PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (25 lutego 2000)


HELENA ZAWORSKA

Przyjaźń
księdza Jana Twardowskiego

Jan Twardowski mówi, że jest księdzem, który pisze wiersze. Wiersze tworzy od dawna (w roku 1937 wydał debiutancki tomik Powrót Andersena), ale dopiero w ostatnich kilkunastu latach stał się najpopularniejszym poetą w Polsce. Jego utwory ukazują się w ogromnych nakładach, na spotkania z nim przybywają dosłownie tłumy ludzi (z przewagą młodzieży), czytelnicy w długich kolejkach godzinami czekają na jego dedykację. Przysyłają mnóstwo listów, zaglądają nieustannie do zakrystii w kościele Wizytek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, by choć przez chwilę z nim porozmawiać. A on pisze listy, rozmawia, zgadza się na spotkania, całe dnie oddaje Bogu i ludziom. Jakby zapomniał o swoim wieku, o chorym sercu "na druciku" (tak nazywa rozrusznik), o odpoczynku. Krótkie wakacje spędza w cudownym Lipkowie niedaleko Lasek, na skraju Puszczy Kampinoskiej.

Jan Twardowski ma nie tylko talent poetycki. Ma także talent przyjaźni. Potrafi obdarzyć swoją uwagą i czułością bardzo wielu ludzi. Uważa, że miłość i przyjaźń to najwspanialsze dary życia, że trzeba być blisko innych aż do ostatniego tchu. Wyraża to pięknie w swojej poezji i realizuje w praktyce. Potrafi pielęgnować uczucia, które wymagają stałej troski, gotowości, niekiedy ofiary. Przyjaźń zaniedbana usycha, przemienia się nie wiadomo kiedy w oddalenie, obojętność. Ksiądz Twardowski wie o tym dobrze i dlatego "stara się nie przestawać", podtrzymuje kontakty starannie i czule, choćby krótkim, jednozdaniowym telefonem, choćby małym listem.

Wiem o tym, ponieważ ksiądz obdarzył mnie swoją przyjaźnią i nauczył, jak ważna jest sztuka obcowania z drugim człowiekiem. Poznałam księdza zaledwie trzy lata temu, brałam udział w promocji wydanego przez Państwowy Instytut Wydawniczy wyboru jego poezji Rwane prosto z krzaka. To było przecież oficjalne spotkanie, a zaowocowało bezcenną przyjaźnią. Gdy zachorowałam, ksiądz zjawił się w szpitalu i dywagował o literaturze, jak gdyby nigdy nic! Gdy wróciłam do pustego domu, dzwonił i mówił jedno zdanie: "Chcę tylko powiedzieć - dobranoc". Wielu osobom ten niezwykły człowiek potrafi okazać czułość, która bywa już tak rzadka w dzisiejszym świecie. Ludzie zatracają instynkt kochania, przyjaźni. Ksiądz ma go w sobie. Dlatego takie tłumy szukają kontaktu z nim.

Poezja Jana Twardowskiego jest niekonwencjonalną szkołą uczuć. Mistrzem w tej szkole jest, oczywiście, Bóg. Jego miłość jest wielka "jak morze od morza do morza", ale nie przesłania sobą tego, kogo kocha, nie zatapia go w żywiole uczuciowości zachłannej, jest Miłością Doskonałą. Ludzie zaś często kochają niemądrze i boleśnie, niekiedy zajmują się bardziej swoim uczuciem niż kochaną osobą, chcą być najlepsi w burzy namiętności. Ksiądz Twardowski nie ucieka przed paradoksami uczuć. W swoich prostych a zarazem trudnych wierszach wyraża przekonanie, że miłość jest jedną z najbardziej skomplikowanych spraw życia.

"Zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz" - tak brzmi jeden z aforyzmów księdza. Poeta uważa, że musimy się nauczyć cudownej sztuki zapominania o sobie. Miłość Boga, ludzi, świata, najmniejszego stworzenia, urody zjawiska lub chwili pozwala się zanurzyć w istnienie fascynujące, mniej dotkliwe niż nasze własne, prawdziwe lub wymyślone męki. Poezja Twardowskiego jest wypełniona uwielbieniem natury.

Nauczyć się własnej, radosnej, wyzwalającej nieważności jest wielką sztuką. W wierszu Korepetycje występuje maleńki "profesor": Koniku polny / od nieważnych rzeczy / naucz mnie od małego być mniejszym. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach nie opuszcza księdza niezrównany, nie tylko łagodny, ale i cięty humor. Poezja Twardowskiego nie znosi patosu. Jest wesoła, autoironiczna, bawiąca się życiem. Jakże nie polubić najserdeczniej autora za taki oto wierszyk, noszący tytuł Ratunek: Niestały niezgrabny / jak mamut na balu / staromodny/ grzeszny / tylko śmiech uratuje / żebym nie był śmieszny.

Więc może nas uratować miłość i śmiech. Nic dziwnego, że tylu uczniów zapisuje się do szkoły uczuć księdza Jana Twardowskiego. Ja wiele się nauczyłam.

Na początku roku 1999 ukazała się książka będąca zapisem naszych rozmów, które prowadziliśmy przez kilka miesięcy; od końca lutego do końca maja 1998. Spotykaliśmy się raz na tydzień w pokoiku księdza (mieszka na tyłach kościoła Wizytek, stary modrzew zagląda przez okno, ćwierkają ptaki, szczeka jamnik, pachną kwiatki...). Bez z góry założonego planu mówiliśmy po prostu o tym, czym jest wiara, ufność, obcowanie z Bogiem i z ludźmi, miłość, przyjaźń. To znaczy ja, tak często wątpiąca, zagubiona, niczego do końca niepewna, szukałam u księdza duchowej pomocy. Podobnie jak wielu ludzi, znajdowałam ją od dawna w wierszach Jana Twardowskiego, ale rozmowy rozszerzyły ten kontakt o całożyciowe doświadczenie księdza i pełniejsze zetknięcie się z jego wyrozumiałą mądrością. Dowiedziałam się wiele o jego dzieciństwie, młodości, rodzinie, przeżyciu powstania warszawskiego, powołaniu kapłańskim. Kiedy spisałam z magnetofonu owe rozmowy i ukazały się nakładem krakowskiego Wydawnictwa Literackiego, rzucili się na ten tomik liczni czytelnicy, bo im tak jak mnie była potrzebna bliskość i pomoc księdza Jana Twardowskiego.

 

Fragmenty książki
Jestem bo Jesteś

Z księdzem Janem Twardowskim rozmawia Helena Zaworska.
Wydawnictwo Literackie Kraków 1999.

Helena Zaworska: - Powiedz mi, co znaczy w Twojej poezji i zapewne w Twoim życiu miłość, którą określasz często formułą: "Miłość za Bóg zapłać"?

Jan Twardowski: - To jest taki mój pomysł. Jeżeli kogoś kocham i ten ktoś mnie nie chce, to za tę moją miłość wynagradza mnie Bóg.

- Czym?

- Tym, że nie wysycham jak jakiś badyl, tylko żyję miłością. Bo są ludzie, którzy w ogóle przestali kochać, oduczyli się tego uczucia.

- A zaczęli nienawidzić, nauczyli się agresji. (...)

- Miłość człowieka do człowieka jest tajemnicza, nielogiczna, niezrozumiała. Nie da się wytłumaczyć. Kocha się nie za coś, tylko za nic, wbrew wszystkiemu. Miłości towarzyszy ciągły lęk, a także poczucie samotności. Również w małżeństwach odczuwa się samotność. Wszyscy szukają miłości, a ona nie urodziła się na ziemi. Myślę, że w gruncie rzeczy człowiek kocha Boga, tęskniąc do nieosiągalnej miłości doskonałej.

- Z Twoich wypowiedzi wynika, że wszystkie formy miłości są jednym.

- Nie ma dwóch miłości, miłość jest jedna. Pewna pani mówi mi tak: "No, Boga kocham, ale tę paskudną, okropną moją sąsiadkę zawsze mam ochotę zrzucić ze schodów". Jak jej wytłumaczyć, że tym samym nie kocha Boga? Nie można kochać Boga i nie kochać człowieka. (...) Miłość to jest troska o innego, o innych, czyli ciężka praca, oddanie się komuś. Miłość wymaga cierpliwości. Ona nie jest tylko uczuciowym amokiem. Nie jest zachwyceniem się własnym zakochaniem. Jest wielką uwagą poświęconą drugiej osobie. Bóg dał nam talent miłości, ale, jak wiadomo, potrafimy zakopywać dane nam przez Niego talenty, nie umiemy ich użyć, rozwinąć, zrealizować. (...) Miłość jest także jednym z wielkich środków poznania. Poznaje się świat przez naukę, przez zdobywanie wiedzy. Mądrość życia poznaje się przez miłość, przez cierpienie, przez doświadczenie. Bylibyśmy ograniczeni, gdybyśmy mieli wyłącznie samych siebie. Miłość wciąż czegoś człowieka uczy. Bez niej bylibyśmy jak martwi.

- Jako czytelniczka Twoich wierszy poznaję wtajemniczenie w różne rzeczy poprzez miłość. Te wiersze są poetyckim hołdem złożonym miłości ludzkiej, która jest, jaka jest, na pewno niedoskonała, ale bezcenna.

Napisałeś słynny wiersz, który wszyscy powtarzają: "Śpieszmy się kochać ludzi". A ja Cię zapytam: jak uczyć się kochać ludzi? Sam mówisz, że jest to sztuka i że jest to praca.

- Nawet miłości nieudane, przemijające, bolesne też nas wiele uczą, rozwijają wewnętrznie.

- Co można poradzić ludziom, którzy tak bardzo nie umieją kochać się nawzajem, popełniają tyle świadomych i nieświadomych błędów?

- Najbardziej przeszkadza egoizm. To, że tak intensywnie kocha się siebie. Jak matka kocha dziecko, nie myśli o sobie, ale o nim. Realizujemy siebie najpełniej, jeśli potrafimy żyć dla innych. Matka Teresa z Kalkuty zrealizowała siebie, oddając się służbie innym. Miłość małżeńska także bywa niesłychanie ofiarna, na przykład w chorobie.

- Sądzę, że niekiedy najbardziej kochamy nie tyle drugiego człowieka, ile własną miłość. Bywamy nią zachwyceni.

- W hierarchii grzechów na pierwszym miejscu jest pycha. Inne, z nieczystością włącznie, są na dalszych miejscach. One wiążą się z pychą, z egoizmem. Miłości szuka się często po omacku, nie wiadomo, jak ją w pełni zrealizować, towarzyszy nam poczucie niedosytu. Niemal zawsze wydaje się nam, że pragniemy czegoś więcej i myślę, że ta tęsknota za miłością doskonałą jest tęsknotą za Bogiem. Miłość jest jednym z cierpień, chociaż jest szczęściem - na ten paradoks nie ma rady.

- To prawda, my wciąż szukamy miłości prawdziwszej, pełniejszej i nieraz wydaje się nam, że jakiś inna osoba dałaby nam tę pełnię. Stąd odchodzenia, zdrady, nieszczęścia, no i najczęściej rozczarowania. Wtedy wszyscy cierpią jak potępieni.

- U Dantego para zakochanych siedzi w piekle, ale są szczęśliwi! Nawet dramaty miłości są szczęściem w porównaniu z brakiem uczucia. Zdarzają się takie przedziwne, paradoksalne historie: znam sytuację, kiedy dziecko w małżeństwie pojawiło się dopiero po rozwodzie! Niby wszystko skończone, a okazuje się dość często, że ludzie nie mogą o sobie zapomnieć, że dowiadują się o tym dopiero wtedy, gdy zerwali, odeszli. Może ból jest do czegoś potrzebny? Odsłania nam coś, co jest w nas ukryte, nie rozpoznane w banalnym spokoju.

(...) Dzisiejsze konsumpcyjne używanie życia w końcu obrzydnie, wyda się miałkie, a może nawet nudne. Moim zdaniem nastąpi powrót do wiary, do wartości etycznych. Ludzie teraz często czują się zagubieni, sięgają po różne poradniki psychologów, biegają na seanse terapeutyczne.

- Wiesz, mnie się wydaje, że dzielenie włosa na czworo może raczej zniszczyć uczucie. Miłość właściwie wymaga od człowieka choćby odrobiny głupoty, rezygnacji z zastanawiania się, z ciągłego analizowania. Wymaga zgody na to, że jest w nas coś, co nie poddaje się rozumowaniu, co nie może być całkowicie poznane, wytłumaczone. Bez mądrzenia się, kierując się spontaniczną potrzebą wewnętrzną, nie pamiętając o teoriach starych i nowych, możemy chyba łatwiej zachować uczucie.

- To jest prawda.

- Bardzo wiele zawdzięczam Twojej prostocie, Twojemu przekonaniu, że idzie się właśnie tędy i że nie można ciągle stać na rozstajach z rozdartą duszą, co bywało i bywa moim sposobem życia. Wielu ludzi Ci to zawdzięcza

.