



Wiem. Praca i raj – to kłóci się z sobą. Ale ja przebywam w ziemskim raju i tam trzeba też pracować!
Ten raj urządzony jest w górach, nazywających się Alpy. Sam raj nazywa się Liechtenstein i leży między Austrią a Szwajcarią. Kiedy waliła się Austria jesienią 1918 roku, mały Liechtenstein (dalej zwany “FL”, bo auta tu mają takie oznaczenie) odczepił się od niej, czując gigantyczne zmiany na gorsze i doczepił się do Szwajcarii, przeczuwając tam ewolucję na lepsze.
I miał rację. Kiedy zacząłem tu pracować w 1982 roku, na terenie malutkiego księstwa istniały trzy banki; teraz jest ich 37. Jakoś sobie radzą w sytuacji globalnego kryzysu. Dlaczego? Bo jesteśmy w raju. W żadnej pracy nikt nigdy nie wie, kto ile zarabia. Sytuacja zatem rajska, jako że nikt nie może uskarżać się w nieskończoność, iż mniej zarabia niż jego kolega X, gdyż nie ma na to danych.
Tak jak w raju nie było danych. Nie było też tam przemysłu ciężkiego, tak jak w FL. Jest to zaprzeczenie, jak wiadomo, doktryny komunistycznej, wedle której do bogactwa można jedynie dojść przez rozwój przemysłu walcowniczego, zbrojeniowego i hutniczego. Tu droga do raju wiedzie przez zajmowanie się pieniądzem. Niekiedy jest on zabrudzony, ale czyste alpejskie powietrze oraz znane rzymskie przysłowie łacińskie “pecunia non olet”, czyli “pieniądze nie śmierdzą” działają tu cuda. Jest tu wiele biur tzw. powierniczych, gdzie kłębią się tłumy klientów z całego świata. Oni sami pukają do drzwi tych instytucji, czyli do bram raju.
Gdzie indziej trwają wojny, nierozwikłane konflikty zbrojne, krwawe rzezie etniczne. Tu w FL jest spokój, którego podstawą jest demokratyczna forma monarchii. Mianowicie bazą jest polityczny dualizm, czyli jednakowy wpływ na arenie politycznej księcia jak i rządu. Każdy ma połowę wpływu, każdy musi się liczyć z władzą drugiej strony. Działa to idealnie.
Zdjęcie: Archiwum
Do każdego raju należy dobry system podatkowy. Od czterdziestu lat funkcjonuje on wspaniale. Mianowicie nie ma podatku od majątku, od dóbr materialnych. Nie ma progresji. Natomiast jest podatek od pracy. Pracując od niemal 30 lat, jestem oszacowany stale na 9% podatku w skali rocznej. Mniej zarabiający płacą 6% podatku, więcej zarabiający – 9%. To jest najwyższy pułap opodatkowania. Gdybym pracował w sąsiedniej Austrii, gdzie mieszkam i której jestem obywatelem, płaciłbym od zarobku 42% podatku!
Podatki płacę w skali miesiąca, a one są obliczane w skali rocznej. To powoduje różnice w rachunkach. Każdego roku na początku jesieni, czyli plus minus, na początku kolejnego roku szkolnego (jestem nauczycielem – nauczam po niemiecku łaciny, francuskiego i włoskiego), otrzymuję z ratusza stołecznej gminy Vaduz pismo, wyjaśniające ile mi zwraca władza podatkowa, która zabrała sobie trochę za dużo moich pieniędzy z puli podatkowej. Raj. Wpłacają mi różnicę na konto, czyli kilka tysięcy franków szwajcarskich, gdyż tak nazywa się waluta FL. Jest to jedyny kraj na świecie poza Szwajcarią, gdzie zarabia się we frankach szwajcarskiich. Wedle prognoz ekonomicznych euro nie tak szybko tu dotrze! Mały FL, o powierzchni 160 km kw., nie chce euro!
Jestem tu od dziesiątków lat urzędnikiem państwowym, który na początku kariery przybył z egzotycznej, wówczas komunistycznej Polski. Fakt bycia urzędnikiem państwowym oznacza również z kolei, iż co roku od dziesiątków lat na początku grudnia otrzymuję automatycznie prezent od rządu książęcego: (a) podwójny komplet wszystkich znaczków pocztowych w pięknym etui, wydanych w danym roku – podwójny, gdyż jeden zestaw ma pieczątki a drugi nie; (b) trzynastą pensję, będącą wypadkową statystyczną średniej pensji w skali owego roku; (c) list gratulacyjny i dziękczynny podpisany osobiście przez Premiera Rządu Książęcego, życzący mi i mojej rodzinie miłego startu w następny rok kalendarzowy.
Rajski moment przeżywają też ci Austriacy, którzy mają małe dzieci w Austrii, a pracują w FL. W Austrii zasiłek na dziecko jest oczywiście niższy aniżeli w FL. Zatem raz na rok wypłaca się pracownikowi austriackiemu pracującemu w FL różnicę, aby nie był dyskryminowany przez fakt, iż nie jest obywatelem FL. Dba się zatem o dobro obcokrajowców (!) zatrudnionych na rynku pracy FL.
Rynek pracy jest nader oryginalny. W FL mieszka około 30 000 osób. Z tego tylko dwie trzecie jest obywatelami FL. Główna masa obcokrajowców to Szwajcarzy, Austriacy i Niemcy. W sumie mieszka tu 108 nacji, z czego by wynikało, że tylu przedstawicieli narodów świata rozpoznało ten teren: tu jest raj! Najciekawsze jest to, iż miejsc pracy jest więcej niż obywateli! Stąd stałe zapotrzebowanie na obcą siłę roboczą. Trzeba ściągać obcych robotników do pracy! To konstans na rynku pracy w FL. Codziennie dojeżdża z Austrii, Niemiec i ze Szwajcarii armia kilku tysięcy pracowników, do której należy niżej podpisany.
Z powyższych danych statystycznych wynika również, iż w FL nie ma bezrobocia!
Ten tekst wygląda na reklamowy folder “przyjedź do FL i pracuj tu, a czuć się będziesz jak w raju!” Tak dobrze nie jest. Są dwie przeszkody na ścieżce do raju: primo FL nie jest członkiem UE, lecz jedynie Europejskiej Przestrzeni Gospodarczej i właśnie w jej strukturach jest absolutnie jedynym krajem europejskim, gdzie nie wolno osiedlać się bez zezwolenia policji. Gwarancja swobodnego osiedlania się jest zapisana w krajach członkowskich UE, ale nie działa w FL. Tu policja musi powiedzieć “tak” na chęć osiedlenia się. FL nie jest w UE i nie chce w niej być, bo mu tak wygodniej.
Secundo: w FL mówi się oficjalnie po niemiecku. Trzeba znać język niemiecki, aby tu zamieszkać i uzyskać miejsce pracy.
Jak to z rajem bywa: jest wspaniały, ale dostać się do niego trudno.