PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (25 lutego 2000)


WOJCIECH LIGĘZA

O poezji Tadeusza Sułkowskiego

Doskonałość
i nędza istnienia

Są poeci, którzy nie chcą się zmieniać. Artyści wierni jednemu tematowi rozwijanemu od młodości do lat dojrzałych. Temat przybiera wiele postaci, obrasta w poboczne wątki, powraca w licznych wariacjach i przetworzeniach. Poeta poszukujący słowa wyrażającego moralną istotę istnienia nie zważa na przelotne mody literackie, nie zajmuje się zamętem epoki, poniekąd lekceważy historię. Zjawiska przemijające nie są warte uwagi. Sprawy światowe, lecz w długiej perspektywie lat pozbawione znaczenia, należy pozostawić na uboczu. Jeżeli w refleksji poetyckiej pojawia się biografia, to składające się nań fakty umieszczone zostają w przestrzeni duchowej. Do takich poetów wiernych raz obranej drodze należy Tadeusz Sułkowski.

Radykalny poszukiwacz prawdy, Sułkowski programowo izoluje się od literackiej giełdy. Nie bierze udziału w grze o fantomy sławy. Skupienie wewnętrzne wymaga bowiem odsunięcia się od destruktywnych mocy kulturalnego centrum. Prywatna wolność manifestuje się w geście odrzucenia przyjętych zachowań twórców, którzy lękając się literackiej nicości wciąż zabiegają o druk. Sułkowski publikował niewiele i dość niechętnie. Lubił żywot prowincjusza. Przed drugą wojną światową najbardziej był związany z rodzinnymi Skierniewicami. W czasie wojny aktywną działalność krytyczną rozwijał w oflagu w Murnau (niewielkie i zamknięte środowisko kulturalne - to jeszcze było do ogarnięcia). Kiedy osiadł w Londynie, wybrał podrzędną pracę administratora i dozorcy Domu Pisarza Polskiego przy Finchley Road. W "strasznym dworze na Finczlejowie" - jak żartobliwie Tadeusz Nowakowski nazwał to schronienie powojennych polskich pisarzy-emigrantów - powstało znaczące mikrośrodowisko artystyczne. Jednakże Wielki Londyn niewiele wiedział o tym skupisku talentów.

Obwarowany w rozpadających się murach, zdegradowany, praktykujący pokorę (która miała też odcień dumy), Sułkowski obcował z kulturą metropolii od święta, w przez siebie tylko wytyczonych granicach. Jak zaświadczają wspomnienia, pisarz uczynił głównym przedmiotem swoich fascynacji muzykę, malarstwo i teatr.

Pozycja marginalna miała swoje blaski i cienie. Świadomość, że człowiek ubrany w roboczy kombinezon jest wybitnym polskim poetą, stała się udziałem niewielu przyjaciół. Dla szerszego kręgu czytelników, nawet w Londynie, Sułkowski pozostawał nieznany. Co znamienne, najważniejsze jego zbiory poetyckie Dom Złoty oraz Tarcza (1961 r.) ukazały się w londyńskiej Oficynie Poetów i Malarzy Krystyny i Czesława Bednarczyków w rok po śmierci autora. Do czytelników w Polsce twórczość Sułkowskiego dotarła dwadzieścia lat później (Tarcza. Wiersze i poematy, 1980 r.). W 1997 r., w 90. rocznicę urodzin, rodzinne Skierniewice uhonorowały poetę uroczystymi obchodami oraz odsłonięciem pamiątkowej tablicy. Z tej okazji ukazało się też wydanie Poezji w opracowaniu Krzysztofa Ćwiklińskiego i Janusza Kryszaka. Jest to, jak dotąd, najobszerniejsza prezentacja twórczości samotnika z Londynu.

Wieczne work in progress Sułkowskiego mogło rozwijać się i doskonalić w sytuacji względnego spokoju i relatywnej wolności. Ponaglany jedynie przez życzliwych przyjaciół-wydawców, poeta oddawał się cyzelowaniu formy, które graniczyło z szaleństwami akrybii. Prowadził osobliwe życie: kontemplacyjne, pustelnicze, ascetyczne. Osoba twórcy przestawała być ważna, liczył się wyłącznie pełny blask metafory, obrazu, frazy. Problematyka powstającego w takich warunkach dzieła z natury swojej musi być zwrócona ku doświadczeniu wewnętrznemu. Zatem pisarstwo Tadeusza Sułkowskiego w niewielkim stopniu odnosi się do aktualności historycznej, w znikomej mierze nastawione zostało na kronikarskie realia oraz przeżycia zbiorowe. Ideałem biografii artysty był brak zdarzeń, jednostajność zatrudnień, niechęć do zmiany miejsca.

Jak wspomniałem na wstępie, twórcę medytującego interesują etyczne uwarunkowania słowa poetyckiego. Składnia wiersza, która dąży do formy doskonałej, winna odzwierciedlać ład wewnętrzny. Z każdej wypowiedzi mają wynikać nauki dla piszącego i czytelników. Namysł nad słowem i dobór słów u Sułkowskiego zawsze przekraczają problematykę stricte literacką, gdyż sztuka pisania, traktowana z niezmierną powagą, według poety przywraca utracony związek piękna i prawdy.

Moralistyka poetycka Tadeusza Sułkowskiego - tylekroć zauważana przez badaczy jego dzieła - ma odrębne sposoby wyrażania. W omawianych wierszach ważną rolę pełnią słowa-klucze zaczerpnięte ze słownika aksjologii. Wciąż powtarzają się pojęcia piękna, dobra, prawdy, ładu, doskonałości, czystości i szczęścia, a w drugim, przeciwstawnym znaczeniowo szeregu, poeta umieszcza kategorie mądrości, żalu, klęski i rozpaczy. Od razu zauważmy, że spectrum opisywanych stanów psychicznych, doznań i doświadczeń rozciąga się u Sułkowskiego między afirmacją a negacją, nadzieją a zwątpieniem, radosnym, zmysłowym tańcem życia a gorzkim poczuciem skazy i winy. Jego bohater liryczny jest człowiekiem rozdwojonym, rozdzieranym przez sprzeczne uczucia, nawiedzanym przez ekstazy i zwątpienia. Sakralność rzeczy stworzonych graniczy z grzesznym, niedoskonałym wymiarem życia. W lirycznych wypowiedziach Sułkowskiego wzory moralne przybliżają nieosiągalny ideał, podnoszą zwykłe istnienie ku obszarom doskonałości. Kraina marzeń konfrontowana jest z ludzką niedolą i nędzą.

Lirykę hipostaz, a hipostazy, jak wiemy, to ucieleśnione, uprzedmiotowione abstrakcje, w przypadku autora Tarczy nie należy wcale łączyć z logicznym błędem. W poezji Sułkowskiego pojęcia nie istnieją realnie, lecz przedstawiona rzeczywistość zostaje porządkowana wedle etycznych kategorii, ma niejako dorosnąć do idealnych kształtów. Pojęcia ogólne nie są interesujące w sensie artystycznym. Spełniają swą właściwą funkcję poetycką dopiero wówczas, kiedy powstaje gra znaczeniowa pomiędzy abstrakcją a metaforą. Mowa metafor moralisty składa się z zapośredniczonych perswazji, z zaszyfrowanych olśnień i przerażeń.

Oczywiście, poetyckie rozważania o wartościach oraz zmetaforyzowane wizje dopełniają się nawzajem. Sułkowski to poeta sytuacji moralnych, który wypowiedzi liryczne konstruuje w ten sposób, żeby czytelne stały się dylematy oraz wybory życiowe, określony - kierunek przemiany duchowej, nazwany - krąg destruktywnych właściwości istnienia ludzkiego. Mówić światu "tak" i powtarzać temu światu uporczywe "nie" uznać należy za ważną powinność poety. Monolog liryczny Sułkowskiego często przypomina formę wyznań lub spowiedzi. Szczerość jest bowiem miarą prawdy.

Wskazana postawa twórcza ujawnia się w obrazach wzrastania, dojrzewania, przemiany, lotu. Już w otwierającym debiutancki tom List do dnia (1933 r.) wierszu Słowo odnajdziemy początek poetyckiej księgi stwarzania samego siebie: Rozkopię całe życie, zapłonę od nowa,/ Podzielę mozół niemy na sprawy i rzeczy,/ Bym tak zwielokrotniony i bardziej człowieczy,/ Mógł ziemię chłonąć, chłonąć, choć nie znajdę słowa. Potrzeba poznania ma tu wieloraki charakter sensualno-intelektualny. Chłonąć świat i świat rozumieć - te wskazania pojawią się w wielu lirykach (np. Zapach świata, Noce majowe, Cokolwiek przyjdzie). Święty i niszczący płomień pochłonie egotyczne złe skłonności. Ogień stworzy człowieka wielorako wrażliwego, a tajemna więź z ziemią obdarzy go wieczną, niezmienną mądrością. Wszelako przeczuwana prawda wymyka się nazwie, dlatego wzrastaniu towarzyszy niecierpliwa modlitwa o słowo.

Kierunek ku górze oznacza u Sułkowskiego marzenie o dojrzałości, pasje poznawcze, wniknięcie w wieczne prawa natury. Ludzkie istnienie poszczególne utożsamić się powinno z przyrodniczym ładem, dorosnąć do niepokojącej oczywistości trwania, przystać na ludzkie, peryferyjne położenie w świecie: U traw uczyć się szumu, cierpkości dojrzałej,/ Drzew potrzebie wzrastania dorównać nareszcie (Wszystko już teraz ważne). Natura jest nauczycielką ładu. Pełna przytomność bycia w świecie, cudowna i zarazem okrutna jasność poznawcza ujawnia prostą wiedzę o przemijaniu. Radość umysłu, który pragnie dostąpić metafizycznych wtajemniczeń, integralnie wiąże się z klęską pojedynczej osoby - nie tak znowu ważnej w całym planie istnienia. Najtrudniejsza jest właśnie akceptacja tego, co oczywiste i nieodwołalne: Pochwalam to mijanie za to, że dojrzewam (Strumień i ozimina).

Zaklinanie dojrzałości, hamowanie zmysłów refleksją moralną, wzrastanie ponad stan intelektu, tak wyraziste u Sułkowskiego, nie jest wcale wyjątkiem w poezji debiutantów lat trzydziestych. Dodajmy na marginesie, iż kultura dwudziestolecia międzywojennego nie schlebiała magmowatej młodości, nie chwaliła myślowego nieopierzenia. Traktowana awansem dojrzałość była jedynym biletem wstępu na pokoje literatury.

Życie ludzkie uszlachetnia się w pisaniu. W ekstatycznym i bardzo konceptualnym wierszu Sułkowskiego 28 kwietnia padał deszcz świat - czysty i prosty jak wiosenna przyroda - wzlatuje ku niebu, zostaje wydźwignięty na końcu stalówki. Poeta często powołuje się na świętego Franciszka zbratanie z naturą. Niebo ogromne uświadamia też ludzką, pascalowską nędzę. Idzie jednak o to, by poprzez akt pisania oraz kontemplacji przemijająca marność stała się dobra i piękna. Jak w modlitwie panteisty w jednym z najpiękniejszych liryków z okresu dojrzałego - Jaskółki (z tomu Dom Złoty): Od złego skrzydłami uchowaj,/ Jaskółeczko, kochaneczko hebanowa./ Naucz nędzna stać w nędzy mojej/ Jak w muzyce i łasce wesołej.

W poezji Tadeusza Sułkowskiego muzyka jest inkarnacją ładu świata. W wierszu Koncert poeta sięga po pitagorejskie wyobrażenie muzyki sfer, przy czym owe kosmiczne brzmienia dostępne są na wyciągnięcie ręki: krąg ziemskich rzeczy zawiera w sobie cudowną konfigurację dźwięków, rezonuje muzyką. Natura odpowiada muzycznym formom, których doskonałość może się równać z przedustawną harmonią istnienia. Rzeczy są instrumentami, a ich akustyczna mowa - objawieniem piękna muzyki chwalącej Pana: w trzcin piszczałce w wodzie czarnej/ mówi muzyka gregoriańska (Październikowy); Drzewo gałęzią wieczorną trąca o szklany instrument (Koncert). Sułkowski kreuje pejzaż jak muzyczną kompozycję, odwołując się bądź do konkretnych utworów bądź do jakości stylistycznych dzieł Bacha, Mozarta, Beethovena. Muzyka chroni przed lękiem, smutkiem i katastrofą. Dziejowa klęska nie jest nigdy nazwana z imienia, wszelako Sułkowski nie zapomina o grozie przeżytego doświadczenia. Znamienne są słowa poety-świadka z wiersza Dom złoty: Pod ręką układającą poemat i dzieło muzyczne/ Leżą straszne jaszczury, a mówię, bom widział.

Dajmy jeszcze przykład rzeźby. Sułkowski pragnie wykreować pomnikowy wizerunek człowieka. Przedstawienia zmarmurzone - jakby powiedział Norwid - to rzecz jasna moralistyczne idealizacje. Małżeństwo i macierzyństwo spotykają się w tej poezji ze szczególną czcią. W omawianej poezji portrety kobiety i mężczyzny przywodzą na myśl ikonografię Świętej Rodziny. Kobieta i mężczyzna, pozbawieni indywidualnych cech i biografii, zastygają w wystudiowanych pozach. Stają się emblematami rodzaju ludzkiego. Nowożeńcy przy koncercie trąbek stoją nieruchomi/ W godnym stylu wykuci na małżeński pomnik (druga część poematu Tarcza). Natomiast w Utworze pastoralnym nowe plemię ludzi pracowitych i prostych przypomina figury z kamienia/ o rękach i profilach mistrzowskiej roboty. Niezniszczalny jest kamienny moralitet. Ideałem dla poezji jest tu nieporuszona, klasyczna doskonałość.

W wielu utworach Tadeusza Sułkowskiego powtarza się mit o pięknych, nowych ludziach. Piękny człowiek uosabia wartość etyczną. A zatem piękno traci swój swoiście estetyczny sens. Przestaje być pojęciem abstrakcyjnym. Stosowne byłoby w tym miejscu greckie słowo kolon, które oznacza - jak napisał Władysław Stróżewski - w tym samym stopniu dobro i piękno.

W liryce Sułkowskiego ostentacyjna obecność rzeczy pięknych, wytworzonych z drogocennych materiałów, na zasadzie paradoksu nie jest podporządkowana kategoriom estetycznym. Ta barokowa słabość do klejnotów, drogich tkanin, przepychu świata ma przywoływać na myśl wewnętrzne piękno, które nie ma nic wspólnego z konkretami poznawanymi przez zmysły. Poetyckie złotnictwo, sztukatorstwo, snycerstwo to metaforyczne nazwania kunsztu kreacji świata idealnego i szczęśliwej, rozświetlonej od wewnątrz światłem prawdy istoty ludzkiej. Sama zdobność jest bowiem dla Sułkowskiego formą pustą, bezużyteczną. Tak jak poezja bez uzasadnień moralnych staje się zbiorem brzmień głuchych. Najprościej rzecz zostaje wyrażona w stylizowanej na oświeceniową prostotę frazie z Arii na bas i trąbkę z poematu Tarcza: Arcydzieła się potłuką,/ Gdy są cackiem, nie nauką. Jednak dystych z aluzją do sarkastycznych cacek Norwida opatrzony został tragicznym pytaniem-kontrapunktem: Z cackiem schodzić do przepaści?

Tadeusza Sułkowski nie wygłasza pouczeń ze spokojną pewnością, nie ma recept na zwycięstwo dobra i piękna, lecz ujawnia rozterki, wskazuje paradoksy wywyższenia oraz upadku, włącza siebie do grona grzesznych i cierpiących. Ujawnienie ładu moralnego w sztuce słowa traktuje jako proces i projekt. A zatem lepsza rzeczywistość, niż rzeczywistość dana w bezpośrednim doświadczeniu, jest zawsze przed pisarzem. Przeczuwana i przybliżana, ale nigdy w pełni obecna w kształcie zamkniętym, doskonałym.

Warto nie pomylić opisywanej tendencji z rojeniami naiwnego ekstatyka, z kaznodziejstwem, czy z zawieszonym w aksjologicznym eterze estetyzowaniem. Moralistyka poetycka Sułkowskiego jest studiowaniem zachwycających dzieł natury, próbą odgadnięcia milczącej obecności Boga-Stworzyciela, namysłem nad arcydziełami sztuki i spontanicznym odbiorem tych najwybitniejszych świadectw ludzkiego demiurgizmu, wreszcie nobilitującą i zarazem udręczającą wiernością wobec najlepszych, jak to tylko możliwe, artystycznych wyznaczników własnego dzieła. Obsesja doskonałości u Sułkowskiego wykracza poza uprawiane z upodobaniem cyzelatorstwo formy. Praca nad słowem jest równoległa do pracy człowieka nad samym sobą. Podobieństwo przechodzi niepostrzeżenie w tożsamość obu dziedzin. Wielka sztuka, czy skromne rzemiosło - bez żadnej różnicy - to rzeźbienie, modelowanie wizerunku człowieka, który zdolny byłby zwalczyć zło i nędzę istnienia, przezwyciężyć chaos i bezsens, marność życia i wszechobecny lęk.