Rozmowa "Nowego Dziennika" z Wojciechem Roszkowskim, historykiem, profesorem katedry imienia Tadeusza Kosciuszki na stanowym uniwersytecie w Wirginii

Zbyt gruba kreska?

­ Jak doszlo do utworzenia zajmowanej przez Pana katedry?

­ To przede wszystkim efekt dzialalnosci Blanki Rosenstiel, znanej polonijnej filantropki z Charlotesville w Wirginii i Miami na Florydzie. To ona wlasnie doprowadzila do zebrania zalozycielskiego kapitalu, korzystajac ze swoich rozlicznych kontaktow, w tym na tutejszym uniwersytecie. Fundatorzy musieli rozstrzygnac dylemat, czy katedra bedzie czescia wydzialu historii, czy tez Instytutu ds. Publicznych imienia Millera (Miller Center for Public Affairs), prestizowego instytutu badawczego specjalizujacego sie w historii wspolczesnej i naukach politycznych, a szczegolnie badaniach nad prezydentura. Zdecydowano sie na instytut, poniewaz zalozyciele katedry nie chcieli jej ograniczac do jednego watku polskiej historii, jak np. historia gospodarcza czy II wojna swiatowa. W koncu jesienia 1998 roku nastapilo uroczyste otwarcie Katedry Nauk o Polsce im. Tadeusza Kosciuszki ­ bo taka jest jej pelna nazwa ­ z udzialem bylego prezydenta Lecha Walesy.

­ Dlaczego wybrano wlasnie Wirginie?

­ Prawdopodobnie ze wzgledu na powiazania z ta uczelnia pani Rosenstiel, ale chce przy okazji dodac, ze to znakomita uczelnia. Niezaleznie od wspomnianego Miller Center jest tutaj jeden z najlepszych wydzialow prawa w USA.

­ A jak doszlo do wyboru Pana kandydatury?

­ Przez pierwsze poltora roku katedra istniala tylko na papierze, poniewaz nielatwo bylo znalezc odpowiedniego kandydata. Fundatorzy skontaktowali sie ze mna z koncem 1999 roku i w marcu 2000 roku przyjechalem z wystapieniem w tzw. Forum, tutejszym klubie dyskusyjnym, w ktorym spotykaja sie dziennikarze, politycy i naukowcy. Po tym wystapieniu Phillip Zelikow, dyrektor Miller Center i moj obecny szef, zdecydowal sie zatwierdzic mnie i od wrzesnia jestem w Charlottesville na dwa lata. Chyba jednak nie dluzej, zbyt mocne sa bowiem moje wiezy rodzinne i zawodowe z Polska.

­ Jak chce Pan wykorzystac ten czas?

­ Od poczatku zalezalo mi na kontakcie ze studentami i dlatego prowadze zajecia na wydziale historii poswiecone miejscu Polski w Europie Srodkowej w XIX i XX wieku. Organizuje tez serie wykladow o polskiej tematyce wyglaszanych przez znanych naukowcow i politykow. W zeszlym roku zaprosilem juz m.in. profesora Krzysztofa Jasiewicza, ktory komentowal wybory, niedawno profesor Andrzej Paczkowski mowil o "czarnej ksiedze komunizmu", prowadze pertraktacje z Janem Nowakiem-Jezioranskim i Zbigniewem Brzezinskim. Jednoczesnie przez caly ten czas bede pisal swoja najnowsza ksiazke przeznaczona na anglojezyczny rynek o korzeniach ustrojowej transformacji w Polsce.

­ Co jeszcze chcialby Pan osiagnac?

­ Chcialbym stworzyc srodowisko ludzi zainteresowanych polskimi tematami, zdobyc doktorantow. Bedzie to o tyle trudne, ze na tutejszym uniwersytecie jest jeszcze tylko jeden Polak ­ dr Dariusz Tolczyk zajmujacy sie na wydziale slawistycznym nauczaniem literatury rosyjskiej i jezykiem polskim.

­ A czy taka katedra jak Pana moze odegrac szersza role niz czysto akademicka?

­ To w pelni zalezy od aktywnosci osob, ktore ja obejmuja. Dlatego byloby idealnie, gdyby po moim odejsciu przejal ja przedstawiciel Polonii, ktos kto lepiej rozumie zasady dzialania takiej instytucji, ale jednoczesnie osoba z dorobkiem naukowym wzbudzajacym respekt w srodowisku akademickim.

­ A czy studia historii Polski moga pomoc Amerykanom lepiej zrozumiec dzieje ich kraju?

­ To bardzo ambitne zadanie, zwlaszcza ze dla przecietnego Amerykanina Polska jest odleglym krajem, ktorym nieszczegolnie sie interesuje. Staram sie jednak ukazywac moim studentom analogie i kontrasty, przez ktore lepiej mogliby zrozumiec dzieje Nowego Swiata. Dlatego przy okazji panstwa jagiellonskiego wspominam np., ze byl to prawdziwy "tygiel kulturowy", pierwszy wielki eksperyment z pluralizmem politycznym i etnicznym w Europie. Poprzez osobe Kosciuszki staram sie z kolei ukazac zwiazek miedzy schylkiem Rzeczypospolitej a tworzeniem sie Stanow Zjednoczonych.

­ Na czym on polega?

­ Mowiac w wielkim skrocie, to co zostalo zbyt pozno zreformowane w Polsce ­ przede wszystkim poczucie obywatelskosci ­ leglo u podstaw amerykanskiej demokracji. Polska jest tez waznym tematem w dziejach zimnej wojny.

­ Chcialbym teraz wrocic do tematu Pana ksiazki. Jak Pan ­ jako historyk wspolczesnosci ­ ocenia okragly stol?

­ W ksiazce mam nadzieje osiagnac analityczne i rzetelne stanowisko, opisac, jak doszlo do przekonania po obu stronach barykady, ze kompromis jest konieczny, kto byl lepiej przygotowany do rozmow i kto na nich bardziej skorzystal. Osobiscie jestem raczej krytyczny wobec okraglego stolu, ale bez przesady.

­ Jaki byl jego najbardziej dotkliwy koszt?

­ Ten koszt objawil sie dopiero w rok po okraglym stole. Sadze, ze przyjecie ewolucyjnej metody zmiany systemu ugruntowalo przekonanie, ze wszystko bedzie sie dalej toczylo samo i dlatego kiedy w styczniu 1990 roku upadla PZPR, sily opozycyjne nie przyspieszyly dekomunizacji w sensie systemowym. Zdaje sobie sprawe, ze gdyby opozycja poszla dalej, mogloby dojsc nie tylko do rozliczen kadrowych na masowa skale, ale i procesow czy nawet naduzyc. Ale koszta grubej kreski sa rowniez olbrzymie.

­ Jakie?

­ Zlo nie ukarane powoduje w spoleczenstwie przekonanie, ze wszystko wolno, a w konsekwencji nie ma wzorow postepowania. Byc moze wlasnie z tego braku cezury i poczucia, ze sprawiedliwosci stalo sie zadosc wynika cynizm i dorywczosc nowego polskiego kapitalizmu. Wystarczy przypomniec, jaka kariere zrobilo w Polsce porzekadlo, ze "pierwszy milion trzeba ukrasc". Tymczasem jako historyk gospodarczy chce przypomniec, ze u zrodel kapitalizmu byl zarowno handel niewolnikami, jak i purytanska etyka pracy.

­ Czy jednak spoleczne koszta "polowan na czarownice" nie bylyby jeszcze wieksze?

­ Trudno odpowiedziec na to pytanie. Jako historyk zastanawiam sie po prostu, czy mielismy szanse przejsc "sucha noga" miedzy skrajnosciami "procesow pokazowych" i zagubienia jakiejkolwiek oceny przeszlosci, indyferentyzmu, w jaki przeciez popadlismy.

­ Podczas kolejnych wizyt w Polsce uderza mnie, ze cywilizacyjnemu i materialnemu sukcesowi nie towarzysza pozytywne postawy spoleczne, energia budowania nowego porzadku. Dominuje raczej frustracja i agresja.

­ Moim zdaniem odpowiedzialny za ten stan rzeczy jest sposob, w jaki zaczelismy nasz kapitalizm odbudowywac.

­ Amerykanie najwyrazniej rozumieja, ze niewidzialna reka wolnego rynku wszystkiego nie zalatwi, szczegolnie nie zapewni spolecznej sprawiedliwosci. Stad niezliczona liczba organizacji charytatywnych, samopomocowych, ruchow odnowy. W Polsce moglbym tylko przytoczyc Wielka Orkiestre Swiatecznej Pomocy.

­ Dla mnie najlepszym dowodem tego obywatelskiego wyrafinowania byly ostatnie amerykanskie wybory, a szczegolnie awantura na Florydzie. W Polsce doszloby do straszliwego kryzysu, byc moze nawet rozlewu krwi. Tymczasem Ameryka pokonala kryzys na drodze zdrowego rozsadku. Istnieje consensus, ze funkcjonowanie instytucji panstwa jest wazniejsze od partyjnych podzialow i partykularyzmu. Tymczasem w Polsce czesto partyjne spory i osobiste interesy politykow sa wazniejsze. Zgadzam sie tez, ze nie ma tej tradycji samoorganizowania sie, o ktorej pan wspominal.

­ Czasem wydaje mi sie tez, ze z kapitalizmu Polacy wzieli glownie wizje dzungli, gdzie grupy interesow i rodzinne klany walcza o wydarcie dla siebie jak najwiekszej "dzialki". Nagle zabraklo spolecznej solidarnosci.

­ W polskiej kulturze zycia publicznego to poczucie solidarnosci jak najbardziej istnieje, tyle ze na ogol pojawia sie w krancowych sytuacjach. Polacy sa niezwykle solidarni w sytuacjach zagrozenia zewnetrznego i od swieta. W codziennym zmudnym budowaniu gospodarki i panstwa, tej solidarnosci jednak brakuje. Wiekszosc Polakow holduje przekonaniu, ze zycie spoleczne dzieli sie na elity polityczne i klebiacych sie w dole bezradnych ludzi, ktorzy mozolnie wspinaja sie wzajemnym kosztem. Przejscie od tych postaw do przekonania, ze zycie spoleczne buduje sie od dolu, potrwa, moim zdaniem, kilka pokolen.

­ A czy negatywne skutki grubej kreski, o ktorych Pan wspominal, da sie jakos zamortyzowac?

­ Raczej nie, system polityczny w Polsce juz sie uksztaltowal na zasadzie dychotomii ­ byli komunisci albo antykomunisci. Czyli ten relatywizm jest juz niejako wbudowany w elementarne zasady zycia politycznego.

­ A jak ocenia Pan role Kosciola w procesie transformacji?

­ Szczegolnie na poczatku przemian Kosciol odegral nieslychanie pozytywna role katalizatora zmian, ale trzeba pamietac, ze byl to system polityczny, ktory nerwowo reagowal na "triumfalizm" Kosciola w latach 1990-1991. Glosna instrukcja o nauce religii w szkolach i inne pociagniecia tego typu zrazily do Kosciola czesc nowej elity politycznej, i to nawet politykow z solidarnosciowej formacji. Sadze jednak, ze w ostatnich latach Kosciol odnajduje swoje miejsce w zyciu spolecznym, podkreslajac wartosci, wedlug ktorych nalezy dokonywac wyborow politycznych, i jednoczesnie sporadycznie tylko angazujac sie w polityczna walke. Mysle, ze taka jest zreszta rola Kosciola. Nasza hierarchia coraz bardziej rozumie miejsce Kosciola w tak katolickim spoleczenstwie, jak nasze.

­ Ale z drugiej strony pojawil sie polski "fundamentalizm", ktorego symbolem jest Radio Maryja, nie respektujacy rozdzialu panstwa od Kosciola przyjetego we wspolczesnej demokracji?

­ Nie jest to fundamentalizm religijny, ale raczej ruch upolitycznienia katolicyzmu. Radio Maryja apeluje do tradycyjnej religijnosci, ale nie odstaje "dogmatycznie" od glownego nurtu. Ale ingerencja glownych postaci Radia Maryja w domene publiczna bez watpienia idzie za daleko. Traci na tym najbardziej sam Kosciol, poniewaz takie postawy zrazaja watpiacych. Radio Maryja stalo sie tez, chyba nie do konca zasluzenie, symbolem nietolerancji i ksenofobii.

­ Przejdzmy teraz do komplementow. W rozliczeniach z ostatniej dziesieciolatki Polska jest drugim po Irlandii krajem w Europie pod wzgledem tempa wzrostu gospodarczego. Jak Pan tlumaczy ten cud gospodarczy?

­ Istnieje wiele powodow i wspomne tylko o mniej oczywistych. Polska gospodarka byla co prawda strukturalnie fatalnie rozwinieta, ale istnial majatek panstwowy (obecnie prywatyzowany), ktory chronil przez wiele lat przed gwaltownym zalamaniem budzetu. Trzeba jednak dodac, ze te rezerwy powoli sie teraz wyczerpuja. Kolejna sprawa to latwosc, z jaka przeszlismy od pozbawionego wymagan systemu wymiany w ramach RWPG i stawiamy teraz czolo wymaganiom gospodarki najwyzej rozwinietej. Nie pojawiamy sie, co prawda, na zachodnich rynkach jako dostawca najwyzej przetwarzanych dobr, ale udzial rynkow zachodnioeuropejskich w naszym handlu jest tak duzy, ze izoluje nas juz od kryzysu ze Wschodu. Najlepszym tego przykladem byl kryzys w Rosji, ktory na nas sie odbil, ale nie doszlo jednak do gwaltownego zalamania. Tymczasem gospodarki: rumunska, bulgarska, ukrainska czy bialoruska tkwia wciaz w dawnych zaleznosciach i w nieefektywnosci. Bez watpienia pomogly nam lokaty zachodniego kapitalu, choc z drugiej strony znaczny udzial zagranicznych inwestorow blokuje rozwoj naszego drobnego kapitalu i utrudnia powstawanie klasy sredniej. Udzial gigantow w naszym rynku pomogl polskim przedsiebiorstwom zmodernizowac sie, choc z drugiej strony cena tego byl wzrost bezrobocia.

­ A czy zgodzilby sie Pan z opinia, ze Polska ma teraz najlepsza historyczna koniunkture od niemal 300 lat?

­ Mamy bez watpienia najlepsza sytuacje geopolityczna od czasow krola Jana Sobieskiego. Nie ma jednak nigdy pelnego szczescia i nie potrafimy, niestety, tego potencjalu w pelni wykorzystac. Mowilismy juz o problemach z budowa spoleczenstwa obywatelskiego. Polska stala sie tez krajem niezwykle zroznicowanym. Czesc najlepiej wyksztalconych ludzi zarabia znakomicie, natomiast ponad jedna trzecia spoleczenstwa zostala zupelnie wylaczona z tego cywilizacyjnego awansu i zostaje coraz bardziej w tyle. Dlatego nie ma sensu oskarzanie rzecznikow "skrzywdzonych i ponizonych" o nostalgie za socjalizmem. Predzej czy pozniej takie zroznicowanie w obrebie spoleczenstwa moze zaczac rzutowac bowiem na "makrowskazniki".

Rozmawial Zbigniew Basara


Wojciech Roszkowski

Urodzil sie w 1947 roku. Studiowal w Szkole Glownej Planowania i Statystyki w Warszawie (obecnie Szkola Glowna Handlowa), gdzie zrobil tez doktorat, przeprowadzil habilitacje i przez wiele lat pracowal w katedrze historii gospodarczej. Od listopada 1990 do wrzesnia 1993 roku byl prorektorem SGH i odpowiadal za reforme tej szkoly. Jednoczesnie w 1990 roku podjal prace w Instytucie Studiow Politycznych PAN, gdzie ­ zachecony przez profesora Edmudna Wnuka-Lipinskiego ­ stworzyl Zaklad Europy Srodkowo-Wschodniej. Od 1994 do marca 2000 roku byl dyrektorem tego instytutu. W latach 1988-1989 byl stypendysta Wilson Center for Scholars w Waszyngtonie, prestizowego osrodka badawczego przy Smithsonian Institution, specjalizujacego sie w naukach politycznych i spolecznych. Jego najbardziej znane publikacje to "Najnowsza historia Polski", wydana po raz pierwszy przez podziemne wydawnictwo Krag w 1981 roku. Trzy lata temu opublikowal w PWN ksiazke "Polwiecze ­ historia polityczna swiata po 1945 roku', poswiecona glownie dziejom zimnej wojny. Szkoly srednie uzywaja tez czterotomowego podrecznika historii napisanego przez niego razem z Anna Radziwill.


Wiekszosc Polakow holduje przekonaniu, ze zycie spoleczne dzieli sie na elity polityczne i klebiacych sie w dole bezradnych ludzi, ktorzy mozolnie wspinaja sie wzajemnym kosztem.

ARCHIWUM

John Codling

Jerzy Koss

Andrzej Wajda

Mariusz Czerkawski

Jav Michalski

Polak

Brat Hanki
Izabella Miko
Jolanta Kwasniewska
Jan Kowalik
Aleksander Kwasniewski
Kazik Staszewski
Lech Walesa
Krzysztof Piesiewicz
Przemyslaw Saleta
Michael Kandel
Piotr Sikora
Wojciech Roszkowski