



O godzinie 10 rano była odprawa kapitanów, a o godz. 12 jachty wypłynęły na zatokę. Jako że pogoda dopisała, było słonecznie i wietrznie, regaty były bardzo udane. Wieczorem na Barce pojawili się starzy i młodzi żeglarze, aby zjeść pyszną kolację i wspólnie pośpiewać.
Ale najpierw na nogi postawił wszystkich głośny dźwięk pokładowego dzwonu. Minutą ciszy uczczono pamięć tych, którzy odeszli na wieczną wachtę, a zwłaszcza tych, którzy odeszli w ostatnim czasie: Tadeusza Cieszyńskiego – wieloletniego członka klubu i Wiesława Dąbrowskiego – sympatyka klubu, żeglarzy i wszystkich ludzi.
Do regat kończących tegoroczny sezon żeglarski zgłosiło się 28 jednostek. Do wyścigu australijskiego (liczą się tylko zajęte miejsca, nie stosuje się żadnych przeliczników) ostatecznie wystartowało 7 jachtów. Momentami wiał wiatr z siłą 6-7 stopni w skali Beauforta, co pozwalało rozwinąć żagle i ostro płynąć po spienionych falach. To dodawało dreszczyku emocji i – mimo zimna – sprawiało ogromną frajdę z pływania.
Rozegrane zostały trzy wyścigi w zatoce Brooklyńskiej, w pobliżu Gateway Marina. Po podsumowaniu wyników najlepszy okazał się "Mischief" (z kapitanem Waldemarem Sułkowskim), który wygrał drugi i trzeci bieg, a w pierwszym był drugi. Drugie miejsce zajął jacht "Call of the Wild", którym dowodził kapitan Stefan Bienias, a trzecie – "Markus" z kapitanem Markiem Kopczyńskim. Jacht "Janina" dowodzony przez Aleksandra Kmitę był czwarty, a klubowa "Baba Jaga" – piąta. Debiutujący w regatach jacht "Emergence" ukończył tylko dwa biegi (na 6. i 7. miejscu), a "Aqua Sound" – po falstarcie w pierwszym i trzecim biegu – nie został sklasyfikowany.
Nie oznacza to oczywiście końca żeglowania dla wszystkich. Zapaleni żeglarze wybierają się bowiem jeszcze albo w samotne rejsy, albo na wyprawy rodzinne, bądź w gronie przyjaciół w cieplejsze rejony globu.
Po regatach nastąpiło oficjalne ogłoszenie wyników konkursu fotograficznego dla miłośników żeglarstwa, który zorganizował Polski Klub Żeglarski z okazji wydania książki na XX-lecie klubu. Zdjęcia nadesłało 15 osób (zgodnie z regulaminem – każda osoba mogła nadesłać trzy zdjęcia). Zdjęcia oceniało jury w składzie: Halkina Sabath – przewodnicząca (kierownik artystyczny magazynu 914INC, Westchester Home, Westchester Weddings oraz specjalnych projektow dla Westchester Magazine), Janusz M. Szlechta – redaktor "Nowego Dziennika" i Mieczysłw "Mietko" Rudek – szef Emart Gallery w Nowym Jorku.
I miejsce i nagrodę w wysokości 300 dolarów otrzymał Przemek Gil. II miejsce i 150 dolarów otrzymał Krzysztof Sierant, a III – Edyta Halon. Wyróżnienia otrzymali: Stefan Weker, Ewa Górska, Marek Szczepkowski, Cezary Lipka, Janusz Kędzierski i Jola Szczepkowska. Mieczysław "Mietko" Rudek wręczył nagrodę za najlepsze zdjęcie artystyczne Zygmuntowi Wiśniowskiemu. Nagrodę – popiersie Chopina, wykonane przez artystę rzeźbiarza z Nowego Jorku Andrzeja Szczepańca z okazji 200. rocznicy urodzin kompozytora, z certyfikatem autentyczności – ufundowała Emart Gallery.
Zdjęcia zostały pokazane na specjalnej tablicy na Barce.
A potem przyszedł czas na pokazanie książki zatytułowanej "20-lecie Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku". Znakomicie wydana, liczy 184 strony i 200 zdjęć. Wydrukowana została przez Wydawnictwo "Bernardinum" w Pelplinie w Polsce. Na końcu dołączona jest płyta (CD) – multimedialny dodatek, który zawiera dokumenty, filmy, wypowiedzi i 5 tysięcy zdjęć.
Książkę zademonstrował Krzysztof Sierant, który włożył w jej wydanie najwięcej serca i pracy. Przygotowywał ją przez prawie dwa lata – oczywiście przy wsparciu wielu żeglarzy (Jolanty Szczepkowskiej, Lucyny Kopczyńskiej, Janusza Kędzierskiego, Andrzeja Gruszki, Krzysztofa Rzamka i innych).
Warto dodać, że pierwsza książka miała się ukazać na 5-lecie klubu, potem na 10-lecie, w efekcie powstała 10 lat później. Pokazuje historię klubu, ludzi – którzy się w nim pokazali, a przy okazji historię polonijnego żeglarstwa w metropolii nowojorskiej. To bardzo cenne i świetnie przygotowane wydawnictwo.
Czym jest wodowanie książki – wyjaśniła Jola Szczepkowska, sekretarz zarządu klubu. "Ta tradycja liczy lat zaledwie dwadzieścia kilka lat – podkreśliła. – Po raz pierwszy określenia 'wodowanie książki' użyto z okazji promocji książki (prawdopodobnie 'Szaman morski') Karola Olgierda Borchardta. Tradycja przyjęła się wśród piszącej braci żeglarskiej i marynarskiej, ale także wśród autorów piszących o sprawach bliskich ludziom morza. U źródeł tradycji wodowania 'książek morskich' leżała potrzeba i chęć promocji żeglugi w Polsce, historii żeglugi, tradycji z nią związanych, ubarwionej wspomnieniami ludzi. Osoby występujące na kartach naszej opowieści, to postacie autentyczne, prawdziwe. Tak jak i nasz klub żeglarski jest autentyczny. Tak jak i nasze przeżycia opisane na kartach książki są autentyczne. Dzisiaj powstanie tej książki chcemy uczcić uroczystym wodowaniem – chrztem, który wskaże jej drogę do czytelników. Godna jest tego, aby znaleźć się w skarbnicy książek mówiących o historii żeglarzy polonijnych, książek ważnych – bo prawdziwych. Wodowanie książki, podobnie jak wodowanie statku, to chwila uroczysta. Mamy nadzieję, że nasza książka rozsławi dobre imię Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku i stanie się inspiracją i wyzwaniem dla innych polonijnych klubów, które zechcą opisać swoją historię" – podkreśliła.
Przeczytane zostały fragmenty tej książki, a Neptun, który pojawił się wraz z małżonką Prozerpiną i całym dworem, poprowadził konkurs wiedzy żeglarskiej, zwłaszcza wiedzy o klubie. Potem Neptun wraz z Prozerpiną poprowadzili wszystkich nad wodę. Najpierw dzieci wrzuciły do wody butelki z listami adresowanymi do boga oceanów, w których zawarły różne swoje prośby. Krzysztof Sierant otworzył szampana, nieco ulał go do oceanu, zmoczył też szampanem książkę położoną na papierowej łódce. Wtedy matka chrzestna – Elżbieta Sierant – rzekła: "Z miłości do morza powstały te strony... Przez lądy, rzeki, morza, zatoki, cieśniny i oceany płyń i docieraj do oczekujących na całym świecie czytelników i sław imię Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku".
A potem wrzuciła łódkę z książką do wody.
W radosnych nastrojach wszyscy wrócili na barkę i wypili toast szampanem "za pomyślność klubu i jego członków". Barka wypełniła się radosnym śpiewem. Prym w tym śpiewaniu wiedli: przybyły z Polski "pierwszy szantymen Rzeczypospolitej" Jerzy Porębski i Dorotka Huculak. Towarzyszył im, grając na bandżo, Ryszard Czerski. Oczywiście wszyscy zaśpiewali razem z Jurkiem "Gdzie ta keja", "Cztery piwka", "Znów minęło parę lat" i "Tańcz, miła tańcz".
Więcej informacji o książce i wydarzeniach klubowych na stronie internetowej lub u źródła:
Polish Sailing Club of NY
Gateway Marina
3260 Flatbush Ave.
Brooklyn, NY 11234
tel. (646) 469-0992
fax: (718) 795-1651
e-mail: Komandorpsc@aol.com
www.zeglarze.us
