




W sobotę wieczorem członkowie Izby Reprezentantów uchwalili reformę zdrowia. Ustawa przeszła niewielką większością głosów. Przeciwko niej byli niemal wszyscy republikanie i 38 demokratów. Uchwalenie reformy to wielki sukces prezydenta Baracka Obamy i duży krok na drodze ustanowienia nowego prawa. Zanim jednak ustawa trafi do podpisu prezydenta musi ją jeszcze zaakceptować Senat.
Reforma przeszła stosunkiem głosów 220 – 215. Jedynym republikaninem, który w Izbie Reprezentantów głosował za był Anh "Joseph" Cao z Luizjany. Do reszty członków Partii Republikańskiej, którzy byli przeciw dołączyło aż 39 demokratów.
Głosowanie jest dużym sukcesem administracji Baracka Obamy, w którego programie reforma zdrowia jest jednym z najważniejszych punktów. W sobotę Obama pojawił się na Kapitolu by po raz ostatni przekonywać demokratów do poparcia ustawy. Jak mówił, mają oni okazję przejść do historii bowiem możliwość przeprowadzania tak znaczących zmian "trafia się raz na pokolenie".
Przejście projektu w Izbie Reprezentantów zbliżyło Kongres do przyjęcia najbardziej socjalnego rozwiązania od czasu uchwalenia w 1965 roku programu Medicare.
Wprowadzenie nowych rozwiązań ma według przewidywań kosztować 1.1 biliona dolarów, w ciągu 10 lat. Finansowanie zapewnią nowe podatki, opłaty i cięcia w Medicare.
Po wejściu w życie reformy ubezpieczeniem ma być objętych około 36 mln. Amerykanów, którzy dziś go nie mają. Ustawa przewiduje utworzenie nowego publicznego planu ubezpieczeniowego, tzw. opcji publicznej, do 2013 r., który w założeniu ma być konkurencyjny wobec planów oferowanych przez firmy prywatne.
Reforma pod groźba kar nakłada obowiązek ubezpieczenia się na każdego. Wszyscy ci, których zarobki będą zbyt niskie by pozwolić sobie na przystąpienie do planu ubezpieczeniowego mają otrzymają wsparcie od rządu.
Ubezpieczenie będą musieli oferować niemal wszyscy pracodawcy w USA. Jeśli tego nie zrobią będą musieli płacić kary, wynoszące 8 proc. sumy pensji wypłacanych swoim pracownikom.
Reforma ma obniżyć koszty leczenia, wyeliminować możliwość nieobjęcia ubezpieczeniem kogoś, ze względu na jego zły stan zdrowia lub rozwiązania umowy z kimś kto poważnie zachorował będąc już ubezpieczonym. Praktyki takie zdarzają się czasem w obecnym systemie.
Debata poprzedzająca głosowanie, do którego doszło w trakcie nietypowej, sobotniej sesji pełna była emocjonalnych wystąpień. Niektórzy z członków Izby Reprezentantów, z obu partii, przyszli na obrady z dziećmi, a nawet wnukami, by razem z nimi argumentować za lub przeciw reformie.
Zwolennicy reformy musieli poczynić kilka kompromisów, obliczonych na przeciągnięcie na swoją stronę wahających się ustawodawców, w tym z Partii Demokratycznej. Decydujące było przyjęcie poprawki zakazującej objęcia ubezpieczeniem zabiegów aborcyjnych w każdym z planów, który otrzymywać będzie rządowe dofinansowanie. To przekonało wielu antyaborcyjnych demokratów do poparcia ustawy.
Republikanie, z jednym wyjątkiem, pozostali jednak niewzruszeni i nie poparli reformy. Według nich w proponowanym kształcie nie doprowadzi ona do obniżenia kosztów leczenia ale wręcz przeciwnie do ich podwyższenia. Utworzy niepotrzebną biurokrację i przyczyni się do zwiększenia i tak już olbrzymiego deficytu budżetowego. Poza tym nie ograniczy procesów sądowych za błędy lekarskie, które są dziś zmorą systemu i w znaczącym stopniu powiększają koszty ubezpieczenia.
Ustawą zdrowotną będzie się teraz zajmować się Senat, gdzie demokraci mają znaczącą większość. Jak się przewiduje w izbie wyższej może jeszcze dojść do sporych zmian, zanim ostateczny dokument trafi do podpisu prezydenta.
bat (r)
