



Prezydent Brack Obama uzależnił rozpoczęcie jeszcze w tym roku prac nad reformą imigracyjną od znacznego poparcia dla sprawy ze strony republikanów. Już teraz jednak wiadomo, GOP może storpedować jego plany.
![]() |
|
Foto: Archiwum
Senator Lindsey Graham
|
Choć po miesiącach ciszy uzasadnianej koniecznością zajęcia się tak istotnymi problemami, jak kryzys ekonomiczny i bezrobocie, Biały Dom poświęcił miniony czwartek na spotkania z orędownikami zmian w niefunkcjonalnym systemie imigracyjnym, nie przyniosło to przełomu. Przeciwnie, zanosi się na to, że wywołująca kontrowersje inicjatywa utknęła w martwym punkcie.
Demokraci, co potwierdził prezydent, nie będą bowiem w stanie sami przeforsować ustawy, która mogłaby zalegalizować status ok. 11 milionów cudzoziemców przebywających w Stanach Zjednoczonych bez ważnych dokumentów.
Republikanie już teraz odrzucają apel prezydenta by przyłączyć się do prac nad reformą. Dał temu wyraz w czwartek w Białym Domu senator Lindsey Graham. Powiedział on prosto z mostu, że jego partia przyłączy się do prac nad reformą systemu imigracyjnego tylko wówczas jeśli demokraci wyrzekną się procedury uzgodnienia budżetu (reconciliation) dla przeforsowania reformy opieki zdrowotnej.
| Nasz komentarz: |
Diabelska alternatywa, czyli ultimatum senatora Grahama |
"Wyraziłem jednoznacznie moje przekonanie, podkreślił ustawodawca z Karoliny Południowej, że jeśli pójdzie w ruch procedura uzgodnienia budżetu (reconciliation), reforma imigracyjna może zostać na rok wstrzymana".
Kompromis w tej sprawie wydaje się mało prawdopodobny. Wprowadzenie za wszelką cenę reformy opieki zdrowotnej jest bowiem głównym priorytetem administracji Baracka Obamy.
ad, r
O reformie imigracyjnej czytaj także:
Imigracyjny dzień Baracka Obamy
Młodzi nielegalni imigranci wychodzą z cienia
Biometryczne karty przybliżą reformę imigracyjną?
Szef sztabu Obamy hamuje reformę imigracyjną
