



W czwartek po południu członkowie związku przegłosowali zgodę na podjęcie strajku, jeśli negocjacje się załamią. "Nie miałam wątpliwości, że pracownicy taką zgodę na strajk wyrażą – mówi naszej gazecie Danuta Klimas, pracownica i członkini 32BJ, związku będącego częścią Service Employees International Union. – To, czego oni od nas żądają, jest nie do zaakceptowania. Pracownicy zasługują na godziwe zarobki i świadczenia, które by im pozwoliły na utrzymanie siebie i rodzin. A zgadzając się na to, co przedstawiciele budynków nam proponują, stracilibyśmy nadzieję na amerykański sen. To byłaby amerykańska nędza".
Jak tłumaczy Klimas, w ramach negocjowania nowego kontraktu przedstawiciele właścicieli budynków domagają się, aby przyszłym pracownikom – przyjmowanym już według nowego kontraktu – płacić niższe stawki. Musieliby oni także płacić sami za świadczenia zdrowotne i emerytalne. Przedstawiciele właścicieli budynków chcą także obciąć niektóre płatne święta, dni chorobowe i zlikwidować nadgodziny. Niektóre miejsca pracy również zostałyby zlikwidowane.
To całkowity wyzysk, który oznaczałby zabranie wszystkiego, co do tej pory wywalczył dla nas związek zawodowy" – mówi Polka, która podkreśla też, że wprowadzenie niższych stawek stanowiłoby także zagrożenie dla tych pracowników, którzy pracują długo i mają normalne stawki. "Bo pracodawcy mogliby się ich łatwo pozbyć i zatrudnić na ich miejsce tych na niższych stawkach" – mówi Klimas.
Maksymalna płaca osób należących do 32BJ wynosi obecnie 47 000 dol. rocznie (22,65 dol. na godzinę).
"Ekonomia jest teraz w strasznym stanie. Wszystko poszło w górę, ubrania, mieszkania, szkoły – już jest się ciężko utrzymać, a jakby jeszcze stawki poszły w dół, to jak tu w ogóle żyć – zastanawia się Polka, podkreślając równocześnie, że "manhattański rynek nieruchomości komercyjnych jest wart ok. 20 bilionów dolarów i zaczyna znowu kwitnąć. A ludzie, którzy sprzątają i dbają o te piękne budynki, ledwo wiążą koniec z końcem. To nie jest w porządku".
Jeśli związkowcy zdecydują się na strajk, od 1 stycznia 22 000 członków związku zawodowego, w tym tysiące Polaków, przestanie sprzątać ok. 1500 budynków na Manhattanie. Dotknęłoby to m.in. Time Warner Center, Rockefeller Center czy Empire State Building.
"Strajk 22 000 osób sprzątających biura na Manhattanie prawdopodobnie utrudniłby prowadzenie biznesów i spowodował niedogodności, które odczułyby tysiące nowojorczyków – mówi Mike Fishman, prezes 32BJ. – Nikt nie chce strajku, a już najbardziej nie chcą go kobiety i mężczyźni sprzątający budynki nowojorskie, ale musimy być na to przygotowani, jeśli właściciele budynków nas do tego zmuszą".
Z kolei Howard Rothschild, prezes Realty Advisory Board (RAB) reprezentującej właścicieli budynków, twierdzi, że ich celem nie jest likwidacja miejsc pracy. "Ale aby utrzymać obecną siłę roboczą, musimy obciąć koszty zatrudniania przyszłych pracowników" – stwierdził Rothchild. Dodał także, że rzeczywiście negocjacje są bardzo napięte i strajk jest prawdopodobny.
***
WIDEO:
Danuta Klimas podczas protestu w tej samej sprawie w Filadelfii:
Faktycznie, sumienny unista zarabia niewiele, ale problem jest, ze wielu zarabia dosyc duzo za bylejakosc i mlodzi prawdopodobnie, za brak selekcji unijnej beda startowac z kompromisu…. Niektore miejsca sprzatane przez nielicznych unistow wolaja o pomoc unistow moze….?

Ekipy sprzatajace biura, jak w socjalizmie, sa nie do ruszenia, przerosniete, przeplacone…Unia rzadzi i jest silna, majacwszedzie swoich politykow, ktorych wspierala..Unia, to dzis czysty biznes.