



Piotr M. postanowił wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet. Ale bez peronówki i bez ważnego biletu nie chcieli go wpuścić na peron. Wrócił więc do hali kas. Gdy swoje odstał w kolejce, kasjerka powiedziała mu, że to nie ona jest od udzielania informacji. Stanął więc w kolejce do informacji, by w końcu dowiedzieć się, że kuszetka do Warny odjeżdża o 8 wieczorem, ale czy są miejsca to już musi dowiedzieć się w kasie. Gdy odstał swoje do kasy, i już, już dochodził do okienka, kasjerka poszła na drugie śniadanie. Poszedł więc do jeszcze innej kolejki, by tylko dowiedzieć, się że sypialne i kuszetki sprzedają na piętrze. Tam wreszcie kupił bilet, ale pani nie miała reszty, więc poszedł do kiosku, gdzie nie chcieli mu rozmienić pieniędzy, więc kupił "Playboya", gumę do żucia Orbit, czekoladki Mars, kosę i serwis obiadowy. Gdy wszedł na peron, pociąg już odjeżdżał, rzucił się więc w pogoń i ostatkiem sił uchwycił stopni. Przedtem jednak wykonał długi, pożegnalny pocałunek z Olgę Wasiliewiczówną, która wiedziała, że on już z tej podróży nie wróci, a jej przyjdzie zostać samej w gułagu. Już w korytarzu, Piotr zaczął zaglądać do przedziałów klasy drugiej. Pierwszy wesoła grupa wypełniła w całości. W drugim para, nie życząc sobie współpasażerów, zamknęła drzwi od środka. Wszedł do trzeciego, a tam żołnierzyk schowany pod paltotem chrapie. Odpocznij sobie, żołnierzyku, wytrzeźwiej, do matuli jedziesz z jednostki, żołnierzyku, a może uciekłeś by matulę, matkę swą w tę wigilijną porę zobaczyć. A obok niego pleban przysadzisty z koszyka kiełbasę wyjmuje, i sól i okowitę, i bochen chleba wyrychtowany przy kościelną Zochę. "Dzień dobry" Piotr grzecznie mówi i siada, a tu pomidorem dostaje od dziecka nadpobudliwego. Dziecko miny robi, za nos go targa, uszy wyrywa. Przesiada się więc Piotr M. do kolejnego przedziału a tam gitara, alpaga, młodzież dorodna śmieje się perliście, a wesoło się kuksa, za łby bierze, za kolana łapie, koleżanki obmacuje. Nie ma wśród nich miejsca dla Piotra, idzie więc dalej, zgarbiony, z tobołkiem Samsonite, przez korytarz, i inżyniera Mamonia mija. A ten mówi: –"Nadgania, nadrabia. Pod Malborkiem był 20 minut spóźniony, a teraz już dwanaście. Znam te strony, cementownię w Małkini właśnie minęliśmy. Może dojedziemy na czas do Berdyczowa." Okno otwiera, przeciąg robi i jara sporta bez filtra i z innym inżynierem męska rozmowę o kolejach prowadzi. Żony ich w przedziale dzieci przekładają, piersią karmią, przyrodę i historię na mijanych krajobrazach objaśniają. Omija ich Piotr M., sielanki nie chcąc przerywać.
Zdjęcie: Archiwum
Siada w kolejnym przedziale. Sam jest, rozpiera się więc, siedzisko wymaszcza, a tu jakaś siła potężna w oparcie go wciska, a oparcie drewniane jest, bo takie są ławy w hinduskich pociągach.Tłok w przedziale niemożebny, dzieci mu na kolanach siedzą, kozy beczą, kury gdaczą, pariasi na zewnątrz wagonu uczepieni jak winogrona. Do tunelu wjeżdżają, wyjeżdżają już bez pariasów, którzy porwani pędem w tunelu zostali. A ci na dachach piknik sobie robią, muzyki słuchają, filmy oglądają z bogatej oferty zapewnianej przez koleje Deutsche Bahn. I przyspiesza nagle pociąg ale stukotu nie słychać, bo na poduszce magnetycznej jedzie i za oknami tylko smugi podłużne widać zamiast przyzb i pastwisk z poczciwymi krowami rasy polskiej. A krowy w Indiach święte są. Piotr chce coś kupić, próbuje więc okno rozewrzeć, ale przyspawane ono. Szkoda, bo na peronach stacyjek baby siedzą i jagody ze śmietaną sprzedają, i kumys, żurek w słojach i coca-colę w puszkach nieschłodzoną, i pierożki smaczne domowe, maniok, bataty, hamburgery, a także zestawy garnków ze stali nierdzewnej, chińskie zabawki, baterie i zniszczone wydania Dostojewskiego i Milewskiego. Nagle pociąg zapada się. To wiadukt się wali nad peruwiańskim kanionem Colca. Inżynier Malinowski za głowę z rozpaczy się łapie, polonijni podróżnicy zdjęcia sobie do gazety robią. Ale pociąg jakoś się uchwycił metalowymi zębami kół drugiego brzegu i dalej dziarsko się wspina. Puf puf, sapie lokomotywa. Ogniomistrz Kaleń dodaje węgla do kotła. Oj, zagrzałaby się moja Olga Wasiliewiczówna, a i ja bym ja ogrzał, że hej! Idzie Piotr dalej, z toalety skorzystać. Tam jednak ośmiu studentów w butach narciarskich się gnieździ, o łaskę konduktora proszą. Flaszeczkę panu kierownikowi damy, i coś w rękę, przecież rodzinę ma, co ma państwu oddawać. Do drugiej więc toalety chce wejść, by dłonie z pyłu obmyć, lecz tam Emmanuelle piękna w miłosnych jest uściskach z Jamesem Bondem. Kochają się w wersji soft-porno, bez penetracji. Idzie dalej wędrowiec i do pierwszej klasy się nieśmiało wkrada. A tam kryształy, Orient Expres, dach szklany, dywany perskie, a maharadża jajecznicę na boczku z pieczywkiem i herbatą ekspresową szykuje. Agresywny wyrostek w dresie i szaliku Jagiellonia Białystok rozbija stoliki kijem bejsbolowym i kusi: "Zimne pywo!"
Zdjęcie: Archiwum
Pędzi TGV i pędzi, mija zamki nad Loarą i pola ryżowe. Jedzą pasażerowie jajka na twardo, a z bibułek pobierają palcami sól i pieprz. Z termosów bucha herbata z cytryną dobrze osłodzona, zimne światło bije z ekranów laptopów na twarze biznesmenów codziennie trasę Warszawa-Katowice przemierzających. To Inter City jest, pierwsza klasa, nie w kij dmuchaj, tak więc zaraz wafelki w polewie dostaną i kubek neski w podarunku od kolei. A kelner mówi do przy tym: "Passportkontrole!" I psem Szarikiem szczuje.
Chroni się Piotr M. przed tym zgiełkiem, do kolejnej toalety wpada, a tam potężny Igor bez oka od tyłu metalową linką go dusi i drzwi otwiera i na zewnątrz wypchnąć usiłuje. Broni się Piotr, gdyż w walizce pluton posiada, który całą kulę ziemską zniszczyć może. Dźga agenta Igora nożem z Warsu, wyłupuje mu drugie oko plastikowym widelcem, którym batonik prince polo podrobić zamierzał. Wyciera skrwawione ręce szarym karbowanym papierem toaletowym. Wchodzi do sypialnego, zamyka mahoniowe drzwi. Wrzątek i czaj od konduktora zamówić już zamierza, a tu na łóżku, w ponętnym mundurze wopistki, patrzy na niego zalotnie caryca Marusia we własnej osobie.