|
Panie Prezydencie, przyjechal Pan do ONZ tylko na
rocznicowe obchody czy z jakas konkretna misja?
Nastepne spotkanie milenijne patrzac na realia
i przyszlosc odbedzie sie za tysiac lat. Nawet zakladajac,
ze czlowiek bedzie zdrowy i w dobrej formie, juz tego
nie doczeka.
Spotkanie to traktowane jest z najwyzsza powaga jako
czas podsumowania wszystkiego, co sie nam udalo i
co jeszcze przed nami. Jest to tez okazja dla podkreslenia
roli ONZ. Mamy do spelnienia istotne zadanie. Nie
chcemy, by ONZ traktowana byla jako organizacja marginalna.
Spelniala ona swoja role przez cale lata, a w tej
chwili potrzebuje nowych impulsow. Polska ma tu tytul
nadzwyczajny. Mowimy bowiem, ze swiat da sie zmienic.
Jestesmy tego przykladem. W ciagu 11 lat Polska zmienila
ustroj polityczny i ekonomiczny. Jest krajem, ktory
aspiruje do Unii Europejskiej. Skoro nam sie udalo
tak wiele, trzeba wierzyc, ze innym moze tez sie powiesc.
Jak Polska jest w tej chwili postrzegana przez
Pana partnerow?
Dobrze. Jestesmy postrzegani jako kraj, ktoremu
sie powiodlo. Ma swoje atuty w postaci przemian, jakie
sie dokonaly, oczywiscie dzieki "Solidarnosci". Zawdziecza
takze prestiz papiezowi, ktory jest wielkim czlowiekiem
naszej epoki. A poza tym nasz kraj jest traktowany
coraz bardziej normalnie. Nikt nie oczekuje, ze z
Polski nadchodzic beda informacje irytujace, dziwne
czy niezrozumiale. Jestesmy traktowani z szacunkiem.
Prowadzil Pan Prezydent podczas szczytu ONZ
obrady okraglego stolu, ktore toczyly sie za zamknietymi
drzwiami. Czy moze Pan uchylic nam rabka tajemnicy?
Byla to ogromnie interesujaca dyskusja, czego sie
nawet nie spodziewalem. Czasem, jak widac, trzeba
dac politykom wiecej mozliwosci otwarcia sie bez dziennikarzy,
aby ich slowa nie byly pod stala obserwacja i krytyka.
Wypowiadalo sie 36 osob ze wszystkich kontynentow,
w tym m.in. prezydent Jacques Chirac, premier Tony
Blair, prezydent Fidel Castro.
Kiedy staram sie podsumowac obrady, trzy rzeczy wydaly
mi sie najwazniejsze. Po pierwsze, jesli chodzi o
zdefiniowanie glownych bolaczek swiata, jestesmy blisko
siebie. Zgadzamy sie, ze problemami sa bieda, przemoc,
choroby i epidemie. Zgadzamy sie, ze brak edukacji,
ze sa regiony swiata spychane na margines. Po drugie,
szukajac rozwiazan jestesmy juz duzo bardziej podzieleni.
Bogaci ciagle nie sa gotowi, by zredukowac dlugi krajom
biednym. Sa projekty pomocy w walce z chorobami, lecz
dalece niewystarczajace. Nie jestesmy gotowi pomagac
w ksztalceniu mlodych ludzi z krajow Trzeciego Swiata.
Po trzecie, taka formula rozmowy w Narodach Zjednoczonych
jest potrzebna. Jestesmy blizej siebie niz kiedykolwiek
we wzajemnym zrozumieniu, co tlumacze takze faktem,
ze upadly wielkie ideologie. Nie ma swoistej gry,
badania sie czy wrecz konfrontacji. Jest gotowosc
do bardziej otwartej i szczerej dyskusji. Co bedzie
dalej i na ile nasza rozmowa miala sens zobaczymy
dopiero po efektach.
Polska ma zasadniczo na Zachodzie dobra prase.
Na ile jednak sukcesy, o ktorych sie mowi, przekladaja
sie na zycie obywateli? Polacy narzekaja na swoja
sytuacje...
Ludzie maja powody, aby narzekac, przynajmniej
niektorzy, a nie jest ich malo. Ktos kto nie ma pracy,
ktos kto jest dzisiaj emerytem za 400 zlotych, czyli
za niecale 100 dolarow miesiecznie, ma powody do narzekan.
Tacy ludzie sa i naszym zadaniem jest, zeby w przyszlosci
bylo ich mniej. Generalnie jednak nasz sukces nie
jest kwestionowany, takze przez Polakow. Widzimy,
jak sie zmieniaja nasze miasta, jak wielu inwestorow
zagranicznych przybywa do Polski. Przy calym polskim
sceptycyzmie, gdzie zawsze wolimy ponarzekac niz sie
chwalic, to widac.
Polska otworzyla sie obecnie na Zachod. Nie
zmienila jednak swego polozenia geograficznego. Jej
sasiadami sa wciaz oslabiona, ale wielka Rosja, przyjazna
Ukraina i nieprzewidywalna za sprawa prezydenta Lukaszenki
Bialorus. Jaka polityke prowadzi RP wobec Wschodu?
Nasza polityka wobec Wschodu musi byc jasna i konsekwentna.
Potrzebujemy i chcemy miec dobrosasiedzkie kontakty
ze wszystkimi partnerami na Wschodzie. Z Ukraina mamy
partnerstwo strategiczne, z Rosja staramy sie poprawic
stosunki, z Bialorusia tez dzialamy na szczeblu gospodarczym,
regionalnym. To dla nas wazny rynek, wazni sasiedzi.
Polityka jest czytelna, natomiast trudno ja czasem
realizowac. Nawet z Ukraina, z ktora mamy swietne
stosunki, a ja mam przyjacielskie kontakty z prezydentem
Kuczma. Kiedy sie spotykamy, np. w Nowym Jorku, pytam
go: ile razy jeszcze bedziecie robic tak przykre niespodzianki,
jak z Cmentarzem Orlat we Lwowie? Czemu nie mozecie
zapanowac nad wladzami Lwowa? On mowi, ze stara sie
zrobic wszystko, co mozliwe, ale natrafia na trudnosci.
Okazuje sie, ze nawet tam, gdzie jest swietnie, zdarzaja
sie glupoty. Nasza polityka musi wykazac sie cierpliwoscia,
konsekwencja, zdecydowaniem, a efekty przyjda. One
juz sa.
Niedawno obchodzilismy 20. rocznice Sierpnia
80. Wspomnial Pan o tym takze w swoim przemowieniu,
mowiac, ze zagasilismy pozar zimnej wojny, ze za przyczyna
Polski wystapily zmiany. Jaki jest Pana osobisty stosunek
do tych 20 lat i do tej rocznicy?
Uwazam, ze powstanie "Solidarnosci", caly wielki
zryw, jaki mial miejsce, to bylo wielkie wydarzenie,
ktore zaczelo zmieniac, choc nie od razu, losy Polski
i naszego regionu. Po 20 latach mozna powiedziec,
ze wiele tamtych postulatow czy idei ulotnilo sie,
ze nie sa juz tak wazne. Ale fakt, ze w bloku radzieckim
powstaje wielki ruch, ktory zada wolnosci i ktory
przynajmniej w sensie slownym nie stara sie obalac
tego ustroju, ale go poprawiac, to bylo w wymiarze
politycznym i spolecznym ogromne wydarzenie o wielkich
konsekwencjach.
Polonia z co najmniej mieszanymi uczuciami przyjela
Panska wypowiedz, dlaczego Pan nie wstepowal do "Solidarnosci"...
Wypowiedz byla niefortunna. Trzeba pamietac, ze
kazdy z nas ma swoja perspektywe patrzenia. Ja wowczas
mialem dwadziescia pare lat i widzialem, co sie dzieje
wokol mnie. Jak mowie o "Solidarnosci" tamtego okresu,
to nie mowie o Lechu Walesie, Adamie Michniku czy
Bronislawie Geremku, bo ich wowczas nie znalem i nie
wiedzialem, co robia i jakie maja plany. Mowie o ludziach,
ktorzy byli obok mnie i ktorych nie da sie tak cenic,
jak tych, ktorych wymienilem. To wszystko jest juz
za nami. Jedni do "Solidarnosci" trafili, inni nie
trafili. Historycznie patrzac, jako prezydent moge
powiedziec po 20 latach, ze "Solidarnosc" byla najpowazniejszym
krokiem, ktory pozniej doprowadzil do dalszych zmian.
Oczywiscie mozna powiedziec, ze "Solidarnosc" powstawala
wobec Polaka-papieza. Gdyby tak dokladnie zajmowac
sie etapami rozbicia bloku sowieckiego, to najwiekszym
wydarzeniem byl wybor papieza w roku 1978. Gdy mowimy
o ruchu masowym, to niewatpliwie rok 1980 przyniosl
wydarzenia nadzwyczajnej rangi.
Oderwal sie Pan od kampanii wyborczej....
Mam tu obowiazki. W Nowym Jorku jest sesja milenijna
i trudno, abym tu nie przybyl. Za chwile wracam. Bedzie
kampania, wiele wyjazdow i spotkan w Polsce. Dzisiaj
otrzymalem wiadomosc CBOS, z ktorej wynika, ze glosowac
na mnie bedzie 64%. Nastepny kandydat ma 10%.
Jaki jest Panski sekret takiego poparcia?
Praca, praca i jeszcze raz praca. Drugim sekretem
jest to, ze ja lubie ludzi, co oni odczuwaja. Wiedza,
ze maja prezydenta, ktory jest im zyczliwy, nie wywyzsza
sie, nie jest egoista jak wielu politykow. Jestem
otwarty, nie staram sie dzielic ludzi, potrafie wspolpracowac
z reprezentantami roznych ugrupowan. Jest cos takiego
jak szacunek wobec drugiego czlowieka, zyczliwosc
wobec niego, sympatia, i to pozniej przeklada sie
na to, co sie nazywa popularnoscia. Moi rodacy maja
sprawiedliwa ocene ludzi. Nie oceniaja wedlug tego,
kto co robil 20 lat temu i w jakiej byl partii. Ocena
wynika raczej z pracy.
I ma takze zone, ktora jest bardzo aktywna...
Tak, zona jest wielka opoka i najwiekszym przyjacielem
i jestem jej wdzieczny za to wszystko, co czyni. Ona
jest tez czlowiekiem, ktory lubi ludzi, czlowiekiem,
ktory do ludzi lgnie. To sie przeklada na poparcie,
na glosy.
Jak widzi Pan role prezydenta w polskim systemie?
Czy uwaza Pan, ze ma wystarczajaco duzo wladzy?
W Polsce stworzylismy system, ktory sie utrwalil
w nowej konstytucji. Sam ja pisalem, optowalem za
nia, jezdzilem po Polsce i przekonywalem. Na obecnym
etapie, a moze trwac on nawet dziesiatki lat, Polsce
potrzeba rownowagi miedzy prezydentem, parlamentem
i rzadem. Taki system kontroli i rownowagi ma sens.
Oczywiscie mozna powiedziec, ze byloby wygodniej,
gdyby w paru punktach prezydent mial wiecej wladzy.
Ale z drugiej strony zawsze jest ryzyko, jak te
uprawnienia zostana wykorzystane przez samego prezydenta,
a jeszcze bardziej przez jego otoczenie. Wladza dla
niektorych bywa narkotykiem. Nie uwazam, zeby w Polsce
uprawnienia byly zbyt male. Istotne jest i to staralem
sie robic przez piec lat aby stworzyc system, ktory
bedzie dzialal. Niezaleznie, jaka opcja polityczna
jest w rzadzie, jaki jest sklad parlamentu, skad jest
prezydent, wszystkie tryby powinny dzialac i sluzyc
panstwu. Dobra wspolpraca miedzy mna a rzadem to nie
jest kwestia mojego widzimisie czy dobrej woli. To
nie jest przywilej, ale obowiazek. To jest rzad, ktory
ma demokratyczny mandat, ja tez mam demokratyczny
mandat i oczekuje dla niego szacunku. Prezydent otrzymuje
w Polsce wielokrotnie wiecej glosow niz jakakolwiek
partia polityczna. To nie zmienia faktu: naszym obowiazkiem
jest wspolpraca. Stworzylismy system, ktory jest systemem
rownowagi. Czasami iskrzy, ale generalnie dziala.
5 lat temu wybory w Ameryce wygral zdecydowanie
Lech Walesa. Oczywiscie w pierwszej rundzie, bo w
drugiej nie moglismy glosowac. Czy bedzie Pan sie
ubiegal o glosy Polonii?
Glosujecie na to, co bedzie sie dzialo w Polsce,
ale wiekszosc bedzie mieszkala tutaj. Z punktu widzenia
Polonii wazniejsze sa wybory w Stanach Zjednoczonych
to czy prezydentem bedzie Al Gore, czy George Bush.
Ciesze sie natomiast, ze wprowadzono druga ture wyborow
dla emigracji. Trzeba byc konsekwentnym. Uwazam, ze
Polonia powinna glosowac. Powinna wiec byc i pierwsza,
i druga tura.
Ci, ktorzy mnie znaja wiedza, kim jestem, ci ktorzy
mnie nie znaja, czytaja panstwa gazete. Nie zamierzam
prowadzic tu zadnej kampanii bezposredniej. Licze
na jedno, zeby polska imigracja w Stanach Zjednoczonych
utrzymywala jak najblizsze wiezi z Rzeczpospolita.
Ciesze sie, ze moja piecioletnia praca powoduje, ze
Polacy tu mieszkajacy, czesto ludzie z pierwszych
stron gazet, ale takze ci mieszkajacy na Greenpoincie,
sa zwiazani z Polska. Wiekszej satysfakcji nie mozna
miec. Polska dzisiaj jest krajem cenionym, lubianym
i powazanym. Mozna dzis powiedziec z duma: Iım Pole:
jestem Polakiem.
Czy Polska ma jakas polityke wobec Polonii?
Jestesmy dumni, ze Polonia amerykanska jest silna
i odgrywa tu powazna role. Zawsze przed wyborami prezydenckimi
slysze pytanie: ilu naprawde ludzi polskiego pochodzenia
bedzie glosowac? Odpowiadam przewrotnie, ze przed
wyborami liczba Polakow rosnie. To jest jedna ze spolecznosci
etnicznych, ktora powinno sie brac pod uwage przy
budowaniu polityki amerykanskiej. Chcialbym bardzo,
zeby Polacy tu mieszkajacy mieli zawsze otwarte drzwi
do Polski. Polska polityka musi byc otwarta wobec
polskiej diaspory, wobec waszych interesow.
Wybierze sie Pan prezydent na Greenpoint?*
Tak. To jest moja mlodosc. Ja tam mieszkalem przez
miesiac.
Dziekujemy za rozmowe.
|