TEOFIL LACHOWICZ
W rocznicę powstania styczniowego
Cośmy zaczęli
- wy dokończycie
Tragicznym rozdziałem w naszych dziejach było powstanie styczniowe, ostatni zryw niepodległościowy w XIX wieku. Dziesiątki tysięcy jego uczestników spotkały okrutne represje ze strony rosyjskiego zaborcy, biorącego dziki odwet na tych, którzy podjęli kolejną już próbę wyrwania się z "więzienia narodów", jakim to mianem powszechnie określano rosyjskie imperium.
Spora liczba uczestników powstania uniknęła carskich represji przedostając się do zaboru pruskiego i austriackiego, gdzie tamtejsze władze nie ułatwiały im wprawdzie życia, ale przynajmniej nie czekała ich szubienica czy syberyjska katorga.
Inni mieli szczęście przedostać się do Szwajcarii, Włoch, Francji i Anglii. Nieliczni dotarli również do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie dali się poznać jako ludzie o dużej inicjatywie i wielkim patriotyzmie; to oni właśnie tworzyli organizacje społeczne, które na wolnej ziemi Waszyngtona stały się prawdziwymi oazami polskości. Np. były powstaniec ks. Wincenty Barzyński był twórcą Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego, obecnie jednej z najpoważniejszych organizacji polonijnych w Stanach Zjednoczonych.
Nie brakowało też byłych powstańców styczniowych przy rozbudowie Sokolstwa Polskiego w Ameryce, którego idee przywieźli za ocean emigranci z Galicji. Jednym z nich był Wincenty Smołczyński, który wprawdzie dość późno włączył się do tych prac, bowiem do Ameryki przybył dopiero w 1902 r. (Sokolstwo działało w USA od 1887 r.), ale szybko stał się jedną z najpopularniejszych i najbardziej poważanych postaci w tej organizacji.
Wincenty Smołczyński pochodził z ubogiej chłopskiej rodziny. Urodził się w 1847 r. we wsi Morawica pod Kielcami w zaborze rosyjskim. Gdy w styczniu 1863 r. wybuchło powstanie, nie miał nawet skończonych szesnastu lat. Mimo to zgłosił się do oddziału Iskry, operującego pod Daleszycami. Po stoczeniu 9 lipca bitwy z Rosjanami oddział uległ podziałowi. Część udała się w lasy świętokrzyskie, a część pod dowództwem Bończy pozostała na miejscu. Pod jego to rozkazami młodzian Smołczyński wziął udział w bitwie pod Górami, gdzie został ranny i dostał się do niewoli rosyjskiej.
Rannego powstańca Rosjanie zabrali ze sobą do Kielc i umieścili w wojskowym lazarecie. Po wyleczeniu z ran, 28 lutego 1864 r. pognany został pieszo na zesłanie w głąb Rosji, do Nowego Niżnogorodu, skąd z sześcioma innymi zesłańcami dokonał udanej ucieczki. Po licznych przygodach grupa uciekinierów dotarła do granicy austriackiej, którą szczęśliwie udało się im przekroczyć.
Dla młodego Smołczyńskiego ucieczka była znakomitą lekcją przedsiębiorczości, pomysłowości i wytrwałości w pokonywaniu skrajnie trudnych sytuacji. Pojawiła się też naturalna dla młodego człowieka zwykła ciekawość świata. Ona to zawiodła go do Francji, Szwajcarii i z powrotem do Austrii, gdzie w Wiedniu pracując jako kucharz w jednym z hoteli zapoznał się ze sztuką prowadzenia restauracji. Po paru latach opuścił Wiedeń i wyjechał na ziemie polskie do Galicji, osiedlając się w Muszynie-Krynicy, gdzie podjął pracę w miejscowej restauracji kolejowej. W 1871 r. ożenił się z Zofią Miczulską, z którą miał dwóch synów: Józefa i Karola. W 1876 r. został kierownikiem restauracji, którą z powodzeniem prowadził przez następne 25 lat.
Uzyskawszy stabilizację życiową Wincenty Smołczyński włączył się w działalność społeczno-polityczną różnych organizacji, szczególnie Sokolstwa, w którym widział przyszłe wojsko polskie. Ponadto utrzymywał kontakty i wspierał finansowo Przytulisko Weteranów z lat 1863-1864 w Krakowie. Był też aktywny w coraz lepiej rozwijającym się ruchu ludowym, bardzo mu bliskim, ponieważ problemy polskiej wsi dobrze znał z doświadczenia. Dał się tam poznać z niepodległościowych i radykalnych haseł społecznych. O jego zaangażowaniu może świadczyć fakt, że w 1901 r. Stronnictwo Chrześcijańsko-Ludowe księdza Stojałowskiego w czasie swojego zjazdu delegatów w Rzeszowie wystawiło kandydaturę Smołczyńskiego na posła do parlamentu w Wiedniu.
Jego działalność o niepodległościowym charakterze nie uszła uwagi władz austriackich. Zagrożony aresztowaniem, decyduje się na emigrację z całą rodziną do Ameryki, dokąd przybywa w 1902 r. Osiedlił się w Detroit. Miał wówczas 55 lat, wiek jak na emigranta już mocno zaawansowany. Nie znając języka angielskiego i miejscowych realiów, zmuszony był rozpocząć życie na ziemi amerykańskiej od ciężkiej pracy fizycznej. Troszczył się jednak o to, aby jego synowie zdobyli odpowiednie wykształcenie, a sam znajdował jeszcze siły i czas, aby prowadzić badania nad dziejami osadnictwa polskiego w Detroit. Był to efekt jego kontaktów z miejscowym Seminarium Polskim, a szczególnie z ks. Witoldem Buchaczkowskim, historykiem, późniejszym rektorem tej uczelni. Właśnie on zainspirował Smołczyńskiego do podjęcia badań nad dziejami miejscowej Polonii.
Nie mając odpowiedniego wykształcenia, ale nadrabiając to iście młodzieńczym zapałem, weteran powstania z 1863 r. przez kilka kolejnych lat żmudnie odtwarzał okoliczności, w jakich kształtowało się środowisko polonijne w Detroit. Plonem tej pracy stała się 242-stronicowa książka w formie przewodnika adresowego pt. Historia osady i parafij polskich w Detroit, Mich. Wydrukowana na kredowym papierze, zawierała aż 182 ilustracje, przeważnie fotografie przedstawicieli miejscowej Polonii. Twarde okładki oprawione w ciemnozielone płótno i złotem wytłaczane tytułowe litery nadawały książce elegancki wygląd. Dzisiaj jest to nie tylko rarytas bibliofilski, ale przede wszystkim cenne źródło historyczne, prawdziwa kopalnia informacji na temat początków dziejów Polonii w Detroit. Historię... Wicenty Smołczyńki wydał w 1907 r. w Buffalo, gdzie rok wcześniej wraz z Henrykiem Lokańskim, redaktorem miejscowego Polaka w Ameryce, założył Spółkę Wydawniczą. Była to pierwsza publikacja tego wydawnictwa.
W tym samym roku Smołczyński przeniósł się na stałe do Buffalo, gdzie jego starszy syn Józef został współredaktorem wspomnianego Polaka w Ameryce, natomiast młodszy Karol rozpoczął studia medyczne na tamtejszym uniwersytecie.
Wydanie pierwszej książki nie przyniosło dużego sukcesu finansowego, ale za to Smołczyński stał się postacią szeroko znaną wśród Polonii. Nie zamierzał jednak na tym poprzestać. Namówił swojego wspólnika do idei przygotowania i publikacji opracowania dotyczącego historii Polonii w Buffalo. Efektem ich dwuletniej pracy była książka pt. Historia Osady Polskiej w Buffalo, NY. Również elegancko wydana, liczyła już 544 strony i była bogato ilustrowana.
Po ukazaniu się tej pracy Wincenty Smołczyński przekazał swoje udziały w wydawnictwie synowi Józefowi. Sam natomiast bardzo aktywnie włączył się w działalność miejscowego Sokolstwa.
Było rzeczą charakterystyczną, że weterani powstania z 1863 roku żyjący w Stanach Zjednoczonych wielką sympatią darzyli Związek Sokołów, organizację sportową o charakterze paramilitarnym, utworzoną w 1867 r. we Lwowie, w zaborze austriackim. Idee Sokolstwa dotarły do Ameryki wraz z imigrantami.
Na wolnej ziemi amerykańskiej organizacja ta oprócz bardzo popularnych ćwiczeń sportowych mogła również bez żadnego skrępowania prowadzić wśród polskiej młodzieży pracę patriotyczno-wychowawczą. Weterani powstania styczniowego odgrywali w tym dziele niezmiernie ważna rolę; jako bezpośredni uczestnicy walk o wolność Polski mieli decydujący wpływ na kształtowanie postaw niepodległościowych wśród młodego pokolenia Polaków żyjących z dala od ojczyzny. O ich popularności wśród młodzieży świadczy fakt, że zawsze byli zapraszani na różne uroczystości, zawody sportowe i zjazdy organizacyjne, gdzie traktowano ich z wielkim poważaniem, a ich przemówienia przyjmowano z ogromnym entuzjazmem. Tak było np. w 1907 r. podczas VIII Zjazdu Związku Sokolstwa Polskiego w Detroit, kiedy to Wincenty Smołczyński przemawiał do licznie zebranych Sokołów:
"Polska jeszcze nie zginęła i nie zginie, jeśli wy będziecie postępowali dalej krokami wyznaczonymi wam przez waszą ideologię sokolą i przez założycieli Sokolstwa. Dziś cała Polska w niemym napięciu czeka jedynie od was pomocy, jak ongi od swych walecznych bohaterów powstania w roku 1863. (...) Dziś w mej starości nie byłbym zdolny walczyć orężnie, jak ongiś w obronie Polski. Jedyna nadzieja moja spoczywa w was, kochani bracia i druhowie. Cośmy zaczęli - wy dokończycie. Polska musi byś wolna!".
Sprawiono sędziwemu powstańcowi żywiołową owację i okrzykom: "Niech żyje!" nie było końca - pisał zjazdowy sprawozdawca.
Wincenty Smołczyński wkrótce zaliczany był do najaktywniejszych działaczy tego ruchu. Przy każdej nadarzającej się okazji werbował nowych członków do ukochanej przez niego organizacji. Nic też dziwnego, że stał się powszechnie znany nie tylko w sokolich kręgach, ale i w innych organizacjach polonijnych: w Zjednoczeniu Polskim Rzymsko-Katolickim i Związku Narodowym Polskim, do których również należał. Było to dość powszechne zjawisko, że najaktywniejsze jednostki uczestniczyły w pracach różnych organizacji polonijnych.
We wrześniu 1914 r., już w czasie trwania I wojny światowej, miał miejsce w Buffalo jeden z największych zlotów Sokolstwa Polskiego w Ameryce, w którym wzięło udział około 5000 uczestników. Wincenty Smołczyński wygłosił do zebranych słynne przemówienie, które zostało szeroko upowszechnione przez polonijną prasę jako "Testament Smołczyńskiego". W przemówieniu tym jasno określił najważniejszy cel stojący przed młodzieżą sokolą:
"Z nas powstańców wyrosło Sokolstwo, jako zarodek nowego Wojska Polskiego, pamiętajcie o tym. (...) Jestem żyjącym głosem wszystkich poległych powstańców, gdy was następcami naszymi i mścicielami mianuje Polska cała. Macie wychowywać społeczeństwo polskie na dzielne, bitne, a przede wszystkim silne fizycznie i umysłowo, ażeby gotowi byli na walkę o prawa Polski do wolności i siły mieli prawa te zdobywać. Na was, Druhowie, spada obowiązek przywrócenia Polsce wolności, obowiązek przekazany wam przez weteranów ostatniego powstania polskiego przeciw Rosji w latach 1863-1864. Losy Polski będą takie, jakie wy dla niej zgotujecie!".
I rzeczywiście, gdy w 1917 r. do Ameryki dotarła wieść o tworzeniu Armii Polskiej we Francji, Sokolstwo dostarczyło dla niej najwięcej ochotników spośród wszystkich organizacji polonijnych. W akcji rekrutacyjnej nie zabrakło również Smołczyńskiego, mianowanego sierżantem Stacji nr 4 w Dunkirk, NY. Z tego okresu zachowała się fotografia, na której widać 70-letniego Smołczyńskiego z grupą siedmiu ochotników przed ich odjazdem do obozu szkoleniowego w Niagara on the Lake w Kanadzie.
Po zakończeniu akcji rekrutacyjnej w lutym 1919 r. Smołczyński przez pewien czas przebywał jeszcze w Buffalo, po czym przeniósł się na stałe do Chicopee, MA, gdzie objął zarząd i wydawnictwo tygodnika Piast, które prowadził przez wiele następnych lat.
Kiedy do Chicopee zaczęli wracać z wojny byli żołnierze Armii Błękitnej, Wincenty Smołczyński zorganizował ich w placówkę Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce (SWAP) - ogólnokrajowej organizacji weterańskiej powstałej w maju 1921 roku. W latach 1923-1924 pełnił funkcję komendanta tej placówki.
Dla weteranów z Chicopee wielkim wydarzeniem było spotkanie z gen. Józefem Hallerem, kiedy ten jesienią 1923 r. przebywał z pierwszą wizytą w Stanach Zjednoczonych. A dla sędziwego Smołczyńskiego wielkim przeżyciem zapewne był wyjazd do Polski, którą zjechał wzdłuż i wszerz. Niestety, nie znamy jego relacji z tej podróży. Zaledwie jednym zdaniem w liście do Zarządu SWAP z lutego 1924 r. wspominał o swoim pobycie w Polsce.
O Wincentym Smołczyńskim w Ameryce nie zapomniano. Nadano mu godność Honorowego Członka Legii Honorowej Sokolstwa Polskiego. Podobne tytuły nadały mu też inne organizacje polonijne, w tym Związek Narodowy Polski. Charakterystyczna postać sędziwego weterana ubranego w granatowy mundur powstańca styczniowego była widoczna na wielu imprezach polonijnych, np. w czasie "Dnia Polskiego" obchodzonego 5 września 1926 r. w trakcie wielkiej wystawy w Filadelfii z okazji 150. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych. Był też zapraszany przez Zarząd SWAP na spotkania z wybitnymi gośćmi z Polski, np. gen. Gustawem Orlicz-Dreszerem.
Wincenty Smołczyński przez cały okres życia w Stanach Zjednoczonych utrzymywał kontakt z Przytuliskiem Weteranów z lat 1863-1864 w Krakowie. Mieszkający tam jego koledzy mianowali go honorowym prezesem. Jako reprezentant Przytuliska występował na ziemi amerykańskiej prowadząc zbiórki pieniężne na wsparcie żyjących w Polsce w skrajnej nędzy sierot po zmarłych powstańcach.
Ten niezmiernie aktywny weteran w styczniu każdego roku inicjował obchody kolejnych rocznic wybuchu powstania styczniowego. Świadek tamtych wydarzeń, zapraszany był jako główny honorowy gość na okolicznościowe uroczystości organizowane w różnych ośrodkach polonijnych. Tak było np. na akademii w Terryville, CT. w 1930 roku, w okresie wielkiego kryzysu gospodarczego.
"Sędziwy ten mówca przedstawił dobitnie powstanie (styczniowe) oraz dzieje żołnierza polskiego, a na zakończenie swej mowy przedstawił obowiązek Wychodźstwa zaopiekowania się inwalidami Armii Polskiej. Słowa tego starca trafiły do serc publiczności czego dowodem były nie milknące oklaski" - czytamy w sprawozdaniu z tej uroczystości.
Jesienią 1932 r. Wincenty Smołczyński ciężko zachorował, ale gdy po trzech miesiącach wyzdrowiał - już w pierwszym liście do Zarządu SWAP w Detroit z dnia 5 grudnia przypominał, że w styczniu 1933 r. przypada 70. rocznica wybuchu powstania styczniowego i z tej okazji prosi o przyjazd kogoś z zarządu na urządzaną przez niego uroczystość w Chicopee. Zapowiedział również swój przyjazd w lipcu przyszłego roku na Wystawę Światową w Chicago. "Że zaś tam będę, to już doktory orzekli, że cztery lata mam jeszcze żyć, choćbym nie chciał" - pisał.
"Doktory" miały rację; Wincenty Smołczyński zmarł 15 października 1936 r. Jego pogrzeb przerodził się w wielką manifestację patriotyczną całej Polonii z Chicopee i okolic. W uroczystościach żałobnych udział wzięło trzydziestu księży, przedstawiciele wszystkich organizacji polonijnych, weterani amerykańscy z American Legion, burmistrz Antoni J. Słonina z zarządem miejskim i tłumy mieszkańców. Tak żegnano tego, który przybył kiedyś z dalekiej, zniewolonej Polski i potrafił z całym oddaniem pracować dla niej i dla swej nowej ojczyzny, która dała mu możliwość pracy i nieskrępowanego działania.
Literatura i źródła:
Artur L. Waldo, Sokolstwo, przednia straż
narodu, t. I, Pittsburgh 1956, s. 450-451; t. III, Pittsburgh
1972, s. 107-118.
Archiwum ZG SWAP w Nowym Jorku; teczka: Wincenty Smołczyński
- weteran 1863 r.; sygn. A-XXVII/15a. |