W ostatnią grudniową noc oddzieliliśmy ostatecznie wczoraj od dziś. Na razie nas wszystkich przywykłych po gregoriańsku odmierzać czas ogarnia o tej porze potrzeba własnych z nim porachunków. Bo jak tu iść naprzód, kiedy drzwi za nami nie domknięte?
Jak więc udał się rok 2010 i na co liczymy w nowym? Do refleksji na ten temat zaprosiłam ciekawe grono naszych rodaków. Różne są ich zawody i pasje, a ich domy też rozsypane są pod różnymi adresami na świecie. Mimo to wyraźna nitka łączy te osoby – talent, który potrafili wykorzystać. Z korzyścią dla nas wszystkich. Warto o tym pamiętać, bo – jak powiedział w "Ruchomych obrazkach" Terry Pratchett, angielski pisarz fantasy i science fiction – "największą tragedią tego świata są ludzie, którzy nigdy nie odkryli, co naprawdę chcą robić i jakie mają zdolności".
![]() |
|
Foto: Agata Preyss
Hanna Banaszak – wokalistka,
gwiazda polskiej estrady |
Hanna Banaszak (Polska): niech nie będzie gorzej, niż jest
Z powodu kryzysu gospodarczego rok 2010 nie był łatwy. Wszystkich nas to w mniejszy czy większy sposób dotyczyło. Ponieważ staram się przyjmować rzeczywistość, jaką jest, robiłam swoje: sporo koncertowałam, zaczęłam nagrywać płytę, trochę odpoczywałam i spędzałam czas z przyjaciółmi. Zaczęłam też trochę komponować i śpiewać własne teksty. Jak się okazuje, z aprobatą publiczności.
Ważne były dla mnie obserwacje polityczne. My, Polacy, musimy bardziej popracować nad kompromisem i szacunkiem dla innych. W przeciwnym razie może to nam zaszkodzić w stosunkach ze światem. A że kocham mój kraj i rodaków, więc bardzo mnie to obchodzi. Równocześnie jednak wiem, iż jest wielu takich, którzy już to potrafią. To w nich widzę nadzieję na poprawę relacji z innymi narodami.
W Nowym Roku życzę nam wszystkim siły, spokoju, miłości, szczęścia i zrealizowania planów, a także uważniejszego przyjrzenia się sobie i zweryfikowania własnych postaw. Niech nas kochają najbliżsi! Oczywiście z wzajemnością. I niechaj nie będzie gorzej, niż jest!
![]() |
|
Foto: Archiwum prywatne
Dr Jerzy Barankiewicz – naukowiec, dziennikarz, artysta ceramik
|
Jerzy Barankiewicz (Kalifornia, USA): zakończenia wojen nam trzeba
Rok 2010 nie zachwycił mieszkańców naszego globu. Trwały wojny w Afganistanie i Iraku, nie został rozwiązany nękający świat konflikt izraelsko-palestyński. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że nie było tak źle, gdyż nie powstały dodatkowe konflikty militarne o większym zasięgu. Cieniem padł na świat kryzys gospodarczy, z którego Polska wyszła obronną ręką. Pozytywnie w polityce polskiej zaznaczył się ważny postęp w realizacji dobrosąsiedzkich stosunków z Federacją Rosyjską.
W technice zauważyłem skok w rozwoju nowości firmy Apple: pojawiły się iPhone'y i tablety, a także ważne opracowanie nowego systemu operacyjnego "Android" przez Google. Nastąpił postęp w teleportacji, która przestała istnieć jedynie w science fiction. W kinach zachwyciły mnie filmy 3D. Ważnym wynalazkiem było "elektryczne oko", które dzięki specjalnemu czipowi w tytanie przekazuje obraz z kamery do nerwu wzrokowego. Jest to błogosławieństwo dla ociemniałych. Fascynujące są odkrycia 2010 roku dotyczące pracy mózgu. Magnes umieszczony w określonej części mózgu wpływa na nasze możliwości ocen etycznych i moralnych. Strach pomyśleć, jak odkrycie to może być użyte przez służby przesłuchujące aresztowanych... Odkryto także, że altruizm jest genetycznie uwarunkowany i że są geny altruizmu. W roku 2010 został też otwarty w Dubaju najwyższy budynek świata, który ma 828 metrów wysokości. Nie byle co, budynek blisko kilometrowy!
Dla mnie był to rok arcyciekawej wielkanocnej wyprawy do Indian Tarrahumara, zamieszkujących słynny Miedziany Kanion (Copper Canyon) w północnym Meksyku. Kanion ten jest miejscem kilkudniowych pogańsko-chrześcijańskich obchodów świąt wielkanocnych przez Tarrahumara. Uczestniczenie w tych obrzędach przeszło wszelkie moje wyobrażenia.
Nie zdefiniuję szczególnie ważnych momentów w 2010 roku – dlatego, że wszystko, co się dzieje, jest ważne i wzajemnie się komplementujące. Nieraz drobne rzeczy urastają do wielkich, a wielkie okazują się bez znaczenia. Jednak szczególnie zaznaczyła się dla mnie katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem i niezwykle budująca jedność polskiego społeczeństwa w czasie żałoby.
Życzyłbym sobie, aby w nowym roku rozpoczęto tworzenie wspólnego jednego demokratycznego państwa, w którym Palestyńczycy i Izraelczycy czuliby się jak u siebie w domu. Moim marzeniem jest zakończenie wszelkich konfliktów militarnych. Miejmy też nadzieję, że w 2011 wielkie mocarstwa nie będą wszczynać nowych konfliktów i zostanie zrealizowany zakaz stosowania na świecie jakichkolwiek tortur. Sobie i mieszkańcom Polski życzyłbym większej kultury w debatach politycznych i gwałtownej sublimacji oraz dobrego poziomu programów prywatnych stacji telewizyjnych. Na pewno cieszyłbym się z nawiązania dobrosąsiedzkich stosunków z Białorusią. A w nauce – przeznaczenie większych środków na walkę z rakiem czy chorobami krążenia byłoby dobrą wróżbą, bo wiadomo, że można te choroby pokonać.
![]() |
|
Foto: Archiwum prywatne
Michał Bieniasz – artysta plastyk, prezes Szwedzkiego Związku Karykaturzystów i Rysowników Prasowych "Humor Kompaniet", przewodniczący Towarzystwa Literackiego Ligatur, prezes Kongresu Polaków w Szwecji |
Michał Bieniasz (Szwecja): pamiętajmy, skąd przyszliśmy
Każdy rok, który mija, jest dobry – bo zostawia coś dobrego po sobie, albo dlatego, że dobrze, iż się wreszcie skończył. Rok 2010 był dla mnie raczej łaskawy. W świecie tyle okropności, ale w domu wszyscy zdrowi. Przyjaciele zawsze ci sami. Inni to tylko znajomi, przychodzą, odchodzą – bez znaczenia. Nie należą oni do kategorii istotnych, bo niezmiennych jak prawda, zasady, wartości i właśnie przyjaciele. Plan na rok 2010 wykonany w 80 procentach. Wydajemy mnóstwo e-booków, wypuściliśmy płytę CD z niemal kompletem polskiej literatury klasycznej i kilka tysięcy egzemplarzy rozprowadziliśmy za darmo wśród młodzieży polonijnej. To coś, co pozostanie.
Ważne momenty to te, które się wydarzyły niezależnie, i te, które sam sprowokowałem. Z pierwszych oczywiście katastrofa smoleńska i wszystko, co potem się działo. Teraz zauważam, jak wiele ta tragedia (i jej następstwa) zmieniła we mnie samym. W kwietniu opublikowano w sieci "Katyń" Józefa Mackiewicza po rosyjsku. Teraz spotykam tę książkę na różnych stronach i forach rosyjskojęzycznych. To też coś, co pozostaje.
O dokonaniach Kongresu Polaków w Szwecji nie opowiem, bo musiałbym opowiadać długo. Jest to praca wielu ludzi, która nie zaginie. Prywatnie miałem kilka ważnych spotkań z ludźmi naprawdę mądrymi, zrobiłem kilka rysunków i przeczytałem kilka ważnych dla książek.
W 2011 roku życzę nam wszystkim, aby poprawność myślenia nie zastąpiła jego niezależności. Dziwne to czasy, gdy w założeniach zalecanego życia stadnego tak dobrze mieści się konformizm obok brutalnej komercji i materialnej, i moralnej. Skoro w tym stadzie jednak żyjemy, to życzę nam, abyśmy spotykali jak najmniej pospolitych baranów, a jak najwięcej czarnych owiec. Abyśmy potrafili rozróżniać. Życie będzie wtedy o wiele barwniejsze i ciekawsze. I jeszcze jedna rzecz – abyśmy w tym wyścigu do przyszłości nie zapominali o przeszłym. Bo będziemy znikąd, czyli nikim, a inni podpiszą się pod naszymi życiorysami.
![]() |
|
Foto: Beata Wielgosz
Katarzyna T. Nowak – pisarka
|
Katarzyna T. Nowak (Polska): dobrych wstrząsających wydarzeń
Wielkim szokiem była katastrofa w Smoleńsku – okazało się, że w pięć minut kraj może stać się zupełnie bezbronny. Także to, co działo się dalej: teorie spiskowe, brak odpowiedzi na najprostsze pytania. Potem powódź, która nawiedziła Europę Środkową i chmura pyłu wulkanicznego. Wszystko to w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Czułam się jak na filmie science fiction. Nie wierzyłam w to, co widzę i słyszę, do tego nie wiedziałam i nie wiem, gdzie leży prawda.
A ja? Zmieniłam mieszkanie po raz trzeci lub czwarty od czasu śmierci rodziców. Nie wiem, dlaczego tak robię. Mam wrażenie, że to ,o czym piszę, staje się samosprawdzającą się przepowiednią, jak "Kobieta w wynajętych pokojach". Nie mam poczucia domu, raczej mieszkania, które lubię bardziej lub mniej. Może to jest owa przyczyna? Po śmierci rodziców musiałam stać się nagle dorosła. Nie było to łatwe, mimo moich 40 lat. Byłam z nimi bardzo związana. Czy teraz jestem dorosła? Ta dorosłość, którą widzę dookoła, jakoś mi nie odpowiada, często ludzie tracą "dziecko" w sobie. Kryzys gospodarczy być może przyczynia się do tego, że stajemy się monotematyczni, rządzi pieniądz, upada kultura – zwłaszcza ta "wysoka" – i giną rozmowy "o wszystkim i o niczym". W literaturze najlepiej sprzedają się poradniki – jak zarobić kasę lub zdobyć faceta (przybywa nam singli, społeczeństwo będzie musiało chyba zmienić swoje sztywne zasady, aby nadal istnieć).
Zawodowo był to dla mnie rok udany. Na rynku ukazała się moja trzecia powieść "Kasika Mowka". Bardzo dla mnie ważna, a przy tym dobrze przyjęta przez krytyków i czytelników. A że jako pisarka nie rozdzielam życia zawodowego od prywatnego, wciąż bacznie obserwuję życie i swoje, i to toczące się obok.
Sobie życzę w 2011 roku napisania i wydania kolejnej książki, koniecznie lepszej od poprzednich, i miłości oraz zdrowia. A innym? Wstrząsających wydarzeń i wiadomości, ale wyłącznie dobrych!
![]() |
|
Foto: Archiwum prywatne
Krzysztof Niewrzęda – pisarz i poeta |
Krzysztof Niewrzęda (Niemcy): traktowania na wysokości oczu
Po latach chęci zrozumienia innych ludzi, ukazywania w wierszach i powieściach ich perspektywy widzenia świata, nie wiem już, jaki jest mój punkt widzenia. Jestem obciążony zbyt dużą empatią. W czasach, w których większości tej empatii brakuje, uskarżanie się na jej nadmiar brzmi może dziwnie, wręcz pretensjonalnie. Ale zbyt duża empatia jest faktycznie obciążeniem. Czasem zazdroszczę więc tym, którzy wypowiadają jednoznaczne opinie, pewni są swoich ocen. Choćby tym, którzy cieszą się, że Polska w 2010 roku poradziła sobie z kryzysem finansowym. Chciałbym i ja się z nimi cieszyć, a nie mogę, bo w Polsce w tym samym czasie wzrosła liczba ludzi wykluczonych. I za każdym z nich ukazuje się jakiś dramat. A to najzwyklejsze załamanie, a to skok z okna lub bieganie z siekierą za żoną w pijanym widzie.
Jaki był więc rok 2010? Czy był to rok zdominowany depresją mojej przyjaciółki, od której odszedł mąż? Czy upłynął on w cieniu katastrofy pod Smoleńskiem, czy w potokach powodzi? A może warto go zapamiętać ze względu na piękne i długie lato, albo polski sukces na Expo w Szanghaju bądź odkrycie śladów pierwszych czworonogów w Górach Świętokrzyskich lub z racji tego, że laureat pokojowej Nagrody Nobla prowadzi wojnę w Afganistanie? A może ten rok wcale nie był szczególny i warty zapamiętania? No bo przecież każdego dnia tego roku na świecie umarło z głodu ponad 14 tys. dzieci. Cóż ich mogła zatem obchodzić katastrofa pod Smoleńskiem. Albo ich rodziców, którzy sami prawdopodobnie też umarli z głodu. Cóż mógł ich obchodzić jakiś kryzys lub militarystyczne zapędy laureata pokojowej Nagrody Nobla?
Dla każdego pisarza ważnym momentem jest wydanie książki. Nawet jeśli jest to książka kolejna. W moim przypadku – ósma. Rok 2010 będzie więc dla mnie związany z ukazaniem się powieści "Second life", którą z przerwami pisałem przez pięć lat. Cieszę się zatem, że wreszcie mogłem ją przekazać czytelnikom. Wszystkim życzę w 2011 roku, aby każdy przez każdego był traktowany podmiotowo, aby nikt nie czuł się wykluczony. Aby ci, którzy mają realny wpływ na naszą rzeczywistość, każdego traktowali jak równego sobie i by udowodnili to czynami. Ale jeden rok to zapewne za mało na spełnienie tych życzeń.
![]() |
|
Foto: Marcin Oliva Soto
Marek Arcimowicz – fotograf,
dziennikarz i podróżnik |
Marek Arcimowicz (Polska/Nepal): zwolnić, aby więcej dostrzec
To był pracowity rok, pełen niespodzianek. W pierwszej połowie kończyłem duży kontrakt. A w marcu urodziła się moja córka Marysia. W kwietniu – wyprawa przez marokańską Saharę. Wspominając rok 2010 trudno nie wspomnieć katastrofy smoleńskiej. Myślę, że miało to fatalny wpływ na Polskę i pozbawiło nas co najmniej wielu specjalistów oraz spowodowało fatalną w skutkach monokulturę polityczną – dominacja jednej frakcji nigdy nie wychodzi na dobre.
W czerwcu pojechaliśmy na pierwsze od lat rodzinne wakacje – do Francji i Hiszpanii. Potem przyszło lato i wypady w Alpy... Jak co roku, wylądowałem jesienią w Azji z grupą chętnych do wędrowania przez Himalaje. Infekcja stopy spowodowała, że po raz pierwszy wycofałem się w trakcie wyprawy. Z Nepalu pojechałem do Indii odebrać kolejnych podopiecznych. Ta grupa (warsztaty fotograficzne w Rajastanie) miała więcej szczęścia. Wszystko przebiegło pomyślnie.
Narodziny drugiego dziecka, Marii, były dla mnie punktem kulminacyjnym tego roku. Jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to przygotowanie mieszkania i otwarcie nowego biura w Kathmandu, czyli powrót do idei życia i pracy w Azji. Jak w latach 90. ubiegłego wieku... Znaczący był wyjazd do Maroka: wyprawa off-road, nowe wyzwania, kontakt z nowymi, ciekawymi ludźmi. Zrobiłem kilka ważnych fotografii. Wyprawa zaowocowała też współpracą z Magazynem NTN (Niezależny Test Narciarski).
W 2011 roku życzyłbym światu więcej prawdy i niższych podatków. Choć, jak się zastanowić, idzie to w parze. Czym innym, jeśli nie ukrytym podatkiem, są deputaty na CO2? Mam dość pasożytów społecznych zakamuflowanych pod płaszczykiem ekologii. Światu przydałby się zwrot we właściwym kierunku. Trzeba trochę zwolnić, bo pędząc przez życie nie zauważamy nie tylko detali. Coraz częściej umyka nam sam jego sens. Mniej ściemy, kłamstw, blichtru, taniej i byle jakiej rozrywki. Dotyczy to szczególnie mediów, ale też polityki i sztuki. Potrzeba nam więcej szeroko pojętej kultury. Tego życzę i sobie, i innym. Całemu światu.
![]() |
|
Foto: Archiwum prywatne
Agata Kalinowska-Bouvy – poetka, tłumaczka, dziennikarka; dyrektorka przedstawicielstwa Fundacji Młodej Polonii we Francji, wicesekretarz generalna Francuskiego Związku Dziennikarzy Prasy Periodycznej (SJPP)
|
Agata Kalinowska-Bouvy (Francja): zdrowia, pokoju, miłości
Znów przyszedł koniec roku i wraz z nim refleksje nad czasem, który się oddala i nie wróci. Nie trzeba go żałować, bo to nasz czas, w którym się działało, kochało, pozostawiając ślad naszego istnienia. I nie żałuję, że znów mam rok więcej – takie jest życie, a chcę je przejść świadomie. 2010 był dla mnie zawodowo bardzo dobrym rokiem. W życiu osobistym okazał się on równie doskonały i stabilny, jak poprzednie. Taki constans szczęśliwości. Ta osobista szczęśliwość ułatwia radzenie sobie ze wszystkim innym. Toteż przejawy złośliwości i podłości, jakie mnie dotknęły w tym roku, staram się odbierać pozytywnie – z przekonaniem, że to, co robię, jest słuszne, skoro aż tak przeszkadza. A święty spokój mają tylko ci, którzy nic nie robią.
W minionym roku cieszyłam się z ukazania się kolejnej mojej książki, przyjętej z entuzjazmem. Kontynuowałam społeczną działalność, która wkroczyła na nowe tory, co daje pełnię perspektyw – to nasze najbliższe otoczenie, krąg ściśle do nas przylegający. Im dalszy od siebie zakreślisz krąg, tym mniej radości i powodów do euforii. Wystarczy wyjść poza własne podwórko, aby natrafić na smutek, nędzę, niesprawiedliwość; a dalej na głód, okrucieństwo, wojnę. Wobec tych zjawisk pozostaje się bezsilnym obserwatorem.
Rok 2010 bezsprzecznie zapisał się też w mojej pamięci tragicznymi wydarzeniami pod Smoleńskiem. Mój wrodzony optymizm nakazuję mi jednak uchwycić w tym wszystkim błysk nadziei. Nie ma bowiem tego złego, co by na dobre nie wyszło – trzeba w to wierzyć! O ile innym życzę, aby rok 2011 był jak najlepszy – zdrowy, w pokoju i miłości – o tyle mnie wystarczy, aby był jak ten, który właśnie odszedł.
![]() |
|
Foto: Archiwum prywatne
Andrzej Kempa – grafik i web-designer, prezes Stowarzyszenia SIPPA (Światowe Igrzyska Polonijne Polonia Austriacka), wiceprezes Stowarzyszenia dla Osób Niepełnosprawnych "Pomoc"
|
Andrzej Kempa (Austria): aby łatwiej było pomagać
Dla mnie kulminacyjnym punktem roku 2010 były VIII Światowe Zimowe Igrzyska Polonijne w Zakopanem. Tam Polonia świata witała się po raz ostatni z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Letnimi atrakcjami były I Polonijne Mistrzostwa Świata w Żeglarstwie w Wiedniu, a w Łowiczu – II Polonijne Mistrzostwa Świata w Siatkówce. Te barwne imprezy pokazały, że potrafimy wspólnie działać i rewelacyjnie się bawić. Rok 2010 był także bardzo ważny dla austriackiej Polonii. Po latach postępującego rozpadu w organizacji dachowej Forum Polonii doszło do spotkań tzw. okrągłego stołu. Ich efektem były narodziny ruchu Polonijna Platforma Dialogu w Austrii. Ma ona reprezentować wspólne interesy polonijnych organizacji w Austrii, a także wyjaśnić niejasności dotyczące działalności Forum Polonii. To, że mogłem się przyczynić osobiście do zainicjowania tego dialogu, ma dla mnie wielkie znaczenie.
Na stary rok patrzę więc z dużą satysfakcją. Powiodły się doroczne projekty i dokończyłem te, nad którymi pracowałem od lat. Na przykład odsłonięcie tablicy pamiątkowej dla Jana Pawła II w katedrze św. Szczepana w Wiedniu. Byłem jej projektantem i realizatorem przedsięwzięcia. Inny osiągnięty cel to podpisanie umowy partnerskiej między Koszęcinem i Kraubath an der Mur. Godnym szczególnego wymienienia był mój wyjazd na XVIII Światowe Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie i atrakcyjnej Wielkopolsce. Nawiązałem tam wiele cennych kontaktów.
Czego życzyłbym sobie w 2011 roku? Żeby łatwiej było pomagać innym, bo potrzebujących pomocy jest bardzo wielu. Naszym sportowcom życzę wielu pięknych chwil podczas XV Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych na Dolnym Śląsku. A że "w zdrowym ciele zdrowy duch", życzę wszystkim Polakom tego zdrowia jak najwięcej!
