A to dopiero początek. Wkrótce z półek będą znikać kolejne słabsze żarówki. Rząd chce je stopniowo wycofywać ze sprzedaży do 2014 roku. Do tego czasu w sklepach nie będzie już 75-60-40-watówek. Ściślej biorąc ustawa obejmie 75-watówki od 1 stycznia 2013 roku, a 60- i 40-watówki od 1 stycznia 2014. W tym czasie handel może sprzedawać zapasy starych żarówek, pod warunkiem, że nie zostały one wyprodukowane lub sprowadzone do USA po dacie zakazu. Nie należy jednak liczyć, że ten towar będzie zalegać na półkach. Wielu Amerykanów kupowało w ostatnich miesiącach w dużych ilościach tradycyjne żarówki, gromadząc w domach zapas na kilka lat.
Uchwalony przez Kongres w 2007 roku Energy Independence and Security Act (EISA) zobowiązuje przemysł elektrotechniczny do produkowania oszczędniejszych źródeł oświetlenia o co najmniej 25 procent od tradycyjnej żarówki, wzorowanej na wynalazku Thomasa A. Edisona sprzed ponad stulecia. W 2020 roku nowe źródła światła mają przynosić już 70 proc. oszczędności. O wydajności danego źródła światła mają informować nas etykiety na kupowanym towarze. Podobne zmiany wprowadza się stopniowo w Europie.
Alternatywą dla tradycyjnego oświetlenia, w którym około 90 proc. zużywanej energii zamieniane jest na ciepło, są żarówki jarzeniowe (CFL – compact fluorescent light) oraz żarówki diodowe (LED – light emiting diode). Są one dużo droższe, ale za to oszczędniejsze w eksploatacji oraz dużo żywotniejsze. Na przykład lampa LED potrafi świecić nawet 30-50 lat i jest oszczędniejsza od 85 proc. od edisonowskiego wynalazku. Produkuje 45 lumenów na każdy wat energii (15 lumenów/wat w tradycyjnej żarówce). CFL produkuje 60 lumenów na wat i też są 10-krotnie żywotniejsze od żarówek. Oczywiście pod warunkiem, że nikt ich wcześniej nie potłucze. Oszczędności w zużyciu energii mają więc zrekompensować wyższą cenę nowego oświetlenia, które zresztą robi się coraz tańsze. Departament Energii szacuje, że przeciętne gospodarstwo domowe zaoszczędzi na rachunkach za prąd około 50 dolarów rocznie, wymieniając 15 starych żarówek na nowe oświetlenie. Biorąc pod uwagę ceny w sklepach, lampy CFL i LED będą musiały jednak świecić przez kilka lat, aby zamortyzować koszty zakupu.
Wielu Amerykanów jednak ze sceptycyzmem odnosi się do zmian prawa, traktując je jako niepotrzebne wtrącanie się rządu w codzienne życie obywateli. Lampy CFL nie są zbytnio lubiane, choćby z powodu "poskręcanego" wyglądu. Grupa republikańskich kongresmanów podjęła nawet próbę unieważnienia ustawy EISA, traktując nowe, ostrzejsze standardy jako naruszenie prywatności obywateli. Nie udało się im uzyskać wystarczającego poparcia na Kapitolu, ale skutecznie zablokowano w budżecie fundusze na egzekwowanie nowego prawa. Nie należy się jednak spodziewać, że dzięki temu stuwatówki wrócą do Home Depot, czy Wal-martu.
Kongresmani krytykując nowe prawo zwracali także uwagę, że nie widać innych zamierzonych efektów ustawy, która miała podobno tworzyć nowe miejsca pracy. Produkcja niemal w całości przeniosła się bowiem do Azji, głównie do Chin.
Obowiązkowa zmiana żarówek budzi kontrowersje także z powodów zdrowotnych. Światło tradycyjnej "edisonowej" żarówki posiada spektrum najbardziej zbliżone do światła słonecznego. Jest więc dużo zdrowsze od CFL i LED, w których temperatura światła jest dużo "zimniejsza". Warto zwrócić uwagę na opakowaniu na informację na ten temat. Temperatura światła mierzona w Kelvinach (K) w przypadku edisonowskiej żarówki waha się w granicach 2700-3000 K. Lamy diodowe mają już 3300-5000 K, ale starsze CFL mogą emitować zimne światło sięgające 6500 K. A im mniej Kelvinów tym światło jest bardziej żółte i zdrowsze dla człowieka.
W odróżnieniu od CFL edisonowska żarówka nie zawiera też rtęci. Ekologiczne zyski w postaci oszczędności energii nie są więc jednoznaczne, bo według oficjalnych danych jedna stłuczona lampa CFL może zanieczyścić nawet do 6000 tys. galonów wody. Dlatego też nie można ich wyrzucać do zwykłych śmieci. Ludzie i tak będą to jednak robić, co może powodować zanieczyszczenie wód gruntowych w pobliżu wysypisk śmieci.
Naukowcy przewidują więc, że technologia CFL, nie różniąca się wiele od długich lamp jarzeniowych prędzej czy później przejdzie do lamusa. Przyszłość ma należeć do lamp diodowych. Technologia LED pozwala na ściemnianie i rozjaśnianie światła (większość CFL nie ma takich możliwości), nie zawiera rtęci, jest najbardziej wydajna, a żarówki diodowe mają najdłuższy okres eksploatacji. Tylko czy stać na płacenie 25 dolarów za jedną 12-watową lampę, gdy jej odpowiednik, 60-watową edisonowską żarówkę, można kupić za marne 50 centów? Rząd najwyraźniej uznał, że tak. Konsumenci będą jednak musieli traktować nowe oświetlenie diodowe jako trwały sprzęt, a nie przedmiot, który będzie można szybko i tanio wymienić na poczekaniu. Chyba, że w spiżarniach mają już przygotowany na czarną godzinę zapasik starych żarówek, wykonanych według starej dobrej technologii Thomasa A. Edisona.

A który to konkretnie (proszę podać rozdział i punkt) fragment konstytucji USA daje rządowi federalnemu prawo do decydowania o tym jakie rodzaje żarówek są a jakie nie są legalne?