



Na mocy decyzji z 2003 r., by zapewnić różnorodoność wśród studetnów, uczelnie wyższe mogły, ale nie musiały, brać pod uwagę rasy kandydatów przy podejmowaniu decyzji, kogo przyjąć jako studenta. Ta praktyka, zaadoptowana przez wiele uczelni państwowych i prywatnych, prowadzi do przyjmowania większej liczby czarnych i latynoskich studentów niż to miałoby miejsce, gdyby przyjęcia na studia odbywały się wyłącznie na podstawie osiągnięć w nauce.
Te stany, które nie zaadoptowały rekomendacji z 2003 r. – w tym Kalifornia i Michigan – w rezultacie mają na publicznych uczelniach mniej studentów zaliczanych do mniejszości rasowych.
Sędziowie, którzy wydali rekomendację przewidywali, że obowiązywać będzie przez około 25 lat, czyli do 2028 r., po czym nie będzie już potrzebna, bo przyczyni się do zwiększenia różnorodoności w szkolnictwie wyższym.
Teraz Sąd Najwyższy zapowiada, że rozważy czy nie wycofać poprzedniej rekomendacji na skutek sprawy wniesionej przez Abigail Fisher, białą studentkę, przeciwko University of Texas, która twierdzi, iż nie została przyjęta na studia ze względu na swoją rasę.
Decyzja o wycofaniu rekomendacji z 2003 r. może mieć poważne konsekwencje. Przede wszystkim zmniejszy liczbę Afro-Amerykanów i Latynosów na wyższych uczelniach, dając pierwszeństwo studentom rasy białej oraz tym pochodzącym z Azji. Jeżeli zostanie wydana, to na mocy ustawy zabraniającej rasowej dyskryminacji, obowiązywać będzie wszystkie uczelnie, które otrzymują fundusze federalne.
Zwolennicy akcji afirmatywnej ostro zareagowali przeciwko planom sądu, by rozważyć wycofanie rekomendacji sprzed 9 lat.
"Moim zdaniem nie brzmi to dobrze" – powiedział Lee Bollinger, prezydent nowojorskiego Uniwersytetu Columbia, który w 2003 r. jako prezydent Univeristy of Michigan występował jako obrońca akcji afirmatywnej. "Stawia to pod znakiem zapytania kilka dekad wysiłków skierowanych na zbudownanie bardziej zintegorwanego i sprawiedliwego oraz bogatszego środowiska akademickiego" – powiedział.
Sędzia Sandra Day O'Connor podkreśla, iż "różnorodność rasowa wzbogaca dyskusje podczas zajęć, sprzyja harmonii międzyrasowej".
Przeciwnicy przyznawania mniejszościom rasowym większych szans na przyjęcie na studia twierdzą, że "jakakolwiek forma dyskryminacji, za czy przeciw, jest zła" – mówi Hans von Spakovsky z Heritage Foundation. "Nie mieści mi się w głowie, że moja córka, która obecnie składa podania na studia, może zostać nie przyjęta ze względu na rasę" – dodaje.
Argumenty w tej sprawie na pewno zostaną rozważone jeszcze przed listopadowymi wyborami. Kwestia ta może zatem stać się jednym z tematów dyskutowanych podczas kampanii prezydenckiej.
Tym badziej, iż niektóre sondaże wskazują na to, iż część Amerykanów popiera niektóre formy akcji afirmatywnej, ale wiele zależy od tego, jak sformułowane jest w sondażu pytanie w tej sprawie. Wielu ludzi ma jednak pewne zastrzeżenia.

Czyzby “Decyzja o wycofaniu rekomendacji z 2003 r. może mieć poważne konsekwencje. Przede wszystkim zmniejszy liczbę Afro-Amerykanów i Latynosów na wyższych uczelniach” - oznacza automatycznie, ze te grupy reprezentuja mniejszy tzw. poziom naukowy i musza podpierac sie punktami za preferencje, czyli Amerykanin o czarnej skorze (a nie jakis tam Afro-Amerykanin, bo w sumie nie ma Euro-Amerykanow, czy Pol-Amerykanow) lub Amerykanin pochodzacy z np. Meksyku zostanie jakims tam inzynierem, choc mozna by miec duzo lepszego inzyniera bialego, czy z Azji? Nic wiec dziwnego, ze poziom naukowy idzie na psy..