W Hiszpanii bezrobocie wśród młodych sięga 40%. Młodzi, dobrze wykształceni Europejczycy pozbywają się złudzeń, o pracę w wyuczonym zawodzie będzie coraz trudniej. Większość zadowala się tym, co jest dostępne na rynku: stróż, kelnerka, ochroniarz w sklepie. O stabilizacji zawodowej i samorealizacji mało się mówi. W sytuacji, kiedy rynek pracy należy tak mocno do pracodawcy, absolwenci przeciętnych uczelni mają małe szanse. Szczęśliwcy, którzy prace dostaną, muszą się cieszyć się z faktu jej posiadania, bo nie z wynagrodzenia, które drastycznie spada.
Anita, lat 33, mieszkanka 70-tysięcznego miasta w woj. dolnośląskim, ukończyła Technikum Fizjoterapii, ma również licencjat z pedagogiki opiekuńczej z wychowaniem fizycznym. Sześć lat temu dostała pracę w Uzdrowisku Szczawno-Jedlina, gdzie na rękę dostawała 650 zł, z czego 170 wydawała na dojazdy do pracy."Ciągle musiała pomagać mi mama. Na nic nie było mnie stać, nawet na ciuchland. Postanowiłam wyjechać do Anglii". Tam rozpoczęła pracę jako opiekunka w Domu Starców, była również kelnerką i pomocą dentystyczną. Pamięta jak po malowniczej wyspie Jersey jeździły autobusy z ogromnym napisem: "Przyjmujemy do każdej pracy!" – Dzisiaj to niemożliwe – uśmiecha się gorzko – aplikowałam do zwykłego coffee shopu, ale było ponad 50 chętnych na jedno miejsce. Anita dwa razy podejmowała decyzje o powrocie do Polski, ale nie mogła się tu odnaleźć, głównie z powodu braku pracy. Za tydzień wraca z powrotem na wyspę Jersey, aby do października pracować jako kelnerka z darmowym zakwaterowaniem i prawie darmowym wyżywieniem. Cieszy się, ze udało jej się złapać tę pracę.Co dalej? Nie wie. "Marzy mi się stabilizacja, założenie rodziny no i na dziecko też jest już pora. Może ułoży mi się tym razem lepiej w Anglii. Może, po sezonie w październiku, wrócę do Polski i rozpocznę studia magisterskie z pedagogiki. Tak czy inaczej muszę odkładać pieniądze, bo czuje na plecach oddech kryzysu, gdzie by nie wyjechać".
Marek, lat 29, informatyk z 30-tysięcznego miasteczka w Polsce. Od kilku lat szuka stałej pracy, ale jak na razie jest "skoczkiem". Agencja pracy pośrednicząca miedzy nim a dużym zakładem dzwoni wówczas, gdy potrzebny. Wysokie koszty zatrudnienia w Polsce sprawiły, że najczęstszą formą zatrudniania są umowy o dzieło lub umowy zlecenia, nazywane powszechnie śmieciowymi. Nie odprowadza się od nich składek zdrowotnych, emerytalnych, nie należy się urlop. Marek szuka pracy w Norwegii, wie że ten kraj to oaza dobrobytu i stabilizacji. Podczas, gdy w innych krajach młodzież szuka lub drży o pracę, tam myśli się o wprowadzeniu 6,5 godzinnego dnia pracy. "W sumie za normalną pracą pojechałbym na koniec świata". Marek ma małe szanse na prace w Norwegii, bo znajomość języka angielskiego tam nie wystarcza, musiałby znać również norweski. Zbyt wielu chętnych z całego świata chciałoby znaleźć zatrudnienie w Norwegii, ale 8 milionowy kraj nie ma aż tak wielkich potrzeb zatrudniania obcokrajowców.
Dla Melanie z Francji, recepcjonistki w luksusowym hotelu w Paryżu, kryzys rozpoczął się 4 lata temu, kiedy to zauważyła, że nie stać jej na kolacje w restauracji składającej się z czterech dań: przystawki, dania głównego, deseru i kieliszka mocnego alkoholu na koniec. Raz w tygodniu serwowała sobie taką przyjemność. Stopniowo, z roku na rok, zamawiała mniej, aż w końcu zrezygnowała z kolacji na mieście. O ile młodzi Polacy z kryzysem zmagają się od zawsze, o tyle dla Francuza czy Hiszpana to zupełnie nowa i bardzo trudna sytuacja. O tym nie wspominali ich rodzice, bo nie było takiej potrzeby, na to, co się wokół nich dzieje nie byli przygotowani. Melanie przeczytała ostatnio poradnik " Jak nie stracić pracy?". Z kilkunastu punktów wzięła sobie do serca: "W czasach kryzysu: nie upominaj się o podwyższenie wynagrodzenia, postaw na wielozadaniowość, zostawaj dłużej po godzinach, integruj się z firmą, pomagaj innym współpracownikom".
Młodym Polakom przydałby się poradnik "Jak żyć i przetrwać w Polsce?".
“Młodzi, dobrze wykształceni Europejczycy”
Wyksztalceni w jakiej dziezinie?...