Podzial politykow na podstawie ich stosunku do imigracji nie przebiega na linii demokratarepublikanin. Gdzie on przebiega i czego sie mozna spodziewac pod tym wzgledem od administracji prezydenta George'a W. Busha na to pytanie odpowiada w artykule Ewa Wroblewska.
Co dalej z imigracja?
Przy niskim poziomie bezrobocia dlaczego nie przyjmowac wiecej imigrantow, aby utrzymac niskie ceny produktow i uslug? Ile wiecej kosztowalyby truskawki, jezeli bylyby zbierane przez pracownikow bedacych czlonkami zwiazkow zawodowych? Zdaniem niektorych ekonomistow, na przyklad wedlug Wallace Huffmana i Alana McCunna z Uniwersytetu Stanowego Iowa, kosztowalyby niewiele wiecej. Ameryka zawsze byla krajem imigrantow, wiec jaka jest roznica pomiedzy 500 tysiacami a milionem wiecej ludzi rocznie? Poza tym, jakie ma znaczenie to, czy sa oni legalni, czy tez nie, jezeli nielegalni imigranci w koncu i tak sa legalizowani?
Kulturalny Armageddon?
Problem lezy gdzie indziej. Jest nim wplyw, jaki dzisiaj wywiera na Ameryke imigracja. W roku 2001, sto lat po tym, jak Ameryka otworzyla swoje drzwi dla przybyszow z Europy, aby osiadali na zachodzie USA, imigracja osiagnela rekordowy poziom. Podczas debaty nad propozycjami komisji B. Jordan, demokratyczny senator z Kalifornii Dianne Feinstein ostrzegala przed "kulturalnym Armageddonem", ktory grozi jej stanowi, gdzie osiedla sie jedna trzecia wszystkich imigrantow. Populacja Kalifornijczykow, ktorzy nie urodzili sie w USA, w wiekszosci Meksykanow, osiagnela juz 25 procent. Zdaniem niektorych naukowcow, jak cytowany w jednym z poprzednich artykulow Wayne Cornelius z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, problem lezy w tym, ze "hiszpanskojezyczni imigranci przesuwaja etniczno-kulturalny balans kraju w kierunku, ktory jest nie do zaakceptowania, potencjalnie przyczyniajac sie do kryzysu swiadomosci narodowej".
Ze wzgledu na ogromna liczbe imigrantow Kalifornia wzbudza najwiecej zainteresowania wsrod badaczy problemow imigracyjnych. Problemy, z jakimi spotykaja sie imigranci w tym stanie, sa bardzo podobne do problemow innych stanow USA. Trudnosci z adaptacja do nowego srodowiska i asymilacja maja imigranci w calym kraju.
Narodowa Rada Badawcza, ktorej komisja B. Jordana zlecila zbadanie fiskalnych, demograficznych i ekonomicznych efektow imigracji, zaprezentowala zupelnie inny obraz od tego, ktory przedstawiaja ekonomisci popierajacy idee otwartych granic. Zdaniem rady wplyw imigracji jest korzystny finansowo dla rzadu federalnego w Waszyngtonie (w koncu nawet nielegalni imigranci placa podatki), ale na pewno nie jest pozytywny dla rzadow stanowych i administracji lokalnej.
Zanizaja zarobki
Rada powtorzyla to, co specjalisci imigracyjni tacy jak George Vernez pracujacy dla Centrum Badawczego RAND, George Borjas z Uniwersytetu Harvarda i Philip Martin z Uniwersytetu Kalifornijskiego mowili od lat nowi imigranci, w przeciwienstwie do imigrantow poprzednich generacji, zamiast rozwijac sie i awansowac w spoleczenstwie, zostaja daleko w tyle. George Vernez wskazal, ze trzy dekady wielkiej emigracji z Meksyku do Kalifornii spowodowalo, ze Kalifornia ma nieproporcjonalnie duza populacje robotnikow niewykwalifikowanych, oraz ze istnieje przepasc w zarobkach pomiedzy obywatelami i imigrantami. Zdaniem George'a Borjasa poziom wyksztalcenia imigrantow spada od 1965 roku. Niewykwalifikowani imigranci, gotowi zaakceptowac znacznie nizsze wynagrodzenie, obnizaja wynagrodzenie, jakie otrzymuja niewykwalifikowani Amerykanie. Wlasciciele farm i biznesow zatrudniajacych nielegalnych uzyskuja dodatkowy dochod ze wzgledu na niskie koszty pracy. W konkluzji Borjas stwierdzil, ze "imigracja stala sie programem redystrybucji dochodu. Pracownicy traca, poniewaz imigranci powoduja obnizenie zarobkow. Pracodawcy zyskuja, poniewaz imigranci powoduja obnizenie zarobkow". Podobnie Philip Martin stwierdzil, ze imigracja i program zatrudniania tymczasowych robotnikow wykreowaly wsrod ludzi urodzonych poza granicami kraju permanentna, eksploatowana klase nizsza, ktorej istnienie utrzymuje zarobki na niskim poziomie. Wstrzymuje to wlascicieli biznesow oraz farmerow przed lokowaniem kapitalu w bardziej produktywne alternatywy. W tej sytuacji jest oczywiste, ze pracodawcy inwestuja w lobbying, aby utrzymac istniejacy stan rzeczy.
Tymczasowa permanentnosc
Panaceum, jakie zaoferowal Kongres na problemy imigracyjne, bylo podniesienie limitu zatrudnianych osob, ktore pochodza spoza USA zarowno wykwalifikowanych, jak i niewykwalifikowanych. Oczywiscie przeciwnicy imigracji nienawidza programow, ktore pozwalaja tymczasowo zatrudniac imigrantow. Przytaczany wczesniej specjalista imigracyjny Phillip Martin z Uniwersytetu Kalifornijskiego twierdzi, ze "nie ma niczego, co jest bardziej permanentne od tymczasowych pracownikow". Byla szefowa INS w administracji prezydenta Clintona, Doris Meissner, tlumaczyla, ze jest przeciwna zatrudnianiu osob na podstawie wiz pracowniczych. Dlaczego? Poniewaz otrzymuja one wynagrodzenie nizsze od rynkowego i pracuja, jej zdaniem, w gorszych warunkach. Oprocz tego "nie chcemy chyba pracownikow, ktorzy nie sa w stanie odnosic korzysci z placonych przez nich podatkow, oraz nie chca wraz ze swymi rodzinami dzialac w spolecznosci, gdzie zyja".
Taka byla oficjalna pozycja administracji bylego prezydenta Clintona w stosunku do imigracji, wyrazona w przesluchaniach kongresowych. Potwierdzeniem tej antyimigracyjnej linii byla pozniejsza sprawa Eliana Gonzaleza, 6-letniego imigranta z Kuby, wydalonego z USA pod pozorem polaczenia go z ojcem. Brak ustawy regulujacej postepowanie wzgledem dzieci obcokrajowcow wystepujacych samodzielnie o azyl polityczny przesadzil o dzialaniach administracji. Jak stwierdzil sad apelacyjny w tej sprawie, Elian Gonzalez opuscil teren USA, bo tak zadecydowala administracja, ktora dzialala w granicach obowiazujacego prawa.
Poglady na temat imigrantow ("kulturalny Armageddon") wyrazane przez senator Dianne Feinstein z Kalifornii, demokratke, niewiele odbiegaja od pogladow ludzi takich jak Patrick Buchanan. Roznica polega na tym, ze o ile glosy oddane na Buchanana latwo policzyc na palcach, o tyle Dianne Feinstein jest senatorem, czlonkiem senackiej podkomisji ds. imigracji i wywiera znaczacy wplyw na amerykanska polityke imigracyjna.
Nowa polityka Busha
Nowa administracja prezydenta Busha, w przeciwienstwie do poprzedniej Billa Clintona, nie rozpoczela swych dzialan w dziedzinie imigracji budowaniem plotu na granicy z Meksykiem. Przeciwnie, podczas spotkania z prezydentem Meksyku Vincentem Foxem w San Cristobal 16 lutego prezydent Bush zobowiazal sie do lepszych stosunkow przygranicznych, szczegolnie w kwestii imigracji. Na poczatku kwietnia rzad meksykanski rozpoczal serie spotkan w Waszyngtonie, ktorych celem jest poprawa stosunkow imigracyjnych. Nastapila znaczaca zmiana w semantyce. Zamiast slowa "amnestia" uzywa sie teraz terminu "regulacja". Przeciwnicy amnestii twierdza, ze nie powinna ona byc przyznana osobom, ktore zlamaly prawo, aby dostac sie na teren USA. Amnestia jako taka nie jest popularna w kregach politycznych USA, dlatego tez rzad meksykanski, doskonale zdajac sobie sprawe z tego faktu, nie zabiega o amnestie, tylko o regulacje dla nielegalnych imigrantow z Meksyku.
Wielu politykow republikanskich popiera programy zezwalajace na tymczasowe zatrudnienie pracownikow pochodzacych z innych krajow, w tym zatrudnienie w rolnictwie dla niewykwalifikowanych robotnikow z Meksyku. Dzieje sie tak dlatego, iz politycy republikanscy kieruja sie bardziej potrzebami amerykanskiego biznesu niz populistycznymi haslami. To drugie jest domena partii demokratycznej. Niewielu demokratow jest za imigracja, gdy przychodzi do glosowania w Kongresie.
Niekontrolowana imigracja i recesja ekonomiczna stanowia prosty przepis na problemy. Powstaja tarcia pomiedzy imigrantami i Amerykanami, czesto pomiedzy poszczegolnymi stanami czy tez lokalna administracja. Kilka dni temu agencja Associated Press doniosla o nastrojach niecheci wobec imigrantow w Glen Cove na Long Island, miescie oddalonym o zaledwie o 30 mil od Nowego Jorku. Jezeli recesja gospodarcza bedzie sie poglebiac, mozemy sie spodziewac kontynuacji tego typu nastrojow. W efekcie nasila sie inicjatywy zmierzajace do tego, aby uczynic jezyk angielski jedynym jezykiem urzedowym, pojawi sie wiecej spraw sadowych pomiedzy administracja lokalna, stanowa i rzadem federalnym, rozpoczetych w celu odzyskania nakladow finansowych poniesionych na imigrantow. Jezeli Kongres i administracja prezydenta Busha nie znajda sensownego rozwiazania problemow imigracyjnych, to stworzy to wolne pole dla rozwiazan bezsensownych, popieranych przez takich politykow jak Pete Wilson i Patrick Buchanan czy tez dla inicjatyw jawnie dyskryminujacych imigrantow, jak kalifornijska Propozycja 187. Co bedzie dalej, pokaze czas.
Ewa Wroblewska
Wieloletni doradca w sprawach imigracji