



Ostatnio Ameryka jest przedmiotem powszechnej krytyki. To nawet modne. Tym bardziej, że do minionych ale wciąż wypominanych, prawdziwych i urojonych historycznych grzechów Stanów Zjednoczonych ostatnio doszedł nowy, ale bodaj najważniejszy – kryzys.
Winny jest dolar – bo spada. Gospodarka – bo dołuje. I urzędnicy INS – bo nie dają nam wiz, choć z drugiej strony – po co nam te wizy, kiedy Chińczycy właśnie wyprzedają za bezcen dolarowe rezerwy walutowe...
No ale Thanksgiving za pasem, tymczasem Święto Dziękczynienia jest dla Amerykanów tym, czym dla nas Wigilia – momentem, gdy puszcza się w niepamięć przeszłe winy, choćby tylko w imię minionych zasług. A przecież nieustannie ją krytykując (zresztą nie bez racji), świat ma też Ameryce cokolwiek do zawdzięczenia.
My zresztą też. Na przykład Aleje Stanów Zjednoczonych. I jeszcze Rondo Waszyngtona.
No ale mówiąc poważnie, to niezależnie od specyficznej polityki imigracyjnej, za oceanem mieszka w tej chwili mniej więcej dziesięć milionów obywateli polskiego pochodzenia, którzy kiedyś znaleźli tu drugi dom i zastępczą ojczyznę. Nie bez powodu Chicago jest największym – po Warszawie – ”polskim” miastem na świecie.
W podobnych proporcjach pozostają relacje demograficzne między Kubańczykami na Kubie i tymi z okolic Miami, oraz mieszkańcami Tel Awiwu w porównaniu z ich rodakami z Nowego Jorku. A to tylko kilka pierwszych z brzegu podobnych przykładów.
Nasze zielone karty i niebieskie paszporty też nie wzięły się znikąd. Pewnie, że teraz łatwiej i prościej zamieszkać (i zarabiać) gdzieś w Unii Europejskiej. No ale w tej Unii to też znaleźliśmy się – w pewnym przynajmniej sensie – dzięki Ameryce i polityce międzynarodowej prowadzonej przez Stany w ciągu kilku ostatnich dekad.
Ale zostawmy historię, bo tutaj grunt do rozważań bywa grząski nawet dla zawodowych politologów.
Wystarczy za to otworzyć dowolną publikację dotyczącą odkryć naukowych czy rozwiązań technologicznych stojących za postępem cywilizacyjnym, by powody wdzięczności jaką reszta świat powinna żywić względem Ameryki stały się bardziej oczywiste. Trzeba tylko spojrzeć na słupki.
Z tej ściśle statystycznej, w związku z czym operującej suchymi faktami wyliczanki wynika, że rzeczywistość, jaka stała się w naszych czasach udziałem statystycznego Kowalskiego urządziła temuż Kowalskiemu właśnie Ameryka. Czy też raczej najbardziej zdolni i kreatywni Amerykanie.
Przynajmniej od połowy minionego półwiecza Stany Zjednoczone zdecydowanie dominują w dziedzinie zarówno nauki jak i rozwoju technologii, awansując do roli niekwestionowanej intelektualnej potęgi współczesnego świata. Pięć ostatnich dekad w dorobku amerykańskiej nauki to 83 noblistów w dziedzinie medycyny, 54 z chemii i 71 z fizyki.
Zdjęcie: Archiwum
Komputer to jeden z wielu amerykańskich wynalazków
Amerykańską zasługą jest nie tylko podbój, a przede wszystkim badanie przestrzeni kosmicznej, ale też – na przykład – transplantologia. Oraz większość nowoczesnych leków i procedur medycznych. Z Nowego Świata pochodzi nie tylko Facebook, ale także ”platforma” tegoż Facebooka, czyli same komputery i większość ich oprogramowania. Tu powstała pierwsza komórka i telewizja cyfrowa. Klimatyzator. Radio. Telewizja. Pralka i zmywarka. No i Internet.
Stany Zjednoczone ostatnich dekad stały się zresztą nie tylko liderem nowych technologii stosowanych powszechnie w życiu codziennym. To także ojczyzna kultury masowej, która – kto wie czy nawet nie bardziej niż rewolucja informatyczna – zmieniła świat i samą Amerykę.
Ze Stanów wzięła zresztą swój początek nie tylko kultura dla każdego Kowalskiego, ale także idea masowej motoryzacji oraz... konfekcji dla mas. No i mass-media. I jeszcze pop-art , ale też – dla równowagi – abstrakcja ekspresjonistyczna.
Zjawiska i przedmioty, idee i symbole, trendy i mody amerykańskiego pochodzenia można w ten sposób wyliczać przez pół Weekendu, a ich lista i tak pozostanie daleka od zamknięcia. Bo Stary Świat zawdzięcza też Nowemu coca-colę oraz bary McDonald’sa. Dżinsy i gumę do żucia. Corvettę, burbona i colta. Bejsbol i boeinga. Human Genome Project. Jazz i statek parowy. Gry wideo i motocykl. Celuloid i żarówkę. Laser, sztuczne serce oraz... papier toaletowy.
I choćby tylko z powodu tego ostatniego należy się Ameryce głęboka wdzięczność jego użytkowników na wszystkich krańcach globu. Przynajmniej ten jeden raz w roku. Z okazji Święta Dziękczynienia.