartosci kilkudziesieciu tysiecy dolarow po prostu zwalony na chodnik. Cos trzeba bylo z tym zrobic, wiec wynajela wielka ciezarowke z wielbladem na plandece i do niej zaladowala sprzet. Odtad ciezarowka sluzaca jako magazyn jest takze jej srodkiem lokomocji i domem z daleka od domu.
Slychac pukanie, do pokoju wsuwa sie niesmialo dziewczyna. Spod nastroszonej grzywki widac pelna niepewnosci twarz.
- Patrycja ! - wykrzykuje Ewa Demarczyk. Usciski. Radosc powitania. Krotkie zdania o czasie minionym. Co sie okazuje? Patrycja to wielbicielka piesniarki, ktora w czasach, gdy byla nastolatka, nie tylko starala sie wygladac jak Demarczyk, to jeszcze jezdzila z Wybrzeza na kazdy koncert. Dzis ma dwadziescia dwa lata i robi magisterium z biologii; prowadzi doswiadczenia na myszach, do czego przyznaje sie ze skrucha. Nie ma wiec niestety czasu, by jezdzic na kazdy koncert, no i pani Ewa nieczesto obecnie wystepuje. Po chwili nasza rozmowa toczy sie dalej, to znaczy glownie mowi pani Ewa. W swoim monologu dzieli sie z nami opiniami na temat nowej Polski, ktora jest rozczarowana, tak jak wielu do niej podobnych ludzi.
Nie lubi tego, co sie dzieje z jezykiem polskim, ktory ulega zubozeniu tak samo jak polska kultura zdana na laske i nielaske niewybrednych sponsorow.
- Czy pani zwrocila uwage, jak sie dzis w Polsce mowi? Dawniej wszyscy sie nabijali z tego, jak mowi Walesa. Sama liczylam kiedys, ile razy mowil 'przyszlem'. Ale czy pani slyszy, jak mowia dzisiejsi politycy? I to juz wcale nie zakrawa na dowcip. Marketing, ranking, konsulting, lising? Wie pani, nie zniszczyli polskiego jezyka i kultury ani zaborcy, ani okupanci, a teraz w wolnej Polsce sami siebie zaprzepaszczamy, holdujac obcej mowie i wartosciom. Jak zniszczymy to co nasze, przestaniemy byc narodem - w jej glosie slychac gleboka powage - a staniemy sie nacja. Tymczasem dzieje sie tak, ze Polacy nie chca tego, co polskie, nie chca promowac rodzimych artystow, ani ich tworczosci. Dlaczego? Bo sa malo dochodowi. Ale czy ktos kiedys slyszal, aby prawdziwa sztuka byla dochodowa!? Wie pani, bylo to na festiwalu piosenki aktorskiej we Wroclawiu. Zagadnal mnie Wojciech Mlynarski, domagajac sie podziwu za to, ze wystawil w Warszawie jakis angielski musical. Podobno lepiej niz Anglicy. A ja sie pytam, co tu podziwiac? A dlaczego nie wystawil jakiegos polskiego musicalu? To bylby dopiero powod do pochwal, gdyby zrobil to lepiej od Anglikow!
Ewa Demarczyk mowi dalej o swojej niecheci do nowego systemu, malo sprzyjajacemu tworcom. Tak jak pani wielu artystow wzbraniajacych sie przed pop-kultura zyje obecnie znacznie skromniej niz kiedys.
Tu przypomina mi sie historia, ktora uslyszalam niedawno od znajomego mieszkajacego w Warszawie w poblizu Opery Kameralnej. Widuje ze swego okna, jak wieczorami pod rzesiscie oswietlony teatr kosztowne auta i limuzyny przywoza wytworna publicznosc na koncert grany przez muzykow wystrojonych w czarne fraki. Po dwoch godzinach ekskluzywna publicznosc wraca w swoj ekskluzywny swiat, a muzycy w dzinsach i paltocikach podszytych wiatrem biegna na najblizszy przystanek, by zlapac ostatni tramwaj do swojego M3.
Ludzie nie uznajacy kompromisow, tacy jak Ewa Demarczyk czy wspomniani muzycy, rozczarowani sa nowymi polskimi realiami i dlatego zamiast rzucic sie w wir robienia pieniedzy, odizolowuja sie od swiata i klepia biede. Wlasnie takie zycie obecnie wiedzie piesniarka.
- Wie pani, nie nadaje sie do mieszkania w Krakowie, nie nadaje sie do mieszkania w Polsce. Pare lat temu bylam w Ameryce, mialam tam podpisac kilka kontraktow na koncerty, ale bylo to zbyt trudne, gdyz Stany Zjednoczone nie sa dla mnie. Tam nie wytrzymalabym nawet paru miesiecy. Zdecydowalam sie wiec wrocic do kraju, ale juz bedac na pokladzie samolotu wiedzialam, ze popelnilam blad. Uswiadomilam to sobie czytajac polskie gazety, z ktorymi przez pare tygodni nie mialam stycznosci. Tak wiec naleze do ludzi, ktorzy nie potrafia juz zyc ani tu, ani tam. Moze powinnam byla zamieszkac w Japonii?
- Gdyby mieszkala pani za granica, to nie moglaby pani spiewac po polsku polskiej poezji...
- Alez prosze pani! Przeciez milosc, bol, smierc odczuwa sie tak samo w kazdym jezyku. Wlasnie uswiadomilam to sobie w Tokio, gdy po koncercie cala publicznosc klaskala przez pietnascie minut i na koniec wstala, co jest podobno zupelnie niespotykanym w Japonii zjawiskiem. Spiewalam po polsku, w wiekszosci, a jednak cos z tego do nich dotarlo, cos, co ma znaczenie bardziej uniwersalne niz jezyk, bo przeciez wszyscy jestesmy zdolni do tych samych emocji. No tak, ale nie zostalam w Japonii. Zamiast osiasc w Los Angeles albo Tokio, przenioslam sie do Wieliczki - smieje sie, zapalajac kolejnego papierosa.
W Wieliczce mieszka sama w domu otoczonym ogrodem. Nie przyjmuje nie zapowiedzianych gosci. Nie reaguje na pukanie do drzwi. Bywaja tu tylko nieliczni, najblizsi przyjaciele. Duzo czasu pochlania jej codzienna praca, zas latem - jesli nie cwiczy - spedza czas w ogrodzie.
- Rosliny sa bardziej oddane niz ludzie - mowi z cieniem goryczy. - Gdy jakas roslina slabo rosnie, to do niej przemawiam lagodnie, ale zapowiadam, ze jak sie nie poprawi to ja wyrzuce z mojego ogrodu. Gdy dalej nic sie nie zmienia, wykopuje uparciucha z ziemi i na jego miejsce wsadzam lepszy, grzeczniejszy kwiatek.
Ciekawe, czy z ludzmi Ewa Demarczyk postepuje podobnie? - pomyslalam. Moze dlatego zyje samotnie, z dala od wielkomiejskich spraw, oddana ogrodowi, literaturze i pracy? Gdy dokucza jej chandra, siega po kryminaly. Ma ich pelna polke. Czyta po kolei od pierwszego do ostatniego, aby kiedys w przyszlosci znowu powtorzyc te runde.
Mozna by tak jeszcze siedziec i sluchac, gdyby nie pan Pawel, ktory przerywa rozmowe oznajmiajac, ze wszystko jest juz spakowane i pora ruszyc w powrotna droge. Artystka wlozyla na siebie jeszcze kilka warstw cieplej odziezy i wspolnie opuscilismy budynek Teatru Morskiego w Gdyni. Na parkingu Ewa Demarczyk wsiada do szoferki wielkiego TIR-a z zoltym dromaderem na plandece. Dla niej czasy limuzyn i splendoru naleza do przeszlosci.