



The Polish Legacy Project – WWII zaprosił 15 stycznia Polonię na tradycyjny opłatek i kolędy. Zacna instytucja, zajmująca się upowszechnianiem wiedzy o losach Polaków pokolenia drugiej wojny światowej (m.in. zesłańców do sowieckich gułagów, jeńców niemieckich obozów koncentracyjnych, weteranów oddziałów AK i wojsk polskich walczących na Zachodzie, powstańców, jeńców wojennych), rozszerzyła z czasem znacznie pole działania i uruchomiła kilka lat temu ten projekt, jako projekt lokalnego oddziału Kongresu Polonii Amerykańskiej. Oprócz archiwizowania unikalnych wspomnień tych, którzy przeżyli gehennę wojny i przybyli do USA, organizuje również wystawy, prelekcje i spotkania popularyzujące polskie tradycje.
Polonia zna i ceni działania Legacy Project, stąd wielki tłum wypełnił salę Centrum Socjalnego przy parafii św. Stanisława w Buffalo. Przybyli nie tylko weterani i przedstawiciele licznych organizacji polonijnych, ale również – co najbardziej cieszy – wielopokoleniowe rodziny, nawet z malutkimi dziećmi, młodzież szkolna i uniwersytecka, studenci z bardzo odległych krajów m.in. z Mołdawii czy Korei Południowej – pobierający nauki w Buffalo w ramach programów międzynarodowej wymiany studentów.
Andy Gołębiowski – dziennikarz lokalnej stacji telewizyjnej i przewodniczący Legacy Project – przywitał przybyłych gości zapatrzonych w piękne dekoracje sali. A było na czym wzrok oprzeć: szpalery choinek z wielkimi wycinankowymi gwiazdami otaczały scenę, na której zagościły stajenki betlejemskie, tudzież stoły stały "zaobruszone" świątecznie i przybrane sianem, a girlandy kolorowych szarf, wieńce jodłowe z bombkami i morze pobłyskujących świateł, zdobiące każdy kąt, niemal zahipnotyzowały kolędowniczą brać.
Mary Lou Wyrobek wyrwała ludziska z zapatrzenia, śpiewając i grając na gitarze najpiękniejsze kolędy polskie: "Przybyli do Betlejem pasterze", "Lulajże Jezuniu", "Cicha noc"... Niejednemu Polonusowi błysnęła łezka w oku.
Proboszcz parafii ks. Tadeusz Bocianowski przybył w samą porę z opłatkami. I wielka radość zapanowała na sali, bo jakże się nie cieszyć, nie wyściskać rodaka, gdy się Dziecię rodzi i... Nowy Rok zawitał, niosąc nadzieję na lepsze jutro! Łamali się więc wszyscy opłatkiem, tak jak trzeba, po staropolsku – a Mary Lou dalej śpiewała i otuchy dodawała.
Potem ruszył, kto żyw, do półmisków. Członkowie Legacy Project – jak opowiadała pani Helena Gołębiowska – przez kilka dni szykowali wyśmienite strawy: warzyli barszcz z grzybkami, ulepili ponad 900 pierogów, gotowali i smażyli kiełbasy, przyrządzili polską kapuchę i rozliczne sałatki, nie wspominając o bogactwie wystawionych ciast własnego wypieku. Trzeba by krasomówstwa Sienkiewicza, aby opisać, jak wszystko to z werwą i radością nasza brać pałaszowała i trunków za kołnierz nie wylewała!
Po tak pięknym posiłku pieśni niosły się potężnym echem po sali. Zaś ksiądz Czesław Krysa, autor książek o polskich zwyczajach wigilijnych, nie tylko opowiedział zebranym o tej pięknej tradycji, ale również zaśpiewał rzadko dziś prezentowane ludowe pieśni związane z tradycją bożonarodzeniową. Burzę oklasków przerwało wejście niezwykłych gości. Oto za gwiazdorem, niosącym gwiazdę betlejemską, podążały "dziouchy" w strojach góralskich, a za nimi śmierć, diabeł, anioł i turoń. A jak szli tanecznym krokiem, tak i śpiewali – by gospodarze coś do koszyka dali! The Polish Heritage Dancers – bo oni to przybyli po kolędzie – podbili nie tylko serca, ale i ambicje śpiewacze biesiadników. I nie wiadomo, jak długo by jeszcze śpiewali, gdyby nie wyłączono świateł na sali.
Był to jednak wstęp do przeboju wieczoru – przedstawiono bowiem film o warzeniu krupniku. I nie o zupę tu chodzi, ale o zacny trunek. Wielką ochotę wzbudziła ta prezentacja: jedni śpiewali, drudzy ruszyli do bufetu, a jeszcze inni recepturę skrzętnie zapisywali...
Ach, nie ostudził śpiewaczego zapału nawet brak gitarowego akompaniamentu. Próbowano otworzyć pianino, lecz wieko zamknięte było na klucz. Polak jednakże potrafi – rozebrano więc obudowę instrumentu!
Po celebracji, chciał nie chciał, trzeba było jednak wracać do domu na noc... saniami. A wiatr niósł śpiew – "Ej, kurdesz, kurdesz nad kurdeszami!"
