|
Jeden dzien z zycia korespondenta
I stalo sie niewyobrazalne
Piotr Milewski
W
wtorek za dziesiec dziewiata rano budzi mnie telefon.
Dzwonia z TVN 24: "Wstawaj, samolot uderzyl w
World Trade Center!". "Chyba zartujesz
".
"Wyjrzyj przez okno".
Zamiast wygladac przez okno, wlaczam CNN. Nie moge
uwierzyc wlasnym oczom. W drapaczu chmur polozonym
blizej New Jersey zieje czarna wyrwa, z której
bucha dym. Po chwili nadlatuje drugi samolot.
Wstrzymuje oddech. Maszyna wbija sie w sciane szkla
i metalu. Wybiegam na ulice. Nad Manhattanem czarna
smuga dymu. Pedze do wiaduktu metra. Wchodze na peron
i cierpnie mi skóra.
Blizniacze wiezowce wygladaja jak dwa dymiace kominy
fabryczne. Co musi dziac sie w srodku mysle
i w gardle czuje ucisk. Mezczyzna kolo czterdziestki
czekajacy na linie F czuje najwyrazniej to samo. W
oczach ma lzy
Z oddali pozar wydaje sie zmniejszac. Na pewno zaczely
pracowac automatyczne zraszacze, przeciez Amerykanie
maja swira na punkcie bezpieczenstwa. A World Trade
Center, po zamachu w 1993 roku zostal zabezpieczony
przed kazda ewentualnoscia. Przypominam sobie, ze
podczas wycieczki z przyjaciólmi na taras widokowy,
równo tydzien temu wyczytalem o specjalnych
rozwiazaniach konstrukcyjnych, które wedlug
architektów maja zabezpieczac strukture budynków
nawet w przypadku uderzenia samolotu. Uratuja sie
przynajmniej ci, którzy przezyli pierwsze eksplozje.
W tym momencie nastepuje niewyobrazalne. Poludniowy
wiezowiec po prostu rozplywa sie w chmure czarnego
dymu. Na peronie krzyk przerazenia. Zerkam na zegarek
jest 10:00. Powoli przenosze wzrok na stojacych
obok ludzi. Oczy rozszerzone groza. Nikt nie jest
w stanie wypowiedziec slowa.
Wracam do domu po sprzet. A jednak ostrzezenia przed
zamachami islamskich ekstremistów okazaly sie
trafne mysle. Tyle ze skala tego, co zgotowali
terrorysci Ameryce przerosla wszelkie wyobrazenia.
Wlaczam telewizor. Pokazuja plonacy Pentagon. To juz
wlasciwie nie kilka groznych zamachów tylko
zmasowany atak na kluczowe amerykanskie fortece wladzy
i pieniadza. Slysze, ze prezydent Bush postawil w
stan pelnej gotowosci wszystkie federalne agencje
wywiadowcze i policyjne. Oficjalnie nikt nie mówi
jeszcze o mobilizacji armii ale eksperci nie maja
watpliwosci, ze gdy okaze sie, ze za zamachy odpowiedzialny
jest na przyklad Osama bin Laden, lotnictwo USA niezaleznie
od mozliwych konsekwencji po prostu zmiecie z powierzchni
ziemi wszystkie obozy szkoleniowe bin Ladena w Afganistanie
i innych krajach muzulmanskich. Wielu komentatorów
mówi o drugim Pearl Harbor. A co to oznacza,
nie trzeba chyba nikomu tlumaczyc. Stany Zjednoczone
nie maja zwyczaju przebaczac napastnikom. Po zamachu
nad Lockerbie Amerykanie zbombardowali libijskie instalacje
wojskowe i rezydencje Kadafiego. Jesli odwet ma byc
proporcjonalny, trudno wyobrazic sobie jak tym razem
zareaguje prezydent Bush. Pozostaje tylko miec nadzieje,
ze zachowa zimna krew, bo wojny wybuchaly juz ze znacznie
bardziej blahych powodów niz dzisiejsza tragedia.
W pospiechu pakuje minidysk i mikrofon. Znów
biegne do metra. Dlugo nie przyjezdza. Chmura dymu
i pylu dociera tymczasem do Brooklynu. Czuje kwasny
smród spalenizny. Oczy zaczynaja piec. Jest
pociag. Konduktor mówi, ze nie wie, jak daleko
zajedziemy. Okazuje sie, ze niedaleko. Dzwonie do
car service z baza na Brooklyn Heights. Kierowca podjezdza
pod stacje 4th Avenue. Jest Arabem. To idiotyczne,
ale nie moge sie przemóc i zaczac rozmowy.
Boje sie, ze powie cos, co sprawi, ze rzuce mu sie
do gardla. Docieramy w poblize policyjnej blokady
przy moscie Brooklynskim.
Wysiadam i wlaczam radio w walkmanie. Stany Zjednoczone
zamknely granice z Meksykiem. Prezydent Bush polecial
na pokladzie Air Force One z Florydy do bazy wojskowej
w Louizjanie. Nadal plonie: zburzony w dwóch
piatych Pentagon. Ewakuacja rzadu zwiazana byla nie
tylko z atakiem na Departament Obrony, ale równiez
z informacja, ze terrorysci najprawdopodobniej dysponuja
jeszcze jednym porwanym boeingiem. Ruch powietrzny
zamarl. Samoloty zmierzajace do USA przyjmuje Kanada.
Armia i sily bezpieczenstwa sa w pelnej mobilizacji.
Choc prezydent nie oglosil jeszcze zadnych decyzji,
Ameryka de facto znalazla sie w stanie wojny, tyle,
ze z nieznanym wrogiem. Tymczasem w Nowym Jorku trwa
pandemonium.
Przestaje dzialac komórka. Staje w kolejce
do oblezonego automatu. Przeciazone linie miedzynarodowe
padly. Po drugiej stronie East River, pod gruzami
i w zasypanych tunelach metra dusza sie ludzie. Tragedia
dotknela wszystkich nowojorczyków. Kazdy z
nas mial wsród ofiar jesli nie krewnych to
znajomych. Trwa szok wywolany niesamowitym widokiem
obsuwajacych sie, gigantycznych drapaczy chmur. Nie
pracuja gielda papierów wartosciowych i surowcowa,
czego rezultaty odbija sie bez watpienia na równowadze
swiatowych rynków. George Bush nie wróci
na razie do Bialego Domu, jak planowano, by zademonstrowac,
ze kontroluje sytuacje. Wedlug CIA w stolicy wciaz
nie jest bezpiecznie. Coraz wiecej poszlak wskazuje,
ze za zamachy odpowiedzialny jest Osama bin Laden,
którego ludzie ostrzegli, wedlug Associated
Press, trzy tygodnie temu o szykowaniu bezprecedensowego
ataku na Stany Zjednoczone. Jeden z wojskowych ekspertów
mówi, ze w chwili, gdy informacja sie potwierdzi,
bin Laden bedzie trupem.
Piec okretów wojennych wyruszylo z bazy Norfolk
w Virginii, kolo Waszyngtonu, by chronic wschodnie
wybrzeze USA. Cztery lotniskowce plyna do Nowego Jorku.
Pod mostem Brooklynskim tymczasem kraza plotki wywolujace
fale paniki. Ktos mówi, ze terrorysci mieli
na pokladach samolotów bron biologiczna. Akcja
ratunkowa zostala wstrzymana. Ratownicy zaczna przeszukiwac
gigantyczne haldy dopiero wówczas, gdy strazacy
ugasza pozary. Dziesiatki tysiecy obszarpanych, pokrytych
od stóp do glów bialym pylem i pochlapanych
wlasna lub cudza krwia nowojorczyków sunie
w milczacych pochodach zamknietymi dla ruchu kolowego
mostami. Byle jak najdalej od wyspy, która
w ciagu godziny ze stolicy swiata przemienila sie
w pieklo. Która za sprawa garstki bandytów
wyglada tak, jakby w jej sercu wybuchl wulkan.
Czarna smuga gazów, sadzy i kurzu wyrzucona
wybuchem na wysokosc kilku kilometrów ciagnie
sie od zachodniej strony downtown poprzez cala dlugosc
Brooklynu i ginie nad Atlantykiem. Gruba na pól
metra warstwa pylu pokrywa ulice poludniowej czesci
Manhattanu. Ogromne rumowisko, prawdziwe haldy zalegajace
Wold Trade Center Plaza i okoliczne ulice staly sie
wspólnym grobem tysiecy bogatych i biednych,
poteznych i nikomu nie znanych ludzi. Zmienil sie
nie tylko krajobraz miasta, najwyzszym gmachem jest
znowu Empire State Building, ale równiez Ameryki.
Jej mieszkancy obudza sie jutro w zupelnie innym kraju,
niz budzili sie dzisiaj. Kraju, który mimo
calej swej pozornej potegi okazal sie bezbronny wobec
ataku malej grupki zdecydowanych na wszystko samobójców.
Wracam do domu. Niebo przecina klucz wojskowych odrzutowców.
Ich ryk sprawia, ze nieliczni przechodnie odruchowo
kula sie w oczekiwaniu na eksplozje. Nowojorczycy
stracili swoje przyslowiowe poczucie humoru i zadzierzystosc.
Ci, którzy jeszcze nie zamkneli sie w domach,
nie biora udzialu w akcji ratunkowej lub nie zostali
ewakuowani do jednego z centrów pomocy ofiarom,
suna ulicami jak zjawy z pospuszczanymi glowami, w
milczeniu. Nie wiadomo, ilu mieszkanców miasta
zginelo pod gruzami. Burmistrz Giuliani byl w stanie
powiedziec tylko, ze liczba ofiar jest "horrendalna".
W kompleksie biurowym World Trade Center pracowalo
codziennie okolo 40-50 tysiecy osób. Taras
widokowy na szczycie wiezowca numer jeden odwiedzalo
okolo 10 tysiecy turystów dziennie. W okolicy
byly setki restauracji i innych obiektów, które
przyciagaly przyjezdnych z calego swiata.
Straty materialne wyniosa miliardy dolarów.
Wladze miejskie zamierzaly wydzierzawic wiezowce prywatnym
inwestorom, a pieniadze przeznaczyc miedzy innymi
na poprawe sytuacji mieszkaniowej i opieke medyczna.
W budzecie powstanie zatem gigantyczna dziura. Prawdopodobnie
naruszone zostaly konstrukcje sasiadujacych z World
Trade Center budynków, a o tunelach metra krzyzujacych
sie najgesciej wlasnie w dystrykcie finansowym lepiej
nawet nie myslec. Miasto pozostanie sparalizowane
przez wiele dni, jesli nie tygodni. Szpitale pekaja
w szwach, brakuje krwi. Choc najwiecej ludzi zginelo
w Nowym Jorku, ofiary sa równiez w Waszyngtonie.
A na pokladach czterech porwanych przez terrorystów
boeingów bylo kilkaset osób ze wszystkich
zakatków USA. Ameryka przezywa najwieksza tragedie
od czasów wojny wietnamskiej. Wszelkie slowa
staja sie w obliczu masakry 11 wrzesnia puste i banalne.
|