Lubie ludzi

Z prezydentem RP Aleksandrem Kwasniewskim rozmawiaja Tomasz Deptula i Andrzej Dobrowolski

­ Panie Prezydencie, przyjechal Pan do ONZ tylko na rocznicowe obchody czy z jakas konkretna misja?

­ Nastepne spotkanie milenijne ­ patrzac na realia i przyszlosc ­ odbedzie sie za tysiac lat. Nawet zakladajac, ze czlowiek bedzie zdrowy i w dobrej formie, juz tego nie doczeka.

Spotkanie to traktowane jest z najwyzsza powaga jako czas podsumowania wszystkiego, co sie nam udalo i co jeszcze przed nami. Jest to tez okazja dla podkreslenia roli ONZ. Mamy do spelnienia istotne zadanie. Nie chcemy, by ONZ traktowana byla jako organizacja marginalna. Spelniala ona swoja role przez cale lata, a w tej chwili potrzebuje nowych impulsow. Polska ma tu tytul nadzwyczajny. Mowimy bowiem, ze swiat da sie zmienic. Jestesmy tego przykladem. W ciagu 11 lat Polska zmienila ustroj polityczny i ekonomiczny. Jest krajem, ktory aspiruje do Unii Europejskiej. Skoro nam sie udalo tak wiele, trzeba wierzyc, ze innym moze tez sie powiesc.

­ Jak Polska jest w tej chwili postrzegana przez Pana partnerow?

­ Dobrze. Jestesmy postrzegani jako kraj, ktoremu sie powiodlo. Ma swoje atuty w postaci przemian, jakie sie dokonaly, oczywiscie dzieki "Solidarnosci". Zawdziecza takze prestiz papiezowi, ktory jest wielkim czlowiekiem naszej epoki. A poza tym nasz kraj jest traktowany coraz bardziej normalnie. Nikt nie oczekuje, ze z Polski nadchodzic beda informacje irytujace, dziwne czy niezrozumiale. Jestesmy traktowani z szacunkiem.

­ Prowadzil Pan Prezydent podczas szczytu ONZ obrady okraglego stolu, ktore toczyly sie za zamknietymi drzwiami. Czy moze Pan uchylic nam rabka tajemnicy?

­ Byla to ogromnie interesujaca dyskusja, czego sie nawet nie spodziewalem. Czasem, jak widac, trzeba dac politykom wiecej mozliwosci otwarcia sie bez dziennikarzy, aby ich slowa nie byly pod stala obserwacja i krytyka. Wypowiadalo sie 36 osob ze wszystkich kontynentow, w tym m.in. prezydent Jacques Chirac, premier Tony Blair, prezydent Fidel Castro.

Kiedy staram sie podsumowac obrady, trzy rzeczy wydaly mi sie najwazniejsze. Po pierwsze, jesli chodzi o zdefiniowanie glownych bolaczek swiata, jestesmy blisko siebie. Zgadzamy sie, ze problemami sa bieda, przemoc, choroby i epidemie. Zgadzamy sie, ze brak edukacji, ze sa regiony swiata spychane na margines. Po drugie, szukajac rozwiazan jestesmy juz duzo bardziej podzieleni. Bogaci ciagle nie sa gotowi, by zredukowac dlugi krajom biednym. Sa projekty pomocy w walce z chorobami, lecz dalece niewystarczajace. Nie jestesmy gotowi pomagac w ksztalceniu mlodych ludzi z krajow Trzeciego Swiata. Po trzecie, taka formula rozmowy w Narodach Zjednoczonych jest potrzebna. Jestesmy blizej siebie niz kiedykolwiek we wzajemnym zrozumieniu, co tlumacze takze faktem, ze upadly wielkie ideologie. Nie ma swoistej gry, badania sie czy wrecz konfrontacji. Jest gotowosc do bardziej otwartej i szczerej dyskusji. Co bedzie dalej i na ile nasza rozmowa miala sens ­ zobaczymy dopiero po efektach.

­ Polska ma zasadniczo na Zachodzie dobra prase. Na ile jednak sukcesy, o ktorych sie mowi, przekladaja sie na zycie obywateli? Polacy narzekaja na swoja sytuacje...

­ Ludzie maja powody, aby narzekac, przynajmniej niektorzy, a nie jest ich malo. Ktos kto nie ma pracy, ktos kto jest dzisiaj emerytem za 400 zlotych, czyli za niecale 100 dolarow miesiecznie, ma powody do narzekan. Tacy ludzie sa i naszym zadaniem jest, zeby w przyszlosci bylo ich mniej. Generalnie jednak nasz sukces nie jest kwestionowany, takze przez Polakow. Widzimy, jak sie zmieniaja nasze miasta, jak wielu inwestorow zagranicznych przybywa do Polski. Przy calym polskim sceptycyzmie, gdzie zawsze wolimy ponarzekac niz sie chwalic, to widac.

­ Polska otworzyla sie obecnie na Zachod. Nie zmienila jednak swego polozenia geograficznego. Jej sasiadami sa wciaz oslabiona, ale wielka Rosja, przyjazna Ukraina i nieprzewidywalna za sprawa prezydenta Lukaszenki Bialorus. Jaka polityke prowadzi RP wobec Wschodu?

­ Nasza polityka wobec Wschodu musi byc jasna i konsekwentna. Potrzebujemy i chcemy miec dobrosasiedzkie kontakty ze wszystkimi partnerami na Wschodzie. Z Ukraina mamy partnerstwo strategiczne, z Rosja staramy sie poprawic stosunki, z Bialorusia tez dzialamy na szczeblu gospodarczym, regionalnym. To dla nas wazny rynek, wazni sasiedzi.

Polityka jest czytelna, natomiast trudno ja czasem realizowac. Nawet z Ukraina, z ktora mamy swietne stosunki, a ja mam przyjacielskie kontakty z prezydentem Kuczma. Kiedy sie spotykamy, np. w Nowym Jorku, pytam go: ile razy jeszcze bedziecie robic tak przykre niespodzianki, jak z Cmentarzem Orlat we Lwowie? Czemu nie mozecie zapanowac nad wladzami Lwowa? On mowi, ze stara sie zrobic wszystko, co mozliwe, ale natrafia na trudnosci. Okazuje sie, ze nawet tam, gdzie jest swietnie, zdarzaja sie glupoty. Nasza polityka musi wykazac sie cierpliwoscia, konsekwencja, zdecydowaniem, a efekty przyjda. One juz sa.

­ Niedawno obchodzilismy 20. rocznice Sierpnia 80. Wspomnial Pan o tym takze w swoim przemowieniu, mowiac, ze zagasilismy pozar zimnej wojny, ze za przyczyna Polski wystapily zmiany. Jaki jest Pana osobisty stosunek do tych 20 lat i do tej rocznicy?

­ Uwazam, ze powstanie "Solidarnosci", caly wielki zryw, jaki mial miejsce, to bylo wielkie wydarzenie, ktore zaczelo zmieniac, choc nie od razu, losy Polski i naszego regionu. Po 20 latach mozna powiedziec, ze wiele tamtych postulatow czy idei ulotnilo sie, ze nie sa juz tak wazne. Ale fakt, ze w bloku radzieckim powstaje wielki ruch, ktory zada wolnosci i ktory przynajmniej w sensie slownym nie stara sie obalac tego ustroju, ale go poprawiac, to bylo w wymiarze politycznym i spolecznym ogromne wydarzenie o wielkich konsekwencjach.

­ Polonia z co najmniej mieszanymi uczuciami przyjela Panska wypowiedz, dlaczego Pan nie wstepowal do "Solidarnosci"...

­ Wypowiedz byla niefortunna. Trzeba pamietac, ze kazdy z nas ma swoja perspektywe patrzenia. Ja wowczas mialem dwadziescia pare lat i widzialem, co sie dzieje wokol mnie. Jak mowie o "Solidarnosci" tamtego okresu, to nie mowie o Lechu Walesie, Adamie Michniku czy Bronislawie Geremku, bo ich wowczas nie znalem i nie wiedzialem, co robia i jakie maja plany. Mowie o ludziach, ktorzy byli obok mnie i ktorych nie da sie tak cenic, jak tych, ktorych wymienilem. To wszystko jest juz za nami. Jedni do "Solidarnosci" trafili, inni nie trafili. Historycznie patrzac, jako prezydent moge powiedziec po 20 latach, ze "Solidarnosc" byla najpowazniejszym krokiem, ktory pozniej doprowadzil do dalszych zmian. Oczywiscie mozna powiedziec, ze "Solidarnosc" powstawala wobec Polaka-papieza. Gdyby tak dokladnie zajmowac sie etapami rozbicia bloku sowieckiego, to najwiekszym wydarzeniem byl wybor papieza w roku 1978. Gdy mowimy o ruchu masowym, to niewatpliwie rok 1980 przyniosl wydarzenia nadzwyczajnej rangi.

­ Oderwal sie Pan od kampanii wyborczej....

­ Mam tu obowiazki. W Nowym Jorku jest sesja milenijna i trudno, abym tu nie przybyl. Za chwile wracam. Bedzie kampania, wiele wyjazdow i spotkan w Polsce. Dzisiaj otrzymalem wiadomosc CBOS, z ktorej wynika, ze glosowac na mnie bedzie 64%. Nastepny kandydat ma 10%.

­ Jaki jest Panski sekret takiego poparcia?

­ Praca, praca i jeszcze raz praca. Drugim sekretem jest to, ze ja lubie ludzi, co oni odczuwaja. Wiedza, ze maja prezydenta, ktory jest im zyczliwy, nie wywyzsza sie, nie jest egoista jak wielu politykow. Jestem otwarty, nie staram sie dzielic ludzi, potrafie wspolpracowac z reprezentantami roznych ugrupowan. Jest cos takiego jak szacunek wobec drugiego czlowieka, zyczliwosc wobec niego, sympatia, i to pozniej przeklada sie na to, co sie nazywa popularnoscia. Moi rodacy maja sprawiedliwa ocene ludzi. Nie oceniaja wedlug tego, kto co robil 20 lat temu i w jakiej byl partii. Ocena wynika raczej z pracy.

­ I ma takze zone, ktora jest bardzo aktywna...

­ Tak, zona jest wielka opoka i najwiekszym przyjacielem i jestem jej wdzieczny za to wszystko, co czyni. Ona jest tez czlowiekiem, ktory lubi ludzi, czlowiekiem, ktory do ludzi lgnie. To sie przeklada na poparcie, na glosy.

­ Jak widzi Pan role prezydenta w polskim systemie? Czy uwaza Pan, ze ma wystarczajaco duzo wladzy?

­ W Polsce stworzylismy system, ktory sie utrwalil w nowej konstytucji. Sam ja pisalem, optowalem za nia, jezdzilem po Polsce i przekonywalem. Na obecnym etapie, a moze trwac on nawet dziesiatki lat, Polsce potrzeba rownowagi ­ miedzy prezydentem, parlamentem i rzadem. Taki system kontroli i rownowagi ma sens. Oczywiscie mozna powiedziec, ze byloby wygodniej, gdyby w paru punktach prezydent mial wiecej wladzy. Ale z drugiej strony ­ zawsze jest ryzyko, jak te uprawnienia zostana wykorzystane przez samego prezydenta, a jeszcze bardziej przez jego otoczenie. Wladza dla niektorych bywa narkotykiem. Nie uwazam, zeby w Polsce uprawnienia byly zbyt male. Istotne jest ­ i to staralem sie robic przez piec lat ­ aby stworzyc system, ktory bedzie dzialal. Niezaleznie, jaka opcja polityczna jest w rzadzie, jaki jest sklad parlamentu, skad jest prezydent, wszystkie tryby powinny dzialac i sluzyc panstwu. Dobra wspolpraca miedzy mna a rzadem to nie jest kwestia mojego widzimisie czy dobrej woli. To nie jest przywilej, ale obowiazek. To jest rzad, ktory ma demokratyczny mandat, ja tez mam demokratyczny mandat i oczekuje dla niego szacunku. Prezydent otrzymuje w Polsce wielokrotnie wiecej glosow niz jakakolwiek partia polityczna. To nie zmienia faktu: naszym obowiazkiem jest wspolpraca. Stworzylismy system, ktory jest systemem rownowagi. Czasami iskrzy, ale generalnie dziala.

­ 5 lat temu wybory w Ameryce wygral zdecydowanie Lech Walesa. Oczywiscie w pierwszej rundzie, bo w drugiej nie moglismy glosowac. Czy bedzie Pan sie ubiegal o glosy Polonii?

­ Glosujecie na to, co bedzie sie dzialo w Polsce, ale wiekszosc bedzie mieszkala tutaj. Z punktu widzenia Polonii wazniejsze sa wybory w Stanach Zjednoczonych ­ to czy prezydentem bedzie Al Gore, czy George Bush. Ciesze sie natomiast, ze wprowadzono druga ture wyborow dla emigracji. Trzeba byc konsekwentnym. Uwazam, ze Polonia powinna glosowac. Powinna wiec byc i pierwsza, i druga tura.

Ci, ktorzy mnie znaja ­ wiedza, kim jestem, ci ktorzy mnie nie znaja, czytaja panstwa gazete. Nie zamierzam prowadzic tu zadnej kampanii bezposredniej. Licze na jedno, zeby polska imigracja w Stanach Zjednoczonych utrzymywala jak najblizsze wiezi z Rzeczpospolita. Ciesze sie, ze moja piecioletnia praca powoduje, ze Polacy tu mieszkajacy, czesto ludzie z pierwszych stron gazet, ale takze ci mieszkajacy na Greenpoincie, sa zwiazani z Polska. Wiekszej satysfakcji nie mozna miec. Polska dzisiaj jest krajem cenionym, lubianym i powazanym. Mozna dzis powiedziec z duma: Iım Pole: jestem Polakiem.

­ Czy Polska ma jakas polityke wobec Polonii?

­ Jestesmy dumni, ze Polonia amerykanska jest silna i odgrywa tu powazna role. Zawsze przed wyborami prezydenckimi slysze pytanie: ilu naprawde ludzi polskiego pochodzenia bedzie glosowac? Odpowiadam przewrotnie, ze przed wyborami liczba Polakow rosnie. To jest jedna ze spolecznosci etnicznych, ktora powinno sie brac pod uwage przy budowaniu polityki amerykanskiej. Chcialbym bardzo, zeby Polacy tu mieszkajacy mieli zawsze otwarte drzwi do Polski. Polska polityka musi byc otwarta wobec polskiej diaspory, wobec waszych interesow.

­ Wybierze sie Pan prezydent na Greenpoint?*

­ Tak. To jest moja mlodosc. Ja tam mieszkalem przez miesiac.

­ Dziekujemy za rozmowe.

ARCHIWUM

John Codling

Jerzy Koss

Andrzej Wajda

Mariusz Czerkawski

Jav Michalski

Polak

Brat Hanki
Izabella Miko
Jolanta Kwasniewska
Jan Kowalik
Aleksander Kwasniewski
Kazik Staszewski
Lech Walesa
Krzysztof Piesiewicz
Przemyslaw Saleta
Michael Kandel
Piotr Sikora
Wojciech Roszkowski