



Ma też swojego zbiorowego, ulubionego bohatera. To stróż szeroko rozumianego prawa, czyli człowiek przywracający prawny, moralny bądź obyczajowy law and order. W licznych zresztą wcieleniach, od oficera śledczego z CSI (Taylor, Caine), poprzez patologa-mściciela (Dexter) po wytrawnego lekarza-diagnostę (House). Tak przynajmniej wyglądały w minionym roku preferencje Amerykanów regularnie oglądających seriale rodzimej produkcji.
Według rankingów popularności opartych na danych telemetrycznych, największą widownię zgromadziła w ubiegłym sezonie seria kryminalna "NCSI". W pierwszej piątce najchętniej oglądanych seriali znalazły się jeszcze "CSI Los Angeles" i "CSI Las Vegas" oraz inne produkcje spod znaku zagadek kryminalnych – "The Mentalist" i "Criminal Minds".
Tę samą tendencję daje się zauważyć w wynikach plebiscytów na Najlepsze Seriale Dekady, Sezonu, Roku i tak dalej. Amerykanie wyraźnie lubią zabawę w policjantów i złodziei, z nieodzowną postacią dzielnego szeryfa, który w końcu doprowadza do rozwikłania wszystkich zagadek i przywrócenia prawnego i moralnego porządku.
W czołówkach serialowych list przebojów powtarzają się więc produkcje portretujące wymiar sprawiedliwości oraz...świat przestępczy. A wygrywają te, które które operują przewidywalnym schematem, czyli takie, w których na końcu – po wielu intrygujących zwrotach akcji – dochodzi jednak do rozwikłania zagadki i ukarania przestępcy, sprawiedliwości staje się zadość, a widzom przywrócone zostaje kojące poczucie bezpieczeństwa. Z podobnych – jak utrzymują filmoznawcy – powodów nieustającym zainteresowaniem Amerykanów cieszą się także seriale "medyczne". Tam też dochodzi zwykle do dramatycznych incydentów z cierpieniem i zagrożeniem życia w tle, zespół kompetentnych fachowców skutecznie interweniuje, pacjent wraca do zdrowia i wszyscy żyją długo i mniej lub bardziej szczęśliwie. Dodatkową atrakcyjność zapewnia tym wszystkim produkcjom powszechne zainteresowanie codziennością zawodową i życiem prywatnym przedstawicieli wysoko społecznie cenionych profesji lekarza, polityka, prawnika czy przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości.
Przeciętny amerykański konsument seriali lubi też bohaterów, którzy łamią normy i konwencje w dobrej intencji. W tym także kryminalistów z misją, takich jak Dexter czy bohater podbijającego właśnie ekrany i serca amerykańskich telewidzów produkcji "Breaking Bad". Zdaniem medioznawców dowodzi to przemiany, jaka dokonała się w minionych latach nie tylko w amerykańskich gustach, ale także w postawach etycznych. Kanon wartości moralnych przeciętnego Amerykanina powoli nabiera kolorów. Obok czerni i bieli pojawiło się – i domaga wypełnienia – miejsce na obyczajową i egzystencjalną szarość. Dzięki tej zmianie w ciągu minionych dwóch dekad niektóre amerykańskie seriale z ckliwych, schematycznych opowiastek z morałem zmieniły się w interesujące, atrakcyjne formalnie, niebanalne analizy współczesności. Owa zmiana tłumaczy powodzenie takich mocno kontrowersyjnych seriali, jak wymieniane wśród The Best 10 21. stulecia "The Wire", "The Sopranos", "The West Wing","Deadwood", "Mad Man" czy "Six Feet Under".
Niemniej, według rankingu Najchętniej Oglądanych Produkcji TV Minionej Dekady Reutersa, rekord popularności pobił jeden z odcinków obyczajowej komedii "Friends", który 6 maja roku 2004 zgromadził przed telewizorami 52,5 miliona widzów!
Wbrew wymienionym wyżej rankingom, w swoich serialowych upodobaniach Amerykanie nie różnią się więc jakoś drastycznie od Polaków, którzy największym zainteresowaniem obdarzają nie żadne tam "siesaje" i "kryminalmajndy", tylko swojskie "Ranczo" oraz ckliwe "M jak Miłość".