W poprzednim życiu nie mówiłem po polsku ani po angielsku, tylko po gibraltarsku. To język, którym mówi bardzo mało ludzi. Podobny do rosyjskiego i trochę do hiszpańskiego.
Kiedy wprowadziłem się do tego domu, miałem blisko do Seven Eleven. Minęły lata. Seven Eleven jest w tym samym miejscu, ale odległość jest coraz większa. Strasznie się wydłużyła. Dziwne, prawda? Kiedyś był to mały spacerek, teraz duża wyprawa, a w połowie drogi muszę na chwilę przysiąść i odpocząć. No, ale nie należy się przejmować takimi sprawami.
Wszystko będzie dobrze,
Dobre chęci, ładne widoki,
Układ słoneczny niedaleko pada.
(Elektryczne gitary)
Zdjęcie: Archiwum
Zatoka Gibraltarska
Język gibraltarski podobny jest do rosyjskiego, bo w XVII wieku podczas burzy na morzu rozbił się tam rosyjski żaglowiec "Batiuszka" i załoga żaglowca została już na zawsze w Gibraltarze, żeniąc się z Hiszpankami. Byłem zatem w poprzednim życiu potomkiem kapitana "Batiuszki" Wsiewołoda i Carmencity. Stworzyli oni nowy, mieszany język.
Zawsze mi się wydawało, że Meryl Streep jest nie tylko świetną aktorką, lecz także prywatnie bez skazy. Teraz mam wątpliwości. Gdy Sandra Bullock dostała Złotego Globusa, Meryl jej gratulowała, całowały się, jednak zapytana, co myśli o tym, że nagrodę dostała Bullock, tylko coś wymijająco bąknęła i jakby się skrzywiła. Chyba mi się to nie przywidziało.
Całowanie się z takiej okazji nic nie znaczy, to po prostu rytuał.
Globus dla Bullock nie był dla mnie największą niespodzianką tego dnia, ale mniejsza z tym, poczekajmy do Oscarów. Jeśli "Avatar" znów zostanie uznany za najlepszy film, to kto wie, być może, ewentualnie, będę musiał go prędzej czy później zobaczyć, choć nie przepadam za filmami, w których wszystko się wali i trup ściele się gęsto. Oczywiście są wyjątki. Powiedzmy Angelina Jolie jako Lara Croft. Wszystko się wali, potwory wyłażą z podziemi, trup ściele się gęsto, ale jest Angelina. Zamiast "Avatara" wolałbym też być może jeszcze raz zobaczyć "Avalon". Warszawa w ruinach, trup ściele się gęsto, ale to Małgorzata Foremniak strzela. Albo Uma Thurman w "Kill Bill". Albo Natalie Portman, która wysadza w powietrze Londyn.
Jeśli chodzi o Larę Croft, to przypomnę, że jej brutalnymi przeciwnikami byli iluminaci, nie są więc oni wymyśleni dopiero teraz. Jeśli mam oglądać na ekranie kogoś, kto z iluminatami walczy, to wolę, żeby to była Angelina, a nie Tom Hanks. Ogólnie jednak nie przepadam wcale za takimi filmami.
W poprzednim życiu byłem jeszcze bardziej sentymentalny, romantyczny, jak to mówią w Gibraltarze, lubiłem kawałki "serce szczypatielne". Kin jeszcze wtedy nie było, był teatr. Na krwawego "Makbeta" bym nie poszedł, nawet gdyby tę sztukę napisał jakiś znany autor. Z melodramatów pamiętam "Córkę burmistrza".
Porucznik kochał się w pięknej córce burmistrza Floribelli. W pierwszym akcie przyjmowała jego wyłącznie słowne zaloty, spacerowali i chodzili na lody. Był delikatny i nie ciągnął w krzaki w parku. W drugim akcie przyjechał do miasta wędrowny kupiec, który zrobił na niej większe wrażenie, bo choć nie był wcale delikatny, to mówił wierszem i dawał prezenty.
Floribella ochłodła dla porucznika i powiedziała mu tak:
– Wybacz, ale nie będziemy już spacerować i chodzić na lody, bo wydaje mi się, że zakochałam się w innym.
Porucznik załamał się kompletnie i strzelił sobie w łeb. Nie trafił jednak zbyt dokładnie i tylko się zranił. W trzecim akcie przyszła do szpitala Floribella, trochę jakby wymizerowana, siadła koło jego łóżka i rzekła:
– Wiem, że strzeliłeś sobie w łeb z miłości do mnie, bo kochałeś mnie prawdziwie, nie to co on. Gdybyś teraz mi się oświadczył, powiedziałabym "tak", ale wątpię, czy to zrobisz, gdy wysłuchasz, co ci wyznam. Otóż kupiec wędrowny tak mi zawrócił w głowie, że wpuściłam go przez okno do mojej sypialni. Wstydzę się, ale nic nie będę przed tobą ukrywać. Rozebrały mnie zupełnie miłosne wiersze, które recytował. Nie dał mi zmrużyć oka ani na chwilę aż do bladego świtu. Chwalił mnie, że jestem gorąca, podczas gdy ty byłeś zawsze zimny, tylko lody i lody. Jesteś rycerski, subtelny, niestety, mnie to nie wystarcza. Już ledwie byłam żywa, a on jeszcze i jeszcze, i znowu, i jeszcze (tu Floribella westchnęła). "Aleś ty dobra" – powtarzał. Nawet mi się nie śniło, że ktoś tyle razy przez jedną noc może.
Powiedział: "Jesteś lepsza, ślicznotko, niż córki innych burmistrzów, mięciutka, chętna i uczysz się szybko, będę cię więc polecał wszystkim wędrownym kupcom". "Nie! – krzyknęłam. – Myślałam, że mnie kochasz, a ty chcesz mnie polecać innym? Czy myślisz, że jestem szmatą? Łajdak!". "Łajdak?". Obrócił mnie i zbił, niezbyt mocno, to było... było... raczej... Nie patrz tak na mnie. Chyba powinnam opuszczać niektóre szczegóły, ale postanowiłam być całkiem szczera. Rozkazał mi powiedzieć: "Jestem szmatą. Polecaj mnie innym kupcom wędrownym, bardzo proszę". Powiedziałam. Prosiłam, żeby mi dał choć trochę odpocząć, a on: "Odpoczniesz jutro, moja gorąca zabaweczko, moje ciasteczko smaczne, moja truskaweczko różowa". Jestem kobietą upadłą. Jeśli przestałeś mnie kochać po tym, co usłyszałeś, zrozumiem to i odejdę. Trudno.
Porucznik długo milczał. Publiczność czekała. Wreszcie spytał:
– Drugiej takiej nocy nie było?
– Nie, nie, zresztą wyjechał, a żaden inny kupiec wędrowny na razie nie przyjechał.
– Powiem krótko. Przyznaję, że popełniłem fatalny błąd, będąc zimny. O tym, co się stało, zapomnimy, jednak o twoich skłonnościach i słabościach pamiętać muszę. Nawet bicie przez kupców wędrownych lubisz. Miłość miłością, Floribello, ale jako narzeczona i żona będziesz pod ścisłym nadzorem. Nic podobnego powtórzyć się nie może, mowy nie ma. Jutro dostaniesz regulamin.
W tym życiu przepływałem polskim statkiem dwa razy koło Gibraltaru. W poprzednim siadywałem na skale i patrzyłem na przepływające parostatki różnych bander. Nie zawsze wiedziałem, jakiego kraju jest flaga. Delfinów było wtedy więcej niż teraz. Grająca Floribellę aktorka Paloma Puszkina była piękna.