JERZY PIEKARCZYK
Biskup rzymski
na Wawelu
Z prawej strony głównej nawy krakowskiego kościoła św.św. Piotra i Pawła stoi pomnik z białego marmuru. Siedząca na tronie postać w papieskiej tiarze, wyciągniętą przed siebie ręką uczyni za chwilę znak krzyża świętego. Komu błogosławił Pius IX wykonany z karraryjskiego marmuru?
Na cokole puste miejsce na słowa, których brzmienia nie znamy. Wyryto jedynie zdanie objaśniające, że słowa wypowiedział Pius IX do "deputacyi polskiej", którą papież przyjął w 1877 roku, trzydziestym pierwszym roku swego pontyfikatu. Giovanni Carretti był wtedy najdłużej panującym z 257 następców św. Piotra.
"Czym była Polska przed trzydziestoma laty? - pytał ks. Edward Podolski w wydanej przez siebie książce Pius IX i Polska, która ukazała się jesienią 1879 r., półtora roku po śmierci papieża. Otóż, zdaniem autora, Polska była krajem, w którym lud, a nawet panowie o papieżu wiedzieli tyle, ile wiemy o cesarzu chińskim. Poza faktem, że ktoś taki istnieje, nie wiedziano nic. "I gdyby nie Pius IX - pisał ks. Podolski - kto wie, co mogłoby się stać z nami pod naciskiem srogiego prześladowcy i czy sama miłość do ojczyzny potrafiłaby wyjść nieskalaną z tego żaru dantejskiego piekła, jakim Polska nasza przytłoczona została".
Rewolucja czy katolicyzm?
Były to czasy, gdy pamięć przechowywała jeszcze Wiosnę Ludów, a po powstaniu styczniowym nazbyt dużo było w narodzie goryczy. W oczach ks. Podolskiego i wielu jego rodaków papież był obrońcą Polski. Dla ludzi innej orientacji - Pius IX był papieżem zachowawczym i przeciwnikiem wszelkich liberalnych poglądów opanowujących ówczesną Europę. Rację mieli jedni i drudzy. Nie zmienia to faktu, że w sierpniu 1863 roku ulicami Rzymu szły procesje, a w kościołach Wiecznego Miasta odczytywano wolę Ojca Świętego: "Naród polski, który był zawsze katolickim i za przedmurze służył, zasługuje zaiste, aby się zań modlono...".
Te słowa odbiły się echem w Europie i musiały dotknąć do żywego rosyjskiego cara, skoro niebawem jego poseł powiedział wprost Piusowi IX: "Katolicyzm i rewolucja to jedno". Dla władcy imperium polskie "Bóg i Ojczyzna" brzmiało jednoznacznie i buntowniczo niezależnie od tego, jakie prądy społeczne wspomagały ferment w Królestwie Polskim. Ale nie dla papieża. Dla niego rewolucja była ostatnią rzeczą, do której by zachęcał. Współczuł narodowi, ale powstania nie uznał nigdy za rozważne i potrzebne.
Z Rzymu dwukrotnie wysłano listy do Petersburga, w których Pius IX przypominał Aleksandrowi II o swej sympatii dla "pełnego sławy i szlachetności narodu polskiego". Nie odniosły żadnego skutku. Dlatego 24 kwietnia 1864 r. papież znów zabrał głos publicznie: "Dusza moja ściśnięta jest srogim niepokojem za sprawą potężnego monarchy, niekatolika, którego dzierżawy sięgają krain północnego bieguna. Ów monarcha fałszywie nazywa się katolikiem wschodnim, gdyż jest schizmatykiem, gałęzią oderwaną od pnia prawdziwego Kościoła. Monarcha ten, pod pozorem źle doradzanego powstania, do którego, niestety, uciekła się część prześladowaniem pobudzonych, wyniszcza prawdziwą wiarę, ludność z całych okolic skazuje na wygnanie w najodleglejsze strony północy, prześladuje kapłanów, w głąb państwa wywozi biskupów. Niebaczny! Zapomina, że biskup katolicki, czy na swej zasiada stolicy, czy kryje się po katakumbach lub w ciemnicy zostaje, jedną i tę samą ma władzę! A niechaj nikt nie myśli, że przemawiając jak przemawiam, robię się obrońcą rewolucji. Umiem rozróżniać między dobrem, a złem".
Mówił to wszystko wobec dworu, ambasadorów, wobec kilkuset osób zgromadzonych w kaplicy Propagandy Wiary, zadziwiając słuchaczy pogardą dla wszelkich reguł polityki. W kilka tygodni potem rozkazał dać schronienie wszystkim emigrantom z Polski, którzy znaleźli się w Rzymie.
W trzynaście lat po upadku powstania, w czerwcu 1877 r. podczas audiencji dla przybyszów z Polski, zaapelował o cierpliwość, stałość i odwagę. Tym tylko bowiem można zwalczyć ucisk, nigdy siłą. "Przeciwko sile brońcie się przede wszystkim modlitwą. Bądźcie pewni, że modlitwa prześladowanych i uciśnionych spadnie niczym rozpalone węgle na głowy tyranów i prześladowców, którzy wcześniej czy później poczują na sobie ciążącą rękę sprawiedliwości Bożej".
Kiedy w kilka lat potem zginie w zamachu Aleksander II, fakt ten kojarzony będzie z przepowiedzianym przez papieża "węglem rozpalonym", a śmierć cara uznana zostanie za widoczny znak sprawiedliwości boskiej.
Weto prezydenta
W lutym 1878 r. świat dowiedział się o zgonie Piusa IX, ale na ziemiach polskich był to powód do szczególnej żałoby. Niedługo potem ks. Wincenty Smoczyński i dr Ludwik Kapiszewski podsunęli redakcji krakowskiego Czasu myśl, aby uczcić papieża pomnikiem na Wawelu. Podobne pomysły powstały w Poznaniu i Lwowie, ale gdy tam mówiono tylko o pomniku, w Krakowie widziano go w konkretnym miejscu. Nie miał to być pomnik ani poznański, ani lwowski, ani krakowski, lecz pomnik postawiony Ojcu Świętemu przez Polskę. Wawelska katedra była zaś w powszechnej świadomości symbolem trwania nie istniejącego państwa. Utworzony komitet zaczął się już zastanawiać nad miejscem dla pomnika. Pośrodku świątyni ani w żadnej z bocznych naw postawić go nie można, bo zepsułby gotycką harmonię katedry, a zestawienie z sarkofagami królów też nie byłoby właściwe. Może zatem w którejś z kaplic? Ostatecznie padło na kaplicę biskupa Tomickiego, bowiem znajdująca się w najgorszym stanie, wymagała tak czy inaczej remontu.
Jak ma wyglądać przyszły pomnik? Na razie komisja przegląda propozycje. Polscy rzeźbiarze Sosnowski i Brodzki przysłali właśnie z Rzymu swoje projekty. Na jednym alegoryczna figura Polski klęcząca u stóp papieskich. Opinia jest jednoznaczna: przedobrzone, nienaturalne, nie o taką wymowę dzieła chodzi. Największe szanse ma Walery Gadomski. Uczestnik powstania 1863 r., profesor rzeźby w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, przedstawił komisji cztery warianty pomnika. Postać klęczącego papieża najbardziej podoba się komisji, ale najmniej odpowiada celowi i miejscu lokalizacji. Może więc ten siedzący na tronie z ręką wzniesioną do błogosławieństwa? Prostota, szlachetność, powaga... Na pewno ten! Od tej chwili wiedziano już czyje dłuto będzie wykuwać w karraryjskim marmurze papieską postać.
Gadomski pracuje nad pomnikiem. Znawcy utrzymują, że powstaje dzieło na miarę rzeźb Canovy i Thorvaldsena. "Kto się uznaje za Polaka i katolika, powinien wziąć udział w zbiórce pieniędzy na pomnik" - apeluje ksiądz Edward Podolski w redagowanym przez siebie Przeglądzie Lwowskim. Zanim ktoś przejrzy zawartość pisma, czyta motto redakcyjne: "Nie przestawaj więc rozpraszać ciemności błędów, na liberalizm nacieraj, a osobliwie na ten, który pod osłoną moderatyzmu chciałby w daremnym usiłowaniu fałsz z prawdą, Chrystusa z Belialem pogodzić". Słowa pochodzą z listu, jaki Pius IX skierował w 1875 r. do redaktora Przeglądu. Gdy zamilknie Czas, czasopismo ks. Podolskiego będzie głównym orędownikiem umieszczenia papieskiego pomnika na Wawelu.
Akcja księdza Podolskiego
Przegląd jest pismem katolickim, więcej - jest pismem ultraklerykalnym, ale ze sporu, jaki wywoła lokalizacja pomnika, Czas nie wycofa się dlatego, że obcy mu jest klerykalizm. Pismo krakowskich konserwatystów zamilkło w momencie, gdy okazało się, że agitując za pomnikiem papieskim na Wawelu, stawia się w opozycji do prezydenta Krakowa Mikołaja Zyblikiewicza, który po zapoznaniu się z wnioskiem komitetu pomnikowego, powiedział kategorycznie: nie. Dlaczego sprzeciwił się czemuś, co popierali jego przyjaciele z partii konserwatywnej? Ludwik Dębicki, przyjaciel prezydenta zaangażowany w sprawę pomnika, tak scharakteryzował najkrócej stosunek Zyblikiewicza do wiary: "Kościołowi krzywdy nie wyrządzi, ale między katolikami się nie zatwierdzi". Postawa Zyblikiewicza była zaskoczeniem dla jego przyjaciół z kręgu Czasu. Gazeta nie poparła publicznie prezydenta, ale też nie sprzeciwiła się jego decyzji. Przegląd Lwowski dostrzegł tę zmianę: "Stało się, że rzecz podnoszoną przez episkopat, duchowieństwo i wiernych, obchodzącą żywo ogół narodu, poświęcił Czas względom osobistej przyjaźni. Tego milczenia tam, gdzie już nie o sam pomnik chodzi, ale o obronę praw Kościoła i zasad katolickich, niczem usprawiedliwić nie można. Często i sama neutralność równa się opuszczeniu chorągwii".
"Walcz pan zamiast mnie"
Swoje weto Zyblikiewicz ogłosił w chwili, gdy gotowy był projekt odnowienia kaplicy bp. Tomickiego, a Gadomski pracował nad rzeźbą. Komitet pomnikowy, który wziął na siebie odnowienie kaplicy, nagle napotkał opór policji budowlanej. Ks. Podolski radzi: "Najlepiej by było, aby tego rodzaju zakazy komitet wrzucił do kosza"i zarzuca prezydentowi Krakowa dokonanie nadużycia. Zyblikiewicz przesyła do redakcji Czasu pismo wysłane do komitetu, w którym wyjaśnia, dlaczego jest przeciwny pomnikowi. Wcześniej publikuje dokument w Dzienniku Poznańskim. Jednym z korespondentów Dziennika jest Edward Błotnicki - zaprzyjaźniony z Zyblikiewiczem urzędnik lwowskiej Kasy Oszczędności, trochę malarz, trochę literat. Do niego napisał prezydent Krakowa: "Nie wątpię, że Pan zgadza się ze mną, iż należy bronić Wawel od inwazji cudzoziemskiej i jestem pewny, że z łatwością przyjdzie Panu stanąć po mojej stronie". Zyblikiewicz wie, że prasa lwowska jest mu niechętna, nawet więcej niż niechętna. "Wpłyń Pan na nich - apeluje do Błotnickiego - niech choć na chwilę przytłumią niechęć do mnie i staną po stronie Wawelu przeciw jego skosmopolityzowaniu. Dla tej jednej chwili ich nienawiść ku mnie powinna być rozbrojona, jeżeli nie czem innym, to przynajmniej odwagą, jakiej w mojej decyzji dałem dowody".
Zyblikiewcz zdaje sobie sprawę, że będą odwołania i protesty. Z argumentami natury technicznej może sobie poradzić, ale emocji i nastrojów narodowo-patriotycznych nie jest w stanie kształtować. Może to jednak zrobić publicysta. "Walcz Pan zamiast mnie na tym polu" - zachęca Błotnickiego.
Argumenty czy demagogia?
12 września 1879 r. Czas przestawia argumenty prezydenta: "Kaplica bp Tomickiego jest w dobrym stanie, odnowy nie wymaga, zresztą komitetowi nie chodzi o odnowę, lecz przebudowę, która może przynieść szkodę zabytkowym murom, gdyż kaplica posadowiona jest na sklepieniu krypt królewskich, które mogą nie znieść przeciążenia pomnikiem, a tego już nie usprawiedliwi nawet papieski pomnik, który może stanąć w każdym innym kościele". Komitet może prowadzić zbiórkę pieniędzy, ale nie ma prawa rozporządzać katedrą celem stawiania pomników i choć kapituła zatwierdziła plany, nie jest to równoważne z jednoznacznym pełnomocnictwem.
W ostatnim punkcie Zyblikiewicz apeluje do uczuć narodowych. Obawia się bowiem, czy pomnik papieża-obcokrajowca nie stanie się niebezpiecznym precedensem dla panteonu narodowych pamiątek. Pisze o tym również w prywatnym liście do redaktora Przeglądu Lwowskigo oburzony do głębi jego zarzutami.
"Wprowadzenie Piusa IX na Wawel byłoby pierwszym w tej mierze wyłomem, a jakkolwiek wielki Papież jest przedmiotem uwielbienia narodowego, wyłom będzie zawsze wyłomem, przez który wcisnąć się mogą także inne wielkości, które by swą tam obecnością zamąciły odwieczną harmonię, jaka między dotychczasowymi mieszkańcami Wawelu panuje".
Czas zgodnie z przyjętą przez siebie zasadą neutralności w sporze, nazajutrz po opublikowaniu argumentów prezydenta, drukuje odpowiedź na nie wiceprzewodniczącego komitetu, prof. hr. Stanisława Tarnowskiego. Wynika z niej że: "kaplica jest w bardzo złym stanie, więc odnowić ją trzeba wcześniej czy później", "posadowiona jest mocno na fundamentach i nie nad królewskimi grobami, bo te znajdują się po przeciwnej stronie katedry, ale częściowo nad kryptą Sołtyka i Tomickiego, zagrożenia jednak żadnego nie ma, gdyż pomnik wcale nie ma stanąć na sklepieniu".
"Kapituła nie upoważniła? Proszę, przeczytajcie dokładnie, oto upoważnienie kapituły...".
Komitet nie podejmuje jednak dyskusji z prezydentem, czy obcokrajowiec Pius IX może mieć pomnik w "polskim narodowym panteonie".
"Tylko dla Polaków"
Ks. Walerian Kalinka, historyk i publicysta, przeczytał w Jarosławiu opublikowane w Czasie teksty i odpowiedź prof. Tarnowskiego uznał za mistrzowską - grzeczna i uprzejma w formie, nie była wszak pozbawiona delikatnej ironii. W liście do Tarnowskiego podziwia również zręczność, z jaką ten uniknął sprowadzenia dyskusji na "tromtadratyczne pole". W ogóle uważa, że przy wprowadzeniu pomnika na Wawel trzeba unikać wszelkiej dyskusji, bo trudno przewidzieć w jakim kierunku pójdą emocje. Kalinka już słyszy wypowiedź krakowskiego kupca: "Zyblikiewicz ma rację, że w polskim panteonie powinni być tylko sami Polacy. Nużby Bismarck coś podobnego uczynił dla dobra Polski, więc i jemu by stawiano tam pomnik". Dla ks. Kalinki takie rozumowanie jest przejawem kompletnej głupoty, ale uważa, że trzeba coś takiego brać pod uwagę, skoro głupota nie jest w Krakowie zjawiskiem odosobnionym. Pisze zatem ponownie do Tarnowskiego: "Należałoby przede wszystkim wytłumaczyć tym zagwożdżonym głowom, że katedra nie może być panteonem - to jest świątynią wszystkich bogów i wszystkich wyznań, że jest przede wszystkim kościołem katolickim, gdzie papież, de iure, jest najwyższym gospodarzem, a przeto obcym być nie może. Ale któż się da przekonać w dyskusji?". Zresztą jest obojętne czy pomnik stanie w kaplicy tej czy innej, byle stanął w katedrze, bo w końcu w zbiórce pieniędzy na "pomnik Piusa IX na Wawelu" brało udział społeczeństwo polskie wszystkich zaborów.
Ks. Kalinka nie bez racji obawia się, że argumenty Zyblikiewicza mogą znaleźć posłuch. Już przecież Edward Błotnicki na łamach Dziennika Poznańskiego pisze ze Lwowa: "Cokolwiek o dr. Zyblikiewiczu kto sądzi, niewątpliwie i najzaciętsi jego przeciwnicy przyznać mu muszą niezwykłą cywilną odwagę i niepospolitą energię". Zapewnia, że z wyjątkiem kół ultrakatolickich, ogół stoi po stronie magistratu i prezydenta opierającego się "skosmopolityzowaniu polskiego panteonu". Nie wiadomo kim jest ten "ogół" ani ile liczy osób, bo nikt takiego sondażu nie robił. Słowa poszły jednak między ludzi i czytelnicy Dziennika Poznańskiego też już pewnie myślą, że ogół popiera prezydenta Krakowa, że można pomnik postawić przecież w kościele Mariackim i czy - proszę pomyśleć - w takiej, na przykład, Anglii, przyszłoby komukolwiek do głowy stawiać w opactwie westminsterskim pomnik jakiejkolwiek, największej nawet osobistości z kontynentu?
Ze Lwowa pisze jednak również ks. Podolski, siedzący w tej bitwie w innym niż Błotnicki, okopie: "Katedra to nie panteon ani muzeum narodowe. Nie Wersal ani rzymski panteon. Jest to katedra biskupów krakowskich z grobami królów. Narodowe pamiątki - tak, ale przede wszystkim pamiątki narodu katolickiego. Mogą więc być wielkości, które tam nigdy nie wejdą, gdyż nie mają tego katolickiego znamienia. Pomnik nie może mieć obcego charakteru ani kosmopolitycznego znaczenia. Będzie pomnikiem stwierdzającym nieodłączność Polski od Kościoła, a dlatego, aby miał poważną cechę narodową, ogólnopolską, trzeba by stanął na Wawelu". Redaktor Przeglądu przyznaje, że prezydent nadużycia nie popełnił, gdyż miał prawo wypowiedzieć się w kwestiach budowlanych, ale protestuje przeciwko urzędowemu stwierdzeniu, że Pius IX na Wawelu stanąć nie może, bo nie jest Polakiem. Nie chodzi już o kaplicę Tomickiego, nie o papieski pomnik, ale o stosunek władz świeckich do wolności Kościoła. Inaczej mówiąc, nie będzie prezydent decydował, co ma robić na swoim podwórku biskup. Zyblikiewicz zarzucał ks. Podolskiemu, że swoim tekstem obraził władze, a właśnie brak szacunku dla władzy stał się przyczyną upadku Polski. Co na to Podolski? "Złote słowa - replikuje - Nie szanowano władzy w przeszłości. I dziś jeszcze, my Polacy, do tego jarzma nałożyć się nie chcemy. Chodzi o taką władzę, która uzurpuje sobie prawa do stanowienia również o sprawach kościelnych na jej terytorium". Władza świecka - pisze Podolski - nie może osądzać, co jest, a co nie jest patriotyczne. Prezydent odpisał, że od lwowskiego pisma nic lepszego spotkać go nie może, bo przyzwyczaił się już do napaści z lewa i z prawa. Na to Podolski: "Ale ta sama prawica, którą z goryczą Pan wspominasz, popierała twą kandydaturę na krzesło prezydenta. Zapomniało się - trudno. W polityce i wśród rządzących umiarkowanie przynosi korzyść, ale nie na polu zasad. Może być czarne albo białe, gorące lub zimne, ale dla letnich miejsca nie ma".
Podolski wysłał Zyblikiewiczowi świeżo wydaną broszurę Pius IX i Polska wraz z zapowiedzią, że o jubileuszu J. I. Kraszewskiego też napisze niebawem w tonie, który prezydenta nie zachwyci.
Przegląd napisał, że - zgodnie z rozumowaniem prezydenta Krakowa - należałoby usunąć z katedry świętych, gdyż nie są Polakami. Dla wychodzącej we Lwowie Gazety Narodowej tego typu argumenty były czystą sofistyką. Jak porównywać papieża ze świętymi? Gazeta przyznaje, że papież tylko za życia jest w każdym kościele u siebie, po śmierci dopiero wtedy, gdy go kanonizują. Wtedy może mieć nawet ołtarz na Wawelu, a teraz "dajcie spokój panowie komitetowi", uznajcie słuszność protestu, pomnik postawcie w kościele Mariackim i nie wywołujcie sporu między władzą biskupią a narodem".
Gazeta Toruńska też zaleciła zimną rozwagę zamiast emocji. Na temat sporu milczała jedynie prasa warszawska, bowiem każde stanowisko w tej sprawie było nie do przyjęcia dla carskiej cenzury.
Lepiej było przemilczeć
Tymczasem w Krakowie, w odnowionych Sukiennicach, rozpoczęły się uroczystości z okazji jubileuszu J.I. Kraszewskiego. Ucztowano i balowano przez kilka dni. Prezydent przyjmował gratulacje, chwalono jego przedsiębiorczość i patriotyzm, panowała patriotyczna atmosfera, której nie zakłóciły nawet toasty na cześć "Najjaśniejszego Pana Cesarza Franciszka Józefa". Konserwatyści w toastach mówili jak najwięcej o odnowionych Sukiennicach, a jak najmniej o jubilacie, którego dostrzegli dopiero wtedy, gdy z Wiednia nadszedł telegram z informacją o cesarskim odznaczeniu dla Kraszewskiego. Największym blaskiem błyszczał jednak Mikołaj Zyblikiewicz, mimo że na łamach Przeglądu Lwowskiego ksiądz Edward Podolski, spełniając obietnicę daną wcześniej prezydentowi, obsmarował cały jubileusz.
Spór o pomnik zszedł na plan dalszy. Właściwie przestano się nim w ogóle zajmować. Wykonany przez Gadomskiego pomnik wystawiono później na krótko na widok publiczny, po czym przeniesiono go na Wawel i złożono w pakach. Kiedy postawiono go w kościele św.św. Piotra i Pawła, nie wzbudził już w nikim emocji.
W 1911 roku w krakowskim zakładzie im. Helclów zmarł 78-letni Walery Gadomski. W zamieszczonym nekrologu Czas przypomniał, że zmarły był m.in. twórcą popiersia prezydenta Zyblikiewicza stojącego pod krakowskim magistratem, biustu Mickiewicza dla warszawskiej "Zachęty", posągów królewskich stojących w Ogrodzie Strzeleckim i kilku jeszcze innych rzeźb. Nie wspomniano ani słowem o pomniku papieskim. Przypomnieć o tym, znaczyło postawić pytanie, dlaczego pomnik papieża nie stanął na Wawelu. Odpowiedź nie była łatwa. Lepiej było przemilczeć część dorobku zmarłego rzeźbiarza, aby nie rozniecać wygasłych sporów. |