



Sytuacja greenpoinckich bezdomnych, z których większość to Polacy, stała się tematem środowego spotkania w kościele Ascension na Java Street. Uczestniczyli w nim m.in. przedstawiciele organizacji SOS Homeless, miejskiego Wydziału ds. Bezdomnych, biura radnego reprezentującego Greenpoint Stephena Levina i różnych lokalnych kościołów.
Kiedy temperatura spada poniżej 25 stopni F, swoje podwoje otwiera kościół św. Antoniego, gdzie bezdomni mogą spędzić noc w obecności wolontariuszy, którzy pilnują ich bezpieczeństwa.
Jednak podczas środowego spotkania podkreślano, że bezdomni z Greenpointu, którzy m.in. ze względu na barierę językową nie chcą opuszczać polskiej dzielnicy, powinni mieć taki przytułek na stałe.
W rozmowie z naszą gazetą przedstawiciele Wydziału ds. Bezdomnych potwierdzili, że jeśli znajdzie się miejsce w dzielnicy, gdzie można by zaoferować noclegi dla ludzi niemających gdzie mieszkać – kościół czy centrum społeczne – wydział pomógłby w ponoszeniu kosztów jego utrzymania, "nawet ok. 100 tys. dolarów na kilka miesięcy, aby sprawdzić, czy takie rozwiązanie zdaje egzamin".
Znalezienie instytucji, która by się na to zgodziła, nie jest łatwe. Pat McDonnell z Outreach Program na Greenpoincie powiedziała, że w przypadku kościołów, z którymi przedstawiciele grupy chcącej pomóc bezdomnym odbywali już rozmowy na ten temat, często najważniejszą kwestią była obawa, że coś się może stać i ich placówka byłby za to odpowiedzialna. "Greenpoinccy bezdomni to często ludzie, którzy są pod wpływem alkoholu, nie mówią po angielsku, a jeden z nich porusza się na wózku inwalidzkim" – wyjaśniała McDonnell.
Jak powiedziano nam z kolei w kościele św. Stanisława Kostki, "nie ma tam warunków, by urządzić tego rodzaju przytułek". "Wszystkie pomieszczenia mamy już zajęte. Odbywają się tam głównie lekcje religii i nawet za pieniądze nie bylibyśmy w stanie niczego zorganizować" – powiedziała nam pracownica kościoła, która przedstawiła się jako Jadzia.
Janusz Pukianiec, z organizacji Pro-Life Homeless, który od lat zajmuje się pomocą bezdomnym, podkreśla, że taki przytułek powinien powstać, ale niekoniecznie w kościele, bo parafianie mogliby się temu sprzeciwiać. "Może na przykład gdzieś na obrzeżach dzielnicy?" – zastanawia się Pukianiec.
Eryka Volker z organizacji SOS Homeless podkreślała w trakcie środowego spotkania, że nie rozumie, dlaczego ciężar znalezienia przytułku dla bezdomnych z Greenpointu spadł na samych wolontariuszy i kościoły. "To Wydział ds. Bezdomnych powinien szukać miejsca, a tymczasem cały ciężar spada na nas. Tak nie powinno być" – mówiła Volker, która obawia się, że kościoły jako instytucje charytatywne nawet nie będą mogły przyjąć takiej oferty.
Podobnego zdania był Rami Metal z biura Stephena Levina, który zwrócił uwagę, że władze znalazły ogromną przestrzeń przy 400 McGuinness Boulevard i czekają na oferty od organizacji, które chciałyby tam prowadzić przytułek dla 200 bezdomnych z całego miasta (dokonywano by tam oceny ich stanu przed wysłaniem do innego przytułku), ale wyszukanie miejsca dla kilkudziesięciu miejscowych bezdomnych od lat wydaje się niemożliwe.
Wydzial ds.Bezdomnych juz szukal miejsca w ubieglym roku i na pewno by znalazl ale nie dla samych Polakow ale dla kazdego, kto potrzebuje schronienia. Mieszkancy dzielnicy nie chcieli sie na to zgodzic, bo bali sie najazdu kolorowych z innych dzielnic. No to teraz niech sobie sami radza ze swoimi bezdomnymi. Jak widac nikt nie chce i swoich.

Zgadzam saie z Eryka Volker: To Wydział ds. Bezdomnych powinien szukać miejsca, a tymczasem cały ciężar spada na nas. Tak nie powinno być”...