PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (17 marca 2000)


CZESLAW KARKOWSKI

Nowojorska kronika kulturalna

Sztuki plastyczne

Rzezby Ursuli von Rydingsvard, zanim sie jeszcze im przyjrzymy, uderzaja w pierwszej kolejnosci zapachem cedrowego drewna, z ktorego jej dojrzale prace sa wykonane. Zapach jest wprawdzie zapewne niechcianym produktem ubocznym poteznych, majestatycznych rzezb, jednak ewokuje swoisty wiejski swiat wyobrazni amerykanskiej rzezbiarki polskiego pochodzenia, dzis wreszcie docenianej i uwazanej za jedna z najwybitniejszych artystek obecnej generacji. Druga cecha to chropowata faktura jej dziel. Wiekszosc prac to skladane z malych klockow cedrowych, tworzacych nierowna, poszarpana, pelna zalaman powierzchnie poteznych, rozszerzajacych sie ku gorze w kielichy slupow, ogromnych czar czy monstrualnych rozmiarow przedmiotow przypominajacych znane nam ze wsi sprzety gospodarstwa domowego.
Na wystawie najnowszych prac Ursuli von Rydingsvard w Galerii Lelong (20 West 57 St., Manhattan), czynnej do 29 kwietnia, obejrzec mozna kilka z jej najbardziej charakterystycznych dziel: Large Bowl with Scoop - ogromna drewniana czare o nieregularnych nieco ksztaltach, pieknym miodowobrazowawym kolorze i nierownej, chropowatej powierzchni. Swoista wariacja na ten temat jest Bowl-in-a-Bowl - czara w czarze - naczynia takze postrzepione i nieregularne, przypominajace huby, albo morskie ksztalty. Znakomity Open Bowls to raczej duzych rozmiarow falisty slup o charakterystycznej dla rzezbiarki fakturze, przypominajacej w tym przypadku poszarpany mur, jesli w ogole jakies skojarzenie moze tu byc na miejscu. Jest to po prostu dzielo samo w sobie, zwarta, solidna bryla o niezwyklej fakturze i osobliwym kolorze wielu odcieni brazu. To samo mozna powiedziec o Loop-de-Loop. Untitled Brush to ogromna drewniana szczotka albo grabie z czyms w rodzaju wlosia lub resztek zgrabionych traw.
Nowoscia na obecnej wystawie (poprzednia, w tej samej galerii, miala miejsce w 1997 r.) jest ekspozycja pierwszej w rzezby ruchomej Rydingsvard. Mobil pt. Mama, Your Legs to seria ustawionych w prostokat niewielkich naczyn drewnianych z ruchomymi tlokami. Calosc przypominajaca warsztat jakichs monstrualnych masnic, robi sporo halasu, co jest z pewnoscia zamierzonym efektem.
Urszula von Rydingsvard urodzila sie w czasie drugiej wojny swiatowej w malej niemieckiej miejscowosci, gdzie jej rodzice Kunegunda i Ignacy Karoliszynowie zostali zeslani na przymusowe roboty. Przyszla artystka wyrastala w ogromnej biedzie, wpierw wsrod rzesz przymusowych pracownikow III Rzeszy, potem tulajac sie wraz z rodzicami po obozach dla tzw. dipisow (displaced persons), ludzi, ktorzy nie zdecydowali sie po zakonczeniu wojny wracac do kraju. W 1950 r. panstwo Karoliszynowie wraz z siedmiorgiem dzieci wyemigrowali do Stanow Zjednoczonych i osiedlili sie w Connecticut, gdzie musieli bardzo ciezko pracowac na utrzymanie z trudem wielkiej rodziny. Ursula studiowala na Uniwersytecie New Hampshire, potem w Miami, utrzymywala sie z nauczania podstaw sztuki w szkole, wreszcie przeniosla sie do Nowego Jorku i rozpoczela studia na Columbia University. Szerokie uznanie zaczela zdobywac dopiero pod koniec lat osiemdziesiatych, a dzis nalezy do grona najwybitniejszych rzezbiarek amerykanskich. O ogromnym uznaniu moga swiadczyc zamowienia na jej prace, w tym uzyskany w 1997 r. kontrakt na rzezbe przed siedziba glowna Microsoft Corp. w Seattle.
Rok temu w Polsce zorganizowano pierwsza wystawe przegladowa jej prac. Na innej wystawie przegladowej w 1992 r. w Storm King Art Center, na polnoc od Nowego Jorku mozna bylo zobaczyc, ze Ursula von Rydingsvard jest doskonala rowniez (a moze przede wszystkim) we wkomponowywaniu swych dziel w krajobraz. Ma swietne wyczucie przestrzeni i uksztaltowania natury, w ktore to naturalne srodowisko znakomicie potrafi "wbudowac" swe rzezby. Kiedy na omawianej wystawie z pasja opowiadala o swym pragnieniu zrobienia rzezby w warszawskich Lazienkach, mozna sie bylo zorientowac, jak znakomicie wyczuwa krajobraz, jego naturalna architekture, w ktora wpasowac moze swe dziela podkreslajace tylko piekno danego miejsca. Miejmy nadzieje, ze zdola niebawem zrealizowac swoje pragnienie.

Bestiarium Jana Lebensteina

Polski Instytut Naukowy przygotowal niewielka, ale bardzo ciekawa wystawe kilkunastu prac zmarlego niedawno, znakomitego polskiego malarza, Jana Lebensteina. Na ekspozycji dziel artysty ze zbiorow prywatnych - obrazow olejnych, grafik, ilustracji ksiazkowych i katalogow, obejrzec mozemy typowe, barokowe bestiarium artysty. Nie tylko fantastyczne stwory, lecz i prawdziwe bestie ludzkie, choc nie zawsze w ludzkiej skorze. Widac wyraznie zamilowanie artysty do mitologicznej tematyki; na przyklad do mitu o porwaniu Europy, mitu o Pazyfae czy o Ledzie, gdzie mamy tyle obcowania ludzi ze zwierzetami, tak wiele hybryd ludzkich i potwornosci "drobniejszego plazu" - jak na obrazie Porwanie Europy (1978).
Tworczosc Lebensteina jest dosc dobrze znana i opisana, wystawa w PIN-ie reprezentuje tylko drobny fragment jego bogatego dorobku - ale akurat obejrzec mozemy przyklady pewnych bardzo charakterystycznych dlan technik i specyficznych ukladow plastycznych - figur jakby z plam Rorschacha ("kleksow" ukladajacych sie w fantastyczne formy po zlozeniu kartki papieru na pol), sylwetek ludzkich obnazajacych anatomiczna budowe po wnetrznosci i kosciec, barwnych kompozycji juz na krawedzi abstrakcji, kiedy wyglad czlowieczy znajduje sie na granicy rozkladu w materie nieozywiona (tu doskonaly obraz olejny pt. Figure, 1957/58).
Osobna, bardzo ciekawa czescia wystawy jest kolekcja ksiazek z ilustracjami Lebensteina. Obok wspaniale wydanej mierci w wodziee KrzysztofaRutkowskiego z wklejanymi obrazkami artysty, znajduje sie dosc zgrzebny Folwark zwierzecy Georgeˇa Orwella. Obok efektownej edycji Rytmow Mikolaja Sepa-Szarzynskiego (coz za swietne zestawienie: mistrz barokowej poezji i mistrz neobarokowej sztuki!), Cockpit Jerzego Kosinskiego z obwoluta wykonana przez artyste.
Trzecia grupe eksponatow stanowia katalogi z wystaw Jana Lebensteina. Wystawa, choc niewielka, jest bardzo interesujaca i warta obejrzenia. Polski Instytut Naukowy (208 East 30 St., Manhattan) czynny jest od 10:00 do 3:00 po poludniu. Blizsze informacje - tel. (212) 686-4164.

Od Breughla do Rubensa

Do konca kwietnia w Bibliotece Morgana (29 East 36 St./Madison Ave., Manhattan) bedzie otwarta wystawa pt. "Od Breughla do Rubensa: rysunki niderlandzkie i flamandzkie". Jak zwykle placowka ta siegnela do swych przebogatych zbiorow, by zaprezentowac roznorodnosc i bogactwo sztuki graficznej tamtych czasow, czyli mniej wiecej lat 1450-1640. Sposrod prawie czterystu eksponatow zaledwie trzy zostaly wypozyczone z prywatnej kolekcji, reszta stanowi wlasnosc biblioteki zalozonej w 1910 r. przez Pierponta Morgana, jednego z najbogatszych ludzi Ameryki.
Rysunki sa doskonale - rozmaitosc tematyki i odmiennosc ujec przedmiotu bawi, uczy i wzrusza. Mistrzowie malarstwa tamtego okresu dzisiejszych terenow Holandii i Belgii chwytali za olowek czy wegiel, aby wykonac szkice, wstepne przymiarki do wiekszych przedsiewziec, na przyklad zamowionych obrazow, witrazy czy gobelinow. Rysunek, jak w ogole sztuka malarska w Zachodniej Europie, wywodzi sie z warsztatu miniaturzystow pracujacych nad zdobieniem recznie pisanych ksiag. Wraz jednak z upowszechnieniem druku i rosnacym zapotrzebowaniem na ksiazki ilustrowane, grafika z podrzednej, sluzebnej roli przeksztalcila sie w odrebna, samodzielna galaz sztuki. W grafice na uzytek druku wyspecjalizowaly sie cale rzesze artystow, ale nie tylko tego typu rysunki obejrzec mozna na omawianej wystawie - rowniez prace w jakims sensie samodzielne, jak na przyklad jeden z pierwszych krajobrazow narysowanych przez Pietera Breughla (Starszego). Jakby niepewny jeszcze takiej tematyki, artysta probowal wpierw na papierze obrazowac nature jako glowny przedmiot malarskiego zainteresowania, a nie jako tlo dla ludzkich poczynan. W pozniejszych latach pojawiac sie zaczelo coraz wiecej krajobrazow, nieco "uromantycznionych", jak dzikie, strome przepascie u Paula Brila z Antwerpii, malownicza, wiejska chata u Abrahama Bloemaerta z Utrechtu, czy kepa poskrecanych dziwnie drzew (Bril).
Niewatpliwie w zabawowy sposob nalezy potraktowac typowa dla Breughla Jazde na lyzwach przed Brama sw. Jerzego, gdzie na jednej kartce zobrazowal zabawne scenki ukazujace ludzi na lodzie oraz postaci gapiow zebranych wokol. Do takiej (zabawowej) kategorii, a moze do umoralniajacych przedstawien nalezy zaliczyc doskonaly rysunek Czlowiek i smierc walczacy o kosc Pseudo Aert-Ortkensa (pod nazwa ta miesci sie w istocie grupa rysownikow rzemieslnikow z Brukseli w poczatkach XVI w.)
Marnosc doczesnosci znakomicie zilustrowal Henddrick Goltzius (1558-1617) na eleganckim rysunku Mlody czlowiek trzymajacy czaszke i tulipana, przesiaknietym idea vanitas - marnosci doczesnosci, niechybnego charakteru umierania, ale i zarazem nowego zycia rozkwitajacego na smierci.
Miedzy metafora a realizmem - tak mozna by okreslic zasadnicza tematyke pokazanych w Bibliotece Morgana grafik. Artysci probowali rozmaitych tematow: mitologicznych, biblijnych, ale takze jak najbardziej doczesnych, wspolczesnych, zas rysunek z samej swej natury sprzyjal malarstwu rodzajowemu, starannej obserwacji otoczenia i typow ludzkich (znakomity, na przyklad, anonimowy Portret czlowieka (w czapce-uszatce) z pierwszej polowy XVI wieku czy scen z zycia, jak u Jana Swarta van Groningena (ok. 1500-1558) z Goudy - tlum gapiow oglada egzekucje jednego i przygotowania do powieszenia drugiego skazanca.
Nie sposob opisac nawet czesci zgromadzonych w bibliotece rysunkow. Wszystkie bez wyjatku sa ciekawe, efektowne, na swoj sposob znakomite.