Podróż koleją ma w sobie magię, jakiej nie ma ani przelot samolotem, ani przejazd autokarem.
W pociągu częściej poznaje się współtowarzyszy podróży, łatwiej wywiązuje się rozmowa, czemu sprzyja choćby sposób rozsadzenia pasażerów twarzą do siebie. W wielu krajach kolej jest relatywnie tanim sposobem przemieszczania się z jednego miejsca do drugiego – czasem to nawet jedyny możliwy sposób podróży. Bywa, że przejażdżka koleją jest atrakcją sama w sobie, jak np. tren de la fresa (truskawkowy pociąg) w Hiszpanii. Jadąc z Madrytu do Aranjuez nie tylko dostaje się talerz wspaniałych, aromatycznych truskawek na drogę, ale w cenę jest też wliczone zwiedzanie przepięknych królewskich ogrodów w Aranjuarez (szczegóły: museodelferrocarril.org/tren_fresa.htm).
Ale nie zawsze podróżowanie koleją jest tak słodkie i wygodne.
Tłok i cudze ręce pod koszulką
Zdjęcie: Ewa Śródka
Zdjęcie z Indii wykonane aparatem Druh (1 megapiksel)
Podróżując samodzielnie po Indiach nie można uniknąć przejażdżki koleją – to najtańsza, a często też jedyna możliwość, aby przemieścić się z jednego miasta do drugiego. To także wyzwanie dla podróżników z Zachodu, ponieważ pociągi są zwykle ekstremalnie zatłoczone i dość brudne. W całych Indiach z kolei codziennie korzysta 15 mln. ludzi! Na dworcach panuje trudny do opisania harmider, do ruszających pociągów jeszcze doskakują ludzie, którzy często podróżują zawieszeni na zewnętrznych poręczach. Kupienie biletu na właściwy kierunek graniczy z cudem: trudno się dopchać, trudno porozumieć z kasjerem, który najczęściej nie mówi po angielsku i nie można też liczyć na żadne informacje pisemne. Zapewne też za bilet nieświadomie zapłacimy więcej (tu często obowiązuje zasada: biały ma kasę, więc może zapłacić 10 razy tyle co Hindus). Prawdą jest jednak, że nawet jeśli ktoś poda nam zawyżoną taryfę, to zapewne tego nie odczujemy. Kobiety powinny się przygotować na to, że w zatłoczonych pociągach będą łatwym celem do obmacywania, co się niestety często tutaj zdarza. Trudno też coś zrobić w takiej sytuacji – krzyki: "Perv! Help!" nie zrobią na nikim wrażenia. Przepchanie się do łazienki też nas nie uratuje choć na chwilę od cudzych rąk – toalet tu w pociągach nie ma.
Maroko – kolej w rozbudowie
Kilkanaście lat temu, z biletem Inter Rail (studencki bilet miesięczny na koleje w całej Europie i krajach sąsiadujących) w plecaku, wybrałam się w podróż – m.in. do Maroka. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że w Afryce bilet obejmuje linie, które... są dopiero w budowie. Przez trzy tygodnie spędzone w Maroku przejechałam więc koleją tylko do Casablanki i z Marrakeszu do Tangeru! Dziś część z tych wtedy planowanych linii jest ukończona, więc i śmielej można podróżować po szynach po tym fascynującym kraju. Przejazdy są tam tanie, więc zawsze lepiej kupić bilet pierwszej klasy – będzie wygodniej i mniej tłoczno. W drugiej klasie, szczególnie w nocy zdarza się, że ktoś "dołoży się" do naszej ławki (w gorszych pociągach są drewniane ławki zamiast siedzeń). Ludzie są tam nieco mniej wymagający niż Europejczycy i wychodzą z założenia, że żadne miejsce nie powinno się marnować. Nie należy też liczyć na wagon sypialny z prawdziwego zdarzenia – tamtejsze sypialne są najwyżej w standardzie polskich kuszetek. Koleją w Maroku ciągle nie dojedziemy za Góry Atlas. Inne połączenia należy przy planowaniu podróży sprawdzić na stronie oncf.ma
Przejażdżka w chmurach
Do niezapomnianych wrażeń należy podróż jedną z najwyżej położonych kolei na świecie – peruwiańską Ferrocarril Central Andino przez Andy. Z Limy do Huancayo (miasto w Andach położone na wysokości 3200 m. n.p.m.) jedzie się co prawda 12 godzin, ale każda minuta tej podróży jest warta spędzonego czasu i pieniędzy. Pociąg jedzie m.in. przez najwyżej położony tunel na świecie – Galera Tunel – a także przez stalowe mosty zawieszone między groźnymi wzgórzami. Widoki potężnych gór w chmurach dookoła, niesamowita przestrzeń i przede wszystkim – wysokość, niejednego turystę doprowadziły do nerwowego rozmyślania, czy tory są porządnie ułożone i czy pociąg nie zsunie się w przepaść. Nie ma obaw – linia ta była konstruowana w XIX w. przez polskiego inżyniera (Ernesta Malinowskiego) i jak do tej pory działa bez problemu. W pociągach są butle tlenowe dla tych, którym z powodu choroby wysokościowej lub stresu zabraknie tlenu. Kto chciałby doświadczyć przejażdżki po Andach powinien wcześniej sprawdzić na stronie ferrocarrilcentral.com rozkład pociągów, bo jest ich tylko parę w miesiącu. Najbliższy odjazd z Limy – 12 lutego.
Niemiecka jakość
Koleje niemieckie – Deutsche Bahn – chlubią się punktualnością, szybkością i niezawodnością. Za tę jakość trzeba jednak słono płacić. Aby np. przejechać w 2 godziny z Saarbruecken do Stuttgartu trzeba za bilet drugiej klasy w pociągi Inter City zapłacić około 60 euro. DB oferuje jednak i tańsze alternatywy. W weekend można przejechać w dowolne miejsce Niemiec za zaledwie 37 euro. Co więcej, ten specjalny weekendowy bilet (Schoenes Wochenende Ticket) obejmuje grupę pięciu osób podróżujących razem! Skorzystałam z tej oferty – owszem, było tani, ale... niezbyt szybko i niezbyt komfortowo. Przejazd z Saarbruecken do Stuttgartu zajął mi jakieś 6 godzin, miałam trzy przesiadki – w tym jedną z półgodzinną przerwą na stacji, która nie miała toalet – a pociągi były bardzo niewygodne. Te i inne podobne bilety w kolejach niemieckich obejmują bowiem wyłącznie przejazdy powolnymi pociągami regionalnymi. W ten sposób nauczyłam się, że w Niemczech najlepiej działa to, za co się dobrze płaci – kolej także.