Zatrzymywałam się, chłonęłam świat i miałam wrażenie, że im dalej jestem od miast zachodniej cywilizacji, tym łatwiej jest oddychać. Spojrzałam wstecz na wszystko, co zostało za mną. Betonowe miasto, ulica, szum samochodów, lśnienie reklam. Metaliczne stukanie monet i suchy szelest banknotów. Śpieszące się kroki. Stukanie kas, hałas zatrzaskiwanych drzwi, furkotanie żaluzji. Telefon i internet, czyli niewidzialny łańcuch trzymający ludzi w gotowości i oczekiwaniu. Lawina akcji reklamowych, które agresywnie atakują wszystkie zmysły.
Dziwny jest ten świat
Zaczęłam dostrzegać dziwne prawidłowości w każdym ze światów, które poznawałam. Przez minione ponad dwadzieścia lat przebyłam nie tylko setki tysięcy kilometrów w przestrzeni na kilku kontynentach, ale także przewędrowałam własnymi stopami przez całą historię ludzkości. Mieszkałam w dżungli w osadzie Indian uważanych za ostatnich ludzi z epoki kamienia łupanego. Poznałam tajemnice amazońskich szamanów, byłam przez nich leczona i uczona.
Dotarłam do wioski Buszmenów, których zestaw genów jest identyczny jak u pierwszych ludzi, którzy dwa miliony lat temu pojawili się w Afryce. Spotkałam Aborygenów, potomków starożytnych cywilizacji Majów i Inków, wędrowałam po bezdrożach Australii, obu Ameryk, Afryki i Azji. Spotkałam ludzi na każdym możliwym szczeblu rozwoju cywilizacyjnego – od Indian w szałasach z liści palmowych, przez lepianki Masajów, aż po kamienne domy w Tybecie, pałace gwiazd z Hollywood i drapacze chmur w największych metropoliach świata.
Wszędzie szukałam Prawdy. Uniwersalnej prawdy o nas, ludziach. Szukałam rzeczy, które najlepiej nas określają, ale także takich, które stanowią niepodważalną wartość. Uczyłam się oddzielać iluzję i fałsz od tego, co jest wiarygodne i prawdziwe. Obserwowałam, pisałam, wyciągałam wnioski. Dlaczego ludzie poszli taką, a nie inną drogą rozwoju cywilizacyjnego?
Jaki jest nasz świat?
Dlaczego nasz świat jest taki, jaki jest? Dlaczego istnieją w nim rzeczy złe i dlaczego wciąż toczą się wojny? Jak to możliwe, że w XXI wieku obok nowoczesnych wynalazków, pięknych idei i przekonania o wyższości i mądrości naszego świata, wciąż na Ziemi ludzie strzelają do siebie z karabinów, umierają z głodu albo są zabijani przez fale tsunami, powodzie i tragiczne trzęsienia ziemi?
Czy nasz świat jest okrutnym chaosem rządzonym przez szalone przypadki? Kim są ludzie sprawujący władzę i podejmujący decyzje wpływające na los ludzkości? Jak ma się do tego potężna siła natury, która utrzymuje przy życiu rośliny i zwierzęta, i dzięki której istnieją różne gatunki, łącznie z ludźmi?
Czy istnieje jakaś wspólna cecha pomiędzy wielkimi instytucjami finansowymi a wielkimi oceanami? Jedne i drugie mają bezpośredni wpływ na życie ludzi. Przypływy i odpływy są tak samo ważne, jak wznoszące się i opadające kursy walut.
Czy świat naturalny i świat sztucznie stworzony są sobie przeciwstawne, czy wprost przeciwnie, uzupełniają siebie i są swoim lustrzanym odbiciem?
Teoria i praktyka prawdy
Najbardziej zaskakiwały mnie zderzenia prawdy istniejącej i prawdy głoszonej, czyli krzycząca rozbieżność pomiędzy jakąś teorią a uprawianą praktyką. Wszystko to odbywało się oczywiście wśród ludzi, było przez nich wymyślone, wykonane i stworzone, i zawsze skierowane do innych osób. Podkreślam to, bo łatwiej byłoby zrozumieć gdyby na naszej planecie pojawiły się istoty z kosmosu, które posługując się innym światopoglądem i sposobem myślenia potrafiłyby skłonić Ziemian do różnych destrukcyjnych zachowań, stosując niemożliwą do przeniknięcia naszym umysłem manipulację albo hipnozę. Tymczasem ja, jako człowiek, byłam i jestem świadkiem takich procesów dziejących się we współczesnym świecie. Zawsze mnie to zdumiewało. Jak to możliwe, że w niektórych sferach jesteśmy dzisiaj na poziomie jaskiniowców, ale nikogo to nie tylko nie dziwi, jest nawet milcząco akceptowane?
Spotykałam różnych ludzi. Hinduskich joginów o wychudzonych ciałach i Amerykanów tak otyłych, że nie mieścili się w fotelach samochodów. Uradowanych biedaków z brazylijskiej wioski i szarych ze smutku bogaczy z Londynu. Muskularnych i zwinnych wojowników znad Orinoko i zmęczonych nadgodzinami pracowników korporacji. Mnichów buddyjskich, którzy oddają się spokojnej medytacji i agentów sprzedaży w wiecznym stresie i pościgu za klientami. Rybaków, którzy o świcie wracają z sieciami pełnymi ryb i żebraków, którzy stoją w kurzu miasta licząc na jałmużnę.
Szukałam ludzi, którzy są szczęśliwi. I wtedy zawsze pytałam siebie: dlaczego ten człowiek jest szczęśliwy, a inny nie? Gdyby zamienić miejscami szczęśliwego myśliwego z dżungli amazońskiej i umordowanego życiem kierownika działu w trakcie rozwodu, to czy ten pierwszy stałby się nieszczęśliwy, a drugi zyskałby szczęście? A jeśli nie, to dlaczego?
Eksperyment wcielenia
Podczas podróży zawsze robiłam też pewien eksperyment. Wcielałam się w życie każdej spotykanej osoby. Robiłam to właściwie przez całe życie, nawet wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Wyobrażałam sobie, że jestem kimś innym. Czytałam książki podróżnicze i stawałam się bohaterem każdej z nich. To ja wędrowałam przez śniegi Alaski i tropikalne puszcze. Czułam na ustach zimne płatki śniegu i smak egzotycznych owoców. Słyszałam łopot skrzydeł papugi i wąchałam słodkie lilie na Madagaskarze. To było ćwiczenie z wyobraźni, ale czułam je bardzo, bardzo realnie.
Kiedy zaczęłam podróżować, na każdego spotkanego człowieka też patrzyłam jak na bohatera jego własnej historii, jego własnej opowieści o życiu. I wyobrażałam sobie, że jestem nim. Obserwowałam go tak, jakbym czytała książkę. I znów ja byłam jej bohaterem. Czułam jego głód, ból, zmartwienie, przeżywałam jego radość, spokój, zamyślenie. Byłam nim. Patrzyłam na świat jego oczami. Czułam dotyk tkaniny na jego skórze. Czułam jego spuchnięte palce. Czułam jak na jego twarz pryskają ziarna piasku spod kopyt wielbłąda. Czułam jego samotność w wielkim mieście albo pełną zadowolenia pewność siebie
Nie przestawałam być sobą. Tyle tylko, że moje “ja” ulegało na chwilę zawieszeniu. Nie grałam żadnej roli jak aktor wcielający się w postać. Ja po prostu wnikałam w emocje, ciało i umysł każdego napotkanego człowieka.
Wchodziłam w niego, tak jakbym była w stanie wślizgnąć się w cudze ciało i poczuć to, kim jest jego właściciel. Robiłam to zawsze i wciąż to robię. Nie jest to działanie zaplanowane ani wyuczone. Jest to po prostu jeszcze jeden wymiar i sposób podróżowania, docierania do prawdy, poszerzania wiedzy o świecie i ludziach.
Nawet kiedy siedzę w samochodzie na skrzyżowaniu i widzę na pasie obok innego kierowcę, natychmiast przenoszę się myślami i wchodzę w jego ciało. Patrzę na światła jego oczami. Czuję jego energię, wiem jak się zachowuje po wyjściu z samochodu, wiem jakim gestem przekręca klucz w zamku, jaki ma wyraz twarzy kiedy budzi się rano. Wiem jak reaguje na stres i kiedy krzyczy, wiem jak bardzo potrafi się cieszyć, a co leży poza jego umiejętnością postrzegania i przeżywania. Nie wpływam w żaden sposób na jego umysł, ale jestem w stanie przez chwilę nim być. Na chwilę tak krótką i długą jednocześnie, że nie zatrzymuję go i nie odrywam od zajęć, ale wystarczającą, żeby być nim całkowicie, wraz z pełnym kompletem emocji i informacji na jego temat, łącznie z tym, co on wie o sobie i tym czego nie wie, oraz tym, co ja wiem o nim, a on nie zdaje sobie z tego sprawy.
Szukam Prawdy
Robię to, bo szukam... Prawdy. Byłam tysiącami różnych osób. Każda scena jest zapisana w mojej pamięci z kilku źródeł – mojego własnego przeżywania i moich emocji oraz emocji tych, którzy w tym zdarzeniu uczestniczyli, a ja zarejestrowałam ich obecność i zamieniłam się z nimi na moment miejscami.
Jestem sobą, a jednocześnie jestem człowiekiem, na którego patrzę. Widzę siebie patrzącą na niego i jednocześnie patrzę na siebie jego oczami. Czuję swoje emocje z tym związane, ale jednocześnie na innym poziomie odczuwania czuję też to, co czuje on.
To fantastyczna przygoda. Dzięki temu podróżowałam nie tylko fizycznie przez świat rozłożony w poziomie pod moimi stopami. Nie tylko pionowo w czasie, odwiedzając plemiona żyjące zgodnie z tradycjami sprzed dwudziestu tysięcy lat. Podróżuję także przez umysły tych, którzy stają na mojej drodze. Dzięki temu przez kilkadziesiąt lat zbierałam doświadczenia, drobne i pozornie nieznaczące wrażenia, obrazy, odczucia, emocje, okruchy prawd i wniosków, które pewnego dnia zaczęły układać się w jasną, przejrzystą, harmonijną całość. Wiem, że nie wiem wszystkiego. Ale to co wiem, pozwala mi rozumieć świat i wyjaśnić jego początek oraz koniec.

Bilety na spotkanie po $15? A co bedzie w zamian? Taniec na rurce? Pizza? Pieczone chrabaszcse? A $5 by nie wystarczylo? Toz bilet do kina jest tanszy!
.
Przewiduje obecnosc ok. 7-miu osob ‘Klubu elitarnych’. I bardzo dobrze. Sadzac z powyzszego wydumanego tekstu - i spotkania i ksiazka beda niewiele warte.
.
‘Teoria i praktyka prawdy’?
A coz to takiego?
Albo:
‘Podczas podróży zawsze robiłam też pewien eksperyment. Wcielałam się w życie każdej spotykanej osoby’ .....WIRUSEM JESTEM??? ...Boze, co za stek pretensjonalnych bzdur…
.
‘Czułam na ustach zimne płatki śniegu i smak egzotycznych owoców’...
Trele morele…
Ta Pani usiluje z przemieszczania sie zrobic jakas poezje ale nie napisala kto jej daje na bilety samolocikowe a tymczasem nawet Kolumb musial miec sponsora, ktoremu (ktorej) obiecal zlote runo…