PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (4 lutego 2000 r.)


HALINA NIEDZIELSKA

Życie jak w powieści

Przezwyciężanie biedy

Andrew urodził się w 1835 roku w protestanckiej rodzinie rzemieślniczej od pokoleń trudniącej się tkactwem. William Carnegie, którego wyroby słynęły z artyzmu nie tylko w Dunfermline, ale i dalszej okolicy, nie miał kłopotu z zarobieniem na chleb. Wczesne dzieciństwo Andrew upłynęło więc w dostatku. Zmiana na gorsze przychodziła stopniowo. Najpierw mechaniczne tkalnie doprowadziły rękodzieło do całkowitego upadku, a wkrótce nastąpiła wielka depresja lat czterdziestych. W sześć lat później, kiedy urodził się jego młodszy brat Tom, rodzina ledwo wiązała koniec z końcem. Postępująca nędza zradykalizowała nastroje wśród Szkotów. Szerzył się czartyzm, a nad wiek dojrzały Andrew chłonął nowe idee jak gąbka, nie całkiem je rozumiejąc. Decyzję o emigracji podjęła matka, której siostry osiedliły się z mężami w Pensylwanii. Latem 1848 roku czwórka Carnegich dotarła za pożyczone pieniądze do Allegheny. Wprawdzie mieli dach nad głową, ale początki były bardzo trudne. William długo nie mógł znaleźć pracy, Margaret pomagała w szyciu butów, Tom pasał gęsi za drobną opłatą, a Andrew zatrudniał się jako chłopak do wszystkiego. Szybko zauważono bystrego, otwartego i wzbudzającego zaufanie chłopca, angażując go do roznoszenia telegramów. W dwa lata później był już zarabiającym 25 dolarów miesięcznie telegrafistą. Wkrótce stał się jednym z trzech w Stanach Zjednoczonych, którzy zapisywali depesze ze słuchu, nie patrząc na kreski i kropki alfabetu Morse'a. Chwytając w lot istotę każdego zajęcia, Carnegie zawsze potrafił usprawnić powierzoną mu pracę. Zaprzyjaźniwszy się z ambitnymi rówieśnikami, którzy tak jak on marzyli o wielkiej przyszłości, zaczął korzystać z prywatnej biblioteki pułkownika Andersona otwartej w soboty dla młodzieży. Wspólnie z kolegami założył Webster Literary Club, gdzie dyskutowali o przeczytanych lekturach i snuli plany radykalnych reform.

W 1853 roku nieprzeciętnie zdolnego młodzieńca odkrył inspektor kolejowy Thomas Scott. Zatrudniony jako asystent, Carnegie awansował wraz z przełożonym, który w siedem lat później osiągnął stanowisko prezesa Pennsylvania Railroad Company.

Młody patriota

Jako abolicjonista z przekonań, Carnegie uważał niewolnictwo za hańbę, której nic nie usprawiedliwia. Tym trudniejszą do zniesienia, iż godny potępienia proceder uprawiała Ameryka, która była w jego oczach ziemią obiecaną. Gorliwy patriota, później piórem wyraził swe odczucia wykazując wyższość nad innymi zarówno demokracji jako ustroju politycznego, jak i amerykańskiej gospodarki - a miał na myśli głównie brytyjską monarchię parlamentarną. Andrew zwykł przekuwać swoje przekonania w czyn, toteż wziął udział w wojnie domowej po stronie Unii.

Po zawiązaniu się Konfederacji Departament Wojny wezwał do Waszyngtonu Thomasa Scotta, powierzając mu organizowanie transportu i komunikacji. Była to sprawa najwyższej wagi, bowiem w Maryland sympatycy Południa systematycznie niszczyli tory kolejowe i słupy telegraficzne. Jak wskazywały pierwsze poczynania, strategia wroga miała na celu najpierw odcięcie stolicy od Unii, a następnie jej militarne okrążenie. Sparaliżowanie i ewentualne zniszczenie centrum dowodzenia mogłoby przesądzić o zwycięstwie Południa.

Nowy sekretarz mianował swoim pełnomocnikiem Andrew Carnegiego, który natychmiast zorganizował armię pomocników i błyskawicznie naprawił przerwaną linię w Annapolis. 25 kwietnia 1861 roku Carnegie dowiózł pierwszy oddział żołnierzy do Waszyngtonu, prowadząc lokomotywę na zmianę z inżynierem1). Podczas jednego z postojów na przywrócenie łączności telegraficznej uzbrojony drut uderzył go w twarz głęboko przecinając policzek. Mawiał, iż była to jedyna i przez to honorowa rana odniesiona w wojnie domowej.

Energiczny pełnomocnik dwoił się i troił, przejmując pełną odpowiedzialność za naprawę uszkodzonych mostów, układanie zniszczonych torów i przywrócenie komunikacji telegraficznej. Wielokrotnie stykał się w Waszyngtonie z Lincolnem i uzyskawszy jego zgodę, zorganizował US Military Telegraph Corps złożony z 1500 specjalistów.

W czerwcu 1863 roku Andrew ciężko zachorował wskutek przepracowania. Uzyskał trzymiesięczny urlop zdrowotny - pierwsze wakacje od 14 lat. Pod opieką matki wyruszył do Dunfermline. Wyprawa, zamiast wzmocnić osłabionego pacjenta, przyniosła pogorszenie - zapalenie płuc, z którego ledwo się wydźwignął. Rekonwalescencję przedłużało gorzkie rozczarowanie. Dawni radykałowie, poza ukochanym wujkiem, z całego serca popierali Konfederację wyszydzając Lincolna. Ich byt, tak jak całej przemysłowej Anglii, zależał od ciągłych dostaw bawełny z Południa. W Dunfermline czas mierzony biedą stanął w miejscu, podczas gdy w nowej ojczyźnie przemiany na lepsze dokonywały się na jego oczach.

Pieniądz rodzi pieniądz

W 1856 roku Thomas Scott, który bardzo dbał o interesy Andrew Carnegiego, nie chcąc stracić nieocenionego asystenta, zwrócił mu uwagę na bardzo korzystną transakcję. Był to okazyjny zakup dziesięciu akcji Adam Express Company, uważanej za kurę znoszącą złote jaja. Andrew zapalił się do tego pomysłu, zapożyczył się u przyjaciół pod zastaw rodzinnego mienia i dokonał zakupu, co okazało się nader opłacalne. Carnegie zrozumiał podstawową zasadę pomnażania bogactwa i od tej pory wypatrywał sposobności do zyskownej lokaty kapitału, wykazując w tym szósty zmysł. W cztery lata później osiągnął roczne dywidendy w wysokości 5000 dolarów - trzy razy tyle, ile wynosiła jego pensja.

Wojna domowa przyniosła mu wielkie zyski. Inwestował w wagony sypialne Pullmana, ropę naftową i mosty. W wieku 33 lat osiągnął dochód, jaki sobie wymarzył: 50 tys. dolarów rocznie. Bojąc się zatracić młodzieńcze ideały, zapragnął położyć kres pogoni za pieniądzem w ciągu kilku najbliższych lat. Obserwując bacznie życie był święcie przekonany, iż kult mamony upadla w końcu człowieka.

Potentat

Jakże jednak zapomnieć o ogromnym talencie do robienia pieniędzy, jeśli nie wypróbowało się swoich możliwości w roli przemysłowca? Trzeba też było pomyśleć o zabezpieczeniu matki i brata. W 1866 roku Andrew i Tom założyli Union Iron Mills. W okresie siedmiu lat huta wyprodukowała 32 tys. mil szyn kolejowych. W 1871 roku, podczas wizyty w Anglii, Carnegie zapoznał się z piecem Bessemera, który pozwalał na tanią produkcję stali. - Oto nadszedł zmierzch ery żelaza - powiedział sobie przystępując do nowego przedsięwzięcia. Wyprzedził konkurentów o kilka długości, stając się potentatem w nowej dziedzinie. Jako król stali dyktował wszystkim swoje warunki. Po śmierci brata Andrew dopuścił do spółki Henry'ego Fricka. W 1900 roku Carnegie Steel Company wyprodukowała prawie 3 miliony ton stali, zaś zysk wyniósł 40 milionów dol. Nadszedł moment sprzedaży. Carnegie zażądał 480 mln dol., wyceniając swój udział na 300 mln. O targach nie było mowy, zaś jedyną w swoim rodzaju transakcję finansował J.P. Morgan. Po zakończeniu pertraktacji, w wyniku których powstała US Steel, największy koncern na świecie, bankier pozwolił sobie na następujący komentarz: "Panie Carnegie, jest pan najbogatszym człowiekiem na świecie". Przyjmując najskromniejszy szacunek, 300 milionów odpowiada dzisiaj kwocie 4,5 miliarda dolarów.

Człowiek renesansu

Andrew Carnegie należał do ludzi, którzy znajdują czas na wszystko. Cechowały go niepospolita sprawność ogranizacyjna, niewyczerpane zasoby energii i zdolność do szybkiej regeneracji sił po krótkim śnie. Gdy tylko było go stać na taką ekstrawagancję, zatrudnił nauczyciela z uniwersyteckim wykształceniem uzupełniając edukację pod jego kierunkiem. Miał lotny umysł wymagający ciągłej strawy, toteż rozwijał się intelektualnie do końca swych dni. Nie zapominając o pomnażaniu swoich milionów, stał się świetnym publicystą i bardzo poszukiwanym krasomówcą. Mierzący pięć stóp i trzy cale wzrostu, ledwo widoczny zza podium, zarażał słuchaczy entuzjazmem, który wynikał z siły przekonań. Nie znosił demagogii, operował wyłącznie żelaznymi argumentami. Cieszył się przyjemnościami życia, chodził do opery, teatrów i muzeów.

W życiu towarzyskim nie tracił czasu na groszorobów i biznesmenów, którzy go setnie nudzili. Szukając pokrewieństwa duchowego, zawierał interesujące znajomości. Przyjaźnił się z najwybitniejszymi ludźmi swej epoki, jak premier William Gladstone, generał Sherman, bohater wojny domowej, pisarz Mark Twain czy filozofowie Herbert Spencer i Matthew Arnold. Nie zapomniał o towarzyszach swego dzieciństwa, zabierając ich na długi wojaż po Europie w 1878 roku, a znacznie później - w podróż statkiem dookoła świata.

Bardzo sobie cenił więzi rodzinne. Był ogromne zżyty z bratem i jego dziećmi, spełniał bez szemrania każdą zachciankę matki, którą darzył głębokim przywiązaniem i szacunkiem. W 1881 roku, realizując jej dawne marzenie, zawiózł Margaret Carnegie do rodzinnego miasteczka czterokonną karetą. Wynajął także dyliżans dla rodziny i przyjaciół. Pamiętna podróż z uzdrowiska Brighton do Dunfermline trwała siedem tygodni.

W skądinąd harmonijnym życiu zabrakło miejsca na romantyczne przygody. Andrew Carnegie zraził się do kobiet, bowiem traktowały go jak zwierzynę łowną. A w dodatku Margaret obrzydzała mu każdą pannę, którą uwielbiany syn obdarzył nawet przelotnym zainteresowaniem. Dopiero mądra, subtelna i posiadająca urok młodości Louise Whitfield, córka zamożnego nowojorskiego kupca, przywróciła mu wiarę w płeć piękną. Poznał ją w 1880 roku. Choć zaręczyny z wybranką serca odbyły się w trzy lata później, na przeszkodzie małżeństwu stanęła matka, zazdrosna o wpływy i miłość syna. Ze swojej strony Louise odwlekała ślub obawiając się zamieszkania pod jednym dachem z apodyktyczną teściową. Uczuciowo manipulując synem i udając przyjaźń wobec rywalki, za plecami Andrew Margaret okazywała jej jawną antypatię.

Los znalazł tragiczne wyjście z tej sytuacji. W 1886 roku obaj bracia Carnegie zapadli na tyfus. Po śmierci Toma Margaret z oddaniem pielęgnując najstarszego syna, nabawiła się zapalenia płuc, którego już nie przeżyła. W rok później Andrew stanął na ślubnym kobiercu. Małżonkowie spędzili miodowy miesiąc na wyspie Wight, później udali się do Szkocji. Louise, ku zachwytowi męża, poczuła się tu jak u siebie w domu. Od tej pory spędzali każde lato w szkockiej posiadłości Skibo, gdzie z czasem stanął renesansowy pałac. Założywszy wreszcie własną rodzinę, Carnegie, który przedtem raczej unikał ostentacji w wydawaniu pieniędzy, zaczął żyć jak na bogacza przystało. Wybudował magnacką rezydencję przy Piątej Alei, składającą się z 65 komnat2). Mimo różnicy wieku wynoszącej 25 lat, Andrew i Louise tworzyli niezwykle dobraną parę, a wzajemna miłość przetrwała próbę lat.

Pióro jako oręż

Andrew Carnegie wyrósł na rasowego polemistę, szermując bez ustanku piórem i słowem. Jako wpływowy komentator, wypowiadał się na najpoważniejsze tematy, jak demokracja, kapitalizm, socjalizm, stosunki rasowe, wojna i pokój. Był autorem ośmiu książek, kilkudziesięciu artykułów i niezliczonych przemówień wygłaszanych przy różnych okazjach. Andrew miał dar jasnego przekazywania swoich myśli, a przy tym trafiania do serc słuchaczy. Ubarwiał swoje wywody i przemówienia anegdotami, humorem i przykładami. Został członkiem prestiżowego klubu dyskusyjnego Nineteenth Century, do którego należeli wybrani politycy, pisarze, dziennikarze i inne intelektualne znakomitości Nowego Jorku.

Za najważniejsze prace Carnegiego uważa się dwa dzieła: Triumphant Democracy i Wealth, które stanowiły inspirującą obronę amerykańskiego systemu w duchu nieskrępowanego indywidualizmu i społecznego darwinizmu. Carnegie traktował nierówność majątkową jako przyrodzoną właściwość wolnego rynku, wskazując na przeciwwagę, czyli dokonujący się ciągle postęp materialny. Jednocześnie nakładał na bogaczy rygorystyczny obowiązek spłacenia długów zaciągniętych u społeczeństwa poprzez działalność dobroczynną. Sam dał tu najlepszy przykład, a jego idealistyczne przesłanie - o dziwo - znalazło odzew u wielu milionerów, jak ród Rockefellerów, Astorów i inne.

Sztuka dawania

Ufundowanie dwóch filharmonii, w Nowym Jorku i Pittsburghu, budowa biblioteki w Dunfermline stanowiły zaledwie preludium do filantropii zaplanowanej na gigantyczną skalę. W 1900 roku Carnegie zabrał się na dobre do rozdawania pieniędzy, zaczynając od ofiarowania 10 milionów dolarów na fundusz przeznaczony dla szkockich uczelni. Rozdzielanie milionów okazało się równie pracochłonne, co ich zgromadzenie. Dostając dziennie tysiące listów z prośbami o darowizny, Andrew Carnegie został zmuszony do założenia pierwszej nowoczesnej fundacji dobroczynnej. W okresie niecałych dwudziestu lat3) rozporządził fortuną przekraczającą 90 proc. całego majątku; rozdał 325 milionów. Wypełnił wyznaczony sobie obowiązek z naddatkiem, zostawiwszy żonie i córce w spadku 29 milionów w gotówce.

Zgodnie ze swym życzeniem został pochowany w skromnym grobowcu na cmentarzyku Sleepy Hollow w Tarrytown. Nie chciał słyszeć o Alei Zasłużonych w Arlington.

Wbrew pozorom Andrew Carnegie nie rozrzucał pieniędzy na prawo i lewo, tylko mądrze je lokował w działalność publiczną tam, gdzie - jego zdaniem - te szczególne inwestycje przynosiły jak największy pożytek społeczny. Lista darowizn wraz z krótkim opisem mogłaby wypełnić kilkadziesiąt stronic. Carnegie hojną ręką łożył na oświatę, szpitale, kościoły, muzea i inne instytucje. Stworzył pierwszy w Ameryce fundusz emerytalny4) dla swoich pracowników. Wypłacał dożywotnie emerytury wielu osobom, wśród których znalazł się również Rudyard Kipling. Zabezpieczył byt starzejących się profesorów uniwersytetów, zakładając Teacher's Pension Fund, na co przeznaczył 15 milionów dol. Do dzisiaj Amerykanie korzystają z jego filantropii. Np. Hero Fund uhonorował do 1995 roku ponad 7,5 tysiąca bohaterów.

Kaganek oświaty

Andrew Carnegiego cechował wielki głód wiedzy, który obudził w nim wuj radykał i zarazem intelektualista domowego chowu. Sumienny wychowanek pochłaniał książki i kształcił się na własną rękę. Co więcej, przez całe życie pogłębiał raz zdobyte wiadomości, rozszerzał zainteresowania i opanowywał nowe dziedziny. Podzielając poglądy swoich czasów, głęboko wierzył w edukację jako klucz do poprawy bytu indywidualnego i społecznego. Upatrywał w niej źródło postępu technicznego i rozwoju moralnego ludzkości. Nic więc dziwnego, iż aż 80 proc. darowizn przeznaczył na wspomaganie uniwersytetów, szkolnictwa, rozwój nauki i techniki. Najbardziej królewski i znaczący dar stanowiło stworzenie sieci bibliotek.

Sytuacja była alarmująca. Jak wykazała inspekcja przeprowadzona w 1898 roku przez US Board of Education, w Ameryce istniało zaledwie 637 wypożyczalni publicznych, a w dodatku większość z nich znajdowała się na Wschodnim Wybrzeżu. Zbiory były skromne, a nieduże sale przeznaczone dla czytelników mogły pomieścić zaledwie kilkanaście osób. Duże biblioteki, jak Ateneum w Newport, należały do wyjątków.

Wielki filantropijny czyn poprzedziły dwa wspaniałe budynki użyteczności publicznej, wzniesione przez Carnegiego pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Gmach w stylu romańskim stanął w Allegheny (dzielnica Pittsburgha), zaś neogotycki zameczek znalazł się w Braddock. Oprócz bibliotek mieściły się tu audytoria, sale koncertowe, sale do gier i ćwiczeń gimnastycznych, galerie itp. Z kolei Cambria Public Library pobudowana w Johnstown upamiętniała straszliwą powódź, w której zginęło 2209 osób. Tym samym trzy pierwsze "cegiełki" składające się na wiekopomne dzieło zostały ofiarowane Pensylwanii, co zrozumiałe, jeśli się weźmie pod uwagę bliskie związki łączące ofiarodawcę z tym stanem. Andrew Carnegie zgodnie z dobrą wiktoriańską zasadą pomagał tylko tym, którzy umieli sami sobie pomóc, toteż obwarowywał każdy dar twardymi warunkami. Czynił to w jego imieniu sekretarz James Bertram, Szkot z pochodzenia, który zarządzał programem.

Powstanie każdej biblioteki musiało wynikać z autentycznej potrzeby, zaś inicjatywa i uzasadnienie prośby o pieniądze wychodziły od danej społeczności. Petycja nie była czczą formalnością - oprócz przekonującego uzasadnienia zawierała rekomendację od światłych obywateli, historię miejscowości, zobowiązanie do podjęcia określonych działań, proponowany udział w kosztach itp. Do podstawowych wymogów należała własna działka, zakupienie zbioru i ponoszenie dziesięciu procent nakładów na prowadzenie działalności. Już samo przygotowanie petycji aktywizowało mieszkańców. Choć większość obciążeń finansowych przypadała na Carnegie Libraries, to współuczestnictwo zainteresowanych w wydatkach było gwarancją sukcesu. Dzięki temu Andrew Carnegie budował biblioteki z prawdziwego zdarzenia, a nie potiomkinowskie gmachy służące do ozdoby.

Po wstępnym zatwierdzeniu prośby, rozpatrzeniu sprawy na miejscu i zakończeniu negocjacji, Bertram zobowiązywał się do pokrycia kosztów budowy biblioteki. Subwencji towarzyszyła roczna dotacja pokrywająca 90 proc. bieżących kosztów. Architektura wynikała z lokalnych tradycji i upodobań, co było wielką zaletą programu. Pasowało to do osobowości dobroczyńcy, który nie lubił uniformizmu. Jedynym (choć nieobowiązkowym) stałym elementem był cytat z Biblii: "Niech się stanie światłość". Wyryty nad drzwiami, zdobił wiele bibliotek Carnegiego.

Dzięki światłemu dobroczyńcy, który wydał na ten cel 51 milionów dolarów, w Ameryce powstało 1946 bibliotek publicznych5). Przykładając ogromną wagę do szerzenia oświaty, Andrew Carnegie sfinansował także 860 bibliotek w innych krajach anglojęzycznych.

Chcieć to móc

Kolonialne zależności pomiędzy Koroną Brytyjską a podległą jej Ameryką opóźniły tutaj nadejście rewolucji przemysłowej. Dopiero powstanie republiki obaliło wszelkie tamy. Już w drugiej połowie XIX wieku gospodarka amerykańska zdradzała dynamizm nieznany Europie. Złożyły się na to jedyne w swoim rodzaju warunki, a więc nieograniczone przestrzenie, napływ utalentowanych i zdeterminowanych ludzi, nieustanna podaż taniej siły roboczej, której dostarczali imigranci. Ważnym czynnikiem była nadzieja na poprawę bytu, gdyż nawet przy głodowych płacach ciągle otwierały się możliwości awansu. Ponadto zawsze można było uciec na rolę, zagospodarowując Dziki Zachód.

Protestancka etyka, zwalczanie przeciwności za młodu, trzymające się razem wielopokoleniowe rodziny sprzyjały kształtowaniu się silnych indywidualności. Wiktoriańska Ameryka nie tolerowała słabeuszy. Była to epoka tytanów w każdej dziedzinie gospodarki. Szli oni "po trupach" uzyskując przezwisko robber barons. Nie idealizując naszego bohatera, który był niezwykle twardy dla siebie i innych, trzeba przyznać, iż jako przemysłowiec Andrew Carnegie miał niemalże czystą kartotekę. Nie rujnował konkurentów i płacił godziwe stawki robotnikom. Jako pierwszy wprowadził 8-godzinny dzień pracy, kontrakty grupowe i tzw. sliding scale, która uzależniała zarobki od stopy zysku osiąganego przez kompanię, co było korzystne dla zatrudnionych.

Jednakże, gdy zyski zaczęły spadać, Carnegie przywrócił 12-godzinną zmianę i obniżył dniówkę. Gdy robotnicy zagrozili strajkiem, wyjechał do Szkocji zostawiając negocjacje w rękach Fricka. 5 lipca 1892 roku Frick wezwał agentów Pinkertona do stłumienia strajku. Doszło do krwawych zamieszek w Homestead, podczas których zginęło pięciu agentów, a kilkuset robotników zostało rannych. Całe odium spadło na Carnegiego, i w dużej mierze słusznie, gdyż musiał zdawać sobie sprawę, kim jest Frick, choć sam przecież piórem i czynem reprezentował kapitalizm oświecony.

Nie ma wątpliwości, iż wielkie dzieło filantropijne wypływało z wczesnego idealizmu Andrew Carnegiego. Być może rozdał więcej, niż początkowo zamierzał, chcąc się pozbyć reputacji radykała, o czym mu bez przerwy przypominano. Zasłużył sobie w pełni na miano nation-builder.

Przypisy:

1) Taki tytuł piastował maszynista, który musiał posiadać wykształcenie i był ważną figurą.
2) Mieści się tu obecnie Cooper-Hewitt Museum.
3) Andrew Carnegie zmarł 11 sierpnia 1919 roku.
4) Dopiero Franklin Delano Roosevelt wprowadził system zabezpieczeń emerytalnych.
5) Jedna z nich znajduje się na Greenpoincie, róg Norman Avenue i Leonard Street.