PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (11 lutego 2000 r.)


ANDRZEJ POMIAN

Tragedie Polski
XX wieku

Począwszy od insurekcji kościuszkowskiej naród polski - pokolenie za pokoleniem - składał ogromne ofiary w krwi i mieniu, aby odzyskać to, co było jego prawem - niepodległość. Uzyskał ją własnym wysiłkiem dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w listopadzie 1918 roku, aby znów o nią walczyć i przyczyniwszy się w sposób istotny do zwycięstwa nad Trzecią Rzeszą znów ją utracić w latach 1944-1945 na rzecz drugiego rozbójniczego wroga - Rosji.

Książka Kazimierza Iranka-Osmeckiego Powołanie i przeznaczenie zajmuje się pierwszym, najbardziej krwawym okresem naszej tragedii - latami podwójnej okupacji i walką najpierw podziemną, a później jawną o utrzymanie niepodległości.1) Jej autor zmarł w maju 1984 roku. Jego spuścizną pisarską zaopiekował się syn Jerzy. Ułożył książkę z londyńsko-okupacyjnych wspomnień ojcowskich Emisariusz Antoni, wydanych już raz w roku 1985, dodał do nich relacje publikowane w czasopismach lub rękopiśmienne o osiągnięciach naszego wywiadu wojennego, o kapitanie sowieckim Kaługinie, o rozmowach kapitulacyjnych z Niemcami pod koniec powstania warszawskiego, o generale Tatarze, wreszcie o odprawach Komendy Głównej AK przed powstaniem. Teksty ojca uzupełnił aneksem dokumentacyjnym i dwiema swoimi pracami: o ojcu i o tragicznej śmierci gen. Władysława Sikorskiego nad Gibraltarem.

Materiał książki jest tak rozległy tematycznie, że mogę się tu zająć tylko paroma zagadnieniami: sprawą generała Tatara, w którą sam byłem zamieszany, i rzeczą dla mnie w całej książce najciekawszą - odprawami Komendy Głównej AK.

Najpierw jednak kilka słów o płk. dypl. Kazimierze Iranku-Osmeckim. Po ojcu pochodził ze spolonizowanej całkowicie rodziny czeskiej, osiadłej za czasów austriackich w Małopolsce. Jego matka wywodziła się ze spolonizowanych Niemców saskich i inflanckich. Jedna z jego polskich prababek nazywała się Osmecka, przybrał więc to nazwisko w Legionach Piłsudskiego, a potem - między wojnami - dodał oficjalnie do swego rodowego.

Urodził się we wrześniu 1897 roku w mająteczku jednej ze swoich babek w Galicji. W roku 1913 - jeszcze uczeń - wstąpił do Strzelca. Rok po zdaniu matury w roku 1916, uciekł do Legionów, zachęcony przez swego szkolnego kolegę - Leopolda Lisa-Kulę, późniejszego sławnego legionistę i peowiaka, podpułkownika. Jesienią roku 1917 uczestniczył w działaniach Polskiej Organizacji Wojskowej w Łomży. Już w wojsku niepodległej Polski w wojnie polsko-ukraińskiej (1918-19) był adiutantem Lisa-Kuli i świadkiem jego przedwczesnej śmierci na polu walki. Bił się następnie w wojnie polsko-bolszewickiej (1919-1920), po czym pozostał w wojsku na stałe. Musiał być bardzo wybitnym wojskowym, skoro nie tylko otrzymał stopień podpułkownika dyplomowanego, ale i katedrę w Wyższej Szkole Wojennej.

Podczas drugiej wojny światowej, w listopadzie 1940 roku został wysłany z wyboru gen. Sosnkowskiego jako emisariusz do kraju i drogą okrężną przez Afrykę, Turcję, Grecję, Jugosławię i Węgry dotarł do Polski w grudniu. 21 grudnia zameldował się w Warszawie u gen. Stefana Roweckiego, dowódcy Związku Walki Zbrojnej, późniejszej Armii Krajowej.

Komedna Główna ZWZ składała się przeważnie z takich jak on oficerów legionowych. Innych do dyspozycji było bardzo mało. Rowecki trzymał się jednak z dala od spraw czysto partyjno-politycznych. Był legionistą bardzo nietypowym. W czasie kryzysu przysięgowego w roku 1917 zgodnie z poleceniem Piłsudskiego nie złożył przysięgi, ale po kilku miesiącach wstąpił do organizowanej przez Niemców Polskiej Siły Zbrojnej. W zamachu majowym nie brał udziału i z przekonania był mu przeciwny, z czym się nie krył. Popierały go Polska Partia Socjalistyczna WRN i Stronnictwo Ludowe, oba stronnictwa w podziemiu prorządowe, ale przed wojną zdecydowanie opozycyjne.

Nie wystarczało to ówczesnemu ministrowi spraw wewnętrznych Stanisławowi Kotowi, bardzo zresztą zasłużonemu dla kultury polskiej. Mając osobiste porachunki z przedwojennym obozem rządzącym (tzw. sanacją), który go z powodów politycznych pozbawił katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, wszędzie węszył sanację, często tam, gdzie jej nie było. Zasiewał podejrzenia w umyśle premiera i naczelnego wodza gen. Władysława Sikorskiego, który także został między wojnami pokrzywdzony.

Rowecki próbował rozwiać podejrzenia, wyprawił więc w tej misji z powrotem do Londynu Iranka, któremu profesor Kot nigdy tego nie darował. Iranek, wedle zamiaru Roweckiego, miał się znów udać do kraju, aby w Komendzie Głównej ZWZ objąć ważne stanowisko, ale Kot nie dopuszczał do jego wyjazdu. Dopiero w lutym 1943 roku Sikorski, pod nieobecność Kota, wyraził zgodę i w marcu tego roku Iranek znalazł się w kraju. Skok ze spadochronem wiązał się z niebezpieczną przygodą. W sztabie - teraz już AK - objął wkrótce stanowisko szefa kwatermistrzostwa. Nie pełnił go długo. Wskutek zdrady kilku pracowników wywiadu - Oddział II Sztabu AK poniósł wtedy wielkie straty, a jego szef zapadł ciężko na zdrowiu. Niebawem został aresztowany przez gestapo. Nowy dowódca AK Tadeusz Komorowski ("Bór") powierzył stanowisko szefa II Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego Irankowi.

Objął on formalnie to stanowisko z dniem 1 stycznia 1944 roku, jeszcze jednak jesienią roku poprzedniego przystąpił do gruntownej reorganizacji i wywiadu. Na jego czele uczestniczył w powstaniu warszawskim. Pod koniec powstania był jednym z dwóch wysokich oficerów Komendy Głównej AK wyznaczonych do rozmów kapitulacyjnych z Niemcami. Odmówił przyjęcia stopnia generalskiego, mimo że w obozie jenieckim znalazł się razem z generałami. Wyszedł z niego w maju 1945 roku, gdy wojna dobiegła końca, i przybył do Londynu.

Wtedy go poznałem. Razem z nim i gen. Tadeuszem Pełczyńskim, byłym szefem sztabu AK, siedziałem w jednym, słabo opalanym w zimie pokoju, pracując nad dokumentami z zakresu historii AK. Na życzenie Iranka napisałem cztery rozdziały do dzieła, które ukazało się w Londynie w roku 1950 pod tytułem Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej. Tom III. Armia Krajowa.

Stykałem się często z Irankiem w Studium Polski Podziemnej i w Kole Armii Krajowej. Zasiadaliśmy w ich władzach. Po rozłamie w Kole AK na tle sprawy prezydentury Augusta Zaleskiego należeliśmy do przeciwnych obozów, które się zwalczały bardzo ostro. Iranek był przeciwnikiem zaciętym, czym budził wrogość. My jednak utrzymywaliśmy zawsze stosunki przyjazne, a przynajmniej - życzliwe. Pamiętam o jego zasługach i gorącym patriotyzmie. Na życzenie Iranka byliśmy nawet na ty, co się nie zdarzyło nikomu innemu z jego przeciwników organizacyjnych. Obaj staliśmy - mimo pewnych różnic - na tym samym zasadniczym stanowisku: niepodległości i wolności.

Iranek prowadził życie niezwykle pracowite. Trzeci tom, który zredagował pod okiem gen. Pełczyńskiego, był jednym z jego osiągnięć. Wspomniałem już o książce Emisariusz Antoni, która ukazała się po jego śmierci. Wydał też pracę Kto ratuje jedno życie. Polacy i Żydzi 1939-1945, która wyszła w roku 1968. Opublikował liczne artykuły. Do maja 1984 roku był najpierw członkiem, a następnie przewodniczącym redakcji monumentalnego sześciotomowego wydawnictwa Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945 (Londyn, 1970-1989).

Zajmował się równocześnie Skarbem Narodowym. Był jednym z założycieli organizacji politycznej Niezależna Grupa Społeczna, skupiającej dawnych umiarkowanych piłsudczyków. Później przystąpił do Ligi Niepodległości Polski, która - mutatis mutandis - kontrolowała tradycje przedwojennego obozu rządzącego.2)

A teraz o relacji Iranka o gen. Stanisławie Tatarze, w której i ja się pojawiam. Gdy na początku roku 1944 płk dypl. Jan Rzepecki, szef Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK (BIP KG), powierzył mi misję do Naczelnego Wodza w Londynie (dokąd się udałem w kwietniu lotem wahadłowym MOST I), powiedział mi ogólnie, że wraz ze mną wyjeżdża generał AK (nie wymienił jego nazwiska), który ma inne poglądy na sprawę stosunku do Związku Sowieckiego niż dowódca AK i że mam o tym poinformować gen. Sosnkowskiego. Generałem tym, jak się później dowiedziałem, był właśnie Tatar, szef operacji w KG i pierwszy zastępca szefa sztabu, a więc osobistość na szczeblu bardzo wysokim. Wylądowaliśmy w Brindisi we Włoszech, a stamtąd polecieliśmy nad Afryką do Gibraltaru, skąd nasza droga prowadziła do Anglii.

Już we Włoszech wydarzył się znamienny incydent. Otóż, gdy w pewnym momencie zacząłem mówić o morderstwach, jakich dopuszczało się sowieckie NKWD na oficerach AK z samoobrony, Tatar przerwał mi i oświadczył, że jeśli się tak dalej będę odzywać o Związku Sowieckim, nie dopuści do mego odlotu do Londynu.

Były to zapewne "strachy na Lachy", wysyłał mnie bowiem do Naczelnego Wodza nie on, lecz nasz wspólny przełożony - dowódca AK, ale świadczyło to dobitnie, kim był mój generalski towarzysz. W Londynie zameldowałem oczywiście gen. Sosnkowskiemu, co mi powiedział o Tatarze Rzepecki. Mimo to Naczelny Wódz mianował Tatara zastępcą szefa sztabu do spraw kraju, a więc także i przełożonym Oddziału VI Specjalnego (Krajowego), dysponującego środkami łączności wojska z Polską.

Zaskoczony, zameldowałem się znów u gen. Sosnkowskiego i wprost go zapytałem, co znaczy ta nominacja w czasie, gdy Armia Czerwona jest już na obszarze Polski i gdy Związek Sowiecki coraz wyraźniej zagraża jej niepodległości. Usłyszałem w odpowiedzi, że nikt się nie zna tak dobrze jak Tatar na działaniach Armii Krajowej, co jest teraz właśnie szczególnie ważne. Tatar był bez wątpienia doskonałym artylerzystą - w Wyższej Szkole Wojennej kierował katedrą taktyki artylerii - ale zarazem fanatykiem i megalomanem, skłonnym w sytuacji politycznej tak niepewnej, jak wówczas, do przesady i samowoli. Później, gdy Tatar odsłonił już swoje oblicze, znów spytałem o niego gen. Sosnkowskiego. Odparł mi nie bez smutku: "Chciałem złowić jego duszę i byłem pewien, że mi się to uda". Niestety. Nie udało się.

Przed wojną Sosnkowski był inspektorem armii i przewodniczącym Komitetu Wyższej Szkoły Wojennej. W tym charakterze przybył pewnego razu do tej szkoły na inspekcję i udał się na wykład Tatara. Tatar skorzystał z tej okazji i poddał surowej krytyce poglądy gen. Sosnkowskiego na artylerię. Sosnkowski, zazwyczaj bardzo surowy, nie oburzył się jednak i wdał się z wykładowcą w długą dyskusję. Opowiadał mi o tym po wojnie w Paryżu płk dypl. Janusz Bokszczanin, ostatni już po powstaniu szef sztabu AK. Studiował w Wyższej Szkole Wojennej i miał tam swoich przyjaciół, którzy nie ukrywali przed nim pikantnych szczegółów.

Iranek w swojej relacji nie wspomina o tym incydencie. Zapewne go nie znał. Przedstawia jednak postępowanie Tatara pod koniec roku 1943. Tatar był zwolennikiem "powojennej współpracy z komunistyczną Rosją i odbywał w tym duchu liczne rozmowy z oficerami AK Okręgu Warszawskiego". Jak wiem skądinąd - zalecał słownie i na piśmie, aby dowódca AK nawiązał współpracę z Moskwą nawet poza plecami Londynu i poszedł na warunki, jakie uda mu się uzyskać, gdyż na obszarze Polski Związek Sowiecki będzie już niebawem decydującym elementem siły. Czy zapewni się w ten sposób Polsce niepodległość - nad tym się nie zastanawiał. Najważniejsze dla niego było porozumienie z Rosją.

Ówczesny dowódca AK gen. Tadeusz Komorowski ("Bór") gdy się o tym dowiedział, wezwał do siebie Tatara, wytknął mu ostro niewłaściwość takiego postępowania i zażądał stanowczo, aby zaniechał natychmiast tej działalności. Tatar przyrzekł mu posłuszeństwo, ale po cichu robił dalej swoje. Rozsyłał nawet memoriały do oficerów Komendy Głównej. Dlatego dowódca AK, jak sądzę, skorzystał z pierwszej nadarzającej się okazji i postanowił wysłać Tatara do Londynu MOSTEM I. Iranek udał się do szefa sztabu gen. Pełczyńskiego i poprosił o spowodowanie odwołania tej decyzji. Pełczyński odmówił, dodał jednak, że do poinformowania Naczelnego Wodza o Tatarze ja zostałem wyznaczony.

Przed odlotem z kraju Tatar spotkawszy Iranka oznajmił, że wie o jego interwencji i że jeśli tej akcji nie przerwie, zostanie ukarany: "Znasz mnie i wiesz, że potrafię usunąć przeszkody stojące na mojej drodze". Iranek nie uląkł się pogróżki i zapowiedział, że niczego nie zaniecha.

Po wojnie, w Londynie zapytał Pełczyńskiego, dlaczego nie poinformował mnie dokładnie o postępowaniu Tatara. Pełczyński tłumaczył, że mnie wtedy nie znał i że byłoby niebezpieczne informowanie mnie o szczegółach "tej zresztą nadzwyczaj dyplomatycznej misji".

"Bór" idąc do niewoli, na swego następcę na stanowisku dowódcy AK wyznaczył niedawno przybyłego do kraju gen. Leopolda Okulickiego. Decyzja ta wymagała jednakże potwierdzenia Londynu, gdyż "Bór" - choć nominalnie już Naczelny Wódz - miał tę funkcję objąć dopiero po przybyciu do Londynu. W jego nieobecności objął ją prezydent Władysław Raczkiewicz jako konstytucyjny zwierzchnik wojska i sprawował przy pomocy szefa sztabu gen. Stanisława Kopańskiego. Kopański, przekonany przez Tatara, powierzył mu dowodzenie Armią Krajową z Londynu. Tymczasem w kraju Okulicki nie ustawał w wysiłkach, aby opanować chaos w dowodzeniu i po wymianie wielu depesz dopiero 21 grudnia mógł wreszcie na podstawie decyzji zniecierpliwionego prezydenta objąć stanowisko komendanta sił zbrojnych w kraju.

Gdy w lutym 1945 roku gen. Władysław Anders, dowódca II Korpusu Polskiego we Włoszech, został p.o. Naczelnego Wodza, mjr Zbigniew Sujkowski - w życiu prywatnym profesor geologii - i ja, jako niedawni emisariusze AK, poszliśmy do niego i przedstawiliśmy mu działalność Tatara. Anders

obiecał się zająć tą sprawą, ale w ciągu kilku miesięcy nic nie zrobił. W czerwcu powrócił do Włoch. Przed odjazdem znów obaj udaliśmy się do niego. Wyjaśnił nam, że miał tyle roboty w wojsku, że sprawy Tatara nie zdążył załatwić. Jakoż istotnie odsunął od dowodzenia kilku generałów nie mających już żadnego istotnego znaczenia, szkodliwości Tatara natomiast nie docenił.

Tatar dalej buszował. Po cofnięciu przez Zachód uznania legalnemu rządowi polskiemu stworzył w Londynie własny ośrodek krajowy, przekazał mu z akt sztabowych najważniejsze dokumenty AK i z pieniędzy przeznaczonych na potrzeby kraju - ponad dwa miliony dolarów. Z wojska na emigracji odszedł w roku 1947. Opętany myślą patriotycznego "narodowego komunizmu", nawiązał kontakty z niektórymi wyższymi oficerami Ludowego Wojska Polskiego. Powrócił do kraju w roku 1949, zajął drugorzędne stanowisko dowódcze i w roku 1950 został wraz z innymi uwięziony. Ludowemu rządowi wydał dokumenty i pieniądze. Skazany na dożywotnie więzienie, wyszedł na wolność po październiku 1956 r. Złamany i osamotniony, nie odgrywał już w PRL żadnej poważniejszej roli. Taki był koniec warcholskiej działalności gen. Stanisława Tatara (1896-1980), bardzo zdolnego wojskowego, który się zabrał do nie swoich rzeczy.

Dokoƒczenie za tydzieƒ

Przypisy:

1) Kazimierz Iranek-Osmecki, Powołanie i przeznaczenie. Wspomnienia oficera Komendy Głównej AK 1940-1944, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1998, str. 574, dwie wkładki fotograficzne 1-10, 11-19, cena 14 dol. plus NY tax i 4,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).
2) Opierałem się nie tylko na wspomnieniach syna, ale na własnej pamięci oraz na danych zawartych w trzytomowym wydawnictwie zbiorowym Druga Wielka Emigracja 1945-1990; Warszawa 1999, Biblioteka "Więzi".