



Demokratyczny senator Robert Byrd pobił rekord długości zasiadania w Kongresie. 92 letni polityk pełni swoją funkcję od 56 lat i 320 dni.
![]() |
|
Foto: PAP/EPA/Matthew Cavanaugh
Robert Byrd w styczniu zeszłego roku
|
Senator Byrd został wybrany do Kongresu w 1952 roku. Nie było jeszcze wtedy kolorowej telewizji, Józef Stalin rządził Związkiem Radzieckim, a benzyna w Stanach Zjednoczonych kosztowała 5 centów za litr. Jako dwudziestokilkuletni mężczyzna Robert Byrd należał do Ku Klux Klanu, a w latach 60. sprzeciwiał się równouprawnieniu czarnych Amerykanów. Jako jedyny głosował przeciwko nominacjom czarnoskórych sędziów do Sądu Najwyższego.
Poglądy zmienił, gdy - jak sam powiedział - uświadomił sobie, że "Murzyni kochają swoje dzieci tak samo, jak on". Przynależność do Ku Klux Klanu uznał za największy błąd swego życia.
Robert Byrd wziął udział w 18 tysiącach głosowań, a w czasie swojej kariery w Kongresie zanotował 98-procentową frekwencję.
W ostatnich latach podupadł na zdrowiu, ale mimo to w 2006 roku mieszkańcy stanu Zachodnia Wirginia wybrali go na kolejną sześcioletnią kadencję. "Z niecierpliwością oczekuję służby przez następne 56 lat i 320 dni" - napisał Robert Byrd w oświadczeniu z okazji pobicia rekordu długości zasiadania w Kongresie.
Marek Wałkuski (IAR)
