PRENUMERATA
"PRZEGL¡DU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (10 marca 2000)


BEATA DOROSZ

Jan Lechon i jego goscie

Przypadajaca w ubieglym roku setna rocznica urodzin Jana Lechonia byla okazja do ponownego zainteresowania czytajacej publicznosci osoba i tworczoscia poety. Zwyczajowo rocznicowe okolicznosci sa okazja np. do podsumowania stanu badan albo do rewizji dotychczasowych pogladow. W przypadku Lechonia sady o jego tworczosci pozostaja od lat ustalone Ð staje sie klasykiem, jednak nie skostnialym, pokrytym dostojna patyna czasu, ale stale zywym w swiadomosci czytelniczej. Potwierdzily sie przewidywania Antoniego Slonimskiego z Alfabetu wspomnien: 'Lechon wytrzymal probe czasu. [...] Nie reklamowany przez telewizje, radio, ani przez krytykow, jest jako poeta poszukiwany, potrzebny, czytany. Mam gleboka pewnosc, ze splyna, juz potepiane kiedys przez Zeromskiego, snobizmu awangardowe, Przybosiowe przepisy na kuchnie poetycka i pseudonaukowe kokieterie, ale zostanie poeta Jan Lechon, kontynuator najlepszych tradycji naszej poetyki i tworca, ktory wiersz polski wzbogacil'.

Ciagle zywe zainteresowanie postacia Lechonia nie wynika wiec z potrzeby przewartosciowania jego poezji, zmierza natomiast bardziej w kierunku analizy osobowosci tworcy, szczegolowego poznania kolejnych etapow jego biografii, dociekania wewnetrznych i zewnetrznych okolicznosci samobojczej smierci.

Nowe spojrzenie na niektore elementy biografii Lechonia mozliwe jest dzieki roznym dokumentom z archiwum poety w Polskim Instytucie Naukowym w Nowym Jorku, do ktorych powraca sie teraz po latach zapomnienia.

Jednym z takich odkryc, stanowiacym w istotny przyczynek do poznania osobowosci poety, jest Ksiega gosci, ktora Lechon prowadzil przez blisko cwierc wieku, poczynajac od wczesnego okresu swego pobytu w Paryzu.

Trudno dzis jednoznacznie stwierdzic, co spowodowalo, ze w kwietniu 1930 zawile drogi zaprowadzily go nad Sekwane, skoro wczesniej poeta tkwil mocno w samym centrum zycia literacko-artystycznego i politycznego, a przede wszystkim towarzyskiego Warszawy.
'Kiedys wyznal mi Lechon, ze ostateczna decyzja wyjazdu na stale za granice nastapila po nieprzespanej nocy, podczas ktorej wyliczal osoby w calej Warszawie, z ktorymi jest na ÇtyÈ. Gdy doszedl do trzystu nazwisk, postanowil porzucic Warszawe' Ð pisal Jaroslaw Iwaszkiewicz w Ksiazce moich wspomnien. Niecodzienne kulisy swego wyjazdu z Warszawy wspominal tez sam poeta: 'Najwazniejsze zdarzenia naszego zycia, zycie i smierc, zaleza nieraz od pozornie blahych wypadkow, od decyzji, nad ktorymi sie nawet nie zastanawiamy. W r. 1930 znudzony dwudziestoma laty przegadanymi w kawiarni Ð naraz ni stad, ni zowad powiedzialem na polpietrze w ÇZiemianskiejÈ, ze jade do Paryza. Nieoczekiwanie wzieto to na serio i tak mnie zaczeto o ten wyjazd dopytywac, ze zdecydowalem, iz musze chocby na pare miesiecy pojechac. Poszedlem wiec do pana Augusta [Zaleskiego, ministra spraw zagranicznych Ð przyp. B. D.], z ktorym przy tej okazji zjadlem doskonale sniadanie w tete-a-tete u Kronenberga, po czym sakramentalny Çpan SzumlakowskiÈ wszystko pomyslnie zalatwil. Pojechalem, zostalem 10 lat, przejechalem do Brazylii i od dwunastu lat mieszkam w Nowym Jorku. I tak oto na wiatr rzucona w ÇZiemianskiejÈ blaga sprawila, ze nie zginalem w Polsce, ze zyje dotad. Amen' [Dziennik, 25 kwietnia 1953].

Te dwa, tak rozne, cytaty maja wszakze wspolny punkt wyjscia: niebywale wprost zanurzenie Lechonia w zywiol zycia towarzyskiego lat dwudziestych. Tak widzieli go przyjaciele i znajomi z tego okresu i ten element jego biografii podkreslali szczegolnie, wspominajac poete po latach. Antoni Slonimski w Alfabecie wspomnien przyznawal, ze 'tylko Leszek mogl swymi czarami towarzyskimi osiagnac tak lakome stanowisko dyplomatyczne, nie posiadajac zadnych ku temu kwalifikacji. Jak Proustowski Swann byl juz wtedy ulubiencem salonow warszawskich. Bywalem z nim czasem w Belwederze, u Zaleskich, potem na herbatkach u pani Sikorskiej, ale Lechon bywal wszedzie i stale w sferach rzadowych i dyplomatycznych, urzadzal tez slynne wielkie przyjecia u siebie na Przyrynku. [...] Na przyjeciach spotykali sie pisarze obu pokolen, arystokraci i sfery rzadowe'.

Przyjecia, o ktorych mowa, zwyczajowo odbywajace sie z okazji imienin poety przeszly do legendy towarzysko-literackiej tamtego okresu i byly wspominane przez wielu ich uczestnikow. Zdzislaw Czermanski zwierzal sie przy tej okazji: 'Do dzis dnia nie przestaje imponowac mi ten mlodociany Lechon tym, ze umial tak oczarowac soba ludzi (i to nieraz luminarzy sztuki i nauki), ze wyprawa do jego domu na przedmiesciu Warszawy wydawala im sie warta fatygi ('O Leszku', Wiadomosci, Londyn 1956, nr 31).

Tradycji tej poeta nie zaniedbal i w latach pozniejszych Ð w czasie wojennego uchodzstwa w Rio de Janeiro, gdzie do grona starych przyjaciol dolaczyli nowi znajomi z brazylijskiej Polonii oraz w okresie powojennej emigracji w Nowym Jorku, gdzie obchodzone hucznie i tlumnie jego imieniny staly sie kolejnym ogniwem integrujacym polskie srodowisko.

Szkoda, ze w okresie warszawskich przyjec Lechon nie prowadzil jeszcze swojej Ksiegi gosci. Pewne jest jednak, ze galeria odwiedzajacych go postaci byla niebanalna: 'Trzydziesci piec lat mego zycia uplynelo w nurcie waznych wypadkow, znalem wszystkich prawie ludzi, ktorzy w tym czasie byli czyms w Polsce, a pozniej w Paryzu (Dziennik, 27 pazdziernika 1949 r.). Zaspokajalo to zapewne w pelni jego 'nienasycony glod snobizmu', ktory przypisywal mu m. in. Slonimski.

Moze decyzja o prowadzeniu Ksiegi gosci podyktowana byla tak|ze wzgledami snobistycznymi? Ten element salonowej kultury obyczajowej mogl sie wydac Lechoniowi interesujacy i wart nasladowania Ð na pamiatke, dla zabawy, ale rowniez dla udowodnienia sobie i swiatu, ze jego salon jest nieprzecietny i bywaja w nim nieprzecietni goscie.

Istotnie, na kartach Ksiegi gosci, zalozonej przez poete Ð jak sie wydaje Ð dopiero w czasach paryskich, w pelnej krasie prezentuja sie postacie z polskiego i francuskiego swiata literackoÐartystycznego i politycznoÐdyplomatycznego. 'Lubil gromadzic u siebie artystow, pisarzy, politykow, a dobieral ich tak, by z zetkniecia ich rodzila sie samoczynnie iskra zawsze ozywionej, nieraz blyskotliwej dyskusji. [...] Cieszyl sie poziomem i jakoscia slownej szermierki, cieszyl sie, gdy w zapale walki zapasnicy zrzucali lub przynajmniej odchylali maske, pozwalajac mu dostrzec i zanotowac jakis ciekawy szczegol psychologiczny, cieszyl sie, ze dzieje sie to u niego i z jego inicjatywy. Czul sie widzem i rezyserem. Wzbogacal zapas, do ktorego bedzie mogl siegac, gdy jak Proust uda sie na poszukiwanie straconego czasu' (Kajetan Morawski, 'Podzwonne', Wiadomosci, Londyn 1956, nr 31).

Przywolywanie przez przyjaciol slynnego dziela Prousta, mialo sluzyc naszkicowaniu sylwetki poety, najblizszemu prawdy. Z biegiem lat jednak w odczuciu samego Lechonia owo poczucie 'straconego czasu' stalo sie gorzkim rzeczywistym doznaniem. Przyznajac z jednej strony, ze 'Ludzie, towarzystwo Ð to nie moje zycie. Ale to niezbedny dla mnie narkotyk' (Dziennik, 28 pazdziernika 1951), jednoczesnie stwierdzal: 'Z tych niezliczonych nocy przewloczonych, z tych flirtow bardzo niespozytych z Talia i Melpomena Ð mialbym tylko pare stronic do mojego Le Temps retrouve. Zylem naprawde przewaznie nie tym, czym chcialem' (Dziennik, 3 marca 1950), w innym miejscu zas ocenial: 'Zmarnowane lata mego zycia zwalam teraz na swiatowosci. [...] Ze zgroza mysle, ilem lat przegadal z tymi salonowymi durniami' (Dziennik, 2 pazdziernika 1953). Gdzie indziej zas gorzko konstatowal: 'Wlasciwie nikt jeszcze nie napisal nic naprawde o demoralizacji, jaka szerzy salon Ð nie jakis tam specjalny salon, ale kazdy salon (Dziennik, 2 grudnia 1955).

Zaskakujace, ze sady te wyglaszal czlowiek, o ktorym mowiono, ze 'gorowal i blyszczal w kazdym otoczeniu Ð nawet najbardziej mu obcym, w kazdej okazji Ð a nawet bez niej. Gdziekolwiek sie pojawil, utwierdzal sie jego prymat, rosl krag przyjaciol i wielbicieli. Rozciagal sie od obibokow i szlifibrukow do potentatow i dygnitarzy, od masonow do ultramontanow, od powag wiedzy do najbardziej niepowaznych gwiazd sceny' (Juliusz Sakowski, Dawne i nowe lata).

Otwierajac kolejne strony Ksiegi gosci Lechonia, wkraczamy jednak w ten jednoczesnie fascynujacy i demoralizujacy swiat salonow.

Z kart Ksiegi wylania sie 'plejada gwiazd Ð roznej jednak wielkosci. Boy, Szymanowski, Rubinstein, Malcuzynski, Landowska, Lifar, Cocteau czy Valéry Ð juz wtedy powszechnie znani. Wsrod nich nazwiska, ktore dopiero z biegiem lat nabraly znaczenia, jak chocby Milosza. Ale sa i tacy, ktorzy zapisali sie w pamieci tylko nielicznych, a jednak z jakichs wzgledow byli zyczliwie podejmowani przez poete, ktory podsunal im swa Ksiege gosci do zlozenia autografu. Warto jednak zaznaczyc, ze zaszczytu tego dostepowali nie wszyscy goscie i nie przy kazdej okazji. Gospodarz 'zapraszal' do niej wybranych Ð wedlug jemu tylko znanego klucza.

Za spotkaniami tymi kryja sie 24 lata biografii Lechonia: od pazdziernika 1932 do ostatnich niemal tygodni przed smiercia w czerwcu 1956. Grono przyjaciol-skamandrytow uzupelniaja wiec m. in. protektorzy kariery dyplomatycznej poety z przedwojennego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, politycy obozu pilsudczykowskiego, z ktorym sie Lechon emocjonalnie i ideologicznie identyfikowal oraz jego opiekunowie i mecenasi, ulatwiajacy mu pokonanie trudnosci dnia codziennego.
Karty Ksiegi gosci wyraznie okreslaja rozne etapy zycia poety. Okres paryski to wspanialy czas, kiedy Lechon-dyplomata snobowal sie na kontakty z francuska elita artystyczna i intelektualna. Trwajacy blisko rok epizod brazylijski Ð to czas 'przejsciowy', na ktorym nie odcisnely znaczacego sladu nowe znajomosci, Lechon zas otoczony byl przede wszystkim starymi przyjaciolmi. Okres nowojorski natomiast ukazuje zamkniecie sie poety w srodowisku niemal wylacznie polskim (spotykamy zaledwie kilka amerykanskich nazwisk) Ð jakby emigracyjne zycie towarzyskie mialo sens o tyle, o ile odtwarza dawne przedwojenne wspomnienia, pozwala pokonac nostalgie za minionym czasem i utraconym krajem oraz zywic wspolna temu srodowisku nadzieje na powrot do ojczyzny.
W ten sposob na karty Ksiegi gosci wkracza historia Ð historia wybitnych dokonan artystycznych (np. paryskie wystawienie Harnasiow Szymanowskiego), historia wydarzen politycznych (wybuch II wojny swiatowej, wojenna tulaczka, powojenna emigracja), historia waznych faktow z biografii poety.
Znalazl sie tu wiec slad roku 1939, utrwalony w legendzie literackiej jako wojenna Wigilia skamandrytow, ktora stala sie w pewnym sensie 'wydarzeniem pokoleniowym', wyznaczajacym kolejny istotny fakt w zbiorowej biografii tej generacji Ð i jako takie bywa np. porownywana do wystapienia tej grupy poetow w kawiarni Pod Picadorem w listopadzie 1918. Tam poeci witali niepodlegla Polske Ð tu przyszlo im przezywac poczucie kleski wrzesniowej i smakowac gorycz wygnania, za tym zas poszla zmiana tonacji i tematyki ich poezji, oddanej znow na sluzbe wartosci narodowych i patriotycznych.

Nastroje wojennej tulaczki poswiadczyl w Ksiedze gosci m. in. wpis Kazimierza Wierzynskiego w Rio de Janeiro, opatrzony dopiskiem (majacym swoista dramatyczna wymowe): 'bez wizy do USA'.
Historia powojennej emigracji to losy ludzi uwiklanych w polityke, o czym posrednio dowiadujemy sie sledzac ich biografie za oceanem. To takze pewien fragmentaryczny obraz dzialalnosci wielu emigracyjnych srodowisk politycznych i kulturalnych, z ktorymi na roznych etapach nowojorskiego zycia zwiazany byl Lechon.

Prywatna historia Lechonia takze w pewnym stopniu znajduje tu odbicie. Niektore wydarzenia z biografii poety dla niego samego znaczyly szczegolnie wiele lub tez mialy walor wyjatkowosci, co poswiadczal sam Lechon, wlasnorecznie dokonujac w Ksiedze pamiatkowych zapiskow. Jednym z przykladow jest celebrowanie faktu uhonorowania go w 1952 r. nagroda literacka Zwiazku Pisarzy Polskich na Obczyznie i odnotowane w Ksiedze gosci reka Lechonia spotkanie w znanej restauracji Mazurka, bedacej miejscem czestych spotkan Polonii nowojorskiej, skomentowane pozniej przez niego takze w Dzienniku 18 sierpnia 1952 r.

Wolno przypuszczac, ze publikacja Ksiegi gosci moze byc szczegolnie ciekawa dla nowojorskich czytelnikow Ð nie tylko dlatego, ze niektorzy z nich odnajda tam samych siebie oraz osoby z najblizszego im otoczenia. Takze dlatego, ze za posrednictwem tej lektury bedzie sie mogla dokonac projekcja osobistych wspomnien z dramatycznego okresu wojny i tuz powojennej emigracji, rzutowana na szeroka panorame srodowiska artystycznego i politycznego, a przede wszystkim towarzyskiego Polonii nowojorskiej.

Jak zatem czytac Ksiege gosci? Wydaje sie, ze mozliwe jest jej odczytanie w kilku plaszczyznach. Moze byc ona dokumentem obrazujacym dwie epoki: przed- i powojenna oraz ich przelom w postaci II wojny swiatowej. Mozna potraktowac ja jak barwny fresk obyczajowy swiata przed- i powojennego, na ktorego tle rozsnute sa indywidualne losy poszczegolnych postaci. Jest to tez swiadectwo osobistych przezyc i doswiadczen poety, bowiem jak sam zanotowal w Dzienniku (25 grudnia 1950 r.): 'Wszystko jest temat Ð zycie kazdego czlowieka, dziwnosc, a zarazem przypadkowosc i nieuchronnosc roznych spotkan, od ktorych zawisly nasze losy, nieobliczalnosc kazdego z naszych rzekomo rozsadnych postepkow, odmiennosc nasza w roznych fazach naszego zycia i zarazem nasza wsrod nich niezmiennosc. Myslalem sobie wczoraj, ze o kazdym ze znajomych, ktorych tymi dniami widzialem, mozna by napisac pasjonujaca powiesc'. Podziwiac tez wypada Ksiege gosci jako jedyna w swoim rodzaju kolekcje autografow.

Po co czytac Ksiege gosci? Chyba po to, by miec wrazenie wspoluczestniczenia w niepowtarzalnym misterium 'swiatowosci' i wlaczenia sie w fascynujacy korowod gosci poety, nie do konca dajac wiare jego przekonaniu, 'ze to najgorsza strata czasu' (Dziennik, 11 wrzesnia 1949), zas szum rozmow salonowych to 'Niagara banalnosci' (Dziennik, 6 listopada 1951).