




Niecodzienny proces rozpoczął się właśnie w New Haven. Nielegalni imigranci zaskarżyli agentów służb imigracyjnych. Twierdzą, że ich prawa zostały naruszone, kiedy policja imigracyjna przeprowadziła serię kontroli i aresztowań wśród osób przebywających w USA bez papierów.
Chodzi o wydarzenia z 6 czerwca 2007 roku. Akcja policji imigracyjnej (Immigration and Customs Enforcement - ICE) nastąpiła dokładnie dwa dni po tym, jak New Haven w Connecticut zdecydowało się wydać mieszkającym tam nielegalnym imigrantom karty identyfikacyjne.
W pozwie napisano m.in., że nie było to rutynowe działanie, a ICE chciały się zemścić na władzach miasta i pokazać, że New Haven nie będzie bezpiecznym azylem dla ludzi bez dokumentów.
W sądzie imigrantów reprezentują studenci wydziału prawa Uniwersytetu Yale. Jako dowód oskarżenia cytują oni m.in. emaile, które wymieniali między sobą urzędnicy ICE, w związku z decyzją o wydawaniu nielegalnym imigrantom kart identyfikacyjnych.
Powołują się także na zapisy rozmów pomiędzy ICE i różnymi prokuratorami, podczas których naradzano się co zrobić z New Haven. Padały tam wówczas sformułowania w rodzaju: "To miasto azylu dla nielegalnych przyprawia nas o ból głowy".
Później policja imigracyjna wystosowała list do władz New Haven przedstawiając w nim swoje wątpliwości w związku z programem ID dla nielegalnych. Potępiono w nim także burmistrza za wprowadzenie programu w życie. Przy czym – według strony skarżącej – funkcjonariusze ICE i prokuratorzy zawarli ciche porozumienie w celu ukrycia zaangażowania służ imigracyjnych w tę sprawę, a list wysłany do władz New Haven został przygotowany tak, by wyglądał jak pismo z prokuratury.
Po tych wszystkich przygotowaniach doszło do aresztowań. Akcja ICE była pierwszą i ostatnią tego rodzaju akcją w roku w New Haven. Agenci skupili się na tych rejonach New Haven, w których mogli mieszkać ludzie z wydanymi przez miasto ID, mimo że na liście osób z nakazami aresztowań znajdowało się wówczas ponad 5 tys. przestępców.
Jak czytamy w pozwie, wkraczano do prywatnych domów bez wymaganych nakazów, a aresztowania przeprowadzano na podstawie rasowego profilowania, domyślając się kto może być nielegalnym imigrantem.
Kiedy jedna z kobiet zapytała agenta ICE, gdzie zabierają jej męża, ten roześmiał się i powiedział, że jadą na koncert Juana Gabriela (znanego meksykańskiego piosenkarza).
Inny z aresztowanych twierdzi, że agenci ICE wpadli do jego domu, gdy jeszcze spał, zerwali kołdrę z łóżka i aresztowali go bez żadnego nakazu.
W czerwcu tego roku sędzia federalny orzekł, że ICE naruszyło prawa imigrantów w czterech przypadkach i nakazał wstrzymanie ich procesów deportacyjnych. Losy pozostałych kilkudziesięciu zatrzymanych wówczas osób potoczyły się różnie. Czwórka zgodziła się wyjechać z USA, reszta walczy w sądach.
Studenci Yale domagają się rekompensat dla imigrantów, których prawa złamano, a także stwierdzenia, że podczas całej akcji naruszona została amerykańska konstytucja.
Rzecznik ICE odmówił komentarza w tej sprawie.
