Poradnik studenta
Angielski przed studiami
TOEFL, ESL i inne kursy
Jeśli chcemy rozpocząć lub kontynuować studia w USA, jaki kurs angielskiego będzie najodpowiedniejszy? Czy warto najpierw zaliczyć specjalne zajęcia przygotowujące do nauki na uczelni, czy też wystarczy kurs angielskiego ESL na odpowiednim poziomie? A co z przygotowaniami do testu z języka dla studentów zagranicznych - TOEFL?
Ile ludzi, tyle opinii. Mieszają się mity i fakty.
"Aby zacząć studia w USA, trzeba perfekt znać angielski" - twierdzą jedni.
"Tutaj studenci muszą tyle czytać, że człowiek z normalną, 'codzienną' znajomością angielskiego nie poradzi sobie na studiach" - ostrzegają inni.
"Żeby iść na studia, trzeba zdać TOEFL-a, a do TOEFL-a to trzeba się zapisać na osobny kurs angielskiego" - radzą niektórzy.
Co z tego jest prawdą?
Nie taki diabeł straszny
Do czego studentom tak naprawdę potrzebna jest znajomość angielskiego?
Na typowej uczelni muszą przeciętnie czytać po kilkadziesiąt stron podręcznika i lektur z każdego przedmiotu (4-5 na semestr) oraz zaliczać (i rozumieć) 12-15 godzin wykładów tygodniowo. Na kierunkach technicznych i ścisłych stron do przeczytania będzie mniej, ale mogą być trudniejsze do zrozumienia bez znajomości języka z danej dziedziny. Na kierunkach humanistycznych lektur będzie więcej, ale będzie to beletrystyka, a więc teksty łatwiejsze w czytaniu.
Typowy student pisze 10-25-stronicowe prace zaliczeniowe z paru przedmiotów w semestrze, odrabia zadania domowe z przedmiotów technicznych/ścisłych (i pisze raporty z laboratorium). W połowie i pod koniec semestru czekają go egzaminy praktycznie z każdego przedmiotu. Ich częścią mogą być krótkie wypracowania - jest to norma zwłaszcza na kierunkach humanistycznych i przy naukach społecznych.
Często też 10-15% oceny końcowej w semestrze jest przydzielane za udział w dyskusjach na zajęciach. Trzeba więc na tyle biegle posługiwać się angielskim, aby móc śledzić ich przebieg i co jakiś czas wtrącać swoje uwagi.
Nie popadajmy jednak w pesymizm! Głównym problemem Polaków jest raczej nadmierny strach przed niewystarczającą (ich zdaniem) znajomością angielskiego, a nie realne kłopoty z tym językiem na studiach. W rzeczywistości nie mamy się czego obawiać, jeśli:
- jesteśmy w stanie komunikować się po angielsku w sprawach codziennych i dyskutować w tym języku z Amerykanami (nawet jeśli słuchanie wymaga z ich strony odrobiny dobrej woli i wyobraźni językowej)
- czytamy anglojęzyczne gazety i tygodniki
- oglądamy telewizję, słuchamy radia i rozumiemy większość podawanych w nich informacji
- od czasu do czasu sięgamy po angielską książkę popularnonaukową lub czasopismo tematyczne i nie musimy godzinami siedzieć ze słownikiem w ręku, aby zrozumieć kilka stron.
Warto pamiętać o tym, że na amerykańskich uniwersytetach studiuje wiele osób urodzonych za granicą. Na prestiżowym Columbia University na przykład mogą one stanowić zaledwie kilka procent wszystkich studentów na studiach bakalarskich (znacznie więcej na doktoranckich), ale już na miejskim uniwersytecie nowojorskim, CUNY, angielski nie jest językiem ojczystym dla co drugiego studenta (na uczelni tej studenci mówią w 165 językach świata!). Wielu asystentów (zazwyczaj są to doktoranci) i profesorów także pochodzi spoza USA. Rodowitym Amerykanom często trudno jest zrozumieć wykładowcę z Chin czy Indii, toteż problemy Polaka ze zrozumieniem i byciem zrozumianym nie są wcale wyjątkowe.
Amerykanie nie tępią też zaciekle błędów językowych w wypracowaniach i pracach semestralnych. Są profesorzy, którzy obniżają oceny za niestaranne językowo prace, ale należą oni do wyjątków. Większość ocenia zawartość merytoryczną. Podobnie jest z wypowiedziami na zajęciach - nawet jeśli nie będą one zbyt gramatyczne, ale dadzą się zrozumieć i wnoszą coś wartościowego do dyskusji, to będą one odnotowane na korzyść studenta.
Na koniec uwaga odnosząca się do studentów uczelni publicznych. Wiele z nich sprawdza najpierw poziom angielskiego kandydatów, a jeśli nie spełniają minimalnych wymogów uczelni, kierują ich na zajęcia wyrównawcze, pomagające przygotować się do rygorów normalnych zajęć. Możliwe jest więc rozpoczęcie studiów właśnie od kursu językowego, który jednocześnie wdraża do rygorów nauki uniwersyteckiej.
Wymagania uczelni
Amerykańskie uczelnie zazwyczaj żądają, aby każdy, kto nie ma zaliczonych przynajmniej dwóch lat nauki w języku angielskim, zdał egzamin z języka dla cudzoziemców pragnących studiować w USA - TOEFL (Test of English as a Foreign Language).
Składa się on z czterech części (rozumienie ze słuchu, gramatyka, czytanie i pisanie; od jesieni dojdzie część piąta - mówienie) i sprawdza podstawową znajomość amerykańskiego angielskiego. Egzamin ten organizuje Educational Testing Service (www.ets.org) i można do niego podejść na całym świecie (patrz ramka).
Niewiele uczelni akceptuje zamiast TOEFL-a inne egzaminy z angielskiego (np. testy Cambridge - CAE, CPE itp.) albo IELTS (International English Language Testing System). Czasami uczelnie zwalniają z TOEFL-a absolwentów własnych programów ESL (English as a Second Language), czyli kursów lub zajęć z angielskiego dla dzieci, nastolatków i dorosłych, dla których jest to drugi język.
Poza tym wiele uczelni nie wymaga TOEFL-a od osób, które mają prawo stałego pobytu lub obywatelstwo USA (należy do nich np. nowojorski CUNY). Należy jednak pamiętać, że dla większości studentów zagranicznych dobry wynik z tego testu jest jednym z warunków przyjęcia na amerykańskie uczelnie, które często wymagają zdania tego testu na określonym poziomie.
Na uczelni publicznej, zwłaszcza takiej z dużą liczbą studentów-imigrantów, może to być wynik 500 punktów na papierowym TOEFL-u i 173 na komputerowym (na odpowiednio 677 i 300 możliwych). Przykładowo Stanowy Uniwersytet Nowojorski SUNY wymaga od 480/157 pkt (kampus* SUNY-Delhi) do 550/213 pkt (bardziej elitarne kampusy, np. Albany, Binghamton czy Stony Brook).
Na elitarnych prywatnych uczelniach wymagania mogą być jeszcze wyższe. Na przykład nowojorska Columbia oczekuje co najmniej 600/250 pkt. Podobnie jest na Brown University, w Dartmouth College czy stanowym University of California - Berkeley.
Jednak nie wszystkie uczelnie określają minimum. Wśród elitarnych nie żądają go Harvard, Princeton czy UPenn**. Czasem też i nie wymagają go uczelnie publiczne - na przykład Miejski Uniwersytet Nowojorski CUNY, gdzie słaby wynik z egzaminu niekoniecznie dyskwalifikuje kandydata (może natomiast oznaczać konieczność zaliczenia kursów wyrównawczych z angielskiego).
Co wybrać?
Czy osoba, która planuje podjęcie studiów w USA, powinna udać się na innego rodzaju kurs językowy niż ta, która chce tylko lepiej poznać "codzienny" angielski? Nie ma oczywiście odpowiedzi, która będzie właściwa w 100% przypadków, ale można się pokusić o parę wskazówek.
* TOEFL
Przede wszystkim warto pamiętać o tym, że wiele kursów nie jest intensywnych, a więc nie upoważnia do wystąpienia o wizę studencką. Jeśli ktoś chce połączyć pobyt w USA na statusie studenta i naukę do egzaminu, będzie musiał najprawdopodobniej połączyć przygotowania do TOEFL-a z innymi zajęciami językowymi, ale w tej samej szkole (nie można wystąpić o wizę/status studencki na podstawie nauki w pełnym wymiarze godzin z łączonych różnych programów - 18 godzin wykładowych w tygodniu musi być zaliczone w tej samej szkole).
Często kursy przygotowawcze do TOEFL-a są droższe niż zwykłe zajęcia z angielskiego. Warto więc zadać sobie pytanie, na ile są nam rzeczywiście potrzebne. Zanim jednak zaczniemy szukać kursu przygotowawczego, powinniśmy zaliczyć próbne podejście do egzaminu. Możemy to zrobić bazując na materiałach dostępnych na stronie internetowej TOEFL-a (patrz ramka) - zawierają one bezpłatny próbny test, który można ściągnąć na swój komputer. Możemy też kupić książkę przygotowującą do egzaminu - zazwyczaj w znajdują się w niej próbne testy.
Wreszcie można zapisać się na próbny egzamin do Kaplana, jednej z firm specjalizujących się w kursach przygotowawczych do egzaminów standardowych. Sam próbny test jest darmowy, a plusem tego rozwiązania jest też to, że piszemy go w warunkach zbliżonych do rzeczywistych testowych - na sali pełnej innych ludzi, pod presją czasu itp. (różnicą jest to, że próbne testy w Kaplanie oferowane są w wersji papierowej, natomiast w USA TOEFL-a zdaje się w wersji komputerowej; typy pytań są te same, natomiast inaczej przebiega ocena egzaminów).
Dopiero po napisaniu kilku próbnych testów możemy tak naprawdę ocenić, na ile potrzebny jest nam kurs przygotowawczy oraz z czego powinniśmy się przygotować - może się okazać, że ogólnie test idzie nam całkiem dobrze, a musimy tylko popracować nad rozumieniem mówionego angielskiego. W takiej sytuacji wydawanie pieniędzy na kurs przygotowawczy do TOEFL-a raczej nie ma sensu, warto natomiast zapisać się na kurs konwersacji albo nawet samemu przygotować się, korzystając z książek z kasetami.
* ESL
Jeśli chodzi o ogólne przygotowania językowe do studiów, warto rozważyć programy ESL przy uczelniach. Szkoły językowe (poza kursami np. Kaplana) specjalizują się raczej w nauczaniu angielskiego używanego na co dzień, potrzebnego w pracy, sklepie, kontaktach towarzyskich. Plusem kursów jest też stosunkowo niska cena, doświadczenie w sprawach wizowych (pomoc przy zmianie statusu z turystycznego/ J-1 na studencki) i często bardzo elastyczny program zajęć, pozwalający na naukę wieczorową lub w weekendy.
Programy ESL przy uczelniach nastawione są natomiast na przyszłego studenta. Kosztują więcej (często jest to znaczna różnica), ale mają za zadanie wdrożenie przyszłego studenta do wymogów regularnych zajęć na uczelni. Oprócz szlifowania gramatyki ćwiczy się więc na nich pisanie wypracowań, dyskutuje na tematy bardziej akademickie niż zakupy czy praca (np. polityka, kwestie społeczne, kontrowersje etyczne itp.), poznaje słownictwo związane ze studiami.
Dodatkowym plusem zajęć ESL przy uczelniach jest to, że jeśli będziemy studiować w tej samej szkole wyższej, w której odbywa się kurs, to możemy wcześniej poznać przyszłych kolegów ze studiów - wiele osób bowiem zaczyna naukę od kursu angielskiego właśnie na przyszłej uczelni.
Jeśli myślimy o nauce na konkretnym kierunku, to możemy też rozważyć kursy tematyczne. Na przykład Pace University oferuje specjalne zajęcia z angielskiego dla przyszłych studentów kierunków biznesowych czy medycyny. Poznają oni pojęcia, z którymi zetkną się później w trakcie nauki na uczelni. Są to zazwyczaj najdroższe z oferowanych przez uczelnie kursów ESL (i najprawdopodobniej niekoniecznie warte swojej ceny, jeśli ktoś już dobrze włada językiem).
***
Na koniec jedna uwaga-ostrzeżenie. Niektórzy mogą myśleć, że ponieważ kursy językowe oferowane są przez uczelnie i często poszczególne przedmioty opisywane są w materiałach informacyjnych uczelni w kategoriach "kredytów" (np. pisanie wypracowań - 3 kredyty, wymowa - 2 kredyty, konwersacje - 3 kredyty itp.), to zaliczenia z kursu angielskiego można później przenieść w ramach studiów, skracając tym samym czas nauki.
Niestety, zajęcia ESL najczęściej nie są zaliczane do normalnego programu studiów. Kredyty w tym przypadku są jednostką godzinową, ale nie zaliczeniową. Rzadko zdarza się, że za zajęcia z angielskiego dla obcokrajowców można otrzymać punkty zaliczeniowe w ramach normalnego programu studiów. Dlatego warto się najpierw upewnić na uczelni, czy credits w opisie przedmiotów na kursach ESL to rzeczywiście punkty zaliczeniowe na studiach (ang. degree-credits) czy tylko jednostki godzinowe (non-degree credits).
* Kampus - teren uczelni lub uniwersytetu.
Kampusami mogą też się nazywać oddziały uniwersytetu
w różnych miejscowościach (zwłaszcza w przypadku oddziałów
uniwersytetów stanowych
** UPenn - skrót od University of Pennsylvania
*** Kredyt to na amerykańskiej uczelni podstawowa jednostka
zaliczeniowa. Odpowiada mniej więcej jednej godzinie
wykładowej w tygodniu na semestr. Standardowo w czasie
semestru student zalicza 12-18 kredytów.
