Wybrane artykuły Nowego Dziennika

Badania dotyczące dyskryminacji kobiet na rynku pracy

Niewidzialna bariera

Olga Jurkowska

Kobiety stanowią prawie połowę zatrudnionych w krajach zachodnich. Wykaz pracowników niższych szczebli w dużych firmach potwierdza tę proporcję. Ale zupełnie inaczej przedstawia się to na szczytach firmowej kariery.

Na dziesięciu mężczyzn na kierowniczych stanowiskach przypada jedna kobieta. Proporcja ta niewiele się zmieniła od czasu, gdy dwadzieścia lat temu wprowadzony został termin "szklany sufit" - tak określa się obecnie niewidzialną barierę, która co prawda pozwala kobietom oglądać fotel prezesa, ale nie pozwala w nim zasiąść. Kiedy w latach 90. okazało się, że jedynie 3-5 proc. kobiet w Stanach Zjednoczonych zajmuje najwyższe stanowiska, powołano specjalną komisję ds. "szklanego sufitu". Dziesięć lat później Amerykanki stanowiły już około 11 proc. prezesów i dyrektorów naczelnych w 500 największych firmach. W tym roku ma ich być 17 proc. Po części jest to wymuszone presją poprawności politycznej, która w skrajnych przypadkach prowadzi nawet do tzw. dyskryminacji pozytywnej, czyli tymczasowego faworyzowania mniejszości. Wiele firm wprowadziło specjalne zalecenia w tej sprawie do swoich regulaminów, ale zazwyczaj, gdy o tę samą posadę ubiegają się kobieta i mężczyzna, poprawność polityczna nakazuje przyjąć kobietę. Jednak nie wszystkie dane wyglądają tak różowo.

Według Booz Allen Hamilton, międzynarodowej firmy konsultingowej, która zajmuje się monitorowaniem zmian na stanowiskach dyrektorów generalnych w amerykańskich korporacjach, w 1998 roku kobiety stanowiły tylko 0,7% wszystkich CEO i odsetek ten nie zmienił się przez następne sześć lat. W większości innych krajów sytuacja ta wygląda podobnie albo nawet gorzej. Na przykład w Japonii jeszcze 20-30 lat temu nie do przyjęcia było, aby kobieta przebywała w biurze po godzinie 17:00. Oczywiście od tamtych czasów dokonał się pewien postęp i w tym roku aż dwie (sic!) panie stanęły na czele dwóch dużych japońskich korporacji: Fumiko Hayashi została dyrektorem generalnym sieci supermarketów Daiei, a Tomoko Nonaka - szefem Sanyo Electric. Jeszcze ciekawsza sytuacja jest w Wielkiej Brytanii. Jak wynika z danych w 2003 roku, 65 proc. brytyjskich firm nie miało w zarządzie ani jednej kobiety. Co więcej, jak do tej pory żadna Brytyjka nie kierowała dużą brytyjską firmą. Tak się złożyło, że uznana przez magazyn "Forbes" za najbardziej wpływową kobietę w biznesie w Wielkiej Brytanii, szefowa grupy wydawniczej Pearson, Marjorie Scardino, jest Amerykanką. Tak samo Lura Tyson, która kieruje London Business School.

Więcej kobiet, większy zysk

Co ciekawe, z badań niedawno przeprowadzonych przez niemieckich naukowców z organizacji Total E-Quality wynika, że firmy, które równo traktują mężczyzn i kobiety, są bardziej konkurencyjne niż te, w których dominują mężczyźni. Wynika to z tego, że kobiety inaczej niż mężczyźni patrzą na świat. Dostrzegają więcej detali, potrafią sprawnie kojarzyć odległe fakty i zdecydowanie bardziej cenią funkcjonalność. Inne badania, tym razem przeprowadzone przez amerykańską grupę Catalyst, wykazały silny związek pomiędzy większą liczbą kobiet zajmujących wysokie stanowiska a większymi zyskami firm (dane dotyczyły lat 1996-2000). Wiele firm zróżnicowanie w zatrudnieniu wiąże ze zróżnicowaniem wśród klientów. W końcu rynek nie jest jednolity, ale mimo to część korporacji zdaje się nadal tego nie zauważać. Procter & Gamble, producent między innymi pieluszek Pampers i tamponów Tampax, w rocznym raporcie za rok 2004 podał, że znajduje się pośród firm, które zatrudniają najwięcej kobiet na kierowniczych stanowiskach. Prawda wygląda tak, że w szesnastoosobowym zarządzie tej firmy zasiadają tylko dwie kobiety, a z czterdziestu pięciu osób wymienionych przez P&G jako najważniejsi pracownicy tylko trzy są płci żeńskiej - czyli 93 proc. stanowią mężczyźni.

Dlaczego tak trudno o awans?

Wygląda na to, że kobietom jest naprawdę trudno wspiąć się na najwyższe szczeble firmowej kariery. Dlaczego tak się dzieje? Wśród przeszkód stojących na drodze kobiety do kariery wymieniane są: brak pewności siebie, lęk przed zajmowaniem kierowniczych stanowisk, fasadowa skromność, brak drapieżności i agresywności. Sondaż przeprowadzony w 2002 roku wykazał, że rzeczywiście kobiety boją się - a może po prostu są mniej ambitne? - zajmowania wyższych stanowisk. 19 proc. z zajmujących fotel dyrektora mężczyzn przyznało, że zależy im na wysokim awansie. Dla porównania - podobne pragnienie miało jedynie 9 proc. kobiet. Na niższych szczeblach różnice w odpowiedziach były mniejsze. Inne dane pokazują, że właśnie wykształcone i wykwalifikowane kobiety częściej niż inne rezygnują z pracy. Podają różne tego przyczyny: dom, rodzina, nielubiana praca, złe stosunki z pracodawcą lub współpracownikami. Co ciekawe, w biznesie zła atmosfera w miejscu pracy jest wyjątkowo częstym powodem rezygnacji kobiety z posady. Wiele pań, które po przerwie, na przykład spowodowanej urodzeniem dziecka, chciały wrócić do pracy, twierdzi, że warunki, na których miałoby się to odbyć, były "bardzo kosztowne".

Jak wynika z sondaży, w różnych sektorach zatrudnienia zarobki kobiet, które spędziły trzy lub więcej lat poza pracą, zmniejszają się o 37 proc. Z drugiej strony oczywiste jest, że większość kobiet musi i chce w pewnym momencie udać się na urlop macierzyński. Jednak dziś schody prowadzące do kariery są zdecydowanie bardziej strome niż kiedyś. Oznacza to, że możliwości powrotu po długiej przerwie na wysokie stanowisko są bardzo, bardzo ograniczone. Ale to nie jest jedyny powód, dla którego paniom jest tak trudno awansować i utrzymać stanowisko. Nie bez znaczenia są czynniki zewnętrzne, jak choćby wpływ mężczyzn na karierę zawodową kobiet. Mężczyźni, którzy dominują na stanowiskach kierowniczych i tym samym decydują o obsadzaniu kolejnych wysokich stanowisk, zazwyczaj powierzają je przedstawicielom swojej płci. Najczęściej przy tym zakładając, że kobieta nie nadaje się do roli szefa. To z kolei wynika poniekąd ze stereotypu wizerunku kobiety - przede wszystkim jako matki i opiekunki ogniska domowego. Często wymieniany jest jeszcze inny problem - mała liczba wzorców do naśladowania. Zbyt mało kobiet zajmuje najwyższe stanowiska, by mogły one służyć jako przykłady, jak należy takie stanowiska zdobywać.

Kobieta pozostanie kobietą

W związku z zaistniałą sytuacją coraz częściej pojawiają się głosy, że firmy powinny pomagać kobietom nie tylko w powrocie do pracy po dłuższej nieobecności, ale i w późniejszym utrzymaniu stanowiska. Chodzi przede wszystkim o zlecanie drobnych projektów między innymi matkom, które są na urlopie, organizacje krótkich treningów dla tych pań, które wracają do biura po długiej nieobecności, czy umożliwianie elastycznych godzin pracy (na przykład możliwość pracy w domu, kiedy dzieci zostały położone do łóżka, w zamian za pozwolenie wcześniejszego wyjścia z biura, by je odebrać ze szkoły). Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - panie i panowie mają różne potrzeby i różne oczekiwania względem miejsca pracy. Kobiety nie są i nigdy nie będą mężczyznami w spódnicy. I dopiero, kiedy mężczyźni to zrozumieją i zaakceptują, panie będą mogły swobodnie dołączyć do nich na najwyższych szczeblach kariery.

Polskie realia

"Kobiety w Polsce są bardziej przedsiębiorcze niż Niemki, chociaż przez prawie 50 lat przedsiębiorczości je oduczano" - napisał niemiecki tygodnik "Die Welt", komentując informację, że 30 proc. menedżerów w dużych firmach w Polsce stanowią kobiety. Polki są właścicielkami 39 proc. firm średnich i małych, co jest rekordem na kontynencie europejskim. Panie są prezesami największych banków - jak Maria Wiśniewska w Pekao SA. Odnoszą też międzynarodowe sukcesy w zarządzaniu - jak Kalina Janicka, prezes Clear Channel Poland, która w 2002 roku zdobyła tytuł najlepszego dyrektora generalnego. Z bardziej szczegółowych danych wynika, że w 2004 roku wśród pracowników na średnim szczeblu zarządzania 42 proc. stanowiły kobiety, na wyższym szczeblu było ich 22 proc., a wśród dyrektorów generalnych, prezesów było tylko 2 proc. pań. Nie lepiej wygląda sytuacja w polityce: w Sejmie kobiety stanowią 20 proc. parlamentarzystów, w Senacie 23 proc. We władzach samorządowych im wyższe stanowisko, tym mniej kobiet. Co więcej, mimo że Polki są lepiej wykształcone od Polaków, wykonując taką samą pracę, zarabiają o 25-30 proc. mniej niż mężczyźni. Mimo to z przeprowadzonych w 2003 roku sondaży wynika, że Polki w ambicjach wcale tak bardzo nie ustępują mężczyznom. Na pytanie, czy przyjęłyby kierownicze stanowisko, twierdząco odpowiedziało prawie 51 proc. kobiet i 57 proc. mężczyzn. Gotowość ta rosła wraz z wykształceniem. Wyraźne różnice widać jednak w motywach podjęcia takiej decyzji. Panom bardziej chodzi o pieniądze i przyjemność kierowania ludźmi, panie częściej wspominają o swoich atutach, takich jak kwalifikacje, ambicja, wiara w siebie. Prawie 90 proc. kobiet twierdzi, że stabilność pracy jest dla nich ważniejsza niż awans i szybka kariera. I właśnie tym różni się przeciętna polska kobieta menedżer od swojej odpowiedniczki z Zachodu. Prawie trzy czwarte polskich kobiet na stanowiskach menedżerów przekroczyło czterdziesty rok życia, ma rodzinę i dorastające dzieci. Dla porównania - w Wielkiej Brytanii niewiele ponad połowa. Jednak wszystko wskazuje, że w przyszłości Polska upodobni się do Zachodu, ponieważ, jak wynika z ostatnich badań, dla obecnych dwudziestolatek kariera jest ważniejsza od rodziny. Poza tym coraz częściej można usłyszeć, że "szklany sufit" w Polsce z roku na rok staje się cieńszy, a akceptacja dla społecznego i zawodowego awansu kobiet rośnie. Kto wie, może wystarczy tylko parę schodków i dobra wola panów, a da się go rozbić?

Ostatnia modyfikacja: Fri Aug 5 18:22:52 2005