



Ach, te paradoksy. Nie wolno jeździć na rowerze bez kasku, bo dostanie się mandat. Kask powinno mieć nawet małe dziecko na małym rowerku. Ale żadne prawo nie zmusza, żeby na rowerze był reflektor i dzwonek ostrzegający przechodniów. Rowerzysta może więc jechać po nocy bez świateł, pod prąd, po jezdni lub po chodniku roztrącając przechodniów. Nie musi też zdawać najprostszego nawet testu ze znajomości przepisów ruchu drogowego. Ale jak kasku nie ma, mandat dostanie. No, chyba, że jest Meksykaninem lub Chińczykiem rozwożącym szybko jedzenie. Wtedy wszyscy przymykają oko. Najwyżej się zabije.
Alkohol wolno spożywać w miejscach publicznych. No, właściwie to nie wolno, ale jak jest w papierowej torebce, to policjantowi nie wolno do niej zajrzeć. Jeśli jest w torebce przezroczystej, grozi mandat. Mandat grozi także, choć jeszcze nie widziano, aby ktoś go wystawiał, gdy niesie się w ręce na ulicy butelkę np. coca-coli, bez torebki. Dlaczego? Solidarność z pijakami? Tłumaczenia są niejasne.
Karę pieniężną płaci się za jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, ale mało kto dostaje mandat za: zmianę pasa ruchu i w ogóle kierunku bez sygnalizowania tego migaczem, za wpakowanie się na skrzyżowanie kiedy już wiadomo, że utknie się po zmianie świateł na jego środku, za nieustanne używanie klaksonu. Przechodnie teoretycznie powinni dostawać mandaty za przechodzenie na czerwonym świetle, ale w rzeczywistości pchają się pod koła samochodów, nawet gdy obok stoi policjant. Bo przecież kierowca mnie nie zabije, przecież nie chce iść do więzienia! Na wszelki wypadek, przechodzień wystawia kierowcy palec. Policjant to wszystko widzi, ale nie reaguje. Zajęty jest wystawianiem mandatów nielicencjonowanym grajkom w metrze albo ściganiem sprzedawców podrabianych torebek Louis Vuitton.
Na plaży policjanci zajęci są natomiast tropieniem i karaniem osób, które: słuchają głośnej muzyki, piją piwo, chodzą topless, fotografują dzieci. Za fotografowanie cudzego dziecka także w miejskim parku lub okolicach szkoły można być zaaresztowanym. Kara grozi też za dotknięcie cudzego dziecka, pogłaskanie go po główce i oczywiście za wzięcie na ręce (tu dochodzi zarzut próby porwania). Pogłaskanie cudzego psa bez zgody właściciela nie jest jeszcze nielegalne, ale jest niegrzeczne. Jeśli pies wtedy ugryzie, właściciel nie ponosi odpowiedzialności, gdyż nie ma obowiązku nakładania psom kagańców. Nawet w windzie. Ale za to nie wolno psa, choćby miał kaganiec, wprowadzić do autobusu lub metra. Albo lokalu, gdzie sprzedaje się żywność. W metrze nie wolno poza tym: jeść, pić, sprzedawać, żebrać, grać, słuchać głośnej muzyki, ale akurat nikt tego nie sprawdza. Sprawdzają nam natomiast torby, gdy wchodzimy do metra.
Ilustracja: Marcin Kulabko
Karane jest sprzedanie alkoholu osobie, która dopiero jutro skończy 21 lat. Ale można z nią mieć seks; a 18-latka może też iść do wojska i głosować. Natomiast w dyskotece musi się wylegitymować i dostanie na przegub dużo różnych opasek i pieczątek. Gdy tajny policjant zauważy tu uchybienia, właściciel klubu nie wykaraska się z kar.
Karę zapłaci także właściciel restauracji, która nie posiada “cabaret licence”, a raptem jakaś para konsumentów zacznie sobie tańczyć. Grzywnę zapłacą osoby, które zapalą papierosa. Gdziekolwiek.
Kiedy się buduje albo kupuje dom, wszystko musi sprawdzić inspektor. Gdy komin jest za krótki, okno za wąskie, a trawa za ruda i za długa, płaci się karę. Płaci się ją też za wysłanie o dzień za późno spłaty na kartę kredytową. Już nie grzywna, ale wiele lat więzienia grozi za posiadanie marihuany, nie mówiąc już o kokainie. Ale syrop na kaszel, który także działa narkotycznie, można pić litrami. Kupi je też dziecko i to takie bez kasku na główce.
Nie ma jeszcze kary dla kobiet za chodzenie po plaży topless, a mężczyzn – w speedo. Nie, na pewno już są! Nie wolno pokazać w telewizji sutków kobiety, ale wolno – mężczyzny. Nie wolno pokazywać genitaliów. Można natomiast mówić o genitaliach przez całą dobę w programach telewizyjnych. Ale te genitalia muszą być określane tylko pewnymi słowami; te wulgarne zostają zagłuszone. A wstydliwe miejsca ciała – elektronicznie zasłonięte.
Nie wolno kąpać się w morzu, gdy nie ma ratownika. Ani w basenie osiedla kondominiów, kiedy jest już po sezonie. Sezony wyznacza Naczelnik. Kara grozi za wejście do lasu, polanę i do jeziora, gdyż to wszystko jest czyjeś. A jak jest niczyje, to można biwakować tylko w miejscach do biwakowania, a siedzieć – na miejscach do siedzenia.
Za ciężkie zbrodnie jest się karanym karą śmierci, ale na jej wykonanie czeka się wiele lat. Podczas ich trwania, ma się prawo do telewizora i książek w celi, a przed samą egzekucją – do smacznego posiłku i chyba też papierosa. Tu nie jestem pewien, czy skazaniec musi wyjść na zewnątrz, czy może zapalić w zamkniętym pomieszczeniu, za co normalnie grozi przecież kara.
Poza tym, nie wolno: filmować, opisywać, dotykać, komplementować, chodzić bez stanika pod spodem, mówić słowa na “f”, opowiadać kawałów o Żydach i Polakach, wrzucać piłkę do kosza po gwizdku, parkować we wtorki po stronie parzystej, zatrzymywać się koło pompy, fotografować dworzec używając statywu, jeździć bez czterostronnego ubezpieczenia, pukać do sąsiadów po 10 wieczorem, strzyc trawnik w niedzielę, wyrzucać butelki z pozostawiona zakrętką, życzyć “Merry Christmas”, całować się w miejscu publicznym, karmić piersią gdy patrzą ludzie, smucić się, narzekać, łowić ryby przed i po sezonie.
A poza tym – wszystko wolno.