Wybrane artykuły Nowego Dziennika
Trzeba dokończyć reformy
Rozmowa z profesorem Leszkiem Balcerowiczem
Tegoroczny laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, profesor Leonid Hurwicz, zapytany przez "Nowy Dziennik" o sytuację gospodarczą w Polsce, powiedział, że w tym kraju nie dokończono reform Leszka Balcerowicza. Jakie reformy trzeba w Polsce dokończyć?
Nieważne, jak te niedokończone reformy się nazywa, ważne, żeby wiedzieć, co należy robić. Mam nadzieję, że Polska po wyborach stanęła przed wielką szansą i że ta szansa nie zostanie zmarnowana. Jakiej reformy Polska potrzebuje, aby móc się dalej szybko rozwijać - wiadomo od dość dawna, między innymi dzięki raportom Banku Światowego, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju czy OECD. Nie można wobec tego powiedzieć, że pewne reformy nie zostały dokończone ze względu na brak wiedzy. Przeszkoda nie była natury intelektualnej, ale politycznej. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej.
Co więc można wyczytać z raportów międzynarodowych instytucji?
Polska ma tak niesłychanie rozdęte finanse publiczne, że nie pozwalają one na szybki długofalowy rozwój. Mamy ogromne wydatki publiczne, które prowadzą zarówno do nadmiernych podatków, jak i do deficytu. Przyspieszony rozwój gospodarki z ostatnich 2-3 lat przesłonił te problemy, ale ich nie rozwiązał. Wszyscy kompetentni i życzliwi eksperci wzywali Polskę do tego, aby wykorzystała okres przyspieszenia między innymi do uzdrowienia finansów publicznych, ale niestety do tego nie doszło. Takie zadanie stałego ograniczenia wydatków publicznych przynajmniej w relacji do produktu krajowego brutto - i dzięki temu trwałego obniżenia podatków - stoi przed nową ekipą. To wiąże się nierozerwalnie z reformami w dziedzinie służby zdrowia, tzw. transferów socjalnych, edukacji itp. Można poprawić zarówno efektywność i jakość wydawania pieniędzy, jak i ograniczyć wydatki.
Drugim kierunkiem reform jest deregulacja gospodarki, czyli wyzwolenie sił wolnego rynku - usunięcie sił, które paraliżują i korumpują. Jak wiemy, było to hasłem ostatniego okresu, że przypomnę choćby zapowiedź tzw. pakietu Kluski. Niestety okazało się to tylko hasłem propagandowym, bo od kiedy je głoszono, Polska spadła bodajże o sześć pozycji w ostatnim rankingu wolności gospodarczej Banku Światowego. Jest to kolejne zadanie do wykonania, przy którym potrzebna jest jednak konkretna wiedza. Taka wiedza istnieje zarówno w Polsce, jak i w Banku Światowym i mam nadzieję, że dojdzie do połączenia tych ekspertyz, aby w szybkim czasie usunąć przepisy, które szkodzą lub są zbyteczne. Samo usunięcie "narośli" przepisów jednak nie wystarczy. Trzeba tak skonstruować proces polityczny, aby te przepisy pod różnymi hasłami się nie odradzały. Za chwytliwymi hasłami kryją się zresztą nieczyste intencje. Jako przykład podam ustawę uchwaloną przed wyborami, nakładającą obowiązek uzyskiwania zgody przy otwieraniu hipermarketów. Proces deregulacji jest więc nie tylko problemem technicznym, ale także politycznym. Chodzi tu o to, aby nie uchwalać złego prawa.
A prywatyzacja?
Trzecim nurtem reform jest dokończenie prywatyzacji, która jest usuwaniem szkodliwego wpływu polityki na przedsiębiorstwa. Własność państwowa jest instrumentem władzy i całe doświadczenie - nie tylko przecież Polski, ale i innych krajów postkomunistycznych - wskazuje, że właściciel państwowy, czyli polityk lub podporządkowany mu urzędnik, nie są w stanie dobrze wpływać na przedsiębiorstwo, bo działają w systemie bodźców, które do tego się nie nadają. "Własność państwowa równa się Włoszczowa" - to jedno z haseł pokazujących, jak w Polsce można nadużywać władzy politycznej. Ulokowanie władzy politycznej w przedsiębiorstwie - wskutek tego, że jest ono państwowe - prowadzi do najrozmaitszych społecznych szkód. Przede wszystkim utrudnia rozwój przedsiębiorstwa i często skazuje je na bankructwo - w Polsce mamy wiele takich przykładów. Utrzymywanie politycznej kontroli nad przedsiębiorstwami państwowymi szkodzi także innym, bo gdy się nie prywatyzuje, to deficyt budżetowy finansuje się zaciąganiem nowego długu, a to kosztuje. To są rzeczy oczywiste dla każdego, kto pamięta, że to socjalizm zbankrutował, a nie kapitalizm.
Czwarte pole reform to usprawnienie działalności instytucji państwowych. Jeśli chodzi o sądy, to tu wielką zdobyczą jest ich niezależność i trzeba ją wzmacniać. Można jednak spowodować, że będą sprawniejsze. Mamy przykłady z kraju, że sądy różnią się między sobą pod tym względem w zależności od regionu czy miejsca. Można te dobre praktyki upowszechniać. Doświadczenie Polski i innych krajów pokazuje też, jak ważną jest rzeczą, aby prokuratura była fachowa i niezależna od nacisków politycznych. Zmiany instytucjonalne, które temu będą służyć, są bardzo ważnym zadaniem, nie tylko istotnym z gospodarczego punktu widzenia, ale także dla poczucia bezpieczeństwa życia w naszym kraju. Potrzebna jest też zmiana klimatu w Polsce, tak aby twórcy sukcesów gospodarczych i przedsiębiorcy nie byli traktowani z góry jako podejrzani.
Najważniejsze kierunki reform gospodarki wymagają zmian w całym państwie. Tak to zwykle bywa, że najważniejsze reformy gospodarcze są jednocześnie reformami państwa.
Czy w polityce gospodarczej ostatnich dwóch lat rzeczywiście nie można znaleźć niczego, co można by było pochwalić?
Należy odróżnić sytuację gospodarczą od polityki gospodarczej - to dwie różne rzeczy. Każda ekipa dziedziczy jakąś sytuację gospodarczą od poprzedniej. Ekipa PiS odziedziczyła gospodarkę, która niespodziewanie dla większości obserwatorów przyspieszyła. Teraz wiemy, że to było związane z wejściem do Unii Europejskiej, a także z wcześniejszymi reformami. Siła tego rozwoju okazała się większa, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Można powiedzieć, że PiS otrzymał wielki prezent polityczny, ale także wielką szansę, aby wykorzystać koniunkturę dla przeprowadzenia reform. Ale takich reform nie zrobił. Nie widać przynajmniej o nich wzmianki w jakichkolwiek wiarygodnych raportach, jakie są przygotowywane na świecie i dotyczą Polski. Celowo odwołuję się do raportów, do których każdy może mieć dostęp. Proszę przeczytać, czy można w nich zobaczyć pozytywne oceny polityki gospodarczej ostatnich lat. Ja ich nie znajduję. Co gorsza, w czasach bardzo dobrej koniunktury mieliśmy do czynienia nie tylko z blokadą reform - na przykład w dziedzinie prywatyzacji, ale także niszczeniem bardzo ważnych instytucji, takich jak system nadzoru nad rynkiem finansowym w Polsce.
Obniżone prognozy wzrostu PKB na rok przyszły wskazują, że w obecnym cyklu ekonomicznym apogeum rozwoju jest już za nami. Czy nie utrudni to zadania nowej ekipie?
Mamy świetną sytuację gospodarczą, ale wiele wskazuje na to, że boom osiągnął już swój szczyt. Nie twierdzę, że Polsce grozi załamanie gospodarcze - tak nie jest. Wzrost może być jednak wolniejszy, a napięcia w gospodarce mogą rosnąć. Są one związane z bardzo szybkim wzrostem popytu krajowego, w tym płac. Prowadzi to do tego, że rosną jednostkowe koszty pracy, a to odbija się na konkurencyjności i na inflacji. Wiele wskazuje na to, że przejedzono bardzo dobre czasy, a nadchodzą czasy trudniejsze. Jaki z tego wniosek? Z punktu widzenia odpowiedzialności za kraj - trzeba reformować. Z punktu widzenia własnego interesu politycznego - również. Jeżeli w sposób szybki, zdecydowany i fachowy nie wykorzysta się zwycięstwa wyborczego, nie będzie można przeciwdziałać na czas nadchodzącym napięciom. Zarówno więc wzgląd na interes społeczny, jak i na własny interes polityczny wskazują jednoznacznie, jak niesłychanie ważny jest fachowy pod względem pod intelektualnym, jak i sposobu zarządzania, program reform. Nie wystarczy oczywiście dobry program, dodatkowo potrzebni są bardzo kompetentni realizatorzy. Pomyłki personalne bywają bardzo kosztowne.
Jednak nawet w programie Platformy Obywatelskiej pojawiły się akcenty populistyczne, takie jak na przykład obietnice podwyżek dla nauczycieli...
Nie chcę odnosić się do konkretnych punktów programów wyborczych. Powiem ogólnie - jakiekolwiek podwyżki bez reform są drogą donikąd i w związku z tym nie mogą zmniejszać niezadowolenia.
Polska we wrześniu zanotowała ponad 12-procentowy wzrost sprzedaży detalicznej mierzony rok do roku. Także płace rosną w bardzo szybkim tempie. Czy to nie stwarza poważnych zagrożeń inflacyjnych?
Wspominałem o tym, mówiąc o rosnących napięciach w gospodarce. Mówiąc najprościej: konsumpcja rośnie szybciej niż produkcja. Powstaje luka zwana deficytem obrotów bieżących. Za konsumpcją kryją się szybko rosnące płace i to musi rodzić napięcia. Nie chcę powiedzieć, że płace nie powinny rosnąć. Oczywiście, że powinny. Jednak każdy ekonomista wie, że tempo wzrostu płac, które nie zagraża rozwojowi gospodarki, nie powinno przekraczać w długofalowej perspektywie tempa wzrostu wydajności. A to zależy od tempa reform - zarówno w skali przedsiębiorstwa, jak i całej gospodarki. Możemy tym szybciej zwiększać konsumpcję, im szybciej zreformujemy gospodarkę. Na to wskazuje nam doświadczenie azjatyckich tygrysów, gdzie konsumpcja rosła bardzo szybko, bo wzrost był szybki, ponieważ były bardzo dobre warunki gospodarowania. Czyli - jeśli chce się naprawdę i na trwałe zwiększać płace realne i zwiększać konsumpcję, trzeba usuwać słabości, które się odziedziczyło. A co do polityki pieniężnej: każdy rozsądny ekonomista wie, że ona spełnia swoje zadanie, kiedy działa na czas, kiedy stara się opierać na analizach i prognozach pokazujących zagrożenia po to, aby przeciwdziałać ich zaistnieniu. Polityka pieniężna powinna być dalekowzroczna, bo mniej kosztowne jest wcześniejsze zapobieganie inflacji niż reagowanie na inflację, która już zaczyna niebezpiecznie narastać.
Polacy mieszkający w USA boleśnie odczuli gwałtowny spadek dolara wobec światowych walut, w tym złotego. Co leży u podstaw tego procesu?
Do tej pory osłabienie dolara było fragmentem redukowania groźnej nierównowagi w gospodarce światowej, jakim jest duży deficyt w obrotach bieżących gospodarki amerykańskiej. Innymi słowy Amerykanie za dużo konsumują w stosunku do produkcji i za dużo importują w stosunku do eksportu. Ekonomiści wskazywali, że po pierwsze - utrzymywanie się takiej globalnej nierównowagi może być ryzykowne, a po drugie - że najlepiej byłoby przeciwdziałać takiej sytuacji. Obejmowałoby to dwa podstawowe kroki po stronie gospodarki amerykańskiej: ograniczanie nadmiernej konsumpcji, w tym deficytu budżetowego, i spowodowanie, żeby eksport amerykański był bardziej konkurencyjny. To się osiąga przez słabszego dolara. Mnie więc spadek dolara nie niepokoi, przeciwnie, uważam, że należy to do procesu dostosowawczego.
Panie Profesorze, co robi Pan podczas obecnego pobytu w USA?
W Stanach Zjednoczonych przebywam jako distinguished visiting fellow na Uniwersytecie Browna w Providence przez semestr od września do grudnia. Koncentruję się na badaniach. Także od kwietnia tego roku przez najbliższych kilkanaście miesięcy jestem distinguished visiting fellow w Center for European Policy Analysis - założonego dwa lata temu think tanku poświęconego Europie Wschodniej. Piszę kilka rzeczy naraz, ciągle jestem w ruchu - od września byłem dwa razy w Europie. Większość roku spędzam w Polsce i tam koncentruje się moja działalność. Bardzo wielkie znaczenie przywiązuję do organizacji, której jestem założycielem, mianowicie do Forum Obywatelskiego Rozwoju. Zaczęła działalność dwa miesiące temu i w krótkim czasie pokazała, co może zrobić grupa młodych, dobrze umotywowanych, kompetentnych ludzi. Uczestniczyła w bardzo ważnej dla Polski koalicji organizacji pozarządowych, zachęcających Polaków do głosowania. Cieszy mnie bardzo, że udział w głosowaniu zwiększył się o 15 punktów procentowych.
Czy to próba powrotu do polityki?
Nie planuję powrotu do polityki w sensie ubiegania się o jakiekolwiek urzędy. Mam zamiar koncentrować się na rozwoju organizacji, którą założyłem, bo uważam, że ważny jest w Polsce rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Poza tym mam swoje obowiązki akademickie. Forum Obywatelskiego Rozwoju na pewno nie jest partią polityczną. Polsce potrzebny jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego, a więc organizacji niepaństwowych i niebędących partiami politycznymi. Każdy, kto mieszka w Stanach Zjednoczonych, wie, jak wielką rolę takie organizacje odgrywają w tym kraju. Polsce trzeba na przykład organizacji, które nie tylko zajmowałyby się badaniami, ale także atrakcyjnym przekazywaniem ich wyników społeczeństwu, aby więcej ludzi - uczestnicząc w demokracji - opierało swoje decyzje na wiedzy, a nie na przesądach czy podszeptach demagogów.
ROZMAWIAŁ: TOMASZ DEPTUŁA
