|
Nowojorczycy szukaja sie nawzajem
Kolejka po nazwisko
Marcin Fabjanski
Mam prawo byc w zamknietej strefie! Mam prawo
widziec, jak wynosza stamtad cialo mojej ciotki! Mam
prawo jej szukac w gruzach, a nie na listach pacjentów
ze szpitala! krzyczala Melissa Nagaro, która
spotkalem w nowojorskiej zbrojowni, glównym
punkcie informacji o zaginionych.
Czarna jak heban Melissa ma na sobie biala koszulke
z wymalowanym flamastrem wielkim napisem na plecach:
No mercy. Lets go to war (Nie miejmy
litosci. Zacznijmy wojne). W dloniach sciska plik
ulotek ze zdjeciem swojej ciotki Victorii Alvarez
Brito i telefonem, na jaki ma zadzwonic kazdy, kto
widzial ja zywa lub martwa.
Bede jej szukac, dopóki nie zobacze
ciala. Rozpoznam je nawet, jesli bedzie w strzepach.
Na prawym ramieniu miala tatuaz ze skorpionem
mówi Melissa i wprawnym ruchem przykleja ulotke
do obudowy ulicznego telefonu. Przez ostanie trzy
dni nakleila takich ulotek tysiace. Ciotka
pracowala dla firmy ubezpieczeniowej na 91. pietrze.
Bylam z nia bardzo blisko. Widzialysmy sie codziennie.
Melisse spotykam przed poteznym, ceglanym gmachem
zbrojowni na rogu Lexington Avenue i 26 Ulicy. W czasach
pokoju ludzie przychodzili tutaj na koncerty albo
pokazy mody teraz po to, zeby dowiedziec sie,
czy ich bliskich nie zabili terrorysci. Niektórzy
pojawiaja sie tu kilka razy dziennie. Sprawdzaja imiona
na listach szpitalnych, ulotki porozlepiane na okolicznych
budkach telefonicznych, koszach na smieci i barierkach
policyjnych, a kiedy nie znajduja tam nazwisk, których
szukaja ruszaja dalej w miasto, do innych punktów.
W kolejce do zbrojowni która jest najwiekszym
punktem kontaktowym Nowego Jorku czeka kilkaset
osób. Wokól nich klebi sie tlum: policjanci
woluntariusze, zolnierze. Wsród tlumu przemyka
zrecznie ze srebrna taca wypakowana kanapkami
z indykiem i szynka, truskawkami oraz czekolada
Louis Vally, kelner restauracji Eleven Madison Park.
Od dwóch dni nic nie robimy, tylko
karmimy ludzi w kolejce, policjantów i zolnierzy.
Przez cala noc, az do rana. Niedaleko stad postawilismy
kuchnie polowa. Szef uznal, ze powinnismy zrobic cos
dla tego miasta i kraju. Restauracje zamknal na cztery
spusty i wyslal nas na ulice mówi Louis
Vally i biegnie z taca w strone tlumu.
Obudzil mnie telefon
Melissa Nagaro spala, kiedy terrorysci zaatakowali
World Trade Center. Nie pracuje, opiekuje sie domem
rzadko wstaje wczesniej niz przed dziesiata.
Obudzil mnie telefon od mlodszego brata. Powiedzial,
ze samolot uderzyl w World Trade Center. Odpowiedzialam,zeby
dal mi spokój i zadzwonil jutro, jak chce sobie
pogadac, ale juz nie zasnelam. Wlaczylam telewizor.
Od tej pory Melissa Nagaro szuka ciotki razem z bratem,
mezem i kilkoma innymi czlonkami rodziny. W domu zostaja
tylko ci, którzy na zmiane opiekuja sie dziecmi
zaginionej ciotki: osmioletnia dziewczynka i jej o
cztery lata mlodszym bratem.
Musimy im tlumaczyc, co sie stalo, i trzymac
z daleka od telewizora. Chlopiec do konca nie wie,
o co chodzi i nie chce o tym rozmawiac, ale dziewczynka
wszystko rozumie. Zwykle modle sie z nimi i pozwalam
im plakac. Dzisiaj modlilismy sie godzine w pokoju
ciotki mówi Melissa.
Ale na modlitwe nie ma zbyt wiele czasu. Codziennie
trzeba przyjechac na Manhattan z Queensu i odwiedzic
wszystkie szpitale, koscioly i punkty informacyjne.
Cala te trase pokonuja pieszo. Pierwszej nocy po ataku
nikt z rodziny Melissy nie spal. Przespali sie troche
dopiero nastepnej nocy. Teraz czekaja na krewnych
z Florydy i z Dominikany. Maja przyleciec i pomóc
szukac ciotki na dwie zmiany.
Czasami dzielimy sie na grupy i rozchodzimy
po calym miescie. Czasami jeêdzimy razem. Przeczesalismy
nawet nabrzeza New Jersey, bo tam podobno ewakuowano
czesc pracowników WTC. Porozumiewamy sie przez
komórki. Kilka razy próbowalam przeblagac
policjantów, zeby wpuscili mnie do zamknietej
strefy, ale oni nawet nie chca gadac opowiada
Melissa. Nagle wybucha zloscia: Mam prawo tam
byc! Mam prawo widziec, jak wynosza cialo mojej ciotki!
Mam prawo jej szukac w gruzach, a nie na listach pacjentów
ze szpitala! krzyczy.
Modlitwa muzulmanina
Salam Mohammed (z oporem wyjawia swoje muzulmanskie
nazwisko) i jego krewni, imigranci z Bangladeszu,
maja podobna strategie co rodzina Melissy, ale sa
jeszcze lepiej zorganizowani. Rozjezdzaja sie w pietnastu
po calym miescie samochodami, potem wyjmuja z nich
rowery i dzieki temu docieraja w kazda najmniejsza
nawet uliczke. Wieczorem spotykaja na Queensie, zeby
omówic plan dzialania na nastepny dzien.
Salam szuka swojego kuzyna i jego zony. Na ulotce,
która sciska w dloni, napisal: Szukam
ofiar wybuchu w WTC. Nurul H. Miah i Shakila Yesmin
(malzenstwo). Oboje pracowali na 93. pietrze.
Nizej widnieja kontaktowe numery telefonów.
Szukamy ich od wtorku. Dzien po dniu, tymi
samymi szlakami. Od szpitala do szpitala. Ale to coraz
bardziej beznadziejne mówi Salam Mohammed,
niski trzydziestoparolatek. Na koniec dnia cala rodzina
Salama modli sie w jego domu. Czytaja Koran.
Terrorysci nie byli prawdziwymi wyznawcami islamu.
Ten atak jest sprawka diabla mówi Salam.
Zaraz za nim w kolejce do zbrojowni stoi chudy ksiadz
z powiatu Westchester, sasiadujacego z Nowym Jorkiem,
Peter Hopkins. Jestem tu, zeby ulzyc rodzinom
ofiar mówi. Ksiadz Hopkins nie szuka
potrzebujacych pomocy. Staje w kolejce i czeka, az
sami do niego podejda. Nie trwa to dluzej niz
dwie minuty mówi. Ma wprawe. W roku
1985 wspieral ofiary trzesienia ziemi w Meksyku.
-Ludzie czuja ulge, kiedy wiedza, ze jest z nimi
kaplan katolicki. Próbuje pomóc im zrozumiec, co to
jest ból, i ze nie mozna go wyjasnic inaczej niz wola
Boga opowiada ksiadz.
Chca wiedziec, dlaczego Bóg na to pozwala?
pytam.
Prawie kazdy z nich chce to wiedziec -ksiadz
Hopkins usmiecha sie lekko. - Tlumacze im, ze nieznane
sa boskie zamysly.
Morze ulotek
Na budce telefonicznej pelno zdjec: bialych, czarnych,
Latynosów, Azjatów. Stoja w garniturach,
siedza przy stole, bawia sie z dziecmi albo z psem.
Pod spodem wolanie o pomoc w ich odnalezieniu i numery
telefonów. Ze wszystkich stron nadciagaja kolejni
nowojorczycy z ulotkami w rekach. Nie ma ich juz gdzie
przyklejac, wiec rozdaja je wszystkim dookola. Ci,
którzy przyszli po raz pierwszy, wygladaja
na zdziwionych tym, jak wielu ludzi, tak jak oni,
szuka swoich bliskich. Niektórzy rozgladaja
sie bezradnie, jakby stracili nadzieje. Ale pod zbrojownia
zawsze moze zdarzyc sie cos, co ja przywróci.
Nagle w kolejke wjezdza z impetem chudy chlopak na
rowerze: Uwaga, wszyscy! Uwaga! krzyczy.
Dajcie mi po jednej ulotce! Bede je kserowal
i rozwieszal po calym miescie!
|